#a5zEJ
Zimowy poranek, chodnik oblodzony, zewsząd pełno śniegu. Na przystanek idę dziarskim krokiem, chichocząc sobie pod nosem. W ręku trzymam dumnie iPhone'a (sama na niego zarobiłam, jestem do niego przywiązana) i przeglądam Anonimowe. Wtem na przystanku dostrzegałem JEGO. Chłopaka, w którym od roku się podkochiwałam. Chłopak ideał, wysportowany, twarz jakby ją Michał Anioł dłutem ciosał, a przy tym bardzo sympatyczny, pomocny i po prostu miły. Widząc go, oblałam się rumieńcem i spojrzałam w telefon, coby nie zauważył. Niestety, z nosem w telefonie nie kontrolowałam po czym idę i tuż obok przystanku poślizgnęłam się, zrobiłam coś na zasadzie piruetu i upadłam prosto na twarz. Leżałam tak przez kilka sekund upokorzona i zamroczona, a moja ręka wygięta była pod dziwnym kątem w powietrzu (odruch bezwarunkowy, co tam ja, ważne, aby szklany telefon się nie potłukł, bo nie stać mnie było na wymianę szybki). Leżę tak i słyszę głos ideału:
- O mój Boże, nic ci nie jest? Czekaj, zaraz ci pomogę!
Chłopak chwyta mnie pod pachy i próbuje podnieść. Zobaczył załączony telefon w mojej ręce i wyświetloną stronkę (miałam zablokowane wyłączanie ekranu) i zawołał radośnie:
- O, Anonimowe! Uwielbiam je!
Ideał tak się ucieszył, że wesoło podskoczył, przez co sam stracił równowagę, również się poślizgnął, wypuścił mnie z rąk (ja ponownie runęłam na ziemię) i sam upadł na mnie. Oboje leżeliśmy na tym nieszczęsnym chodniku jak dwa nieszczęścia. Oczywiście po chwili się ogarnęliśmy i mimo wszystko pojechaliśmy do szkoły. Chociaż ja jechałam z duszą na ramieniu, bo przeżyłam upokorzenie level master przy moim ideale.
Na całe szczęście po tej akcji zaczęliśmy częściej gadać, spotykać się i tak, zostaliśmy parą.
Mój chłopak zawsze się śmieje z tej opowieści, powiedział kiedyś, że zawsze mnie bardzo lubił, ale jego serce zdobyłam, bo jak on kocham Anonimowe.
Tak że dzięki, droga stronko!
Anonimowe łączą ludzi.
Lepiej niż małżeństwo i kredyt hipoteczny.
Kredyt hipoteczny jest jednak lepszy ^^
Oh yess ♡♡
Cóż, dla mnie to wyzwanie jest strasznie sztuczne.
Dla mnie też. Bardzo bardzo
Nudne i infantylne na dokładkę.
"tak się ucieszył, że wesoło podskoczył, przez co sam stracił równowagę, również się poślizgnął, wypuścił mnie z rąk (ja ponownie runęłam na ziemię) i sam upadł"
...
Co? Czy ktoś kiedykolwiek podskoczył z radości? Czy ktoś kiedykolwiek był wystarczająco uradowany, że aż podskoczył, bo zobaczył znajomą stronę w telefonie obcej osoby? I to wszystko podnosząc inną osobę?
Nie wyskoczył w powietrze na 5 metrów do góry, po prostu dygnął, poślizgnął się i upadliśmy. „Podskoczył” byłe użyte żartobliwie.
"twarz mu chyba Michal Anioł dlutem HARATAŁ". Przynajmniej tak Wojtusia (ta barmanka o glosie Wojciecha Manna, w zagrodzie pod zatrutym jablkiem) opisala Księcia z bajki w Shreku 😊.
O tym samym pomyślałam ;) Świetna scena!
Osioł: Aj, tam. Naprawdę jest taki wyględny?
Siostra Kopciuszka: Wyględny? On jest BOSKI! Twarz to mu chyba Michał Anioł dłutem haratał!
Kot w Butach: Mmm, muszę go poznać.
W której części? :)
Gryfonko- druga część, w wersji na cda ta scena to 01:01:14. Zmierzyłam kiedyś by wysłać przyjaciółce xD
Dzięki! :D
Tak, ze Shreka jest to powiedzonko :D
Po co ten wstęp o twoim iPhonie? Wystarczyło napisać telefon/smartphone
No jak wystarczy? Mieć iphona i się nie pochwalić?
*historia stworzona na zamówienie działu PR dla firmy MMG
😝
A budzik zadzwonił i musiałaś wstawać
"co tam ja, ważne, aby szklany telefon się nie potłukł" - to mnie przeraża. Lepiej złamać rękę niż zepsuć przedmiot?! Gdzie jest granica, której nie można przekroczyć? Złamanie ręki, wybicie barku, złamanie kręgosłupa, śmierć? Ważne, że telefon jest cały...
To miał być ŻART.
Haha, bo mogłaś złamać rękę, haha, ale telefon najważniejszy, haha. Hahahaha! Nie, nadal ten żart to dno.
Żart był właśnie z tego, tj odruchu ratowania telefonu. Jakbyś miał/a drogą wazę w ręce to tez upadając byś się starł/a ją ratować, taki odruch.
@jatojadwarazydwa nie, ratowałabym przede wszystkim siebie, a nie telefon. Ludzie, co z wami?
Czy tylko ja nie uważam wywrócenia się za upokorzenie a raczej za śmieszną sytuację?
Na początku po przeczytaniu tego wyznania miałam wrażenie, że po prostu jakaś nastolatka podkoloryzowała zwykłe wydarzenie z życia. Jednak jestem osobą, która prawie zawsze czyta wszystkie komentarze i po wypowiedziach autorki doszłam do wniosku, że po prostu pewnej malolacie naprawdę musiało się nudzić, bo nie dość że wymyśliła sobie historyjkę, to jeszcze stara się bez sensu tłumaczyć i obrażać innych w komentarzach. Moim zdaniem jest to zachowanie na poziomie podstawówki i pytanie mam do autorki. Naprawdę chciało Ci się zmarnować tyle czasu na wymyślone historyjki i tłumaczenia się ludziom w komentarzach?