#TJ1ee
Sąsiadach z bloku i znieczulicy.
Będąc małą dziewczynką zasypiałam co noc z bólem brzucha i z myślą "czy on to dziś znowu zrobi?"
On ojciec - agresywny alkoholik, psychopata.
Lubił wracać do domu między pierwszą a drugą, pijany w sztok, ale nie na tyle mocno pijany by iść spać, jednak na tyle niedopity by za włosy wywlekać nas śpiących (dwóch braci i matkę ) z łóżek... wrzeszczeć, bić, szarpać, kopać... i tak do wczesnych godzin porannych...
Boże jak ja go wtedy nienawidziłam!
Jak ja wtedy się bałam o mamę, braci. Nie siebie, nie! Ja mogłam umrzeć, byleby on już tego więcej nie robił!
Tylko tyle wtedy mogłam, będąc małym wystraszonym na śmierć bąblem...
Dziś jestem dorosłą kobietą, mam poukładane życie rodzinne i szczęśliwy mikroświat .
Dziś nie ma już ojca... zapił się na śmierć, ale konał w strasznych męczarniach.
Nie ma też moich braci - obaj wybrali tą samą drogę co on... nie udało mi się ich uratować... Ludzka psychika jest zbyt krucha... ojciec ich złamał na amen.
Wynik 3:0 dla wódy!
Nie ma ich...
Nie ma bólu.
Wstydu.
Rozpaczy.
Bezsilności.
Został żal.
Został blok.
Dawno już nikogo z mojej rodziny tam nie ma.
Są natomiast Ci sami sąsiedzi, dziś mocno starsi .Czasem widuje ich na mieście
I kiedy mówię im "dzień dobry" zabiłam ich wzrokiem bezdźwięcznie pytając DLACZEGO?
DLACZEGO PRZEZ TYLE LAT NIKT NAS WTEDY NIE RATOWAŁ?
DLACZEGO NIKT NIE REAGOWAŁ?
DLACZEGO KAŻDY UDAWAŁ, ŻE NIE SŁYSZY?
Widzę, że mnie poznają...
Widzę to po ich twarzach...
Odpowiedzi jednak nie widzę...
Bo najczęściej za interwencję dostawało się po łapkach.
Skąd pewności iż nie próbowali rozmawiać z twoją matka? Bo w tamtych czasach na milicję się nie dzwoniło bo przynosiło to więcej strat
Autorka wyznania niekoniecznie musiała mieć dzieciństwo z okresu milicji. Jeśli urodziła się w latach '90 to nadal jest dorosłą kobietą tak jak napisała.
Jak to na milicję się nie dzwoniło? Moja babcia zawsze dzwoniła kiedy dziadek był agresywny i zawsze go zgarniali
Wiesz... Utarło się, że milicja tylko piła i pałowała.
To zależy gdzie. Były miejsca, gdzie akurat milicjanci byli ludzcy, a czasami trafiali się tacy stereotypowi sk*******ni.
Zadajesz pytanie sąsiadom a zadałaś je własnej matce?? Czemu ona przez lata nie wyrwała was z tego koszmaru? Może to okrutne,ale powiem,że jest w niej dużo winy jeśli pozwalała na to latami, jeśli nie zgłosiła na policję (milicję) i nie pokazała ojcu,że nie jest ofiarą. A wiem o czym mówię bo moja mama miała męża alkoholika, który nie raz skakał z łapami, ale zawsze wzywała policję,założyła niebieską kartę i w końcu udało jej się go eksmitować z mieszkania. Przemoc domowa to trudny temat,ale jak to kiedyś powiedziała mi pewna pani psycholog " Żeby był kat to musi być ofiara".
A czemu Twoja mama nie reagowała? Co sąsiedzi mogą, kiedy w momencie wizyty policji mama się wszystkiego wyprze?
Na pewno cierpiała na syndrom sztokholmski. Mam podobnego ojca co autorka, pije, wielokrotnie wyzywał moją matkę od różnych grożąc jej śmiercią, a ona jedynie próbowała go uciszyć, żeby sąsiedzi nie słyszeli. Nawet ostatnio mi groził, bo stawiam mu opór i staję w obronie mamy. Kiedyś na pewno odwdzięczę się mu za te zmarnowane lata.
A czego ty od sąsiadów oczekiwałaś niby? Równie dobrze twoja matka mogła wnieść oskarżenie. A nawet jeśli jakiś sąsiad zareagowałby, byłaby szansa na to, że twoja matka wyparłaby się tego - jak większość ofiar przemocy. I błagam, daruj sobie to poetyckie budowanie nastroju.
Czy tylko mnie bawi, jak ktoś wysila się na takie pseudo-poetyckie wyznania?
Mnie również. I to dodawanie dramatyzmu.
Racja, to nie powinno, ale wygląda zabawnie i psuje wyznanie.
Nie tylko 😀
Mnie to aż kusiło, żeby napisać: "Najważniejsze, że Enter widzisz".
Mi się dobrze czytało, nawet nie zwróciłam uwagi na to o czym piszecie. Liczy się treść
U nas było troszkę inaczej, sąsiedzi wielokrotnie wzywali policję jak ojciec bił matkę. Policja przyjeżdżała po czym dawali upomnienie mojemu ojcu i pytając matki czy chce wnieść oskarżenie (matka była typem ofiary która najwidoczniej uwielbiała być traktowana jak ścierwo). Niestety przykre jest to ,że nikt nam dzieciom nie pomógł, codziennie modliliśmy się by w trafić do domu dziecka, ale niestety oprócz sąsiadów nikt ze służb nam nie pomógł mimo, że otwarcie mówiliśmy co się dzieje. Zapewne czasy się zmieniły ale brak zaufania do policji pozostał.
Przydałaby ci się terapia DDA (dorosłe dzieci alkoholików)
Cóż za połezja, cóż za dramatyzm. cóż za sraczka wielokropków.
Nie, serio, jeśli się czegoś nie umie, to się tego nie robi.
A co z matką, która nigdzie tego nie zgłaszała i także pozwalała na to?