#Oy2Jd
Jako młody człowiek strasznie się zakochałem w kobiecie mającej dziecko. To było coś - motyle w brzuchu. Pasowaliśmy do siebie jak ulał. Piękne było to, że z powodu tak wielkiej miłości zostawiłem wszystko dla nich - imprezy, znajomi, używki. Liczyły się tylko one dwie (ma córkę).
Jakoś po dwóch latach ślub, a po trzech dziecko. Wyjazd za granicę do pracy. Wyjechaliśmy wszyscy. Pracowałem jak wół - na dwie prace. Niczego nam nie brakowało - nowe meble, elektronika, samochody. Mieszkanie żony, więc umowa - kupujemy graty, bo chata jest, jak wrócimy do Polski, to z rzeczami do mieszkania.
To było piękne życie. Do czasu. Do czasu, aż nastał okres dojrzewania pasierbicy. Dla mnie był to trudny czas (awantury, używki, niewracanie na noc nastolatki). Strasznie to przeżywałem, ale żyłem nadzieją, że to przejdzie, że dziecko zrozumie zakazy stawiane z powodu troski. I nieważne, że ojczym - ojciec nie interesował się nią całe życie.
Życie toczyło się dalej. Niestety, było coraz gorzej. Pijaństwo nastolatki, trawa, imprezy, wyzwiska kierowane do mnie, rękoczyny - dziecko 14 lat. Od strony matki zero reakcji, tylko krytyka mojej osoby. Po pewnym czasie zauważyłem, że coś się psuje. Pytałem żony, czy wszystko OK, czy coś się dzieje. Zawsze odpowiadała, że jest tak jak powinno być.
Na rocznicę ślubu kupiłem jej furę, taką za sto kawałków. Pojechaliśmy do rodzinnego miasta. Tam mnie żona zdradziła. Powiedziała, że to koniec, że rozwód. Oczywiście pytałem - ale jak?, skoro mówiła, że wszystko jest OK. Byłem załamany. Na nic nie pomogła terapia małżeńska (dwa spotkania), rozmowy, nic. Na pytanie dlaczego tak mnie oszukała, skoro poświęciłem dla niej swe życie - powiedziała, że jestem nienormalny.
Dostaliśmy rozwód na pierwszej rozprawie. Podziału majątku jeszcze nie było. Była zabrała wszystko na co tyrałem. W wieku 40 lat zostałem goły i wesoły. Człowiek oddał wszystko dla kogoś, a został potraktowany jak śmieć.
Dziś jest dwa lata po rozwodzie. A ja codziennie w nocy płaczę i się zastanawiam za co to. I nie chodzi tu o mnie, a o dziecko, które mam z tą kobietą. Niby jestem dorosły, niby wiele widziałem i wiele wiem, ale za nic w świecie nie jestem w stanie wytłumaczyć tej małej istocie co zaszło, dlaczego jest jak jest. Co chwila o tym myślę. Najgorzej znoszę rozmowy z córką, widzenia. Widzę w jej oczach straszny smutek. Najgorzej dla ojca widzieć cierpienie dziecka, będąc bezsilnym.
Wiele bym dał, by cofnąć czas, spróbować inaczej to wszystko rozegrać, tak by moja córka była szczęśliwą osobą, by miała normalne dzieciństwo, z obojgiem rodziców. Smutne jest również to, że pasierbica wpadła w bardzo złe towarzystwo, a ja nie mam wpływu, by ją z tego wyplątać. Szkoda mi tych dzieci i braku rozumu u mojej byłej żony.
Od czasu rozstania patrzę z pogardą na kobiety, traktuję je, jak coś najgorszego co chodzi po świecie. Zmieniłem się.
Ot taka historia, którą chciałem z siebie wyrzucić.
Nie wszystkie kobiety są takie same i nie możesz ich mierzyć jedną miarą. Są kobiety, które nie potrafią uszanować tego co mają, ale i są kobiety, które marzą mieć tak poukładane życie a nie było im to dane.
@aqew Wam to wszystko kurva łatwo mówić.. Siedzi sobie taki Maciuś albo Mariola i doradzają na anonimowych. Najlepiej. Zawsze łatwo mówić.
Człowiek stracił tyle lat. Już kobieta nie będzie dla niego taka sama.
Tak jak Pan Komenda co przesiedzial niewinnie 18lat w więzieniu. Też mu kurva powiesz ze ludzie nie są podstępni i trzeba im ufać? Nic tylko gadać potraficie.
A to oznacza że wszyscy ? Ja straciłam 13 lat. Mama 23. Siostra 9. I co mam przekląć ród męski bo wszyscy są tacy sami ? Nie wyszło chłopu. Trudno. Bardzo mi przykro że trafił na takiego człowieka. Mam nadzieję, że mu się poukłada w życiu
Czekaj. Ale co ma do tego pierwsze zdanie? Ze tylko "dzieciate" tak robia? Jej corka Cie nie szanowala - w tym wieku i Twoje wlasne dziecko moze sie zachowywac w dokladnie ten sam sposob. Cala reszta to wina partnerki, a czy miala wczesniej dziecko czy nie, nie gra zadnej roli.
Zwróć uwagę że piszesz tylko o aspektach materialnych. Meble, elektronika, samochody. Łożyłeś pieniądze. Może skupienie się tylko na tym aspekcie było błędem? Przecież nie zostawiła cię chyba tylko z powodu buntu swojej córki? Na dodatek, twoje odreagowanie na kobietach, też nie najlepiej o tobie świadczy. Co to za stosowanie odpowiedzialności zbiorowej? Może więc miała swoje powody żeby nie być z tobą, bo faktycznie nieciekawie wyglądasz, bazując na twoim wyznaniu.
Ah, uwielbiam to. Facet pisze jak to stracił wszystko, zonka zabrała cały dobytek, a komentarze na anonimowych jak zwykle "a może to twoja wina".
Co do mnie, to chciałbym znać historie z każdej strony, ale wy chcecie tylko wtedy, kiedy poszkodowanym jest facet.
Selevan, chciałam to samo pisać. Facet zdradzony, zostawiony przez żonę a tu teksty że za mało skupiał sie na żonie. Po pierwsze nie wiemy ile czasu poświęcał rodzinie, po drugie próbował sie dowiedzieć, czy coś jej nie pasuje. Nic o nich nie wiemy. Może lubili takie życie, może to jej ciagle było mało, tego nie wiadomo. Nic nie usprawiedliwia zdrady i porzucenia w taki sposob
Selevan i anchem. Proszę zwrócić uwagę na występujące w komentarzu znaki zapytania i wielokrotnie powtarzające się słowo "może". ;)
Rozumiem podjętą tutaj próbę spojrzenia na tę sytuację z innej perspektywy... Ale do cholery no, czy to ma być usprawiedliwienie dla zdrady? Dla mnie zasada jest prosta - jesli chcesz wejsć w nową relację z kims innym, najpierw zakończ swój obecny związek. Dlatego własnie nie jestem w stanie spojrzeć przychylnym okiem na byłą żonę autora wyznania. Nie dosć, że chłop harował na nią, jej córkę i ich wspólne dziecko, to jeszcze ta na koniec poszła w tango z innym i oskubała męża na kasę. I nie sądzę, żeby autor zaniedbywał rodzinę. Swiadczy o tym fakt, że starał się ratować swoje małżeństwo - próbował rozmawiać z żoną, poszedł z nią na terapię dla par... Tak samo jak fakt, że starał się być dla swojej pasierbicy ojcem, a nie tylko ojczymem. Angażował się w jej wychowanie, mocno przeżywał jej okres buntu... A teraz, nawet pomimo rozwodu z żoną, nadal zabiega o podtrzymywanie więzi z ich wspólną córką. Gdyby myslał tylko o kasie, to czy podejmowałby się tego wszystkiego?
Może i jestem w tym momencie jednostronna, ale ja nie potrafię pojąć czegos takiego jak zdrada. Ja sama pod koniec mojego bardzo burzliwego związku byłam już piekielnie wykończona psychicznie, miałam dosć... Do tego w tamtym okresie non-stop dostawałam atrakcyjne, dwuznaczne propozycje od pewnej osoby. Za każdym razem jednak odmawiałam - bo przez mysl mi nawet nie przeszło, żeby zdradzić mojego chłopaka. Ja wręcz walczyłam o ten związek do samego końca. Z tego też powodu jestem w stanie zrozumieć niechęć autora wyznania do przedstawicielek płci żeńskiej. Gorzej tylko, jesli on w tym przeswiadczeniu pozostanie już do końca życia i zmieni się w zgorzkniałego, chamskiego mizogina.
A zresztą, mało to kobiet na swiecie, które zostały w przeszłosci zranione przez mężczyzn i w rezultacie zmieniły się w wojujące feminazistki? Takich, dla których każdy facet to skończony ch**...
Wiem, że może i napisałam to zbyt ostro, ale mnie też powoli zaczynają wkurzać te wszechobecne podwójne standardy.
Selevan, dokładnie to chciałam napisać. Jak kobieta się tutaj żali, to większość jest po jej stronie, ale jak już facet coś takiego napisze to wylewa się na niego wiadro pomyj!
@Ivanhoe spójrz na siebie. Oceniasz faceta po jednym wyznaniu. Bazując na tym jakie głupoty wypisujesz musisz być gruba feministka która nie ma szczęścia z facetami.
I wiesz co nas teraz różni? Ja wiem ze mogę się mylić zaś ty uważasz że wina jest faceta i nawet jeśli facet coś zrobił to nie pieprzony powód do zdrady. Kobieta zawinila. Nawet facet chciał pogadać to damulka nic nie chciała powiedzieć. Póki dostawała materialne rzeczy to było okey.
Można było rozwiązać to pokojowo. To tepa dzida posunela się do zdrady. Żałosne. Nieważne co facet robił. Póki jej nie bił i nie zdradził to jest niewinny, a ta damulka to szmata.
Szkoda chłopa że żył i rozpieszczał takie gówno.
@Canzas26 - spójrz na anonimowe. Tu zazwyczaj każdy komentujący ocenia po jednym wyznaniu. Ty też mnie oceniasz, widząc we mnie grubą feministkę. I też nie masz oporów oceniać panny z wyznania. Wsadź sobie więc twój obiektywizm wiesz gdzie. I zwróć uwagę, że ja wcale nie feruję żadnych kategorycznych ocen. Przecież mój komentarz to jedno wielkie zastanawianie się i gdybanie. Bo zazwyczaj jest tak, że związki nie rozpadają się tylko z powodu jednej strony.
No tak, bo wszystkie kobiety, a zwłaszcza te z dzieckiem, są winne tego, że trafiłeś na sukę. Na córkę też zaczniesz patrzeć z pogardą, jak dorośnie?
@Diavel stereotypy nie biorą się z "lasu". Większość kobiet z dziećmi szuka jelenia tylko. Nie piszę wszystkie ale wiekszosc.
Kobiety to MATERIALISTKI bo przecież to facet na rodzinę zarabia i pracuje, a jeśli nie ma dużo pieniędzy to nie jest wart spojrzenia. Takie jesteście.
Tak jak samice w świecie zwierząt - na byle kogo się nie leci, bo z tego potomstwo jest marne.
Ja może trochę z innej beczki. Często okazuje się, że kobiety swoje dzieci z poprzednich związków traktują inaczej. Zachowują się tak, jakby miały kompleksy wobec dziecka i nowego partnera, skutkiem czego jest idealizowanie owego dziecka. Choćby nie wiem co zrobiło, to zawsze starają się go wybronić i nie pozwalają ukarać i naprostować te dziecko przez swego nowego partnera. Koleżanka z pracy mojej mamy miała podobnie. Mimo iż wiedziała, że jej dziecko postępuje źle, nie pozwalała dyscyplinować je przez swojego nowego partnera (jak mówiła było to silniejsze od niej). Skutek był taki, że dziecko się stoczyło i poszło do więzienia. Oczywiście nie generalizuję, że tak jest zawsze, ale co widać na powyższej historii, zdarza się i to wcale nierzadko. Jest wtedy bardzo ważne by ustalić zasady i obserwować. Jeżeli matka mimo wszystko stoi murem za dzieckiem i nie trafiają do niej żadne argumenty, wtedy moim skromnym zdaniem trzeba poważnie rozważyć odejście, by uniknąć takich sytuacji jak ta w owej historii.
Niestety muszę też autorowi dolać łyżkę dziegciu. To, że jedna kobieta Cię mocno skrzywdziła, nie daj Ci prawa do krzywdzenia innych kobiet. Odpowiedzialność zbiorowa jest zawsze zła i podła. Jeżeli masz pretensje do kobiet jako takich, to najlepiej odgródź się murem i traktuj je z szacunkiem ale i chłodnym dystansem. Jeżeli jednak spotkasz kobietę, która będzie próbowała przebić się przez ten mur, to moim zdaniem powinieneś jej pozwolić. Jeżeli nikt nie może Cię zranić, to nikt Cię nie kocha...
A pokazywałeś miłość prezentami za sto kawałków, czy spędzaniem szczęśliwego czasu?
To wyznanie bardzo przypomina mi historię pewnego człowieka, którego poznałam podczas mojej pierwszej podróży do Niemiec. Jechałam akurat busem, a tak się złożyło, że miałam wysiadać jako ostatnia pasażerka. Kiedy więc zostałam sama z kierowcą, przesiadłam się koło niego i zaczęlismy pogawędkę. Od słowa do słowa, facet zaczął mi opowiadać historię swojego życia.
Parę lat wstecz poznał kobietę z córką. Zakochał się w niej i wkrótce wzięli slub. Przez pierwsze lata układało im się swietnie, doczekali się nawet wspólnego synka. Grzesiek (bo tak miał na imię kierowca) pracował na kilka etatów, żeby spełniać kolejne zachcianki żony i pasierbicy. Później młoda weszła w okres dojrzewania i zaczęła ostro przeginać, a matka na wszystko jej pozwalała. Sama zresztą nie pracowała i spędzała czas na wydawaniu pieniędzy na drogie ciuchy i kosmetyki. Niestety, ile razy Grzesiek próbował z nią o tym rozmawiać, tyle razy ona olewała temat. On był tym faktem mocno załamany. Nie wiedział, co jeszcze może zrobić. Powiedziałam mu wtedy, że nie może uszczęsliwiać kogos swoim własnym kosztem - bo nie na tym związek polega. Jesli druga połówka ma gdzies twoje potrzeby, to nie ma sensu, by to ciągnąć. Doradziłam mu więc, żeby spróbował żonie postawić ultimatum - a jesli dalej nic by się nie zmieniło, to po prostu się z nią rozstać. Nie wiem, czy była to najmądrzejsza rada, ale tak po ludzku szkoda mi było tego faceta... Niestety Grzesiek wiedział, że żona zrobi mu wtedy na złosć i odetnie go od ich wspólnego dziecka. Widać było, że bardzo mu zależy na maluchu, mówił o nim z ogromną czułoscią... I dlatego też postanowił poswięcić się i zostać z żoną. Chciał, żeby jego dziecko miało oboje rodziców. Pragnął również, by jego silna więź z synem nie ucierpiała. Strasznie było mi przykro, jak tego słuchałam... Przecież on mógł sobie jeszcze ułożyć życie z kims innym i być szczęsliwy - a o dziecko zawsze mógł zawalczyć w sądzie (choć wiem, że to niełatwe)... Ale on się po prostu poddał.
niech zgadne, ty tyrales w 2 pracach by jej wszystko zapewnic a ona nie pracowala, tylko lezala i pachniala?
jesli tak bylo, to juz wtedy powinna ci sie zapalic Wielka Czerwona Lampka
nienawidze takich roszczeniowych pasozytow
Znalazła babka jelenia, który na nią robił, a jak już miała wystarczająco I ustawionego następnego fagasa to odeszła. To, że trafiłeś na taką jedną nie znaczy, że wszystkie kobiety takie są. Dziwne, że zasądzono rozwód na pierwszej rozprawie jeśli jest małe dziecko. Skup się na podziale majątku I kontakcie z córką. Pasierbica dawno stracona, tak jak żona. I ogarnij się, bo jak będziesz takim zgorzkniałym naiwniakiem to córka też zacznie cie unikać jak podrośnie.
To mogła zrobić każda kobieta. Moim zdaniem ta historia jest mocno uderzająca w „samotne matki”.