#fguFo
Mojego ojca pamiętam jak przez mgłę. Widziałam go raz jedyny w życiu, gdy jeszcze byłam małą dziewczynką. Było to w sądzie, tuż przed rozprawą sądową, na której ojciec zrzekł się praw rodzicielskich do mnie. Nie pamiętam nawet jego twarzy. Odszedł od matki tuż po moich narodzinach i nigdy nie wrócił, bez problemu pozbył się praw do mnie oraz zerwał wszelki kontakt, nigdy nie chciał uczestniczyć w moim życiu.
Wychowywała mnie mama i babcia. W naszym kobiecym domu nigdy nie było śladu mężczyzny – dziadek umarł zanim przyszłam na świat i babcia, podobnie z resztą jak moja mama, nie miała zamiaru się z nikim ponownie wiązać. Wychowałam się bez męskiego wzorca, co dało swoje efekty w życiu dorosłym, kiedy to nie potrafiłam związać się z nikim na dłużej. W każdym facecie widziałam zdrajcę i kłamcę, nie potrafiłam nikomu zaufać. Do momentu, aż poznałam mojego obecnego męża, Wojtka. W Wojtku zakochałam się bez opamiętania, na szczęście z wzajemnością. Po kilku latach związku pobraliśmy się, a potem przyszedł na świat nasz synek.
Dziś jestem szczęśliwą matką i mężatką, z ułożonym życiem i spokojem ducha. Dawno poszły w niepamięć czasy, kiedy koleżanki ze szkoły śmiały się ze mnie, że „nie mam taty” (niestety, dzieci potrafią być okrutne). Przestałam śnić o ojcu i zastanawiać się kim jest, gdzie mieszka i co robi w swoim życiu. Mam swoją rodzinę i to na niej skupiam całą swoją energię.
Tak było aż do momentu, kiedy dostałam list… od mojego ojca. Doszedł dokładnie w Dzień Ojca. Pisał w nim, że pragnie mnie poznać i opowiedzieć mi wszystko o swoim życiu oraz o tym, dlaczego nie zaopiekował się mną po moich narodzinach. Pisał też, że nie było dnia w jego życiu, by o mnie nie myślał i że teraz nadszedł odpowiedni moment, by się ze wszystkiego wytłumaczył i przeprosił mnie za wszystko. Błaga mnie w tym liście o spotkanie, podał nawet miejsce i datę. Moim zadaniem jest tylko tam przyjść…
Nie mam pojęcia co zrobić. Setki razy wyobrażałam sobie tę chwilę, kiedy po latach go w końcu poznaję. A teraz brakuje mi sił i odwagi, by to zrobić. Czy iść i wykrzyczeć mu w twarz wszystko to, co siedziało w mojej głowie, gdy byłam dzieckiem? Czy dać mu szansę i wykazać się współczuciem oraz zrozumieniem?
Co byście zrobili na moim miejscu?
Moim zdaniem powinnaś iść. Najwyżej wyjdziesz ze spotkania po minucie ale nie będziesz żałować ze nie poszłaś.
Dokładnie. I nie będzie myśleć, co by było, gdyby...
Raczej żałować nie będzie jak nie pójdzie. Serio? Nagle się facet odzywa? Coś chce. Bo nie mógł wcześniej napisać, dać znać ? aha jaaasne pewnie go klątwa faraona męczyła..
Idź. Z mężem. Ale z nastawieniem neutralnym, nie oskarżającym i nie przebaczającym. Jako osoba która miała z jesgo brakiem problemy, ale sobie z nimi poradziła, SAMA. Po prostu idź z ciekawości jaka jest jego historia. Bez emocji która mogłyby rozbudzić demony dzieciństwa.
Dokładnie to chciałem napisać
Jeśli mąż będzie chętny to może pójdzie za Ciebie. To jest chyba najlepsza opcja. On jest obiektywny, nagra całą rozmowę, zobaczy emocje ojca i dobrze je zinterpretuje. A Ty w spokoju wysłuchasz jego opowieści w domu i zdecydujesz. Jeśli ojciec nie będzie chętny na taką 'spowiedź', to raczej nie ma co liczyć na jego dobre intencje.
To już musisz sama zdecydować. Ja nie poszłam. Ale mój ojciec to zła osoba. Odezwał się, gdy doliczył się, że jestem pełnoletnia. Nie przeprosił. Słowem nie zająknął się o mamie. Kłamał i próbował mną manipulować (w tych paru wiadomościach), a na końcu był wielce zszokowany, gdy go wyśmiałam, bo przecież "on mnie kocha, a ja to odrzucam!". No cóż, miłością się nie najem, ani magicznie nie wyleczę swoich odchyłów, przez brak ojca w życiu.
Ty się chociaż o tym przekonałaś. Jednak jak autorka nie pójdzie, to się nie dowie co on chciał tak naprawdę.
No ja wybrałam najpierw kontakt przez Facebooka. Choć patrząc z perspektywy czasu podejrzewam, że i tak bym się z nim nie spotkała. Gdyby chciał, dbałby o ten kontakt już wcześniej. Nie jestem i nie będę wyrozumiała dla takich osób.
No idź no. Ja bym tylko wziął jakąś eskortę, mąż może być. No i nóż w kieszeni. Może się dogadacie, może nie, może przeprosi cię a może będzie cię straszył. Tylko jak będzie ci groził albo wywoływał u ciebie wyrzuty sumienia, pamiętaj, że to on jest frajer. Nie daj mu się
Dokładnie tak!
Wsparcie w postaci drugiej osoby też konieczne.
Tylko lepiej bez tego noża w kieszeni - użycie go może tylko zaszkodzić autorce. Już lepszy byłby gaz pieprzowy, jako wsparcie na wypadek, jakby sytuacja zrobiła się niebezpieczna...
Idź, bo sądząc po tym co piszesz, jak nie pójdziesz to będzie cię dręczyć, co on by powiedział, o co chodzi. Jeśli uda ci się wykazać współczucie i zrozumienie to pięknie, bo to zdrowe dla twojej psychiki. Jeśli to staraj się chociaż o neutralność. (Z troski o siebie, nie o ojca)
Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Pewnie chce pożyczyć od Ciebie
@Szczypi0rek albo potrzebuje jakiejkolwiek innej formy pomocy i przypomniał sobie o dziecku
To wtedy tym bardziej nie ma prawa od niej niż żądać.
ale probowac moze
Ja bym poszła na twoim miejscu, ale idź nie sama a z mężem.
Nie dziwi Cię, skąd miał Twój adres?
Idźcie oboje z mężem.
Tak jak inne osoby napiszę, że powinnaś iść. Tylko powinno to być miejsce publiczne, więc jeśli spotkać się macie gdzieś indziej to niech ktoś cię obserwuje do momentu znalezienia się np. w kawiarni, czy cokolwiek. Wiem, że większość myśli, że dla takiego ojca nie ma wybaczenia i żadne wyjaśnienia nic nie naprawią, ale czasem sytuacja życiowa ludzi do tego zmusza. Możliwe, że się wpakował w nieciekawe towarzystwo i ktoś mu groził, wiem, że to skrajna sytuacja, ale jest możliwa. Co innego, gdybyś znała powód odejścia, albo zniknąłby dla kochanki. Samej rozmowy nie pożałujesz.