#fO1hg
Miałam cały dzień na zwiedzenie tego pięknego miasta. Zaczęłam typowo babsko od galerii krakowskiej, zakupy i te sprawy. Wybrałam parę perełek i poszłam do przymierzalni. Przymierzałam czarne spodnie, z racji tego, że jako niezwykle pechowa osoba rozerwałam sobie swoje w podróży. Wkładając spodnie, odczułam pewien dyskomfort na pośladku. Sięgnęłam ręką i poczułam lekkie wypuklenie. Po krótkiej analizie domyśliłam się, że to kleszcz. Dla pewności zawołałam swoją przyjaciółkę żeby zobaczyła co zamieszkało mój prawy poślad. Koleżanka nie tylko potwierdziła, że jest to kleszcz, ale jeszcze z przerażoną miną spojrzała na mnie i powiedziała że jest wokół czerwone. Przed oczami mignęło mi życie - BORELIOZA!
Zadzwoniłam do mamy. Kazała pójść do przychodni, z racji tego że w swoim mieście będę dopiero następnego dnia. Nie wytrzymałam i zaczęłam płakać, przyjaciółki wpadły na pomysł by pojechać na pogotowie. Wsiadłyśmy w taxi i pojechałyśmy. A tam oczywiście nas odesłali do przychodni, która miała dyżur od 18 (pominę to że babka z pogotowia to niemiłosierna czarownica). Wyszłam z pogotowia i znowu zaczęłam płakać, zaczęła boleć mnie głowa, pewnie to przez tą boreliozę - pomyślałam. A może zapalenie opon mózgowych?!
Cóż, do śmiechu mi nie było. Była 15 więc skoczyłam z dziewczynami na rynek coś przekąsić, wybrałyśmy restaurację, niestety nie miałam ochoty na nic (choć należę do osób z siedmioma żołądkami). Powiedziałam przyjaciółkom, że nie będę karmić mojego mrocznego pasażera i dalej rozmyślałam jaki wstyd mnie czeka jak dotrę do przychodni i będą mi wyrywać kleszcza z pośladka.
Pojechałyśmy jakimś tramwajem w stronę przychodni licząc że trafimy, udało się i to dużo przed czasem. A więc czekałyśmy i gdy w końcu zaczęli przyjmować weszłyśmy do przychodni. Koleżanki usiadły przed recepcją, a ja poszłam zgłosić swojego przyjaciela Stefana (tak go nazwałam). Czekałam aż lekarz przyjdzie, gdy nagle wychodzi do mnie całkiem przystojny młody lekarz i zaprasza do gabinetu.
Już zapadłam się pod Wawel widząc moje przyjaciółki, które płakały ze śmiechu. Weszłam do gabinetu, a lekarz pyta się o miejsce pobytu Stefana. Wskazałam mu feralne miejsce, lekarz w skowronkach każe zdjąć mi spodnie i położyć się. Przygląda się Stefanowi i mówi że to nie kleszcz. Żeby było zabawniej zawołał inne osoby by mieć pewność. A więc leżę tam, obcy ludzie gapią mi się na tyłek i słyszę, że to nie kleszcz. A więc co to za potwór tkwi mi w ciele ?! To pryszcz ...
Wyobraźcie sobie jak zażenowana byłam tą sytuacją. Nie chciałam się przyznawać koleżankom, ale one i tak już wiedziały, tak jak połowa przychodni, że to nie kleszcz, więc musiałam im wszystko opowiedzieć. Do końca życia będę męczona historiami o mrocznym Stefanie i o tym jak co chwilę płakałam z bólu oraz umierałam na boreliozę...
Jak można pomylić kleszcza z pryszczem? XDDDDDDD
Nie mam pojęcia xD
nie pomyliły tylko specjalnie zrobiły ją "w konia" xD
Pewnie przyczepiło się coś od tych czarnych spodni, które przymierzała :D
Gdy miałem jakieś 6 lat to miałem kleszcza w "chłopięcym miejscu intymnym". Żenująca sytuacja. Sam jej w sumie nie pamiętam...Jednak rodzicielka i siostra nie dają mi zapomnieć o tym wydarzeniu...Rodzinka :)
Ja też miałem kleszcza w miejscu intymnym, ae myslałem, że to pieprzyk, bo mam tam jednego. Jednak podczas kąpieli sam odpadł :P
Chociaż dobrze, że sam odpadł :D
Grunt to rodzinka... :")
Stefan xD Pinkne imię :D
i cały dzień zwiedzania stracony :D
Boląca głowa :D efekt placebo :D
..Placebo? Może sprawdź lepiej co to oznacza ;)
W co drugim wyznaniu jest jakiś komentarz o efekcie placebo. A zaczęło się od jednej osoby....
Że tym przyjaciółkom chciało się tego wszystkiego wysłuchiwać, jeździć po lekarzach, tylko po to, żeby zrobić Ci żart :D
Szkoda tylko że Krakowa nie zwiedziłaś
"(pominę to że babka z pogotowia to niemiłosierna czarownica)" - pisząc coś w nawiasie wcale tego nie pomijasz.
(pomine to ze jestes typowym polaczkiem i musisz sie do czegos przyczepic) ??☝?
ile razy czytales historie zeby sie do czegos przyczepic ? to nie konkurs polonistyczny ?
płakałaś ze strachu i w tym samym czasie nazwałaś kleszcza Stefan? ok
Pewnie nazwała go potym całym incydencje...
może syndrom sztokholmski :D