#XRqwx

Mieszkam na wsi. Kiedy byłam małą dziewczynką (mniej więcej 3 klasa podstawówki), poszliśmy z rodzicami na wesele dalszej sąsiadki (wtedy były jeszcze czasy, kiedy to zapraszało się pół wsi i na tym weselu było ok. 250 osób). No i jak to dziecku - nudziło mi się siedzenie ciągle przy stole z zagadanymi rodzicami, więc biegałam tu i tam, goniąc balony po sali. Wtedy podszedł do mnie już nieco podchmielony facet (miał wtedy z 45-50 lat i był on jakąś dalszą rodziną panny młodej, zatrzymał się z żoną u naszych sąsiadów na weekend, bo też byli znajomymi, ale pochodził z miasta oddalonego o dobrych kilkaset kilometrów). No i złapał mnie za rękę i walnął mi taki mniej więcej tekst "Ale z ciebie ładna dziewczynka. Ja bardzo lubię takie dziewczynki jak ty. Przyjdź jutro w południe na łąkę tam gdzie jest studnia, to ci coś pokażę. Tylko nie mów nic nikomu - nawet rodzicom, bo to będzie nasza tajemnica". No to ja mu poprzytakiwałam, żeby się odczepił, ale w głowie zapaliła mi się ogromna, czerwona lampka.

Resztę wieczoru przesiedziałam przestraszona, cały czas siedząc pomiędzy mamą i tatą. Nawet mnie wypychali do zabawy, mówili "idź się pobaw, poszukaj jakichś dzieci do zabawy", a ja tylko odmawiałam i siedziałam, bo byłam mega przerażona tym facetem. Oczywiście jak to rozumowanie dziecka - o niczym nie powiedziałam rodzicom przez długie lata - chociaż do niczego nie doszło, ale niesmak pozostał. Dopiero chyba w liceum przypomniało mi się o tym wydarzeniu i opowiedziałam mojej mamie o propozycji tegoż pana. Cały czas się zastanawiam, czy był faktycznie pedofilem... Ostatnio się dowiedziałam, że zmarł jakiś czas temu.
Hehee Odpowiedz

Był pedofilem. Na cukierki Cię raczej nie zapraszał.

Ookami

Albo po prostu po pijacku walnął jakiś durny tekst bo myślał, że to zabawne. Niemniej bardzo dobrze że autorce zapaliła się lampka

zxzxzx

Mógł być też pasjonatem herpetologii i uznać, że chce się z dzieckiem podzielić swoją pasją do podglądania żab i jaszczurek w ich naturalnym środowisku. Albo wstyd mu było bawić się latawcem bez towarzystwa dziecka, bo chociaż lubi, to się boi, ze go wyśmieją, że stary, a się bawi zabawkami. Mógł też pleść kompletnie bez sensu. Nie wiesz tego. Nie jesteś jasnowidzem.

LOverW Odpowiedz

Dobrze, że mu nie uległaś, mogłoby to się źle skończyć. Tak z innej beczki... u nas na weselach dalej zaprasza się najbliższych sąsiadów i często wychodzi ok. 250 osób.

Kalina

Dalej tak jest, ale można zauważyć, że coraz rzadziej

zxzxzx

Co to po waszemu znaczy "najbliższy", bo u mnie to cała wieś nie ma tylu mieszkańców. A jak mieszkałam w mieście, to żeby dobić do 250, bym musiała zaprosić cały wieżowiec. ;)

Postac

Bez najmniejszego problemu zaprosiłabym 250 osób na wesele. Rodzina, znajomi, sąsiedzi. Jednak wolę się zadłużyć na mieszkanie niż na wesele, wbrew powiedzeniu "zastaw się a postaw się".

zxzxzx

Mowa była o 250 sąsiadach, a nie o 250 wszystkich gościach.

Postac

zxzxzx, kiedy była mowa o 250 sąsiadach?

"wtedy były jeszcze czasy, kiedy to zapraszało się pół wsi i na tym weselu było ok. 250 osób"
"żeby dobić do 250, bym musiała zaprosić cały wieżowiec."
"i często wychodzi ok. 250 osób."

Czyli wszystkich gości wychodzi 250, wliczając sąsiadów.

zxzxzx

"u nas na weselach dalej zaprasza się najbliższych sąsiadów i często wychodzi ok. 250 osób" to wyraźnie oznacza 250 najbliższych sąsiadów. Nie wiem gdzie ty w omawianym komentarzu widzisz te cytaty.

Bulwaogrodowa

@zxzxzx ok. 250 osób razem wychodzi...

szkwal Odpowiedz

Kiedy miałam chyba z 13 lat na wiejskim/szkolnym festynie przyczepił się do mnie taki podpity facet ok. 30-40 lat, a moi siedzący obok rodzice zachęcali mnie do tańca z nim i nie mogli pojąć czemu chciałam stamtąd pójść. Tak mi się przypomniało.

vermiscerebelli Odpowiedz

nie wiem czy moją historie można zaliczyć do podobnych, ale jako około 6-7 letnie dziecko byłam z rodzicami na urodzinach proboszcza naszej parafii. Było tam całkiem sporo ludzi, mnóstwo kojarzyłam i czułam się całkiem swobodnie. Na samym początku imprezy była kolejka do księdza aby złożyć mu życzenia a jako, że moi rodzice z kimś rozmawiali a ja się zniecierpliwiłam to poszłam do tej kolejki sama, w końcu znałam tego księdza od zawsze. Minęło kilka chwil po czym zainteresował się mną jakiś facet w kolejce, ładnie ubrany pod krawatem, na oko 50 lat. „Czyje to?” zapytał, wskazując na mnie a ja już wtedy trochę się przestraszyłam, ogólnie nigdy nie lubiłam być w centrum uwagi, obcych szczególnie. Ludzie obok zaczęli kręcić głową, po czym ten facet wypalił: „to ja się tobą zaopiekuję!”. Do dzisiaj pamietam jak bardzo się przestraszyłam mimo, że ten facet najprawdopodobniej miał po prostu jakieś poronione poczucie humoru. Wypaliłam tylko piskliwe „nie!” i pobiegłam do rodziców. Niby nic się nie stało ale do dzisiaj pamietam jak bardzo mnie to przestraszyło.

zxzxzx

Zaopiekowanie się kilkuletnim dzieckiem, które się oddaliło od opiekunek nazywasz "poronionym poczuciem humoru"?

bazienka Odpowiedz

no bo trzeba dzieciom mowicf, ze jak starszy mezszczyzna chce imec z mala dziewcfzynka jakies tajemnice to jest to bardzo zle i pan chce ja skrzywdzic. i ma natychmiast powiadamiac rodzicow

derp

Piłaś - nie pisz.

Skylla

Chłopcy też mogą być molestowani...

olawilcz Odpowiedz

Ciesz się że w ogóle coś dostałaś. Mój jak co roku o mnie zapomniał :'')

Dodaj anonimowe wyznanie