#cITVi

Jestem w klasie maturalnej. Codziennie mam natłok zajęć, sprawdziany, kartkówki, odpowiedzi ustne, a do tego fakultety, korepetycje i dodatkowe lekcje z rysunku. Wychodze z domu o 6.30, wracam o 17, jem, uczę się i idę spać. Moje relacje z rodzicami i rodzeństwem są ograniczone do szybkich wymian zdań, gdy spotkamy się w korytarzu domu. Dzień moich znajomych wygląda podobnie. Czasami w nocy płacząc z przemęczenia i bezsilności po dostaniu kolejnej 1 ze sprawdzianu, na który nie miałam siły się nauczyć zastanawiam się, czy czasem życie nie ucieka nam pomiędzy palcami...
sawalua Odpowiedz

Ja mam podobnie, 3 klasa technikum, wstaje o 6, o 6:30 wychodze z domu. Wracam roznie czasami nawet o 20 pociagiem (gdy spozni sie czasami godzinę albo dwie, ah te PKP) Do tego chodze na korepetycje i robie od niedawna robie prawo jazdy. Czasu na nauke praktycznie nie mam. Przyjezdzam i jestem tak padnieta, tylko szybki prysznic cos zjesc i spac. Mam naprawde czasami tego wszystkiego dosc i mam chec rzucic to wszystko w cholere. Ale mowie sobie, ze to przejsciowe i dam rade. Naprawde nie jestes sama ;)

anonimowa098765

Sluchajcie.... kazdy kiedys przez to przechodzil. Ale patrzac na to wszystko z perspektywy czasu to mature zda KAZDY. Na studia dostac sie to juz nie jest problem(chyba ze to medycyna) a prawda jest taka widze to po sobie ze do takiego przedmiotu jak polski nie ma co sie przygotowywac.. ja nie czytajac ZADNEJ lektury zdalam pisemny na 90% matematyki jak nie rozumiesz to nie masz na co liczyc a jak rozumiesz to nie masz sie co uczyc bo wszystko jest we wzorach. Naprawde nie ma co sb zawracac glowy szalenstwrm przedmaturalnym. Uwierzcie ze to co uczyliscie sie przez te 3/4 lata wystarczy zeby dobrze zdac mature.

m21

Przygotuj się na 4 klasę technikum :) Jest jeszcze gorzej. Przynajmniej ja tak miałam, ale uczyłam się starym tokiem nauczania.

Wstawałam o 5.20, o 6 20: wychodziłam z domu, 6:42 miałam autobus. 2 razy w tygodniu wracałam o 18, w każdym innym dniu o 17. Miałam 14 przedmiotów ogólnie razem z zawodowymi. Z zawodowych ostro cisnęli z materiałem i nauką, bo przecież zaraz egzamin, nie? To samo maturalne przedmioty. Sprawdziany, prace klasowe przenoszone były z 3 klasy..., do 4,bo przecież mało nauki jest w maturalnej klasie...
Sprawdziany, kartkówki, prace zawodowe, projekty, mnóstwo tego było. W jednym tygodniu nawet.Bywały dni, że bałam się isć do szkoły, po nieprzespanej nocy. Kładłam się spać 1/2 w nocy, zdarzyło sie kilka razy nie spać wcale. Innego wyjscia nie było. Matematykę kułam po nocach,bo miałam z nią problemy - aż w końcu ją polubiłam! Nie miałam wtedy czasu na nic, nawet na chłopaka, a o rozmowie z rodzicami nie wspomnę. Na szczęście odpuścili mi dużo, nie robiłam w domu praktycznie nic,wszystko za mnie brat robił, który siedział w domu, bo skończył szkołę i pracy znaleźć nie mógł.
Podejście nauczycieli od ścisłych przedmiotów mi się spodobało. Do 3 klasy ciężka harówka, realizacja materiału z 4 klasy, żebyśmy w 4 klasie mogli się legalnie opierdzielać, mając wywalone na ścisłe :>
Technikum nie jest łatwe. Wielu rzeczy trzeba się wyrzekać, bo szkoła ważniejsza. I Szlag mnie trafiał jak słyszałam panienki z liceum ogólnego, którym ciężko było się nauczyć na 2 kartkówki - z woku i biologii :v Mistrzostwo.

Teraz mogę sobie podziękować, bo matura zdana i zawodowy! :)

nieszczescie Odpowiedz

Ucieka. Mam to samo. Tak to jest jak wybiera się elitarne szkoły..

madeleine19

Kocham te "elitarne" szkoły! </3.
Moja taka była. Jestem wściekła za te lata, głowa zmasakrowana, ale w sumie jestem dumna z siebie, że przez nie przeszłam. Rodzinka też :)

Intrygujacanazwa

Moja tez taka była a mam wrazenie
ze jedyne co po niej mam oprócz wiedzy to wstręt do ludzi. W życiu nie poznalam tylu zawistnych zazdrosnych i fałszywych osób. Z drugiej strony poznałam tam również kilka wspaniałych ale mimo wszystko 3 lata mam wyjęte z życiorysu. I tak zmieniłam po liceum pomysł na siebie :D

xanonimx

Elitarne, nie elitarne. Sama chodze do zwyczajnego liceum, żadne elitarne, ale wracam do domu o 15, za naukę biorę sie o 16. Kończę zaś o 23/24. Wiec to nie tylko w elitarnych szkołach tyle wymagają :) warto wspomnieć, ze pomimo tego całego czasu, ktory spędzam przy książkach to jestem raczej uczennica trojkowa. Polska edukacja? Czy to moze ja cos robię zle?

hej

Hmm, niekoniecznie. To raczej kwestia priorytetów. Ktoś wraca do domu i wkuwa, a do tego dobiera milion zajęć dodatkowych, a inna osoba stawia na hobby czy życie towarzyskie. Po latach nie każdy z grupy tych pierwszych wiele osiągnie i nie każdy z tych drugich skończy bez sukcesów.

charade

ja nie pozwolilam na to by mi ucieklo bo moim priorytetem jest wykorzystac maksymalnie zycie :) polecam. a na maturach i tak nie zeszlam nizej niz 84% i koncze teraz inzyniera. także tez jestem z siebie dumna a i wspomnien mam wiele :)

Passiflora

Mój brat właśnie skończył najlepsze liceum w Krakowie i nie wiem ja on to robił ale wstawał 6:45, o 7 wychodził, wracał około 15, nie uczuł się jakoś dużo do matury, ale postawił na olimpiadę po której miałby wolny wstęp miedzy inny na AGH, większość kierunków na UJ i dużo innych kierunków na innych uniwersytetach w Polsce. Niby się uczył dużo, a jednak zawsze miał czas na jakieś piwko czy imprezy. Olimpiadę wygrał, z matury dzisiaj wyniki, ale on po konsultacjach z kolegami z byłego liceum twierdzi, że napisał dobrze. Teraz składa aplikację na Automatykę i robotykę na AGH, gdzie na pewno się dostanie i jeszcze co miesiąc na pierwszym toku będzie dostawał stypendium 300 zł. Więc tak jak powiedziała @xanonimx to nie zawsze zależy od "elitarności" szkoły, choć brat wszystkim się chwali, że skończył najlepsze liceum w Krakowie 🙂.

anonimowy55551 Odpowiedz

Ucieka. Ja pracuję po 12 h dziennie, od czerwca do listopada dodatkowo w każdy weekend i ciągle mi siedzi w głowie dla kogo to wszystko robię? Kompletnie nie mam czasu dla siebie, nie pamiętam, kiedy zrobiłam coś tylko dla własnej przyjemności, ciągle tylko praca, obowiązki, sen i tak w kółko. Nikt tego nie docenia, a mąż potrafi stwierdzić, że z mojej pracy nic nie ma. Miło

Natalia20

Dokładnie... Nie narzekajcie na szkoły bo niedługo wam się pokończą :p Wstawanie po 5 i w domu około 18? Tęsknię za tym. I wolałabym iść do szkoły i się uczyć niż zapieprzać i martwić się czy na wszystko starczy.

koejla Odpowiedz

K*rwa. Zastanawiam się nad tym samym. I mam ochotę tym wszystkim pieprznąć i się porządnie wyspać.

madeleine19

Ja sie wysypiam na studiach!! Dzisiaj spalam do 12 :D
A zajęcia na 18:30-20 <3

Lika

madeleine19,
zazdroszczę Ci. Ja na studiach mam taki sajgon, że nie wiem w co ręce włożyć.

madeleine19

Moi znajomi podobnie. Ja mam strasznie "lajtowe" studia, przynajmniej dla mnie, bo ja w tym temacie siedze od lat (grafika itp) z 12 zajęć w tygodniu po 1,5 h, w tym 3 zajęcia co dwa tygodnie. Wszystko na komputerach i zabawy w PowerPoint np. :P. Chociaż ciężko się na nie dostać. Jedyne co o dziwo mnie ciutke przytłacza to angielski bo mamy poziom C1+, a ja zawsze uczylam się niemieckiego i mialam jeszcze w Liceum rozszerzoną łacine. Nie to, że kompletnie nie czaje, bo rozumiem większość prócz gramatyki (mój angol to B1, nie znam wszystkich czasów i okresów itp, jak się uczylam to bez tego. Wiem, że tak zdanie leci i tyle. W sumie to w styd się przyznać, ale po angielsku umiem rewelacyjnie czytać. Zanim coś powiem i napisze to hoohoo, ale to u mnie rodzinne :D). A on mi każe na teście pisać do każdego jaki to czas, okres itp. Pooowodzenia, że zdam :D

madeleine19

* wstyd

cane Odpowiedz

Kiedyś miałam tak jak wy - pracowałam ciężko [nauka to też praca!], byłam wiecznie przemęczona i znerwicowana....
Dorobiłam się nerwicy, zdrowie też mi siadło [poważnie zachorowałam, lekarze nie byli pewni czy przeżyję]. Wtedy zrozumiałam co się dla mnie naprawdę liczy w życiu - rodzina. Do zdrowia wracałam prawie 2 lata.

Odpuściłam... Zaczęłam zmieniać swoje życie. Po roku zajęłam się pracą w wymarzonym zawodzie. Po 2 latach zaszłam w ciążę [lada dzień rodzę ;)]. Wszyscy znajomi mówią, że się bardzo zmieniłam.

I wiecie co? Teraz naprawdę kocham swoje życie... Jedyne na co czekam to powrót do ukochanej pracy, ale najpierw rok w domu z moim długo wyczekanym maleństwem.

Wam też z całego serca życzę, żebyście pewnego pięknego dnia odkryli czego tak naprawdę w życiu chcecie. I żebyście mieli obok siebie kogoś kto będzie was wspierał, tak jak mnie mój mąż.

azulu

napisałabyś jaka to praca, co sprawia Ci tyle radosci?;) nie musialas miec do tej pracy niewiadomo jakich kwalifikacji..?

cane

Azulu bez kwalifikacji to można grosze zarabiać,a coś takiego wcale mi się nie podoba ;). Ja tu mam 3 dziecko w drodze, nie mogę sobie pozwolić na pracę za grosze na dłuższą metę :p.

A pracuję ze zwierzętami - zaczynałam od sprzątania psich klatek w pewnym hotelu i wyprowadzania psów po 5 zł/h. W międzyczasie douczałam się intensywnie [w sumie dalej to robię], ukończyłam kurs psiego fryzjerstwa... I tak powolutku dążę do celu jakim jest bycie behawiorystą i posiadanie własnego hotelu dla zwierząt :)

W tej pracy kwalifikacje to jedno, wrodzone zdolności są chyba ważniejsze.... od zawsze bez przesadnych problemów panowałam nawet nad najtrudniejszymi zwierzakami. Ba, najgorszy pies z jakim miałam do czynienia [8-miesięczny szczeniak, atakujący wszystkich BO TAK, katowany przez 1 właściciela] nawet się u mnie ostał i robi za łagodnego pieseczka, ukochanego przez wszystkie osiedlowe dzieci pieszczocha ;). Lata pracy zajęło doprowadzenie Czarnej Potwory do spokoju, ale się udało. I tylko sąsiedzi się dziwią czemu mąż wyprowadza psa w kagańcu [tylko mnie się w pełni słucha, więc tylko ja kagańca nie potrzebuję].

vita Odpowiedz

Też jestem w klasie maturalnej, rozszerzam matematykę i fizykę. Do szkoły dojeżdżam codziennie godzinę tam i z powrotem. Oceny mam niezłe. Mieszkam tylko z tatą i psem, więc wszystkie obowiązki domowe spadają na mnie. I mimo to potrafię znaleźć czas dla chłopaka, na spacer z psem czy książkę. Ja rozumiem, że matura, że przyszłość. Ale nie rozumiem dlaczego kosztem nauki tak wielu traci codzienność.

rudawiewiora

O! Da się? Da. Tylko trzeba chcieć a nie p**dolić że się nie da i na 100% wykorzystywać czas.

Alboalbo Odpowiedz

Tez jestem w klasie maturalnej, ale nigdy się dobrze nie uczyłam, nigdy nie byłam ambitna. Wiadomo, jakieś tam marzenia i ambicje są, ale nie są one związane ze szkołą (aczkolwiek bywają myśli:ahh, jakbym chciała być z tego przedmiotu najlepsza w klasie). Ale cieszę się życiem na tyle, na ile mogę. Nie stawiam szkoły na pierwszym miejscu, a najbliższe osoby. Nie jest dla mnie ważne czy zdam maturę czy nie. Swoją wartość znam, a jak powszechnie wiadomo: matura to bzdura. Przystopuj trochę, weź głęboki oddech i ciesz się życiem, to są te lata za którymi się tęskni i dobrze wspomina, nie zmarnuj ich ;)

piotrek51053333 Odpowiedz

Mam pytanie czy iść do elitarnej szkoły czy do takiej normalnej bez żadnych wywyższen ?

Lel

Jestem w normalnym liceum i nauki mam dokładnie tyle samo co przyjaciółka chodząca do najlepszej szkoły w moim mieście. Plusem szkoły prezentującej się przeciętnie w rankingach jest to, że nie ma aż takiego ciśnienia "uu musisz być najlepszy, bo jesteś w super liceum". Uczysz się dla siebie, a nie dla szkoły ?

poszukiwaczki

zależy jakie masz ambicje, jaki panuje w szkołach klimat, gdzie bardziej podobają ci się profile i gdzie ci będzie lepiej :)

Pusia

Chodze do liceum w malym miasteczku, wszyscy z okolicy pouciekali do liceow w wielkim miescie, twierdzac, ze nasze lo jest zbiorowiskiem debili. Dlaczego jest tylu slabyc uczniow? Bo ci dobrzy olewaja najblizsza szkole i sami pchaja sie do elitarnych szkol. Jakie to ma znaczenie, gdzie sie uczysz? W kazdej szkole masz jakas szanse, zeby trafic na slabego nauczyciela, co wcale nie znaczy o poziomie nauczania. Oczywiscie, jesli szukasz jakiegos nietypowego profilu, pokroju mat-chem, to zyly sobie powypruwasz, zeby sie tam dostac. Z kolei jesli szukasz jakiegos biol-chemu czy mat-fizu, to w kazdym liceum jestes w stanie sie dobrze przygotowac do matury, bo w wiekszosci przypadkow wlasnie te klasy prezentuja soba zawsze wysoki poziom. Elitarne szkoly czesto sa pelne snobow, jesli nie masz pieniedzy, to lepiej sie tam nie pojawiaj, bo staniesz sie obiektem kpin albo sama obecnosc wsrod takich ludzi przyprawi cie o jakas niedoslowna nerwice. :) Spojrz na jakies pobliskie szkoly, nie ma co tracic czasu na dojazdy i jakies uzupelniajace przedmioty oferowane w ramach danego rozszerzenia, jak np. edukacja medialna, jesli nie interesuje cie kariera w tym kierunku. Jesli jest sie chetnym do nauki i ma sie cos w glowie (a nie, ze ktos idzie do liceum po to, zeby uniknac zawodowki, bo to "wstyd"), to w kazdej szkole uda sie napisac bardzo dobrze mature.

Nevii Odpowiedz

A jeszcze nie dość, ze nie ma się juz czasem sily i poświęca dużo czasu na naukę to rodzice (nauczyciele zresztą też) nie zrozumieją, ze to liceum, rozszerzenia i oceny sie juz tak nie liczą jak w gimnazjum tylko matura niestety i łatwo nie jest dostać 4 czy 5 np. na rozszerzonej biologii... Ja teraz jestem w drugiej klasie i no niestety trzeba przetrwać ten najgorszy rok :/ A na biologii dosłownie bez ściągania często się nie da ;)

xyz89913070

Znajome... ;)

kirikiri

To ja mam gorzej, bo u mnie na biologii nawet ściąganie nic nie da. :(

Pusia

Jesli nie piszesz z biologii matury, to sobie sciagaj, ale na dluzsza mete takie zachowanie nie jest wskazane, jesli jednak przystepujesz do egzaminu z tego przedmiotu. Kucie na blache jest ciezkie i zawsze podziwiam ludzi, ktorzy ogarniaja wos, historie czy biologie, bo ja osobiscie chyba bym sie pociela, uczac sie tego wszyskiego.

Nevii

Pusia, oczywiście z nie jest wskazane ale ja matury z biologii nie piszę, tylko geografię i z niej faktycznie się przykładam bez ściągania. A z biologii chce mieć chociaż to 3 czego nie osiągnę chyba samym uczeniem przy takiej ilości materiału na jeden rok i takich sprawdzianach,które sa typowo pod maturę i do łatwych stanowczo nie należą. Przynajmniej u mnie tak to wygląda jak narazie, pewnie zalezy tez od nauczyciela.

agathe

Dokładnie, najgorsze jest to, że nikt nie potrafi zrozumieć, że nie interesuje mnie ocena z WOSu, bo nie zdaję z tego matury, a że dostaję czwórki z kolokwiów z historii, gdzie do wkucia jest cała epoka, to nikt nie widzi... Chciałabym czasem dostać jakąś pochwałę, żeby ktoś dostrzegł jak się staram, a tak nie chce mi się za nic zabrać, bo wiem, że nikt nie zauważy ile ciężkiej pracy i czasu w to wszystko wkładam.

agathe

Po prostu chcę, żeby ktoś zauważył, że coś robię dobrze zamiast wytykać mi kolejną dwóję z przedmiotu, który naprawdę mam gdzieś. Nie masz tak, że lubisz kiedy ktoś widzi twoją pracę? Dla mnie to jest siła napędowa, kiedy słyszę od nauczyciela, że robię postępy i poszło mi bardzo dobrze, to aż chce mi się pouczyć się jeszcze trochę, żeby było jeszcze lepiej. Przecież to jest normalne. I pisze się "zhejtować" skoro pytasz :)

Pusia

Kazdy lubi byc doceniany, ale jesli komus zalezy na danej dziedzinie. Jesli masz gdzies biologie i jej nie zdajesz, to raczej nie sa ci potrzebne pochwaly, bo one i tak nie zmotywuja cie do nauki tego przedmiotu. Wiem jak to jest, kiedy nauczyciel ma ucznia trojkowego za debila, a on tak naprawde ma w sobie duzy potencjal, ktory zostal stratowany przez podejscie nauczyciela na zasadzie "nagradzac dobrego ucznia, usmiechnac sie, jak popelni blad, a z kolei tego zlego cisnac, ze sie na danym rozszerzeniu nie nadaje". Sama sciagam, ale tylko z jednego przedmiotu, bo jest on uzupelniajacy, a na nauczenie sie na sprawdzian z niego potrzeba mnostwa czasu, a i tak nie masz gwarancji, ze dostaniesz chociaz 2. Poza tym nauczyciel daje na to przyzwolenie. Nie powiedzial nam wprost tego, ale zasugerowal delikatnie, bo wie doskonale, ze mamy wazniejsze przedmioty, na ktore musimy poswiecac swoj czas.

Nevii

Pusia z moją biologia jest jak z twoim przedmiotem uzupełniającym, potrzeba dużo czasu na naukę a nie ma gwarancji ze dostanie się chociaż 2. Gdybym zdawała z niej maturę to przecież bym sie więcej uczyla ;) I nie mówiłam nic, ze oczekuję jakichś pochwał.

hej

Agathe, kto wytyka Ci złe oceny?

Pusia Odpowiedz

A ja tak nie mam. Tez jestem w klasie maturalnej i czasami jest zbyt wiele do robienia, ale nie na co dzien. Rozumiem jednak twoja sytuacje, bo mozna to tak brzydko ujac, ze nagle nauczycielom przypomnialo sie, ze piszemy mature i zaczynaja 2x wiecej wymagac niz bylo to przez ostatnie 2 lata. Z jednej strony mowia, ze zaczynanie nauki dopiero w 3kl to blad, a sami przez pierwsze 2 lata nie sklaniaja nas do intensywnej nauki, tylko zyja z nami w luzniejszych relacjach. Oczywiscie nie twierdze, ze nauczyciele maja nas w dupie w 1 i 2kl, tylko chodzi mi o to, ze nagle zaczynaja swirowac na punkcie matury, zadaja po kilkadziesiat zadan na okreslony termin, robia trudniejsze sprawdziany albo krzywo sie patrza jak ktos nie przychodzi na NIEOBOWIAZKOWE falultety. Niby jestes dorosly i masz dodatkowe zajecia, ale nie masz wyboru w tej kwestii, bo za kazda negatywna ocene nauczyciel obarcza wina twoja nieobecnosc na zajeciach, nawet jesli temat zajec nie mial zwiazku z tematem sprawdzianu; albo, co gorsza, msci sie na tobie, kiedy nie przychodzisz na fakultety. Nigdy nie rozumialam tez chodzenia na korepetycje z polskiego albo z jezykow. Sa to rzeczy, ktorych mozna sie nauczyc samemu, bo nikt nie musi tlumaczyc, chyba ze ewentualnie gramatyke w jezyku obcym. Nie wiem, czasami tak sie zastanawiam czy ja jestem jakas bardzo madra i ogarnieta, ze nie trace az tyle czasu na to cale przedmaturowe bum, czy to ludzie uczeszczajacy do szkoly sredniej sa debilami, ze musza uczyc sie na kazdy sprawdzian, zeby go zaliczyc na jakakolwiek pozytywna ocene. Dlaczego tak brzydko sie wypowiadam? Wychodze z zalozenia, ze wiekszosc marudzacych chodzi do zwyklej szkoly sredniej, nie zadnej prestizowej, bo jesli ktos chodzi do tej drugiej, to od samego poczatku wiedzial, ze bedzie ciezko i w momencie skladania papierow, wyrazil na to swoje przyzwolenie, wiec plakanie nad swoim losem jest w tym wypadku troche dziwne.

xnance

Jeśli wydaje ci się, że bez dobrego nauczyciela możesz "sama nauczyć się języka" to pozdrawiam. Nawet w języku polskim do matury potrzebny jest dobry nauczyciel, ktory wskaże konteksty, dodatkowe dno, jakąś symbolikę. Mówię to jako zupełna humanistka, planująca zdawać rozszerzoną maturę z polskiego, która przez rok miała lekcje (właściwie nie miała) z FATALNĄ nauczycielką i teraz nadrabia wszystko na - wyobraź sobie! - korepetycjach z języka polskiego z dobrą nauczycielką!
Co do języków obcych - jestem pełna podziwu, jeśli potrafisz w szkole nauczyć się dobrze języka. Czyli nie samych słówek, które wkujesz, zdasz i zapomnisz. Tylko mówię o czasach, konstrukcjach typowych dla języka, idiomach, a przede wszystkim swobodnej rozmowy w tymże języku.
Tak, na dodatkowe zajęcia z języka obcego - o zgrozo angielskiego, a to przecież taki popularny język - też chodzę. Nie żałuję ani jednej godziny spędzonej przy tych korepetycjach.
Za debila też się nie uważam, a uczę się na każdy sprawdzian. Ot, może takie moje zwichrowanie.

Autorkę posta doskonale rozumiem - sama mama natłok nauki. Choć mam okazję dłużej przebywać w domu (blisko szkoła, auto), także większość czasu spędzam na nauce, a potem idę spać. Trzeba tylko znaleźć rozgraniczenie - zawsze znajdę chwilę, żeby godzinę dziennie pobiegać, żeby wyjść z psem na spacer, odrobić z bratem lekcje, spotkać się z kolegami. Czasem spróbuj coś odpuścić, żeby nie zwariować :)

Pusia

Z polskiego tez mam slabego nauczyciela. Nie wynika to z braku kompetencji, a wrecz nadmiaru wiedzy, ktora chce nam sprzedac, przez co bardzo czesto schodzi z tematu i wlasciwie nie wiadomo, co notowac. Oprocz tego duzo nam poblazal i nie byl surowy, wiec wszyscy olewalismy ten przedmiot. Teraz nagle zmienil swoje podejscie. Moja wiedza z polskiego lezy, sa rzeczy, ktore ogarniam bardziej i takie, o ktorych nie pamietam, zeby nawet byly przerobione, ale nie czuje potrzeby, zeby isc na korepetycje, poniewaz uwazam, ze dam rade sama sie przygotowac, korzystajac z odpowiednich zrodel. Kiedys korepetycji raczej nie bylo, zrodla wiedzy byly zawezone i ludzie sobie dawali rade. Tak samo jest z jezykami obcymi. Zdaje niemiecki, ucze sie go od malego, ale rowniez nie mam problemu z angielskim. Rozumiem przerobiona gramatyke, moje slownictwo moze nie jest najbogatsze, zwlaszcza z angielskiego, ale na podstawie tego, co juz znam, jestem w stanie dac sobie rade. Nie uwazam swojej znajomosci jezyka za jakis bardzo wysoki poziom i wiem, ze nie dam rady sie dogadac z rodakiem, chociazby dlatego, bo czuje blokade (ktorej na lekcjach nie mam), ale tez nie sadze, zeby do takiego ogarniecia jezyka byl potrzebny ktos inny. XD Zgadzam sie, ze kucie slowek jest bezsensowne, dlatego ja wiekszosci ucze sie poprzez czeste ich uzywanie, po prostu przez praktyke. Nienawidze nacisku i chyba bym ocipiala, gdyby nauczyciel na sprawdzianach punktowal tylko okreslone slownictwo, a nie ich zamieniki. Ja jezyk strasznie mocno biore na intuicje, gdyby ktos kazal mi powiedziec kiedy jaki czas sie stosuje, to mialabym z tym duze problemy. Mam w rodzinie samoukow, ktorzy ogarneli jezyk na dobrym poziomie i szlifowali go w praktyce, ale do tego trzeba miec zarowno glowe, jak i zapal.

hej

Pusia, ogólnie się z Tobą zgadzam, poza kwestią języków obcych. Tu dodatkowe zajęcia dużo dają, szczególnie w podstawówce czy gimnazjum, gdy zwykle nie ma podziału na małe grupy i poziom dostosowuje się do najsłabszych. Oczywiście można pracować samemu, jednak wiele osób potrzebuje nadzoru/ poczucia obowiązku.
Też jestem w szoku, patrząc na wypowiedzi tutaj, ile osób uczy się na KAŻDY sprawdzian czy kartkówkę. Nie wyobrażam sobie spędzać życia nad biologią lub chemią, których po prostu nie cierpię i które nie są obecne w wizji mojej przyszłości. Matura to tylko matura. Jestem zwolennikiem podejścia, że każdy po LO powinien być w stanie zdać podstawową maturę z jakiegokolwiek przedmiotu. Próg to tylko 30%, więc potrzeba wiedzy naprawdę ogólnej.

Zobacz więcej komentarzy (78)
Dodaj anonimowe wyznanie