#YuI4A
A jak było naprawdę?
Oprócz agresji i długotrwałej przemocy emocjonalnej, rzucania przedmiotami i niewiarygodnej wulgarności było coś jeszcze.
Nie jestem zazdrosna i nigdy nie byłam.
Na początku imponowało mi to, że mój partner nigdy nie oglądał się za innymi dziewczynami w mojej obecności. Nie żeby mi przeszkadzało, ale nigdy nie usłyszałam od niego jakichkolwiek informacji o preferencjach - blondynki, brunetki - szczupłe, czy może nieco większe? A jakie ubrania lubi oglądać na kobietach? Włosy długie czy może elegancki bob? NIGDY nic się nie dowiedziałam.
W klepach, przy stanowiskach z czasopismami spędzał długi czas przeglądając prasę i magazyny fitness dla panów. Nasłuchałam się o męskości i wizerunku wielu popularnych aktorów (przeze mnie też lubianych zresztą) za wszystkie czasy. Myślałam, że to po prostu zainteresowanie sportem, fizycznością, dbaniem o siebie, itp. - bo przecież siłownia była jego drugim domem. Naprawdę spędzał tam dużo czasu. Nigdy nie skomentował żadnej kobiety, żadnej aktorki czy piosenkarki, nie pochwalił jakiegoś stroju czy wizerunku, nie powiedział co się podobało, itp. Co innego panowie.
Wiecie już gdzie zmierzam?
Seks między nami miał miejsce tylko na początku związku. Bez szału, ale jednak był. Potem wszystko umarło śmiercią naturalną. Upodliłam się do błagania o intymność, o podjęcie jakichkolwiek działań, by ratować cokolwiek między nami. W ostatnich latach kiedy w ogóle dochodziło do zbliżeń, potrafił "dojść" tylko stosując siłę wobec mnie - czyli bardzo mocno i na szczęście króciutko. Z perspektywy czasu sądzę, że co najmniej kilka z tych zbliżeń kwalifikowałoby się jako gwałt. Nienawidziłam siebie i swojego ciała, bo sądziłam, że to moja wina. Nie wiedziałam jak to przerwać. Nie, nie jestem "pasztetem", wręcz przeciwnie, uchodzę za bardzo atrakcyjną kobietę, szczupłą i zadbaną.
Jestem przekonana, że były partner jest osobą co najmniej biseksualną z silną preferencją wobec mężczyzn, do czego nigdy się nie przyznał, ale też nie zaprzeczył. Publiczne ujawnienie w jego rodzinie byłoby sporym skandalem, no i w jego oczach - "niemęskie". Spędziłam tak kilkanaście lat swojego życia, na walce z jego frustracją i agresją, moim strachem, zerową samooceną i poczuciem beznadziejności.
Teraz jestem w zupelnie innym miejscu, z innym mężczyzną. Kocham seks. Kocham intymność. Patrzę na siebie przychylnie. Jest mi wspaniale, ale moje "poprzednie życie" jeszcze trochę będzie się za mną ciągnąć.
Kilkanaście lat...dlaczego tak długo...?
Nie zapominajmy o wszystkich fanach mądrości z internetu typu: "Dawniej związki się naprawiało, a nie wymieniało na nowe".
I pewnej książeczki wedle której kobieta powinna być wniebowzięta, kiedy podoba się jakiemukolwiek mężczyźnie i gorliwie przepraszać, jeśli będzie chciała odrzucić jego zaloty.
ZeusKosmateus, faktycznie, o tym nie pomyślałam 😂
Zgwałcenie to doprowadzenie do stosunku (albo innych czynności seksualnych) przy użyciu przemocy, a nie samo stosowanie siły podczas seksu. Jeśli seks odbywał się za twoją zgodą (lub wręcz z twojej inicjatywy) - to nie jest gwałt. Jeśli partner podczas dobrowolnego stosunku używał wobec ciebie siły, czego ty nie chciałaś, ale w żaden sposób mu tego nie zakomunikowałaś - co więcej, nadal uprawiałaś z nim seks, mimo iż wiedziałaś, że będzie używał wobec ciebie siły - swoją bierną postawą i wychodzeniem z inicjatywą dalszych stosunków dawałaś mu odczuć, że ci to nie przeszkadza. To też nie jest gwałt.
Najgłupsza rzecz jaką słyszałam. Byłaś/łeś kiedyś w takiej sytuacji? Raczej wątpię, więc może się nie wypowiadaj. Osoba jest bardzo często w takich sytuacjach bardzo zestresowana i wystraszona. Jeśli wobec seksu ktoś używa wobec ciebie przemocy, to możesz być sparaliżowana/ny przez strach. Szczególnie biorąc pod uwagę, że autorka napisała - związek opierał się na przemocy psychicznej poza fizyczną. To, że ktoś nie powiedział "nie" podczas stosunku, nie znaczy definitywnie, że nie został zgwałcony. Liczy się kontekst. Takie debilne teksty jak twój, są powodem dla którego ludzie nie zgłaszają gwałtów na policję. "Nie powiedziałam nie, więc pewnie nikt nie potraktuje mnie poważnie", albo "Miałem wzwód, więc ludzie powiedzą mi, że nie mogłem być zgwałcony". Jeśli partner używa wobec ciebie przemocy, czego nie ustalił z drugą stroną przed stosunkiem, seks opiera się tylko i wyłącznie na jego warunkach, nie mając ciebie na względzie, to tak - jest to gwałt.
Błagam ludzie, myślcie co piszecie, bo wasze idiotyczne wypowiedzi w internecie mają czasami negatywne konsekwencje.
W wyznaniu jest napisane że błagała o seks, wiedziała jak to będzie wyglądać, bo jest wspomniane o tym, że zdarzało się to wiele razy, więc nazywanie takiego stosunku gwałtem tylko i wyłącznie ze względu na siłę to przesada. Zgadzała się na to wręcz prosiła. Skoro nie działał wbrew jej woli to oczywistym jest to, że nie był to gwałt. Nie chodzi tu, żeby usprawiedliwiać tego mężczyznę, bo wiadomo że za samą przemoc był okropnym gnojem, jednak nie można podciągać silnego, dobrowolnego stosunku pod gwałt
To w pewnym sensie prawda. Jeśli autorka wiedziała jak będzie, a prosiła i błagała to rzeczywiście nie do końca można tego nazwać gwałtem. Za to przemocą już tak. Jednak nadal zostanę przy tym, że kontekst też się liczy. Słyszeliście o syndromie Sztokholmskim albo współuzależnieniu? Kiedy osoba jest w trudnej sytuacji to nie zachowuje się racjonalnie. Moim zdaniem, jeśli autorki mężczyzna najpierw szantażował brakiem seksu, a potem kiedy ona pragnęła bliskości to zachowywał się brutalnie, to ja tego normalnym seksem bym nie nazwała. Może gwałt nie jest w 100% właściwym określeniem, ale jeśli wziąć to wszystko pod uwagę, to jak byście to nazwali? Dla mnie to nie jest dalekie od gwałtu. Normalny seks opiera się na zgodzie, a nie przyjemności jednej osoby i krzywdzie drugiej (chyba, że na tę krzywdę była zgoda obu osób).
Piesdog - to jest dopiero najgłupsza rzecz jaką słyszałem. Autorka napisała ze seks był z jej inicjatywy, wiedziała jak to wygląda i nie mówiła partnerowi, że jej się ten sposób nie podoba. Więc do k... nędzy skąd ten facet miał to wiedzieć.???!!! Tak trudno zrozumieć, że nie umiemy czytać w myślach??!!
@Silas jeżeli kobieta ogólnie wyraziła zgodę na seks, a potem partner oddała jakieś sado maso, podduszanie, inny seks, na przykład analny co nie odpowiada kobiecie to nie jest w porządku. według mnie to był gwałt, bo siłą doprowadził do czynności, której nie chciała. Pamiętam proces-kobieta wygrała sprawę, bo facet nieuprawniony wsadził jej palec. Wyraziła zgodę na seks, nie na wkładanie w nią palców
@izka8520 odwala*
@Franz
Serio? Czyli twoim zdaniem jak ktoś zgodzi się na czynność seksualną to zgadza się na wszystkie możliwe czynności seksualne? Chciałbyś, żeby twoja partnerka podczas seksu wyciągnęła strap on i włożyła ci go nagle w odbyt, bo przecież zgodziłeś się na seks z nią?
Weź pod uwagę, że kiedy ktoś jest wobec ciebie agresywny, to możesz bać się bronić. Wszyscy tacy madrzy, ale jakoś w sytuacjach kryzysowych niewielu potrafi zachować zimną krew.
@Piesdog "Szantażował brakiem seksu"? Jakoś w wyznaniu nie znalazłem fragmentu mówiącego o tym, że chłopak autorki próbował coś na niej wymusić odmawiając jej seksu? Chyba, że jesteś jedną z wyznawczyń teorii głoszącej, że jak dziewczyna odmawia chłopakowi stosunku to wszystko jest w porządku i ma do tego prawo, a z kolei jak robi to chłopak to jest to przemoc psychiczna i szantaż. Cholera, w jakim świecie przyszło mi żyć...
@izka8520 Jeśli ktoś wyraża ogólną zgodę na seks, ale nie zgadza się na poszczególne czynności seksualne, zmuszanie go siłą do nich jest gwałtem, z tym nie polemizuję. Ale tu mamy do czynienia z sytuacją, w której chłopak używał wobec autorki siły w czasie stosunku, a ona nie tylko nie dała mu w żaden sposób do zrozumienia, że to jej się nie podoba, ale też mimo iż to używanie siły powtarzało się systematycznie (było wręcz nieodłącznym elementem seksu), sama inicjowała następne zbliżenia. Skąd więc chłopak miał wiedzieć, że dziewczyna nie jest fanką "Pięćdziesięciu twarzy Grey'a"? Wy naprawdę nie potraficie zrozumieć, że mężczyźni nie umieją czytać wam w myślach? Że jak coś wam się nie podoba, to trzeba przynajmniej w jakiś sposób to zakomunikować?
Piesdog - weź to wyznanie przeczytaj jeszcze kilka razy aż zrozumiesz. Autorka sama błagała typa o seks, mimo że doskonale wiedziała że będzie brutalny. I w żaden sposób nie informowała go ze jej się ten sposób nie podoba. Taka sytuacja sie powtarzała więc nie p...ol bzdur i nie przeinaczaj faktów. A wracając do Twojego przykładu to jakby dziewczyna wyciagnęła strap on to bym jej powiedział ze tak sie nie bawimy a nie dał wyru..... chać dwadzieścia razy i potem żalił się kolegom, ze mnie zgwałciła...
Swoim komentarzem idealnie pokazałeś, że robisz z tego pogadankę polityczną. Jak ja tego nienawidzę. Mówię coś, zatem musisz zakładać, że mam na myśli coś innego. Taka jest właśnie nasza Polska, tak się tutaj rozmawia. Fuj. Nie chce mi się z tobą kłócić, już dawno opuściłeś świat myślenia, bo wszystko musi być związane z polityką. Eh....
Jak to kiedyś słyszałem od przyjaciółki "... jak spotkam zadbanego, wysportowanego, pachnącego chłopaka to zwykle on ma już chłopaka.."
Jak błagałaś go o intymność to chyba nie można zakwalifikować jako gwałt.
Niekoniecznie. Mógł robić w łóżku rzeczy, na które ona się nie zgadzała lub które sprawiały jej ból. Seks to bardzo niejednorodne pojęcie.
Czytałam tamto wyznanie i też odniosłam wrażenie, że babka w tajemnicy przed mężem przestała brać tabletki i celowo wrobila go w dziecko. Nie wiem, jak było naprawdę, to tylko moje zdanie, ale dla mnie taka sytuacja jest niedopuszczalna. Uważam, że takie zachowanie to straszne świństwo i patologia. Przeraziła mnie liczba komentarzy, w których próbowano przenieść winę na faceta. Jeśli to nie był gwałt, to na pewno duże nadużycie seksualne.
Jeżeli to byłaby to jednorazowa sytuacja, to mogłabym się skłonić w stronę gwałtu. ALE!!! Do zbliżenia WIELOKROTNIE dochodziło z JEJ inicjatywy. Z wyznania można zrozumieć, że NIE POWIEDZIAŁA mu, że coś jej nie pasuje. To nie jest gwałt. Przestanmy wymagać domyslania się, bo dojdzie do tak kuriozalnych sytuacji, w których mąż żonę o pisemną zgodę na seks z opisem będzie prosił, bo "może" jej coś nie odpowiada, ale boi lub wstydzi mu się powiedzieć.
Z mojego przeczucia nie jest biseksualny. Jest homoseksualny, tylko sam sobie nie pozwala na zaakceptowanie tego. W stosunku się zmuszał by reagować na twoje prośby o intymność. Po części sama dorzucałaś do pieca.
pomijając podejrzenia o jego preferencje, to dlaczego byłaś z kimś, kto był agresywny, stosował przemoc emocjonalną, był wulgarny, rzucał przedmiotami itd.? Trzeba jasno stawiać granice, które będą chroniły nas samych przed krzywdzeniem nas przez inne osoby.
Nie wiem co ty miałaś w głowie że tak długo trwałaś w tym związku.
Chyba autorce tego wyznania trochę mieszają się pojęcia, prosiła go o seks mimo tego i wiedziała że był brutalny. Skoro uważasz że nie jesteś pasztetem bo tak siebie określiła to czemu nie znalazłaś sobie innego skoro uważasz się za taką piękną myślę że to z tobą było coś nie tak.
Ale jednak byłaś z nim, tylko dlatego, że cię podniecal, był mega przystojny męski, zaradny, i w ogóle alfa. Skoro pozwalasz by rządził toba instynkty, to nie narzekaj, że taki facet ma cie w dupie.