#dT85w
Kiedy wybijała godzina 22, ta była już gotowa do akcji i tylko czekała, aż upadnie mi z ręki widelec, a hałas towarzyszący uderzeniu sztućca o ziemię sprawi, że cały blok zatrzęsie się w posadach. Zanim zdążyłem widelec podnieść, babus już napierdzielał domofonem i groził policją.
Czasem zdarza mi się pisać maile w nocy i wyobraźcie sobie, że ta chora kobieta potrafiła przyturlać się w szlafroku pod drzwi mojego mieszkania i drzeć twarz na cały korytarz, budząc przy tym wszystkich wokół. Podobno łomot towarzyszący stukaniu opuszek palców o plastikowe klawisze przypominał jej bombardowanie Warszawy z 1944 roku.
Jakiś czas temu ubzdurała sobie, że mój kran wydaje z siebie pisk i nasłała na mnie technika ze spółdzielni. Przyszedł jakiś wąsaty pan, ale żadnych awarii nie wykrył. Żal mi się gościa zrobiło, więc poczęstowałem go ciepłą kawą.
Kulminacja szalonych pomysłów pani z dołu miała miejsce w te wakacje. Leżałem sobie akurat na ciepłym piasku jednej z karaibskich wysepek. Plaża, drinki, muzyka fajne towarzystwo… Taki urlop! W tym momencie dzwonek telefonu był niczym desperackie wołanie pozostawionej w ojczyźnie szarej codzienności. Odebrałem. To była policja. Konkretnie – pan dzielnicowy. Stali pod moim mieszkaniem i stanowczo kazali mi otwierać drzwi. Podobno od tygodnia imprezowałem po nocach i uczyłem tuzin stukilogramowych metalowców tańca pogo. Wyjaśniłem stróżom prawa mój problem z sąsiadką. Zrozumieli, przeprosili i więcej nie truli mi głowy.
Gdy wróciłem z urlopu i dreptałem z plecakiem w stronę domu, czułem silny ścisk w żołądku. Na samą myśl o kolejnych utarczkach z tym wściekłym babusem robiło mi się słabo. Kiedy szukałem w kieszeni kluczy do drzwi od klatki schodowej, moją uwagę przykuła karteczka przylepiona na wysokości mojego nosa. Był to… nekrolog. Tak, upiorna sąsiadka wyciągnęła kapcie parę dni przed moim powrotem do domu. Panie, świeć nad jej duszą.
Wiem, że to wstrętne, ale tego dnia upiłem się z radości, tupałem bez opamiętania, a na koniec zaprosiłem kumpli i wspólnie bawiliśmy się przy dźwiękach Cannibal Corpse. Czułem się jakbym tańczył na grobie znienawidzonego wroga.
Chyba jestem złym człowiekiem...
Z moimi licznymi przygodami blokowo-akustycznymi rozumiem zarówno Autora jak i jego Sąsiadkę. No i współczuję obojgu (bez wnikania w szczegóły).
Pierwszy wieczór w moim blokowym mieszkanku spędziłam na słuchaniu walenia w kaloryfery. Nie bardzo wiedziałam, co się dzieje (może to sąsiedzi wymieniają ploteczki Morsem?), więc odpuściłam. Kilka dni później dowiedziałam się o konflikcie między piętrami (Młoda w obcasach i Starsza w początkach demencji) i trochę mina mi zrzedła, bo miało być tak pięknie (okazało się, że czwarte piętro / nikogo nad głową - wcale nie równa się CISZA).
Gdy kolejny wieczór zapowiadał się perkusyjnie, wkurzona zaczęłam tak samo walić w kaloryfer (pamiętam, że darłam się strasznie, coś w rodzaju "kwa pogięło was, zaraz dzwonię na policję") i.....
Nastała cisza.
Już nigdy więcej nie słyszałam walenia w grzejniki. Inna sprawa, że starszą pół roku później zabrano do DPSu, z uwagi na jej bezpieczeństwo, młodsza zaś też się wyprowadziła i miałam parę miesięcy ciszy.
(A potem nastała patola, ale to już inny temat.)
Sama lubię spokój, ale zdaję sobie sprawę, że w bloku o tak przezroczystych przegrodach cisza jest w zasadzie nie do osiągnięcia. Skoro jest jak jest czyli to JA żądam rzeczy niewykonalnych, więc to JA muszę zadbać o tę osobistą ciszę (słuchawki z ANC), równocześnie nie zakłócając sąsiadom spokoju (lubię konkretny rock i metal - nie daliby rady).
Czasami są to ludzie wredni, czasem chorzy psychicznie a czasami po prostu samotni i to dla nich jedyny kontakt z ludzmi
To fajnie jak dla nich to jedyny kontakt z ludźmi. Uszanujmy to i pozwólmy im zatruwać nam życie. Przecież to tacy bezbronni starsi ludzie.
@StaryCap
Nick widzę zobowiązuje. Albo zaprośmy ich na kawę zanim nasramy im na wycieraczkę. Nasrać zawsze można.
No oczywiście, bo wszyscy jesteśmy kawalerami miliarderami mieszkającymi w blokach i mającymi czas na takie szlachetne gęsty. W blokach mieszkają tez oprócz miliarderow ludzie jebiacy w kołhozach na 3zmiany, mający dwójkę, lub trójkę dzieci, mających swoje sprawy i swoje problemy. I tak oni wszyscy maja czas i ochotę na zapraszanie samotnych babć do swoich domów. Dorośniesz moze zrozumiesz, chyba ze jesteś jednym z tych miliarderow z mojego bloku którzy codziennie goszczą samotne babcie w swoich mieszkaniach. To nie zrozumiesz.
:D
Brzmisz jak sfrustrowany nastolatek, który skończy jak babcia z tego wyznania. Jak jesteś starszy tym bardziej smutne, że nie wykorzystałeś czasu jaki miałeś, żeby poukładać sobie trochę w głowie.
Próba wyciągnięcia gałązki oliwnej nie zaszkodzi. Z moja sąsiadka najpierw próbowałem rozmawiac, potem wytłumaczyłem po swojemu. A dzielnicowy po zobaczeniu jej teczki(całe mnóstwo bzdurnych zgłoszeń, plus moje papiery) zagroził jej ewaluacja w psychiatryku. Czy blefował nie mam pojęcia, ja póki co mam spokój.
Za to ty brzmisz jak bananowy nastolatek. Fajnie ze masz czas na takie zabawy.
Czas na próbę rozmowy z osobą, ktora i tak mijam latami i zapowiada się, że będzie uprzykrzać mi zycie?:D I na doprowadzenie sprawy do końca jak próba rozmowy nie zadziała?
Mam zdecydowanie więcej lat niż Ci się wydaje i to nie ja brzmię jak dzieciak. Odstaw alkohol, doksztalc się po raz pierwszy od kiedy skończyłeś zawodówkę i weź odpowiedzialność za swoje życie a nie marudź jak Ci ciężko bo trzeba tyrać na zmiany i szef mało płaci. Albo połóż się i płacz przy kieliszku i zgorzkniałej babie, Twój wybór.
Miałam nadzieję, że ta historia ma jakieś satysfakcjonujące zakonczenie, w którym autor sprytnie poradził sobie z wariatką. Miałam taką nadzieję, bo czeka mnie właśnie podobna batalia. Kupiliśmy z mężem mieszkanie na super osiedlu w super bloku i jest tylko jedna walnięta sąsiadka i to akurat ta tuż obok nas ;) ewidentnie ma problemy psychiczne, bo jej ulubioną rozrywką jest wykrzykiwanie wyzwisk różnego rodzaju w swoich czterech ścianach, ewentualnie siedzenie na balkonie i darcie mordy na ludzi pod blokiem (szóste piętro, więc w sumie nie słyszą). Ekipa remontowa po dwóch tygodniach słuchania jej stwierdziła, że budowlańcy mogą się od niej uczyć słownictwa. Niby niegroźna, ale uciążliwa. Mamy kilka opcji żeby ją pomęczyć na drodze prawnej, bez szans na realne skutki, ale żeby chociaż ją pociągać po sądach, licząc, że jej się znudzi (zwłaszcza że po głośnych pracach remontowych ostatnio odgrażała się bezpośrednio w naszym kierunku), ale nie wiem czy to coś da, bo ewidentnie ma nierówno pod deklem. Niby poza odgrazaniem nigdy nic nikomu nie zrobiła, a jak słyszy że otwieram drzwi, to zatrzaskuje i rygluje swoje jakby w strachu, złorzecząc pod nosem (bo tak to czatuje na klatce przez uchylone drzwi), no ale ja z natury jestem konformistą i sytuacja mi działa na nerwy. Tak że no, liczyłam na jakieś sprytne tipy, bo po tym co się nasłuchałam, nie mam już żadnych oporów moralnych żeby jej dowalić
Z wyznania wynika tylko tyle, że autor biernie czekał na kolejny atak ze strony sąsiadki.
I tak, czasem trzeba komuś grzecznie wytłumaczyć, że jednak trochę przegina
Jeszcze jedno. Dobra izolacja akustyczna ścian czyni cuda (znam różnicę w brzmieniu kolumn i ogólnie sąsiadów sprzed ich remontu i po, choć nie wiem, co położyli na ściany), a także dobre okna. Wiem, to są koszty, ale masz o dobre 80% ciszej w mieszkaniu.
Frog planujemy sobie akustycznie zaizolować ścianę od sąsiadki, ale niestety i tak się na pewno będzie nosić przez konstrukcję: sufit, podłogi, no i jak wychodzi na balkon, to najbardziej ją słychać przy otwartych oknach. W sumie najgłośniej słychać ją na klatce (drzwi wejściowe też zamówiliśmy akustyczne).
SceptCyn pozostali sąsiedzi mają z nią styczność od lat i wszyscy twierdzą, że trzeba ją po prostu straszyć i odgryzać się jej jeszcze bardziej tak żeby się bała, bo nic innego na nią nie działa. Niestety bycie sympatycznym i ugodowym nie jest drogą w tej sytuacji, bo inni sąsiedzi to już testowali.
@anonimowe6692
A słowo eufemizm znasz?;)
Tutaj zgadzałem się, że pora na pozbycie się oporów moralnych
@anonimowe6692
Nie pozostaje więc nic innego jak wypróbować najskuteczniejsze odpowiedzi i po prostu gasić sąsiadkę.
Otwarte okna - z tym też bywa różnie.
Osoby niepalące bądź nie jadające na przykład smażonego mięsa, z wietrzeniem muszą celować gdzieś między "papieroskiem" kolejnych sąsiadów a szykowaniem obiadów (albo frytek w środku nocy, bo niby czemu nie).
Ale to zależy od układu mieszkania - a skoro już jesteście w trakcie remontu, to na pewno to też macie posprawdzane / zaakceptowane.
@Frog
Ale gasić stanowczo i brutalnie. Wdawanie się w dyskusję często takie osoby tylko napędza
SceptCyn
Znaczy jak autor? Zadbać o dobre alibi i zgasić definitywnie?
@upadlygzyms
Autor biernie czekał na dalsze ataki.
A aż tak bardzo pozbyć sie oporów moralnych w takiej sytuacji nie potrafię.
@SceptCyn
Nie, oczywiście że nie.
Tej wersji się twardo trzymajmy.