#Wn6lE
Mam wrażenie, że straciłam swoje życie. Wcześniej miałam swój mały świat i proste marzenia: wyjechać latem nad morze, pochodzić po mieście, pojeździć na rowerze, mieć choć trochę przestrzeni dla siebie. Teraz tego nie ma. Czuję, jakby całe moje życie zostało podporządkowane chorobie, opiece, lękowi i ciągłemu napięciu.
Wiem, że moja mama nie jest niczemu winna. Wiem też, że chce żyć — choć czasem nie wiem, czy bardziej dla siebie, czy dla mnie. Jednocześnie pojawiają się we mnie myśli, których bardzo się boję i których nie potrafię zaakceptować. Czasem myślę, że gdyby ta sytuacja się skończyła, mogłabym odzyskać swoje życie.
Bardzo boję się, że utknę w tym na zawsze. Że nie będzie lepiej, tylko coraz trudniej. Czasem porównuję tę sytuację z odejściem moich dziadków, które wydawało się szybkie i spokojne, i nie potrafię zrozumieć, dlaczego teraz wszystko trwa tak długo i tak boleśnie. Wiem, że gdyby mama odeszła, zostałabym sama, ale czasem myślę, że samotność byłaby łatwiejsza niż życie w obecnym napięciu.
Podsumowując: chciałabym, żeby moja mama umarła.
To naturalne. Nie wszędzie akceptowane jest mówienie o tym na głos, ale to naturalne i prawdziwe, że kiedy człowiek wymaga znacznie więcej wysiłku, energii, nakładów finansowych, niż jest w stanie sam wnieść, to staje się ciężarem dla innych - z reguły. A jak jedt już w rakim bólu lub od zawsze ma taki charakter, że nie jest w stanie tego choćby częściowo rekompensować byciem miłym, to staje się więzieniem dla tych, co są wokół niego.
Życie jest trudne, skomplikowane i czasem po prostu nie ma dobrych wyborów.
Pozostaje mi wyrazić zrozumienie dla Twoich bolących myśli.