#c3cvK
Jednak podjęłam wyzwanie i przez 2 miesiące ciężko pracowałam na siłowni i w kuchni (z warzywami) cały czas mając go w pamięci. I cel - w końcu do niego napiszę jako prawdziwa ja. Codziennie patrzyłam, czy ma jeszcze konto. I miał. No i kiedy waga w końcu pokazała 57 kg i bez problemu założyłam rurki o rozmiarze 36 - założyłam konto i napisałam. Jednak rozmowa nie kleiła się jak kiedyś...
Strasznie to przeżyłam, ale minął rok od tego czasu. Ja ciagle chuda, ostatnio przechodziłam koło niego w sklepie, ze swoim chłopakiem. Uśmiechnęłam się, bo w końcu - mimo, ze nie jesteśmy razem - pozytywnie namieszał w moim życiu. Dzięki tej sytuacji jednego jestem pewna - nic nie jest bez znaczenia i czasem nawet osoby, które nas zranią - mogą zrobić dla nas coś dobrego. Nawet nieświadomie.
Mogłaś się chociaż przyznać, że to fałszywe konto. Właśnie w taki sposób wiele osób zostało wychujanych i uwierzcie, nagłe urwanie kontaktu, kłamstwa i tego typu rzeczy potrafią zmienić człowieka. Na gorsze.
O tak! :)
Takie coś nie
ma przyszłości...
Co konkretnie nie ma przyszłości? Znalezienie sobie jakiegoś [nawet - tak jak tutaj - dość głupiutkiego] celu w dążeniu do samodoskonalenia? Bo o tym jest wyznanie.
I nie ważne czy jest to schudnięcie czy chęć powiedzenia ukochanej osobie "kocham cię" w 50 językach... Albo nauczenia się szkicowania w wieku lat 23 [bo syn zaczął rysować lepiej ode mnie] :P.
Ps. Za to po roku ciężkiej pracy nauczyłam się nawet portrety robić całkiem znośne ;).
Myślę, że raczej chodziło Berciq o to, że kobieta z wyznania założyła fałszywe konto, później dopiero reflektując się - i chciała znów pisać do chłopaka, którego okłamała wcześniej.
Druga część tego wyznania jest super, ambicja, spełnione cele - osiągnięcie upragnionej wagi jest sporym wyzwaniem i coś o tym wiem.
Aczkolwiek bez przyszłości jest okłamywanie kogoś by później znów z tym kimś nawiązać kontakt - wszak polubił tą pierwszą wersję i może jeśli nawet nie zakochaliby się na zabój - może byłaby z tego przyjaźń ?
Najlepiej byłoby wyznać mu prawdę. Niby jak on cię zranil? Błagam cie, prędzej ty go...
Przepraszam bardzo, ale nie rozumiem tutaj jednej rzeczy - jak on niby ciebie zranił? To ty zraniłaś jego prędzej, bo nagle zerwałaś kontakt ;) Typowa bujająca z głową w chmurach księżniczka
Tylko uważaj aby po ciąży się znowu nie roztyć.
Zgadzam się z Tobą. Mi pewien mężczyzna przez to, że się we mnie podkochiwał uratował życie, bo ja też zaczęłam do niego coś czuć. Miałam dzięki temu siłę i chęć do walki - i do życia. On o tym nie wie, ale myślę, aby mu o tym powiedzieć. Jestem pewna, że to będzie największy szok w jego życiu, a z drugiej strony wiem, że się ucieszy, że to on był tą najwiekszą motywacją :)
Też miałam kontakt z takim chłopakiem, który "pozytywnie" namieszał mi w życiu. Opuściłam się w pisaniu, nauce, prowadzeniu bloga, bo tak świetnie nam się rozmawiało przez cały miesiąc i tak bardzo go polubiłam! Co się stało potem? Ni stąd, ni z owąd stwierdził, że jestem nudna i rozmowy ze mną nie mają sensu. Nigdy więcej kontaktów przez internet :)