#b6tpr
Jechałam autobusem, jakaś pani wysiadła, więc dziadek siedzący razem z nią przesunął się pod okno, a ja usiadłam na jego wcześniejszym miejscu. Po chwili poczułam, że mi zimno w nogę, a jak wyszłam z busa zobaczyłam, że mam mokrą nogawkę.
Okazało się, że ten pan się zsikał na siedzenie i dlatego miałam mokre spodnie. Fuj!
Może było wcześniej mokre? Straszy człowiek może mieć problem z oddawaniem moczu. Nie mieć opieki. Dla niego to też jest wstydliwe. Przykro mi, że spotkała Cię taka sytuacja. Dzięki tobie sama będę zwracać uwagę na kondycję siedzenia, zanim zdecyduje się je zająć.
Pamiętam jak dawno temu wracałam z kumpelą z melanżu autobusem. Usiadłyśmy sobie w samym tyle, na "piątce". Jechałyśmy już jakieś 10 min i dopiero po tym czasie zaczęło nam coś śmierdzieć. Odwracam głowę w prawo, a tam rzygowiny. Na dwóch siedzeniach, ścianie i nawet na oknie. Jakim cudem tego nie poczułyśmy i nie zauważyłyśmy? Nie wiem. Jakim cudem na tym nie usiadłam. Też nie wiem. Wiem tylko, że miałam farta.
Sam cwany przesunął się na suche miejsce.
Zawsze oglądam siedzenie zanim posadzę swoje cztery litery w obawie przed właśnie taką sytuacją.
Czizassss...
Dlatego właśnie nie wsiadam do komunikacji miejskiej... wolę już isc 3 km na piechotę , jeżeli akurat nie mam samochodu /transportu do domu. A jak mam mega daleko to biorę taxi/uber
Wiem, ale ogólnie zawsze jak wejdę do komunikacji miejskiej, to na cos trafię... to na żula, ze wali w całym busie, na cyganie co potem męczy mnie cala trasę... smród i ucisk jest niewyobrażalny... po prostu nie lubię jezdzic komunikacja miejska, brzydze się tam usiąść, chwycić za barierke.. mam możliwość jezdzic swoim samochodem - więc z tego korzystam , a jeżeli akurat nie mam co pod ręką to mam zdrowe nogi albo stać mnie na taxi...