#TXvBj
Gdy dziecko skończyło roczek, to sytuacja finansowa zmusiła mnie do wyjazdu do pracy na zachód. Do domu wracałem raz w miesiącu na kilka dni. Były pieniądze, wszystko wydawało się, że jest dobrze.
Żona po powrocie do pracy poznała tam kolegę. Złapała z nim dobry kontakt, on zwierzał się jej, a ona jemu, jak to jest jej źle, że ja zostawiłem itp. Ja uważałem, że zarabiam na dom, rodzinę, rachunki. Po raz kolejny dowiedziałem się o romansie. Znów awantura, kłótnie. Zapadła decyzja, że wracam do kraju. W rozmowach tłumaczyła mi, że nie ma żadnej koleżanki, potrzebuje z kimś rozmawiać i lepszy kontakt łapie z mężczyznami. Pojawiło się drugie dziecko, ja znalazłem dobrą pracę w kraju. Pomagałem w codziennych obowiązkach. Uważam szczerze, że jestem do dziś zaangażowany. Jak wspominałem, utrzymuję mieszkanie, nigdy żadnych zaległości w rachunkach, ba, nawet spóźnienia w opłatach.
Teraz znów się natknąłem na konwersacje z kolejnym kolegą z pracy. Jest powtórka, a ja mam załamkę, jestem psychicznie zdruzgotany, czuję się beznadziejnie, niekochany, niedoceniany.
Często w przeszłości słyszałem wulgaryzmy i obelgi z jej strony w moim kierunku, ale nie przybierałem sobie tego tak do głowy. Teraz mam niespełna 50 lat i jestem załamany życiem. Nie uśmiecham się, myślę, że te wszystkie sytuacje, doświadczenia życiowe, których doświadczyłem do tej pory, zrobiły ze mnie bezdusznego człowieka. Nie wierzę w miłość, lojalność, szczerość. Żyję dla dzieci... ale każdy dzień mnie przygniata. Nie tak wyobrażałem sobie to wszystko i nie wiem, co będzie dalej.
Popełniłeś błąd, że wybaczyłeś jej za pierwszym razem, a reszta to jego konsekwencja. To że ona nie poniosła żadnych konsekwencji za tamten romans, tylko zachęciło ją do kolejnego. Skoro babka puszczała się wcześniej, to wiara że będzie Ci wierna, gdy ciebie nie ma przez prawie cały miesiąc, to z Twojej strony skrajna naiwność. Zresztą co do dzieci też masz pewność, że są Twoje? Chyba lepiej w tej sytuacji rozwieść się z winy żony - jak masz dowody, to pójdzie łatwo. Gorzej z dziećmi - w Polsce sądy w 90+ przyznają opiekę matce, więc raczej alimenty, tym bardziej że nawet gdybyś nie był biologicznym ojcem tych dzieci, to i tak sąd może zasądzić płacenie alimentów.
W Polsce tak wysoka statystyka opieki przyznawanej matkom wynika też z tego, że w większości spraw ojciec nie wnioskował o opiekę. Wiadomo, zależy na jaki sąd się trafi, ale nie jest to aż tak trudne jakby wskazywała ta statystyka
w 90+% - powinno być, sry.
Bardzo łatwo jest dostać opiekę 50/50, tylko trzeba wnioskować. Anonimowe6692 ma rację, faceci po prostu nie chcą opieki.
Osobiście miałam kontakt z kobietą, która szarpała się tak z ojcem swojego dziecka. Dziecko niepełnosprawne. Najpierw ojciec zażądał jakiegoś takiego pół na pół czasu, matka dziecka powiedziała mu że za Chiny ludowe on sobie nie poradzi tyle czasu. No ale ok, sprawa była, podzielone. Chłop wytrzymał chwilę i wniósł o zmniejszenie czasu.. :)
w większości rozbitych rodzin zauważyłam większą chęć opieki matki niż ojca. Znam osobiście tylko jeden przypadek gdzie ojciec wychował samotnie syna.
Także jest mi łatwo uwierzyć w komentarz ohlala.
Torototo
Ja też znam cały jeden przypadek opieki naprzemiennej. Tyle, że syna wychowywała tak naprawdę babcia, bo tatuś mieszkał ze swoją mamusią i to ona miała na głowie wnusia. Zakupy, gotowanie, pranie, lekcje itd.
I tak to jest, niestety. Tatusiowie niby "walczą" o opiekę naprzemienną, ale gdy przyjdzie co do czego to albo szybko przestaje im się to podobać, albo po prostu mają kogoś, kto odwala za nich większość roboty. Mamusię, siostrę, kochankę... Bo nagle się okazuje, ile pracy jest przy dziecku, że w robocie krzywo patrzą, że już nie ma premii i dodatków bo chłop ciągle musi brać wolne, że nagle trzeba ogarniać mnóstwo spraw, które wcześniej nawet nie istniały w główce szanownego ojczulka.
Oczywiście zawsze istnieją chwalebne wyjątki. Sama znam mężczyznę, który 5 razy lepiej dba o dzieci, niż jego ślubna. To on je ubiera, karmi, wozi do przedszkola, bawi się z nimi itd. Fantastyczny tata.
Żona mnie zdradza, zrobimy sobie dziecko. Dalej mnie zdradza, zrobimy drugie. Co może pójść nie tak?
Czyli co, trzecie dziecko? A tak poważnie: Prześlij do siebie screeny tych wiadomości i wszelki inne dowody zdrady i złóż pozew rozwodowy. Samotność i brak koleżanek nie są żadnym usprawiedliwieniem dla zdrady, nie ma usprawiedliwienia dla zdrady. I przestańcie robić sobie dzieci w ramach naprawiania związku po kryzysie, to nie działa
Wyobraź sobie że tak będzie juz zawsze. A potem zdecyduj czy tego chcesz.
I właśnie takie historyjki napędzają ruchy redpillowe czy tam innych guru dla naiwnych nastolatków...
... a wystarczyło po pierwszej zmianie poroża przestać być zwykłym jeleniem...
Jak co dalej? Kolejne dziecko i potem kolejny kolega żony. I tak widzę się u Was będzie kręcić. Ciekawe, czy dzieci na pewno Twoje.
Proponuję jeszcze jedno dziecko na zgodę xD
Masz chlopie choć minimum honoru?
Dziecko ma "roczek"... Faceci tak nie mówią. Raczej "rok". Tylko kobiety zdrabniają i dziubdziaja mówiąc "roczek".
Roczek to nie wyrok. Dwa lata dla brata. No facet tak nie mówi.
Tyś chyba niewielu facetów w życiu poznał...
Starzy faceci teraz mówią: ,,Mój piesek jest jedynakiem." Nie czepiaj się roczku.
Normalnie jak bym czytał opowieść o swoim życiu. Miałem niemal identycznie. Chciałem żeby moja żona i dziecko miały dom i dobre życie. Często wyjeżdżałem a po jednym z powrotów dowiedziałem się że jestem Rogaczem. Na początku nie umiałem się pozbierać ani patrzeć na nią, brało mnie obrzydzenie. Miałem totalną załamka i to co mnie uratowało to sport! Rower, siłownia.
Wybaczyłem jej a teraz po kilku latach mnie to podnieca.
Umbriak? To ty?
Nie. Pomyłka.
Chyba już dość czasu zmarnowałeś z nią? Nie marnuj go teraz na robienie z siebie ofiary. Zostaw ją w pizdu, najlepiej zaplanuj to dobrze i zbierz dowody i dojeb ją jak tylko się da. I zacznij żyć.