Zabrałem psa na łąki niedaleko mojego domu. Nikogo nie było w pobliżu, więc spuściłem go ze smyczy, żeby mógł pobiegać, podczas gdy ja położyłem się w trawie i zacząłem czytać książkę. Słonko grzało, zrobił się miło, no i zasnąłem.
Po około godzinie pojawiła się policja i pogotowie. Ktoś ich wezwał, bo myślał, że jestem martwy.
Dodaj anonimowe wyznanie
A pomyślałby kto, że można było zapytać "czy wszystko w porządku?" uprzednio szturchnąć ostrożnie.