#eXBWH

Nie wiem, czy wy też tak macie, ale ja wstydzę się w sklepie czekać dłużej niż pięć sekund, aż pani wyda mi groszową resztę. Zawsze udaję, że taki groszowe sprawy mnie nie obchodzą. Zapewne jest to spowodowane tym, że w dzieciństwie mi się nie przelewało.

Stoję w kasie w Żabce. Przede mną dziewczynka, na oko 6-7 lat z sokiem, batonikiem i gumą. Po skasowaniu okazuje się, że brakuje jej 10 groszy, a pani z kasy nie pozwala jej donieść później i mówi jej, aby z czegoś zrezygnowała. Wtedy ja proponuję, że dołożę brakującą kwotę. Jednak okazuje się, że najniższy nominał jaki mam w portfelu to 10 zł. Wyciągam banknot i podaję kasjerce. W tym momencie mała dziewczynka chowa swoje pieniądze do kieszeni, bierze zakupy i odchodzi. Kasjerka wydaje mi 3 zł, a ja stoję jak wryta. Chciałam dołożyć kilka groszy, a zapłaciłam jej za całe zakupy. A ja nawet nie odezwałam się, bo wstydzę się upominać o pieniądze.
americandream Odpowiedz

Też kiedyś dziecku dołożyłam pięćdziesiąt groszy do kinder niespodzianki, tylko że to dziecko uroczo się uśmiechnęło i podziękowało. Także kwestia wychowania. :D

PS. Może za kilka lat (o ile ta strona się utrzyma) ta dziewczynka napisze jak to kiedyś w sklepie inna pani zapłaciła za jej zakupy i jak jej teraz głupio. :v hahaha :D

F9T

O tym samym pomyślałam, za parę lat będziemy czytać wyznanie o tym jak jej wstyd :D

BADZIEBADLAA

Kiedys do sklepu przyszla babcia z wnuczka. Babcia zajeta robieniem zakupow, dala dziecku 1zl zeby ja zajac i zeby sobie cos sama kupila. Wybrala batonika za 1,3zl. Dziecko w kolejce przede mna. Kasjerka mowi, ze brakuje - dziecko zestresowane nie wie, co zrobic (prawie placze). Powiedzialam, ze dorzuce (tzn zeby mi to doliczyla do rachunku) - rozumiem, ze kasjerka tego nie zrobila, bo u niej przez wiele godzin takie zachowanie mogloby spowodowac duze braki w kasie. Koniec koncow dziecko pobieglo do babci (teoretycznie szczesliwe, bo z batonikiem), ale i tak sie rozplakalo z tych wszystkich emocji.

Nuska Odpowiedz

To juz przesada, kto tak wychowuje dzieci

Eskalia Odpowiedz

Ja miałam podobną sytuację jak byłam mała :D Tylko to ja potrzebowałam jeszcze kilku groszy. Miałam wtedy kilka lat i beztrosko bawiłam się na osiedlu. Nie znałam nominałów pieniędzy itd. Idąc chodnikiem znalazłam monetę. Był to (chyba) 1 grosz lub 10-50 groszy. Skojarzyłam, że mama płaci takimi w sklepie i radośnie pobiegłam kupić sobie loda. Podchodzę, wybieram (nie patrząc oczywiście na cenę :D) i idę do kasy. Tam pani mówi mi, że mam za mało pieniążków. Sytuacja powtarza się jeszcze 3 razy. Za 4, pani znowu bezradnie mówi, że lód za drogi. Wtedy jakiś pan po 50tce mówi, że mi dołoży. Lód kosztował jakieś 4 zł, a facet zapłacił te 3.90 lub 3.50 (...). Ucieszyłam się, podziękowałam i poszłam pałaszować loda. Kiedy po latach zrozumiałam, że pan tak naprawdę zapłacić za tego loda, normalnie humor miałam do końca dnia :D

kasia1325 Odpowiedz

Moj tata miał gest i kazal dzieciakom, które stały przesyłki nim w kolejce wybrac sobie lody a ze byl pewien ze wezmą te tanie do ktorych im brakowalo sasy powiedzial, ze za nich zaplaci a dzieciaki wybrały MAGNUM. Ale mielismy z niego polewke

BADZIEBADLAA Odpowiedz

Z bliskimi ludzmi rzadko kiedy rozliczam sie, co do zlotowki. No bo jak to jest mozliwe? Czasami jem u znajomych lub oni u mnie i za to tez mamy sie rozliczac? Dopiero gdy cos jest faktycznie 'pozyczka' (jak dla mnie granica to okolo 5zl) to dopiero oddaje w gotowce. Nawet z dalszymi znajomymi (np. na uczelni) nie rozliczam sie jakos szczegolnie (jesli chodzi o male kwoty) - w bufecie mozna placic tylko gotowka, a do bankomatu daleko, wiec jak ktos potrzebuje gotowki to nie widze problemu zeby te 2 zlote pozyczyc (nigdy sie nie upomnialam, ale tez nigdy ta sama nie poprosila mnie o to dwa razy nie oddajac wczesniej). Lubie to, bo wtedy ja nie musze sie tak przejmowac gdy akurat mi zabraknie.
Nie mam zbyt duzo pieniedzy, ale to nie sprawia, ze mam fioła na tym punkcie. Pamiętajmy, że każdy może kiedyś potrzebowac kilku zlotych do rachunku. ;)

lendis Odpowiedz

Rok temu jeździłam jako opiekunka dzieci niepełnosprawnych - trasa dom-szkoła, szkoła-dom. Jedna z dziewczynkę (Kinga) chodziła do normalnej szkoły, reszta do specjalnej. Dziewuszka miała padaczkę więc w wiejskim gimnazjum jej nie chcieli, dojeżdżała do miasta. Czerwiec, klara kosmiczna, nas czeka godzina czekania pod szkołą specjalną. Kierowca poszedł do innych driverów, Kinga do mnie, czy idziemy po jakieś picie. Najbliżej Mrówka, ceny picia kosmiczne. Wzięłam wodę, młoda colę. Położyła na taśmie, kasjerka skasowała, ta skinęła na mnie i wyszła... Takiej pogadanki chyba dziewucha w życiu nie miała :) Wspominam ze śmiechem ale zażenowanie sięgnęło poziomu max

whateverworks Odpowiedz

Kiedyś dorabiałam w Żabce i jak dziś widzę małe dzieci przy kasie sklepowej to krew się we mnie gotuje. Rozumiem, że dzieci chcą się poczuć dorośle, ale tego tłumaczenia "wielosztuk" charakyterystycznych dla Żabki albo tego tłumaczenia, że za 50 gr nie kupią czekolady i paczki chipsów nigdy nie zapomnę. Apel do rodziców : nauczcie dzieci nominałów, a jak nie jesteście w stanie to sami kupcie im słodycze.

annakarenina Odpowiedz

Mój wspollokator był kiedyś chory, jako, że nie ruszal się z łóżka to poprosił mnie o zakup czegoś w aptece. Kosztowało jakoś 8 zł, nie oddał, a ja się nie upomnialam. A potem jeszcze mnie zarazil...

mokasyn Odpowiedz

też byłam taką "wstrętną kasjerką", że nie pozwalałam dzieciom donieść później, gdy czegoś im tam brakowało. Dorosłym zresztą też. Nie i kropka...osoba tak czy siak musiałaby się przejść drugi raz - żeby mi tę kasę donieść. A na grosza reszty zazwyczaj czekam..bo to mój grosz i nie widzę powodów, żeby się wstydzić, że uważam, że powinnam go otrzymać z powrotem.

Saitama

a co robisz w odwrotnej sytuacji - jak nie masz czym wydać??

Saitama

Ja też pracuję jako kasjerka i nie mam problemu z tym, aby klienci donieśli pieniądze. I nie mówię tu nawet o takich groszowych kwotach, ale nawet kilkadziesiąt złotych, jeśli jest to ktoś ze stałych bywalców (nawet pijaczków). I chyba mam szczęście, bo jeszcze nigdy nie zdarzyło się, że ktoś nie doniósł, ale jest to osiedlowy sklepik i przychodzą wciąż ci sami ludzie. Zauważyłam nawet, że chętniej wracają do sklepu i częściej nie biorą należnej im reszty, "na rozwój sklepu" ;)

Dodaj anonimowe wyznanie