#Pfy5j

Historia sprzed kilku dni, teraz dopiero poznałam sedno sprawy więc prezentuję całość.

Wychodzę z pracy o 18:00, naprzeciwko drzwi sklepu, w którym pracuję, znajduje się przystanek, z którego odjeżdżam, mam 10 minut czasu, więc zwykle siedzę na przystanku i słucham muzyki, czekając na mój środek transportu. Tego dnia było nieco inaczej (nie wzięłam słuchawek z domu), więc siedzę i przyglądam się wszystkiemu wkoło.

Nagle moją uwagę przykuł motocyklista, który przejechał przez chodnik obok przystanku, następnie trawnik i podjechał do ławki, która stoi kilka metrów za przystankiem. Zwracał na siebie uwagę, bo za przystankiem jest mały park i rzadko ktoś tam nawet rowerem jeździ (nie ma tam ścieżek rowerowych), a co dopiero ogromnym "ścigaczem". Zsiadło z niego ogromne chłopisko (ponad 2 m wzrostu) potężnie zbudowany, efekt zwiększył jeszcze ten strój z ochraniaczami. Zgasił motocykl, zdjął kask, ogarnął wzrokiem okolice, po czym usiadł na ławce w dość dziwny sposób, ani to na kraju, ani na środku, tak jakby zostawił obok siebie miejsce dla kogoś. Po chwili wyjął z wewnętrznej kieszeni kurtki jakiś zmięty kawałek papieru (najprawdopodobniej zdjęcie), przez dłuższą chwilę wpatrywał się w nie, po czym z jego oczu popłynęły łzy. Było to dobrze widać, bo całą ławkę oświetlało zachodzące słońce. Siedział tak jeszcze przez chwilę, mnąc w rękach to zdjęcie, po czym schował je z powrotem do kurtki, wstał, ubrał kask i rękawice, odpalił motor i pojechał.

Wszystkiego bym się po kimś takim spodziewała, ale nie tego... Cała sytuacja była na tyle dziwna, że nie mogłam o niej zapomnieć, aż w końcu opowiedziałam ją koleżance, która pracuje w tym samym sklepie co ja, tylko dłużej. Okazuje się, że jak zwykle w takich przypadkach ta historia ma głębsze dno. Jak pewnie część już się domyśla, zdjęcie przedstawia ukochaną tego motocyklisty, którą zwykle odbierał z tego przystanku, czekał wtedy na nią właśnie na tej ławce. Ta zwykle wysiadała z tramwaju, ubierała kask, wsiadała na motocykl i jechali dalej. Jednak pewnego dnia, gdy szła z uczelni na tramwaj, pijany kierowca potrącił ją na przejściu dla pieszych. Tego dnia nie wsiadła już do tramwaju i nie przyjechała na miejsce. Zmarła na miejscu...

Od tej pory facet przyjeżdża na miejsce, siedzi chwilę i odjeżdża i tak kilka razy w miesiącu. Morał dopowiedzieć może sobie chyba każdy sam.
CzarnoToWidze Odpowiedz

Biedny chłopina! Wzruszająca historia

Ryoka

Aż mi serce pękło jak to czytałam....

A cała ta tragedia przez pijanego potwora...!

GroszekAlexy Odpowiedz

Prawdziwa miłość :-) choć to bardzo smutne i żal mi tego pana

Marcepanik Odpowiedz

"Wszystkiego bym się po kimś takim spodziewała, ale nie tego."- pozory mylą :)

Wejn Odpowiedz

Szkoda mi go. Musiał ją cholernie kochać...

Mglawica Odpowiedz

Chciałabym, żeby mnie też ktoś tak pokochał...

CindyCin

Witaj w klubie tych bez drugiej połówki...

orzechoweoczy

Ja tez...

zouuza Odpowiedz

Smutne. Ból nie do opisania.. : c

Alaska Odpowiedz

I dlatego jazda po pijaku to najgosze co może być, bo często nie rani jego, a innych i to bardzo tragicznie

amoremio Odpowiedz

Piękne

EternalFlame Odpowiedz

wzruszylam się... :( ehhh,żeby mnie ktoś tak kiedyś kochal...

Qwertyasdfzxc Odpowiedz

Ciekawe gdzie sa takie miasta, gdzie pracownica sklepu zna tak dokladnie zycie jakiegos przypadkowego motocyklisty i jego dziewczyny, do tego jeszcze dokladnie widzi czyje zdjecie ma w reku (siedzi z lornetka w tym sklepie i wypatruje?)
Kolejna wzruszajaca zmyslona historyjka. I do tego schematyczna.

wymarzona

nie wpadłaś na to, że mogło być głośno o tej sprawie?

Zobacz więcej komentarzy (16)
Dodaj anonimowe wyznanie