#CTFR1

Zaręczyłam się w wieku 22 lat. Rok później wzięłam ślub. Można uznać to za pochopną decyzję w tak młodym wieku, jednak nie żałuję wyjścia za mąż. Oprócz jednej rzeczy.

Nie należę do rozwiązłych osób, dodatkowo dla mnie seks musi iść w parze z miłością. Swój pierwszy raz miałam więc z moim obecnym mężem, każdy kolejny również z nim. Zdrada nie leży kompletnie w mojej naturze, a że z mężem dogadujemy się dobrze i poza byciem małżeństwem jesteśmy również przyjaciółmi, raczej nie zapowiada się na rozstanie - przynajmniej nie z mojej strony.

Lata mijają, a ja robiłam i robię to tylko z jedną osobą. Czasem zastanawiam się, czy seks może wyglądać inaczej, czy ma różne oblicza. Kiedy dotarło do mnie, że najprawdopodobniej nie spróbuję tego już z nikim innym, żałuję, że zwlekałam z tym tematem, że nie spróbowałam niczego przed spotkaniem męża. Gdybym mogła cofnąć czas, nie chciałabym tego żałować po raz kolejny.

Ot, taka moja mała rozterka. Teraz pozostają mi jedynie wyobrażenia, jak to jest...
Shido Odpowiedz

Rozmowa, rozmowa jest podstawą.
Powiedz mu wprost że chciałabyś spróbować inaczej, może trochę ostrzej, może z jakimiś zabawkami, może w mniej oczywistych miejscach (prysznic/blat kuchenny). Bardzo możliwe, że mąż również chce spróbować czegoś nowego, ale głupio mu to zasugerować.

Odpowiedzi (3)
dnoiwodorosty Odpowiedz

Oj tam, jesteś na dobrej drodze do spróbowania jak to jest. Zaczyna się od myśli ;) wrócisz tu z wyznaniem "Mąż wziął mnie dziewicą, a ja go zdradziłam" to przypomnij ten numer.

Odpowiedzi (10)
Zobacz więcej komentarzy (31)

#IEt45

Jakiś czas temu jechałam ok. 7.30 rano metrem na uczelnię. Jak codziennie o tej porze - był straszny tłok. Jechałam typem wagonu, który przy wejściu na środku miał pionową rurkę do trzymania się (taką od podłogi do sufitu). 
 
Było bardzo dużo ludzi, więc wielu z nich (żeby uniknąć zachwiania w trakcie jazdy) trzymało się tej rurki. Jedną z nich byłam ja. Wiadomo, że najwygodniej jest złapać się jej mniej więcej na wysokości brzucha, bo nie trzeba wtedy np. trzymać ręki wysoko w górze) . 

Z uwagi na to, że oprócz mojej dłoni na tej rurce znalazły się dłonie co najmniej 6 innych osób, zostało mi do trzymania „mało korzystne” miejsce nisko na rurce – tak na wysokości „poniżej pasa”. Zarówno naprzeciwko mnie, jak i po mojej prawej, i lewej stronie stało dwóch ok 25-letnich facetów (po „przekątnych” też stali jacyś ludzie).
Trzymałam dłonią tej rurki, żeby nie zachwiać się w trakcie jazdy metra i nie wpaść na kogoś z osób stojących obok.

W trakcie jazdy, pomiędzy stacjami, ktoś chciał się przemieścić, więc puściłam na chwilę rurkę. Nagle metro zaczęło jechać szybciej i niespodziewania „szarpnęło” , a ja odruchowo - bezwarunkowo, chciałam mocno złapać się rurki na tej samej wysokości co poprzednio, żeby się nie przewalić. Ku mojemu zdziwieniu i zdziwieniu chłopaka z naprzeciw, nie złapałam mocno rurki, tylko zdecydowanym ruchem … jego „klejnoty”.

Nie wiem,  kto był bardziej zdziwiony, bo natychmiast oboje „spaliliśmy cegłę”. Powiedziałam na szybko „przepraszam”, a faceci, którzy stali po mojej prawej i lewej stronie w konsternacji mieli bardzo zdziwione miny i po chwili ciszy jeden z nich powiedział: „w sumie to chyba nie masz go za co przepraszać, bo powinno mu się to podobać”. Wszyscy obok wybuchli śmiechem, a ja z tym „wymacanym” chłopakiem staliśmy jak wryci. Było mi głupio spojrzeć mu i tym facetom obok w oczy. Jeszcze nigdy przejazd pomiędzy jedną a drugą stacją nie trwał tak długo…

Pewnie ten „wymacany” chłopak do dziś ma traumę i boi się tłoku w metrze. Jeżeli to czytasz, to jeszcze raz: „przepraszam” :)
Herubina Odpowiedz

Jak facet kobietę zmaca to powinien się wstydzić, jak kobieta faceta, to powinien się cieszyć. Wtf

Feniks06 Odpowiedz

Jak jest normalnym czlowiekiem to nie bedzie mial traumy. Chyba kazdy normalny czlowiek wie, ze to byl przypadek. Od czego by mial miec traume? Nie zgwałciłaś go analnie.

Zobacz więcej komentarzy (1)

#sj9Qg

Mam w życiu trochę szczęścia i dzięki temu postawiłem domek na wsi.

Szczęście się skończyło, gdy okazało się, że w wiosce komuś się to bardzo nie spodobało, notorycznie ktoś przewracał moje pojemniki na śmieci, na trawniku sporo kamieni (kosiarka nie lubi tego), płot pomazany sprayem...

Szczęście wróciło, gdy przypomniałem sobie, że mam jeszcze sporo gotówki w zamyśle przeznaczonej na zamontowanie kamer, czujek czadu, jakiegoś oświetlenia posesji itd.

Wynająłem firmę, opisałem problem i... panowie stwierdzili, że możemy zamontować standardowo kamery i alarmy, ale mają też autorskie rozwiązanie szefa...
W domu zamontowane zostały czujki dla bezpieczeństwa, a na dworze kamery z czujką ruchu i potężne ledowe oświetlenie, które świeciło jak jakaś latarnia morska, do tego standardowy alarm i kilkadziesiąt głośników ukrytych w różnych miejscach na posesji.

Kilka dni później nagrałem kilku gówniarzy, którzy uciekając przed oświetleniem i ujadaniem piekielnych ogarów (z głośników) wywracali się o własne nogi.

Choć jestem z natury ugodowym i spokojnym człowiekiem, to nagranie jak zdzierają sobie skórę na twarzy, rękach i nogach na brukowanym podwórku, uciekając przed nieistniejącymi psami, jest moim ulubionym i zapisałem je na dysku, oglądam, gdy mam ochotę się pośmiać... Kilkanaście sekund czystej rozrywki.

Akcji z tymi gówniarzami było jeszcze kilka, ale to historia na inną okazję ;)
Vemonis Odpowiedz

Gówniarze mają chyba jakichś rodziców którzy nawet na wsi przynajmniej w niedzielę rano przed kościołem powinni być trzeźwi. Należało ustalić czy to zorganizowana akcja całej wsi i z jakiego powodu czy też ci gowniarze nie mają co robić a rodzice nie mają z tym nic wspólnego.

Odpowiedzi (6)
wwirzepracy Odpowiedz

hahaha dobre. Chciałabym zobaczyć to nagranie xD

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#fLdB8

Gdy byliśmy mali, babcia nie pozwalała wpuszczać podwórkowych kotów do domu. Miało to swoje uzasadnienie, gdyż kot Węgielek po wejściu do kuchni podnosił nogę jak pies i strzelał moczem na kredens, celując w zawieszoną na klamce siatkę, w której babcia trzymała chleb. Do domu mogła czasem wejść kocica Rysia, ona była grzeczniejsza. Gdy je karmiliśmy, Węgielek zawsze ustępował Ryśce miejsca przy misce, dochodził dopiero gdy ona się najadła, choć sam również był głodny. Węgielek został również dwukrotnie ojcem dzieci Rysi. Moja młodsza siostra uznała, że koty nie powinny żyć tak bez ślubu, więc gdy na wakacje przyjechał nasz mały kuzynek Kuba, oczywistym było, że zorganizują im ślub. Kuba był o rok młodszy od Oli, był mały i suchy jak patyk, do tego straszny niejadek, co martwiło niezmiernie babcię, która non stop próbowała go czymś karmić, zazwyczaj bezskutecznie.

Dzieciaki bardzo poważnie podeszły do kwestii organizacji ślubu, na podwórku został zbudowany ołtarz, alejka, po której mieli przejść państwo młodzi, ławki dla zaproszonych gości (głównie dzieciaki z sąsiedztwa i nasze misie), Ola nazbierała kwiatków na bukiety, ja zrobiłem z papieru koloratkę dla Kubolka, który miał być księdzem na uroczystości. Na wesele zorganizowane były paluszki, draże kokosowe, czipsy maczugi (cała paczka za zawrotną sumę 50 groszy) i jakiś gazowany pomyj w stylu Helena czy inna Fanta. Był jednak jeden problem, koty nie były zainteresowane zinstytucjonalizowaniem swego związku ani uczestnictwem w sakramencie swego ślubu. Próby ceremonii wypadały fatalnie. Myślę, że po prostu dalej wolały dalej żyć na kocią łapę. Sprytni Ola i Kubolek postanowili jednak je jakoś przekonać. Kubolek poszedł do babci, która należała do pokolenia wojennego, które cierpiało głód, miało kompleks sybiraka i dla którego mięso było luksusem i przywilejem i stwierdził, że bardzo zgłodniał. "A co byś zjadł, wnusiu?" - zapytała babcia. "A zrób mi babciu kanapkę z szynką i kiełbasą". Babcia szczęśliwa jak nigdy narobiła Kubolkowi i Oli mnóstwo kanapek z szynką i kiełbasą. Mięso schowali do siatki, a chleb wyrzucili chichocząc.

Gdy przyszedł ten najważniejszy w życiu każdej kobiety dzień, na deskach siedzieli zaproszeni goście i misie, wszyscy odświętnie ubrani, wykradziona została woda święcona z kościoła, a Ryśka i Węgielek pojmani. Ustawiliśmy je obok siebie na początku drogi pod ołtarz i zaczęliśmy nucić marsz weselny. Koty jednak zamiast iść z godnością do ołtarza, tak jak byliśmy pewni, że zrobią w tak wyjątkowym dniu, wystrzeliły jak z procy, by dorwać się do mięcha leżącego u stóp Kubolka. Zanim Kuba zdążył ogłosić je mężem i żoną, zeżarły wszystko i zaczęły węszyć po "kościele", czy nie ma gdzieś więcej. Ostatecznie jednak je pożeniliśmy, a sprawa mięcha nigdy nie ujrzała światła dziennego.
Softkitty1 Odpowiedz

Żeby nawet koty nie mogły żyć na kocia łapę.

sznurowka Odpowiedz

Ślub zawarty pod przymusem jest nieważny, więc koty dalej żyją na kocią łapę :D

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (17)

#5hnCy

Dzisiaj rano jak zwykle zbierałem się do pracy. Włożyłem buty i wtedy żona poprosiła mnie, żebym przy okazji wyrzucił śmieci. To nie problem, śmietnik jest zaraz obok furtki, którą się wychodzi z osiedla.

Sześć minut później na przystanku odkleiłem się od telefonu aby popatrzeć, czy mój autobus już jedzie. Przy okazji zauważyłem, że ludzie wokół coś podejrzanie uśmiechnięci. Jak się okazało, nie bez powodu - pewien debil w garniturze stał na przystanku z workiem śmieci w ręce.
Yavanna Odpowiedz

Ja kiedyś w jednej ręce miałam śmieci w drugiej torebkę, jak wiadomo łatwo się pomylić 😁

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#2I9dy

Niedawno zostałam samotną matką. Mój były partner to alkoholik, najpierw popijał, potem pił (na tym etapie się wyprowadziłam), a teraz chleje. I o ile na początku widziałam jeszcze dla nas szansę, jeśli zacznie się leczyć i zmieni podejście do życia, tak teraz szykuję wniosek do sądu, a minął ledwo miesiąc.

I nie mogę się nadziwić, jaka to krótka droga do całkowitego upodlenia.

25 lat temu jego matka porzuciła rodzinę, bo ojciec M nie pozwalał jej się upijać. Niestety, zamiast zniknąć, ona w chwilach trzeźwości pytała co u niego, czy ją odwiedzi, czy kupi coś do jedzenia. A potem szła na melinę i znikała na kilka tygodni. Nieraz płakał mi w rękaw, że nie ma i nigdy nie miał matki, że to tylko kobieta, która go urodziła, ale musi jej pomóc, żeby głodna nie chodziła.

25 lat później syn poszedł w ślady matki. Tak po prostu, odpowiedzialność po narodzinach dziecka go przerosła i wpadł w taki ciąg, że musiałam się wyprowadzić. Miał gdzie mieszkać, pracę oraz regularnie widział syna. Zaczął pić do upadłego. W tej chwili stracił pracę, dziecka nie zobaczy jeszcze długo przy takim ciągu, a ciotka wyrzuciła go z domu, bo się awanturował po pijaku. Mieszka teraz w garażu, ale już niedługo, bo nie upilnował opłat i mu go zabiorą.

Od szczęśliwego ojca do menela w kilka miesięcy. Jestem załamana. Ja sobie poradzę, ale nigdy mu nie wybaczę tego, że z pełną świadomością skazał swoje dziecko na ten sam ból, który on czuł od małego.
WendyWu Odpowiedz

Wiedziałaś, że ma problem z alkoholem, kiedy zaszłaś w ciążę z tym typem. Nawet jeśli nie był tak drastyczny, problem istniał. Gratulację wyboru ojca dla dziecka

Odpowiedzi (13)
Hypnosis Odpowiedz

Niestety ale często dzieci powielają błędy rodziców, dobrze zrobiłaś odchodząc.

Zobacz więcej komentarzy (10)

#1ikPB

Po szkole średniej wyjechałam do Warszawy na studia. Żeby dorobić, często brałam udział w teleturniejach jako osoba, która siedzi na widowni i klaszcze. Grałam też statystów w serialach i dwóch filmach. Nie były to oczywiście wielkie role - zwykle przechodzenie gdzieś w tle po ulicy, po parku czy udawanie klienta w restauracji.
Po pewnym czasie dostałam główną rolę w jednym z paradokumentów. Oczywiście pochwaliłam się rodzicom i znajomym, ale z racji tego, że od momentu nagrań do emisji w TV minęło kilka miesięcy temat ucichł.

Pewnego dnia zadzwoniła do mojej mamy ciotka Halina, z którą rzadko się widujemy. "Grażyna, jedź szybko do Warszawy, Kasia miała wypadek, w TV pokazują" - wykrzyczała zdenerwowana ciotka. Moja mama zdezorientowana próbowała się dowiedzieć o co chodzi. Ciotka tłumaczyła jej, że pokazali jak zabiera mnie karetka, lekarz się wypowiadał i policja była. Na szczęście mama się zorientowała, że chodzi o ten serial i próbowała tłumaczyć, że to nieprawda, że to tylko nagrane, ale ciotka szła w zaparte. Mało tego, nawyzywała i naprzeklinała rodziców - "co z was za rodzice, córka w szpitalu, a wy nie chcecie pojechać..." i w złości się rozłączyła.
Po około 15 minutach zaczęły wydzwaniać do mamy inne ciotki, również w panice, bo ciotka Halina wydzwaniała do nich, że taka tragedia, a wyrodni rodzice nie chcą jechać do mnie do szpitala i pytały co się u nas dzieje.
Mama nie mając wyboru, w obawie, że zaraz ciotka Halina sama pojedzie do tej Warszawy, szybko zadzwoniła do mnie i poprosiła, żebym ja zadzwoniła do ciotki Haliny, bo ona nie ma na nią argumentów.

Oczywiście zadzwoniłam. Odebrała przejęta i nie dała mi dojść do słowa: "Kasieńko, jak dobrze, że dzwonisz, ja wszystko widziałam, cały wypadek, lekarz mówił, że ciężko z tobą, ja dzwoniłam do rodziców, ale twoja mama mnie wyśmiała, co za ludzie, tu taka tragedia, a wyrzekli się dziecka...". Na szczęście udało mi się przerwać jej monolog i próbowałam tłumaczyć, że to film, że nic mi nie jest, że w ogóle ten paradokument pokazuje zmyślone historie. Ciotka Halina nie dawała za wygraną "bo ty masz uraz głowy, możesz nie pamiętać, ja przecież widziałam"... Ech...

Było ciężko, gadałyśmy prawie godzinę zanim jakoś ją przekonałam, że to fikcja.
Hvafaen Odpowiedz

Podziwiam za siłę do tłumaczenia czegoś takiego przez godzinę.

Odpowiedzi (4)
Kurina3 Odpowiedz

Przeraża mnie istnienie takiego poziomu ludzkiej głupoty.

Odpowiedzi (12)
Zobacz więcej komentarzy (22)

#m5zqx

Wykład z genetyki. Na sali z 80 osób. Jeden ze studentów przerywa profesorowi i zwraca mu uwagę, że się myli odnośnie dziedziczenia grup krwi, jako przykład podając siebie. Profesor poświęcił następnych kilka minut na dogłębne wyjaśnienie mu, dlaczego jest niemożliwe, aby był biologicznym dzieckiem swoich rodziców.

W taki właśnie sposób mój kolega dowiedział się, że był adoptowany.
Apolonia Odpowiedz

Dziedziczenie grup krwi omawia się już w liceum, jakim cudem student nie wiedział wcześniej o tej niezgodności

Odpowiedzi (3)
WhiteBaran00 Odpowiedz

Eh, znowu wyznanie z przeszłości :/

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (1)

#RWbk7

Dlaczego mieliśmy kiedyś najlepsze wakacje życia?

Z moją obecną żoną, a wtedy dziewczyną, mieliśmy po dwadzieścia lat studiowaliśmy. I pojechaliśmy nad nasze morze na wakacje. A nadmienię, iż moja żona jest sobowtórem pewnej aktorki młodego pokolenia. Ale tak podobna, że czasem ludzie prosili o fotki lub autografy. No i przed wakacjami była premiera filmu, gdzie ta aktorka grała.
I tak na początku naszego pobytu...
Z uwagi na bardzo gorące dni, w pokoju bardzo często zrzucaliśmy ubrania i siedzieliśmy w bieliźnie lub bez. Pewnego razu żona wyszła na balkon wziąć kostium kąpielowy.
Minęło 5 dni i dostajemy informację, aby kupić taką a taką gazetę.
I co się okazało? Jest tam zdjęcie żony, jak nago stoi na balkonie. Gwiazdka tylko w miejscu krocza, ale widać, że majtek nie ma. Cóż, telefon do redakcji i dobitnie powiedzieliśmy, iż opublikowali osobę niepubliczną i to, można powiedzieć, naruszając prywatność domu, i jakby  co, to widzimy się w sądzie.
Następnego dnia przyjechał redaktor naczelny i jakiś prawnik z redakcji.
Porozmawialiśmy, obejrzeli miejsce zrobienia zdjęcia i co?
Podpisujemy ugodę. Oni dają 30 tys. złotych do ręki, a my zgadzamy się mówić, że to nie żona na zdjęciu.

Było naprawdę fajnie.
asienaebaam Odpowiedz

Super, starczyło na dobry obiad nad morzem? 😜

Odpowiedzi (2)
Raz23babajagapatrzy Odpowiedz

Prawdziwej gwiezdzie tez zaplacili, zeby sie nie wygadala, ze to nie ona na zdjeciu?

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#6xqV9

W poprzednie wakacje jechaliśmy z kolegą przez Brno (w Czechach). Tomek jest niezłym wariatem i podrywaczem, dlatego gdy zobaczył idącą chodnikiem przy ulicy atrakcyjną dziewczynę, kazał mi się zatrzymać i cofnąć do niej. Otworzył okno i zapytał ją po angielsku "Chyba się zakochałem, może nas zabierzesz ze sobą do domu?". Taki tekst u niego już parę razy słyszałem w Polsce i nigdy nie działał, więc tym bardziej byłem zaskoczony, gdy dziewczyna się roześmiała i... wsiadła z tyłu. No to jedziemy, a ona mówi prosto, w lewo, w prawo itd.

Wskazała gdzie się zatrzymać, patrzymy, a tu komenda policji. Dziewczyna wysiadła i powiedziała "Dzięki chłopaki za podwiezienie do pracy!".
Dodaj anonimowe wyznanie