Wracam sobie spokojnie od znajomka. Godziny wieczorne, weekend. Po browarku, albo kilku, taki stan, że czuje się procenty we krwi, ale nie jest się totalnie naprutym, żeby się zataczać i tracić równowagę. Skorzystałem ze skrótu prowadzącego koło dwóch domków jednorodzinnych, ogrodzonych. Przechodząc koło jednego z nich widzę za ogrodzeniem psiaka. Owczarek niemiecki, ale młody, taki już nie szczeniak, a jeszcze nie w pełni wyrośnięty pies. Przystaję, by się przyjrzeć. Piesek dwa razy do mnie szczeknął. Nie był wkurzony ani nic, tak sobie zagadał. Ja niewiele myśląc odpowiedziałem "Bark !, bark!, szczek, szczek, miauuuu" (po kociemu). Pies na mnie popatrzył, przekręcił głowę, odwrócił się i odszedł. Dopiero teraz zauważyłem, że obok koło takiego drzewo-krzewu stała jakaś kobieta z sekatorem i toto przycinała. A raczej stała z sekatorem podniesionym do drzewka i wyrazem dużeeeeego zdziwienia na twarzy widokiem jak "rozmawiam" z jej psem. Powiedziałem: "Dzień dobry. Witałem się z kumplem".
Dopiero w tym momencie załapałem, jak dziwnie to musiało zabrzmieć. Zwiałem. Od dwóch lat tamtędy nie chodzę na wszelki wypadek.
Dodaj anonimowe wyznanie
Nie jakiś wielki przypał, żeby unikać tego miejsca przez dwa lata XD
Minus za to że od dwóch lat omijasz kumpla
A on biedny nawet nie ma do kogo pyska otworzyć... 😢
Rozwalilo mnie ,,"miauuuu" (po kociemu)" xD
Mi pomogło, bo nie rozumiałem sensu zdania w psim języku, a tu taki przeskok 😂
Ja tam lubię świrów gadających do psów :D
Trzeba było jeszcze "muuu, muuu" , "ćwir, ćwir" , "ihaaaa" i " beeeeee" ;)
Do "beeee" to za mało wypił
@Igraszka. Prawdopodobnie;)
To urocze :D