#ezUQn
Oceny mam świetne, więc kilka dni w domu by mi nie zaszkodziło. Mogłabym nie przychodzić na lekcje i sama sobie usprawiedliwiać nieobecności, ale strasznie boję się reakcji matki na wywiadówce, gdy się o tym dowie. I nie, rozmowa nie pomaga, płacz i bałaganie też.
Najlepsze jest to, że gdy moja matka ma katar albo boli ją głowa, to nie rusza się z domu, jakby była śmiertelnie chora.
Kiedy byłam w klasie maturalnej to był taki typ w klasie co ciagle przychodził. Matka przestała go puszczać jak zaraził polowe szkoły w tym nauczycieli okropną grypą, a wychowawczyni wezwała jego matkę do szkoły i ją opieprzyla
Nauczyciele też często chorzy przychodzą i namawiają uczniów do przychodzenia mimo choroby. W liceum pani od fizyki nie uwierzyła w moje zapalenie oskrzeli i kazała mi mimo wszystko pisać sprawdzian, niby w dodatkowym terminie, ale i tak podczas zwolnienia chorobowego. Tydzień po moim sprawdzanie sama musiała wziąć chorobowe.
A u mnie wyjątkowo na odwrót. W gimnazjum miałam chemiczkę, która, gdy ktoś np. kaszlał na lekcjach to w niezbyt miły sposób komentowała, że jak jest się chorym to do szkoły się nie przychodzi i kazała się przesiadać jak najdalej od niej, bo ona nie chce zachorować :D.
I teraz w liceum mam wychowawcę, który przy każdej okazji, zwłaszcza w sezonie chorobowym powtarza, żebyśmy nie przychodzili jak jesteśmy chorzy, że wtedy trzeba odpocząć i tak dalej. I jak są na półrocze wyczytywane osoby z wzorową frekwencją, to mówi, że nie lubi tego wyróżnienia, bo to nie od nas zależy, że chorujemy, a wtedy przecież nie powinniśmy przychodzić.
A mnie najbardziej wkurza to gadanie "jak jesteście chorzy to siedzcie w domu", a potem pretensje o frekwencję.
A potem połowa szkoły zarażona jakimś grypskiem...
Dokładnie.
Dlatego nie rozumiem końcoworocznych nagród za stuprocentową frekwencję.
Aj współczuję,nie matka właśnie namawia zebym nie chodził do szkoły.
Taki z ciebie obciachowiec,że nawet do szkoły nie chcą cię puszczać?
Zazdro
Właśnie przez takie matki, my nauczyciele ciągle łapiemy jakieś infekcje. Jesteś chory? Zostań w domu! W przedszkolach chore dzieci są odsyłane do domu i nie ma dyskusji.
Sama sobie wybrałam swój zawód, bardzo lubię pracę w szkole, ale nóż mi się w kieszeni otwiera kiedy przychodzi dziecko zakatarzone i z gorączką, bo MAMA kazała.
Proszę postawić się na miejscu ucznia, który chciałby móc zostać w domu wyzdrowieć lub zwyczajnie odpocząć, ale sam sobie nie może na to pozwolić, by nie narobić zaległości, które potem będą się na nim odbijały.
Kompletny brak konsekwencji w działu skoro wymaga to powinna dawać wzór dziecku
Moja mama też była wrażliwa na tym punkcie. Kontrolowała mnie, obserwowała incognito, dzwoniła do szkoły, a gdy miałem telefon to i do mnie, jak i do moich znajomych. Musiałem być w szkole i już, nie ważne, że mogłem kogoś zarzygać, pobrudzić biegunką lub zemdleć. Nie stawiała się na wezwania, gdy coś mi się stało, kazała mi zostawać w szkole do końca lekcji. Na szczęście gdy poszedłem do technikum, w drugiej klasie się skończyło. Osiągnąłem pełnoletność, sam sobie mogłem wypisywać zwolnienia, moje podpisy były decydujące. Wtedy mama powiedziała pass i dała mi możliwość wzięcia odpowiedzialności za siebie, swój los. Wszystkich, którzy się ode mnie czymś zarazili - przepraszam, nie miałem na to wpływu, bo nawet po próbie samobójczej mnie do szkoły wysłała - to miało być tylko nastraszenie jej, choć miałem dość.
Moja babcia miała tak z kościołem - musiałam być co niedziela - nie ważne, czy chora, czy kaszel, gorączka. Dlatego teraz nawet nie mam bierzmowania, tak się zraziłam....
Możesz kiedyś pójść do higienistki w szkole, powiedzieć że się źle czujesz, to pewnie zadzwoni po twoją mamę, może jej to uświadomi, że nie symulujesz :/
Porozmawiaj z nauczycielką, idź do lekarza
To już wiadomo dlaczego taka epidemia grypy w tych szkołach panuje :P. A swoją drogą może porozmawiaj o tym z tatą? Może mu uda się przekonać matkę żeby cię nie puszczała do szkoły a sama staraj się nie chorować (ubieraj się ciepło jak jest zimno itp) :P