#08Y6T

Moja dziewczyna wszystkiego się wstydzi... Przez trzy lata może dwa razy widziałem ją nago, i to przez przypadek. Seks tylko w 100% ciemności i na ściśle określonych warunkach, bo się wstydzi. Prezerwatyw nie kupi, bo się wstydzi, do ginekologa nie pójdzie, bo się wstydzi, nie przebierze się przy mnie, bo się wstydzi, no to może weźmiemy razem prysznic? Nie, przecież się wstydzi. A może zrobię ci coś „przyjemnego” w trochę inny sposób niż zwykle? No przecież wiesz, że się wstydzę. Na basen? No przecież nie pokażę się przed obcymi ludźmi w stroju kąpielowym, bo się wstydzę. Mógłbym tak wymieniać w nieskończoność. 

Mam tego dość, zamiast cieszyć się ze spędzanego wspólnie czasu, dostaję nerwicy, przytłacza mnie to, mam zły humor i wszystkiego mi się odechciewa. Zaczynam coraz poważniej zastanawiać się nad zakończeniem trzyletniego związku.

#ExcEn

Dostałam ultimatum od narzeczonego: albo staramy się o dziecko, albo się rozstajemy.

Nie czuję potrzeby macierzyństwa, nie nadaję się na matkę, mówiłam mu o tym. On nie rozumie, jak kobieta może nie czuć potrzeby posiadania dziecka i próbuje mi wmówić, że po urodzeniu na pewno wszystko się zmieni. 
Jestem w rozsypce, nie wyobrażam sobie być zmuszona do urodzenia dziecka i zdałam sobie sprawę ze swojej beznadziejnej sytuacji. Mam 33 lata, nie mam mieszkania, mieszkam u narzeczonego, nie mam oszczędności, jestem pracownikiem biurowym za najniższą krajową. Zaczęłam bać się o przyszłość, traktowałam ten dom jak swój i nagle zrozumiałam, że nic tu nie jest moje, że w każdej chwili mogę stracić dach nad głową, mężczyznę, którego uważałam za pewnik i moje dotychczasowe życie.

Stres powoduje, że zaczęłam popełniać błędy w pracy i bardzo źle śpię. Moje życie się rozsypuje. Chciałabym, żeby to był tylko sen.

#UMMGX

Parę lat temu miałem Volvo. Czarne. Do pracy ubierałem się w czarny garnitur, a że była jesień, to chodziłem w czarnym płaszczu. Ogólnie mówiąc – bardzo elegancko.

Wracałem wieczorem do domu i coś pękło w wydechu, a że warsztat był po drodze, to zajechałem. Specjalista zajrzał, pocmokał i wydał werdykt, że trzeba wymienić. Podał też kwotę, która dla mnie była nieosiągalna. Spojrzałem wtedy na niego i powiedziałem, że pracodawca tak mi się każe do pracy ubierać, bo jestem pierwszym kontaktem jego klientów, a pracuję jako ochroniarz w urzędzie i nie stać mnie na taki wydatek.

Pan spojrzał na mnie współczująco, wziął palnik acetylenowo-tlenowy, kawałek pręta i w trzy minuty zaspawał nieszczelność. Wydech był sprawny jeszcze kilka lat :D

#Z2e2e

Na kilka miesięcy przed swoją śmiercią mój ojciec zdradził mi, że nie jest moim ojcem, ponieważ od urodzenia jest bezpłodny, o czym matka nie wiedziała. Nie wiedział, kto jest moim biologicznym ojcem, ponieważ go to nie obchodziło. Powiedział, że tak naprawdę nie ma znaczenia, kto jest ojcem biologicznym. A jakby matce powiedział, że wie, to pewnie skończyłoby się rozwodem, mnie musiałaby wychować sama, nikomu by to nie służyło. 

Dało mi to wiele do myślenia. Czy dziecko musi być „moje”? Niekoniecznie, jak widać.

Po jego pogrzebie matka chciała mi powiedzieć prawdę i była w szoku, że już wiem. Gdy jej opowiedziałem powyższe, stwierdziła: „Twój ojciec to zawsze był prosty, ale przynajmniej dobry człowiek”. A mój biologiczny ojciec to „skończony idiota, co zwiał za granicę, gdy tylko dowiedział się o ciąży”.

#kvfXz

Sprzedając mieszkanie, dogadywałam się z kupującą babką co mam zabrać, a co jej zostawić, bo miałam kilka mebli, których chciałam się pozbyć, a były sprawne. Babka zasadniczo nie była zainteresowana gratisami. Z jednym wyjątkiem. Zaczęła rozważać, czy nie chce szafki z łazienki. Oglądała ją z każdej strony, a w końcu bez pytania o zgodę otworzyła. No i w ten sposób wszyscy (tj. kupująca babcia, jej syn i synowa, a także pośrednik) komisyjnie obejrzeliśmy naszą kolekcję gadżetów do zabaw w sypialni... Wszyscy taktownie, bardzo intensywnie milczeli.

#Lfr8B

Dzień Kobiet. W mediach jak zwykle mieszanka sztucznych i powtarzalnych co roku życzeń „dla naszych kochanych pań!”. Całe miasto paraduje z kwiatkami. Są wszędzie głosy, że Dzień Kobiet to relikt epoki, którego szanująca się kobieta XXI wieku nie powinna tolerować. Kobiety z kwiatkiem wyzywa się od naiwnych. Fakt, bycie kobietą zawsze było pewnym absurdem, zwłaszcza 8 marca.

W tym roku Dzień Kobiet obchodzę w cieniu rekonwalescencji – kiedy to po tylu latach chodzenia po lekarzach z problemami, gdzie byłam odsyłana z nieśmiertelnym „taka pani uroda” ewentualnie „po dziecku przejdzie” lub w skrajnych przypadkach „a próbowała pani schudnąć?” (gdzie słysząc tę radę, nawet nie miałam nadwagi), trafiłam w końcu na lekarza, który wysłuchał, porządnie przebadał... tylko po to, żeby okazało się, że choróbsko faktycznie się tam czaiło. Potem operacja, wycięcie większości kobiecych narządów, które już były i tak bezużyteczne. Jak się z tym czuję? Gorzko, zmęczona, ale też czuję pewną ulgę. Lekarz zalecił mi spacery, więc przeszłam się dzisiaj, a przechodząc koło kwiaciarni, kupiłam sobie pojedynczego żonkila. Ktoś by pomyślał, że po tym, co mnie spotkało, nie powinnam „wspierać” tego idiotycznego święta. Podczas gdy ja go kupiłam z zupełnie innego powodu. Otóż te 30 lat temu mój cudowny dziadek miał taki mały psotny zwyczaj 8 marca. Wstawał rano, biegł do ogrodu babci, ucinał kilka żonkili, po czym wskakiwał do samochodu, żeby przywieźć je do nas do domu i dać je w prezencie mi i mojej mamie. Miał przy tym minę jak urwis, który wiedział, że mu się ten mały figiel upiecze, mimo że babcia pewnie go ochrzaniała co roku za zrujnowanie jej grządki z kwiatkami. I tak żonkil jest dla mnie tym wspomnieniem o dziadku i o takiej innej, bezpieczniejszej epoce. I chyba o to chodzi. Nie o puste gesty. Jednak dałabym dziś wiele za to, żeby jeszcze raz zobaczyć dziadka z tą jego psotną iskierką w oku, gdy pojawiał się u nas w drzwiach z tym bukietem świeżo urwanych żonkili.

#bxqjF

Chcę się wygadać, bo nie wiem już, czy ze mną jest coś nie tak.

Dwa lata temu rozwiodłem się z żoną po tym, jak przyłapałem ją na robieniu dobrze jej kumplowi z pracy. Sąd zdecydował, że nas syn zostanie z matką, ja widuję go w każdą środę, a w co drugi weekend zabieram go do siebie. Mały ma teraz 5 lat i są problemy. Zawsze był łobuzem, ale chociaż ja tłumaczyłem mu, co wolno, a co nie, moja była ze wszystkim mu pobłaża. Nie rusza jej, że syn w przedszkolu dokucza mniejszym dzieciom albo zwierzętom. Kiedy ja rozmawiam o tym z małym, podważa mój autorytet, bo przecież Hubi tylko się wygłupia. W efekcie moje wyjścia z synem to horror.
Dwa razy zabrałem go do kina, sam wybierał film. W obu przypadkach wyszliśmy z sali po 10 minutach, bo Hubert przeszkadzał innym i olewał moje upomnienia. Wcześniej dokładnie wyjaśniłem, jak ma się zachowywać.

Latem pojechaliśmy do juraparku. Kiedy odmówiłem mu lodów przed obiadem, zrobił scenę. Wytrącił innemu chłopcu z ręki watę cukrową. Odkupiłem małemu watę, zmusiłem syna do przeprosin i zabrałem z parku. Kiedy za karę odmówiłem kupna zabawki, celowo zsikał się w majtki. Ledwo się powstrzymałem, żeby nie dać mu wtedy mocnego klapsa.

Moja była uważa, że to moja wina, skoro rozbiłem rodzinę, a w ogóle to jestem zbyt surowy. Kiedy próbuję zwiększyć spotkania z synem, wszędzie słyszę, że 5-latek powinien być przy matce. Była żona chciałaby, żebym tylko płacił alimenty i nie kontaktował się z małym. Nie pozwolę na to.
Chciałbym się z nią normalnie dogadać, znam ludzi, którzy to potrafią.
Sam już nie wiem, czy rzeczywiście jestem złym, surowym ojcem, bo są dni, gdy mały szaleje, ale czasem fajnie się razem bawimy, dopóki nie przypomni sobie o matce.
Dodaj anonimowe wyznanie