#QnJwX
Gdy dowiedziałam się, że wpadłam, byłam załamana. Chodziłam wtedy dopiero do drugiej klasy liceum i miałam 17 lat. Nie wiedziałam co zrobić, więc ukrywałam ten fakt przed rodzicami jak najdłużej. Mój „chłopak”, z którym straciłam dziewictwo na osiemnastce koleżanki, całkowicie się wypiął. Gdy powiedziałam mu o wyniku testu ciążowego, zapadł się pod ziemię. Unikał mnie, nie odpisywał, nie odbierał telefonu. Powiedział, żebym zostawiła go w spokoju. Byłam w totalnej rozsypce.
Oczywiście nie mogłam ukrywać brzucha w nieskończoność, w końcu moja mama zapytała dlaczego noszę za duże ubrania. Byłam wtedy już w czwartym miesiącu. Moi rodzice nie ukrywali zszokowania, jednak to głównie dzięki nim jakoś przetrwałam ten trudny czas. Okazali mi wsparcie i miłość, za co będę im wdzięczna do końca życia. Kontaktowali się z rodzicami ojca dziecka i wywalczyli dla nas alimenty. Całe szczęście, że dwa miesiące przed porodem ukończyłam pełnoletniość i rodzice nie musieli ubiegać się o zostanie rodziną zastępczą. Urodziłam dziewczynkę. Piękną, pulchną i różową księżniczkę.
W tym czasie mój wieloletni przyjaciel pokazał mi jak bardzo mogę na nim polegać. Był przy mnie w każdy najgorszym momencie, wspierał na duchu, pojawił się nawet na porodówce! Te kilka miesięcy pozwoliło mi pojąć, że mam przy swoim boku naprawdę wartościowego człowieka, który… wyznał mi miłość. Nie przeszkadzał mu fakt, że noszę czyjeś dziecko, chciał być przy mnie i pomóc mi w wychowaniu brzdąca. Dziś jesteśmy razem i mieszkamy w domu moich rodziców. Arek dokłada swoje finanse (zarabia i studiuje jednocześnie). Ja mogę liczyć na pomoc mojej kochanej mamy i taty, złapałam też dorywczą pracę w pizzerii, a w międzyczasie studiuję zaocznie.
I wiecie co? Nie wyobrażam sobie innego życia i biegu zdarzeń. To, co kiedyś wydawało się dla mnie koszmarem, dziś jest przepiękną prozą życia i wspaniałym obrazem do albumu wspomnień. Jestem szczęśliwa, że mam moją ukochaną córeczkę i że przejrzałam na oczy, dając szansę Arkowi. Mam największe dwie miłości mojego życia. I niczego bym nie zmieniła.
To wyznanie kieruję do wszystkich, którzy przeżywają załamanie – nie poddawajcie się. Naprawdę nigdy nie wiadomo, co przyniesie los. Nie zawsze to, czego się boimy, jest tak straszne, jak mogłoby się wydawać. I pamiętajcie, że po burzy zawsze wychodzi słońce!
Jakby na to spojrzeć z pewnej strony, to cała sytuacja może być marzeniem friendzonowca. Obiekt westchnień zbrzuchacony i porzucony przez lokalnego amanta z automatu zmienia optykę i staje się łatwym celem dla odsieczy. Z wdzięczności Arek pewnie nie raz będzie dawał na mszę w intencji twojego byłego chłopaka.
Czekać tylko jak się rozejdą bo "czegoś będzie brakowało" i będzie musiał bulic alimenty
Albo nie wychodzi, zostajesz z dzieckiem bez pracy, bez wsparcia, całkowicie sama. Fajnie, że ty miałaś wspierających rodziców, ale te głupoty o tym, że wszystko zawsze się ułoży możesz włożyć między bajki.
O tym samym pomyślałam.
Bardzo się cieszę, że jesteś szczęśliwa, ale niestety nie dla każdego los jest tak łaskawy.
Generalnie świat stoi otworem! Ale nie do każdego tym samym.
Mam tylko nadzieję, że gdy już pozbędziesz się problemów, opieka dziecka nie będzie tak wymagająca, oraz gdy zdobędziesz trochę kasy, to nie rzucisz go, bo 'przecież teraz mogę mieć już sporo lepszego faceta a nie taką sierotę. ", co się często zdarza.
Nie każda dziewczyna najbardziej boi się zajść w ciążę ;)
dziwka
I tak wiadomo ze lobuz kocha najmocniej, a ci z friendzone to tylko samce beta ;)
Nigdy nie zrozumiem ludzi pt „wpadłam”. A gumek za przeproszeniem to nie było?
Ja wiem, ja wiem, ze nie ma 100% zabezpieczenia, ale większość tych WPADEK jest z tego, ze ludzie się nie zabezpieczają, a potem wielkie HALO.
A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój...
No żesz k! Nie lubią tu Budki Suflera.
Spluwam na was dzieci neo.
Budka Suflera Kultowy kawałek