#dy0BC

Jesień, w rodowym gnieździe u pradziadków tradycyjna akcja robienia przetworów, zwana też "sabatem czarownic". W kuchni same baby, od lat 5 do 97, i pradziadek - alchemik przy swoich nalewkach. "A pamiętasz, Cyprianku, jak ruscy tutaj przyszli?" - nagle pyta prababcia. Pradziadek tylko zachichotał i oboje zaczęli opowiadać.

Jego ojciec z zawodu był aptekarzem, jedynym w promieniu wielu, wielu kilometrów. Wieś nigdy nie była specjalnie znacząca, gdyby nie to. Pewnego dnia przyszła wiadomość, że idzie spory oddział sowieckiego wojska, a po drodze zabiera całą żywność, pije, gwałci i stawiających opór zabija. Niedługo później zjawił się jeden z nich, żądając dostaw żywności w zamian za ocalenie... Ta, jasne, ale co tu zrobić? Prapradziadek orzekł, że baby mają dać ile mogą, a wszystko to dokrasić proszkiem, który im da.

Trzy dni później prapradziadka wzywa do siebie dowódca, do sąsiedniej wsi, gdzie stacjonowali. Pojechał jego syn, czyli pradziadek. Cały oddział (jedno mówiło, że ze 30, drugie, że 50 chłopa) "srało dalej niż widziało". Dowodzący ledwie żywy siedzi na jakiejś balii i każe ratować, bo wyda rozkaz, aby ich wszystkich rozstrzelać. Dziadek głową kręci, biadoli, ale na koniec stwierdza, że ma taki specjalny spirytus... Dał im formaliny. Wszystkich podobno pochowano na cmentarzyku w lesie, nawet popa skądś ściągnęli.

Pradziadek na koniec westchnął ciężko i powiedział: Wiesz, nigdy nie byliśmy z tego dumni, ale co mieliśmy zrobić, stać i gadać czy się gapić? Jak widzieliśmy (pradziadek pomagał prapradziadkowi w pracy) co oni zrobili ludziom we wsiach X, Y i Z, to wiedzieliśmy, że nie przepuszczą. A tak rozniosło się, że w okolicy zaraza i więcej nie przyszli.

Dziadek ani pradziadek nie zostali wciągnięci do wojska, bo obaj nie mieli tej samej nogi. Jego ojciec stracił ją na pierwszej wojnie, a pradziadek spadł z fury z sianem i przejechał mu po niej wóz. Byli praktycznie jedynymi mężczyznami w całej wsi, dlatego nie rozważali nawet walki zbrojnej. A rosyjski oddział oficjalnie poległ od przepicia i czerwonki.
ImNotJesusImCastiel Odpowiedz

Wojna to wojna. Brzydka i pochłaniająca życie. Wszystkie chwyty ponoć dozwolone. Dzięki temu wioska ocalała.

RozowyKucyk Odpowiedz

Sprytne...

Ryoka

... I skuteczne. Ciekawe, co dodal

Marian6660 Odpowiedz

Nareszcie zamiast wyznania o dobrych niemcach mamy wyznanie o pradziadku masowym mordercy. Miła odmiana w czytaniu :)

miensnywonsz

dobre xD

KatarzynaKatarzyna

Miałam to samo napisać! Nareszcie coś innego niż dobrzy Niemcy :D

rm1105

Tylko, że to byli Rosjanie. Nie mbiej, masz rację.

dynamo Odpowiedz

zatrucie formaldehydem do przyjemnych nie należy
Jadnak biorąc pod uwagę jak mogli potraktować żołnierze mieszkańców wsi to jest to i tak tzw. mniejsze zło.

TamTamTamTaRamTam

Według mnie nie powinno być napisane jak mogli, tylko jak już potraktowali inne wsie.

winnie Odpowiedz

wojna bywa okrutna, a człowiek zrobi wszystko, żeby ratować siebie i bliskich
niezwykle ciekawa historia :)

kapelusz Odpowiedz

Bywa, że nie siła fizyczna a intelekt i spryt wygrywają na wojnie.

Colombiana Odpowiedz

Bardzo ciekawa opowieść. Takie czyta się najprzyjemniej 😊

TokyoYorkGhoul Odpowiedz

Bardzo ciekawie się czytało

przypadek17 Odpowiedz

W moim regionie zrobili podobną sztuczkę... to znaczy 2 chłopaka rozniosło plotki, że panuje epidemia strasznie zaraźliwej i śmiertelnej choroby (nie pamiętam nazwy już). I plan się powiódł Niemcy czym prędzej wynieśli się z miasta i zabronili swoim zbliżać się w te rejony :)

Chrupeczka Odpowiedz

Cisi bohaterowie :")

Zobacz więcej komentarzy (14)
Dodaj anonimowe wyznanie