#Sdq0t
25.11.2016 - ważny dla mnie dzień, egzamin praktyczny z prawka, pełen stresik, godzina 17 wchodzę do MORD'u w Krakowie, zajmuje swoje miejsce w poczekalni i staram udawać, że choć trochę nie chce stamtąd uciekać. Mija 10 minut i jakieś dziewczyny za mną zaczynają rozmawiać o egzaminie, stresie, itp. - więc się odwracam i zagaduje, co by mniej myśleć o nadchodzącej zagładzie.
40 minut minęło na miłej rozmowie, śmieszkach i kawałach, w międzyczasie wszyscy ludzie wychodzili i nie zdawali - zwłaszcza jeden egzaminator zadowolony ze swoich wyników wchodził i wychodził z pokoju. Korzystając z tego, że jeszcze moja sentencja śmierci nie została podpisana zaczęliśmy opowiadać sobie rasistowskie kawały - poleciał jeden, drugi, trzeci i nadeszła moja kolej - opowiedziałem na cały głos żart: "Czym się różni parasol od murzyna? - Parasol nie śmierdzi jak się rozkłada". W tym samym momencie wyszedł egzaminator i wywołał mnie.
W przerażeniu udałem się z nim poza ośrodek, a tam mi się przedstawił "Witam nazywam się P. Murzyn i będę dzisiaj oceniał Pana umiejętności jazdy"... Poczułem, że to najwyższy czas, żeby uciekać, a wyniku możecie się domyślić.
Podejrzewam, że żart mu się podobał bo zdałem :D :D, straszny egzaminator okazał się być naprawdę potworem, ale za to ze sporym dystansem, ponieważ po zakończonym egzaminie opowiedział mi kolejny kawał o murzynach :D, pozdrawiam dziewczyny, które umiliły mi swoim towarzystwem czas, dzięki wam ten egzamin nie był dla mnie aż taki straszny!
Właściwy człowiek na właściwym miejscu :D
I o właściwym czasie. :D
Na przyszłość polecam nie pisać na początku wyznania że będzie śmiesznie. Ludzie potem mają dość wygórowane oczekiwania które najczęściej niestety kończą się rozczarowaniem...
Podobna historia... Zdawałam w Bytomiu pod koniec sierpnia, czwarty egzamin to i nerwy cztery razy większe. I tak jakoś wdałam się w rozmowę z kobitką trzydzieści lat ode mnie starszą. Tyle, że my rozmawiałyśmy o egzaminie i... egzaminatorach. Ponarzekałyśmy sobie, jacy to oni nieuprzejmi bywają i chamscy, że nie raz człowiek nie zdaje, bo się taki jeden nawinie, co to do większego kołatania serca doprowadzi niż teściowa w szpitalu...
I tak jakoś się złożyło, że część rozmowy usłyszał egzaminator, który, jak się już pewnie domyślacie, miał egzaminować właśnie mnie. Więc z uśmiechem na ustach i krzyżykiem na drogę ruszyłam do samochodu, przed oczami cały czas mając wizję oblanego egzaminu (rozmowa z panią z czasem stawała się coraz bardziej zajadła).
Egzaminator nie odezwał się do mnie ani słowem poza komendami. A zadania dostałam najprostsze z możliwych w najbardziej oczywistych i najmniej podchwytliwych miejscach. Oczywiście zdałam ;)
Który tam to taki miły jest? :D
Jutro mam egzamin, chce się odstresować....
Wchodzę na anonimowe i nagle mi się przypomniało co mnie jutro czeka xdddd
Ja to ze stresu takie błędy popełniałam na egzaminach, że szkoda gadać. Mój instruktor się śmiał, że ja to powinnam sobie setkę walnąć przed na nerwy xD Zdałam za trzecim razem, chyba z litości :D
Nawet czytanie anonimowych przypomina o jutrzejszej zagładzie :<
powodzenia :)
Dziękuję! Zdane <3
Kiepski żart
Przeczytałem "godzina 17 wchodzę do MORDORU"
Oooo miałaś egzamin w dzień moich urodzin. :D
Jakoś mnie to nie bawi.