Błędem jest nazywać ludzi przyjaciółmi którzy są i których się lubi. Są to koledzy i koleżanki. Przyjacielem można nazwać człowieka, który w ciężkiej chwili nie odejdzie, pomoże choćby swoją obecnością.
DreamMaker
Dlatego wole miec kilku przyjaciół niż kilkudziesięciu kolegów/koleżanek. Z przyjaciółką potrafimy odprowadzać sobie samochody do mechaników, przygotowywać święta, których część spędzamy razem, pomagać sobie w wielu innych drobnostkach. Gdy którejś zle moze liczyc na wino i rozmowe :) Dobrze czuc, ze ma się wsparcie.
No i? Bo to wyznanie oprócz faktu, że przypomina mi wynurzenia jakiegoś małolata, to nie ma tu żadnego wyjaśnienia, dlaczego właściwie tych przyjaciół nie masz, co może być powodem, że jest tak jak jest.
mamyczas
Problem w tym, że to jest właśnie problem kluczowy. Skąd wiemy, że autor nie żali się całemu światu, siedząc w domu i czekając łaskawie na mannę z nieba? Może autor sam swoim zachowaniem zraził do siebie innych, a teraz zamiast zastanowić się nad sobą ma żal do całego świata? To nie ja, a autor powinien włożyć więcej wysiłku, bo od użalania się nad sobą jeszcze nikomu nie przybyło.
Więc coś z Tobą nie tak. Przez całe życie nie trudno znaleźć chociaż jedną przyjaźń. Widocznie nie jesteś typem osoby z którą inni ludzie dobrze się czują.
Samotnik123
@lessthan3 Dobrze że z Tobą jest wszystko ok.
lessthan3
Ja nie płacze na anonimowych na brak przyjaciół. Najtrudniej jest znaleźć problem w sobie. Najlepiej założyć, że to cały świat jest przeciwko nam.
Spoko mam podobnie.. mam 23 lata i jedyne osoby z którymi rozmawiam to rodzice i raz na jakiś czas brat... Co nie znaczy że nie staram się znaleźć sobie przyjaciół czy chociażby kolegów. Brat ma ten sam problem..matka przez całe życie identycznie.
Ha ha, nie martw się. Ja mimo długich rozmyślań, stwierdziłam, że prócz mojej siostry nia ma żadnych potencjalnych kandydatek na świadkową na moim ślubie.
Ja też nie mam żadnego przyjaciela. I nie wiem dlaczego. Pytam się innych czy chcą przyjść, porozmawiać, ale prawie nikt nie chce. Prawie każdy, kto ze mną rozmawia, gdy widzi w ,,fajnych'' to nagle przestaje ze mną rozmawiać i udaje, że mnie nie ma. Jestem miły i pomocny, a i tak nikt nie chce się ze mną przyjaźnić. Nigdy nie wyzywałem nikogo i nie biłem (na serio nigdy). Jak już ktoś do mnie przyjdzie (zdarza się to raz na ruski rok) to przyniosę przekąski, naleje napoju, porozmawiam, pogram w coś. Szanuję poglądy innych i nie wyśmiewam. Czasami pytam czy mogę do kogoś przyjść i prawie każdy mówi: muszę do babci iść, idę do lekarza itd...
Błędem jest nazywać ludzi przyjaciółmi którzy są i których się lubi. Są to koledzy i koleżanki. Przyjacielem można nazwać człowieka, który w ciężkiej chwili nie odejdzie, pomoże choćby swoją obecnością.
Dlatego wole miec kilku przyjaciół niż kilkudziesięciu kolegów/koleżanek. Z przyjaciółką potrafimy odprowadzać sobie samochody do mechaników, przygotowywać święta, których część spędzamy razem, pomagać sobie w wielu innych drobnostkach. Gdy którejś zle moze liczyc na wino i rozmowe :) Dobrze czuc, ze ma się wsparcie.
No i? Bo to wyznanie oprócz faktu, że przypomina mi wynurzenia jakiegoś małolata, to nie ma tu żadnego wyjaśnienia, dlaczego właściwie tych przyjaciół nie masz, co może być powodem, że jest tak jak jest.
Problem w tym, że to jest właśnie problem kluczowy. Skąd wiemy, że autor nie żali się całemu światu, siedząc w domu i czekając łaskawie na mannę z nieba? Może autor sam swoim zachowaniem zraził do siebie innych, a teraz zamiast zastanowić się nad sobą ma żal do całego świata? To nie ja, a autor powinien włożyć więcej wysiłku, bo od użalania się nad sobą jeszcze nikomu nie przybyło.
To straszne mieć trzynaście lat...
Więc coś z Tobą nie tak. Przez całe życie nie trudno znaleźć chociaż jedną przyjaźń. Widocznie nie jesteś typem osoby z którą inni ludzie dobrze się czują.
@lessthan3 Dobrze że z Tobą jest wszystko ok.
Ja nie płacze na anonimowych na brak przyjaciół. Najtrudniej jest znaleźć problem w sobie. Najlepiej założyć, że to cały świat jest przeciwko nam.
Spoko mam podobnie.. mam 23 lata i jedyne osoby z którymi rozmawiam to rodzice i raz na jakiś czas brat... Co nie znaczy że nie staram się znaleźć sobie przyjaciół czy chociażby kolegów. Brat ma ten sam problem..matka przez całe życie identycznie.
Ha ha, nie martw się. Ja mimo długich rozmyślań, stwierdziłam, że prócz mojej siostry nia ma żadnych potencjalnych kandydatek na świadkową na moim ślubie.
Możemy przybić sobie piątkę :D
jak sie jest gorszym od reszty to tak jest :)
Witam w klubie
Ja też nie mam żadnego przyjaciela. I nie wiem dlaczego. Pytam się innych czy chcą przyjść, porozmawiać, ale prawie nikt nie chce. Prawie każdy, kto ze mną rozmawia, gdy widzi w ,,fajnych'' to nagle przestaje ze mną rozmawiać i udaje, że mnie nie ma. Jestem miły i pomocny, a i tak nikt nie chce się ze mną przyjaźnić. Nigdy nie wyzywałem nikogo i nie biłem (na serio nigdy). Jak już ktoś do mnie przyjdzie (zdarza się to raz na ruski rok) to przyniosę przekąski, naleje napoju, porozmawiam, pogram w coś. Szanuję poglądy innych i nie wyśmiewam. Czasami pytam czy mogę do kogoś przyjść i prawie każdy mówi: muszę do babci iść, idę do lekarza itd...