#vnYdx

Zawsze miałam bardzo niską samoocenę. Byłam cicha i zdystansowana. Jestem wysoka i w głowie miałam obraz siebie jako jakiejś dziwnej, pokracznej istoty, która nie wie co zrobić z za długimi kończynami.

Kiedy jakiś chłopak próbował do mnie zagadać (a wbrew pozorom, to się zdarzało), to byłam pewna, że założył się z kolegami, żeby mnie w jakiś sposób upokorzyć czy też wyśmiać. No bo po co ktoś miałby się na poważnie interesować takim zerem jak ja? Zawsze więc go spławiałam i jeszcze bardziej się dystansowałam i zamykałam w sobie. W ten sposób się chroniłam.

Teraz już od kilku lat chodzę na terapię. Czasem jest lepiej, a czasem gorzej. To wszystko nie jest takie proste, ale robię postępy. Psychicznie jestem już w zupełnie innym miejscu niż wtedy.

Niedawno spotkałam jednego z moich dawnych adoratorów. Porozmawialiśmy chwilę zupełnie normalnie. Dowiedziałam się od niego, że wtedy naprawdę mu się podobałam i próbował mnie poderwać. "Wysoka, szczupła blondynka ze zgrabnymi nogami i długimi włosami. Czego tu nie lubić"? - jego słowa. Niestety olałam go, więc stwierdził, że nie jestem zainteresowana. Jego kilku kolegów też potem próbowało u mnie swoich sił, ale postąpiłam z nimi tak samo. Zaczęła się więc za mną ciągnąć opinia wyniosłej księżniczki, która ma się za lepszą od innych i wszystkich traktuje z góry.

Szok. Ja miałam się mieć za lepszą od innych? To ja się zawsze miałam za gorszą, za tę najgorszą.

Niesamowite, jak potrafimy sobie skomplikować, a nawet zniszczyć życie przez coś, co istnieje tylko w naszych głowach. Po prostu aż nie mogę w to uwierzyć. Tyle lat zmarnowałam.

Nie będę nikogo tutaj pouczać. Morału też nie ma. Gdyby ktoś chciał wiedzieć, to nie jesteśmy z tym chłopakiem parą. Ta rozmowa z nim po prostu pomogła mi zrozumieć, że w życiu naprawdę często nie wszystko jest takie, jakim się nam wydaje. Niby to oczywiste, ale w sumie to wcale nie.

Jutro znowu idę na moją terapię. Jeszcze kawał drogi przede mną, ale na szczęście, sporo też już za mną.
Schaboszczaki Odpowiedz

Też byłam uważana za "królową lodu" a po prostu byłam bardzo nieśmiała xd

Odpowiedzi (4)
toribuckley Odpowiedz

Był moment w moim życiu, jeden z najbardziej traumatycznych, gdy ojciec mnie notorycznie opierdalał za bycie "wyniosłą" i "arogancką". Dopiero lata później zdiagnozowano mi fobię społeczną. (Ojciec ze mną nie mieszkał, więc mogłam mu się taka wydać.)

Zobacz więcej komentarzy (5)

#7YfS7

Moja rodzina śmiertelnie się na mnie obraziła. Nie odzywają się, nie zapraszają do swoich domów. Matka z babcią nie chcą mnie widzieć na oczy. Wszystko dlatego, że wytłumaczyłam swojej 12-letniej córce, na czym polega seks. Zapytała mnie o to, ponieważ usłyszała to gdzieś w szkole. Nie bawiłam się w żadne fasolki, żadne przytulanie na golasa, tylko wytłumaczyłam jej normalnie. Powiedziałam też, że jest za młoda, żeby się tym interesować i ma jeszcze na to zdecydowanie dużo czasu.
Wytłumaczyłam, od ilu lat ludzie to robią, że to oznaka miłości i również objaśniłam jej, że jakby ktoś chciał to z nią zrobić i chciałby ją zmusić, to wtedy to jest bardzo złe i ma od razu mi powiedzieć.

Gdy następnego dnia opowiedziałam o tym mojej mamie, zaczęła na mnie krzyczeć, że spaczę dziecko, będzie zboczona i będzie dziwką. Ja rozumiem, że ona ma 12 lat, ale wolałam ją teraz uświadomić, niż żeby za 3 lata powiedziała mi, że ktoś ją skrzywdził lub spodziewa się dziecka.
negatywnaosoba Odpowiedz

Jak dla mnie to i młodsze dzieci powinno się uświadamiać. Potem ludzie się dziwią, że dzieci nic nie mówią jak ktoś je krzywdzi - nie wiedzą przecież co to jest i czemu jest złe.

Odpowiedzi (7)
Mindanao Odpowiedz

Na pewno wiesz, że to, co zrobiłaś jest absolutnie normalne i zachowałaś się dokładnie tak, jak należy. Teraz powinnaś wykazać się takim samym zrozumieniem "braku wiedzy" i przetłumaczyć mamie i babci dlaczego dobrze postapiłaś :) Z taką samą cierpliwością jak dla córki :)

Zobacz więcej komentarzy (24)

#d2Q7Q

Czasami mówię mamie, że wychodzę na miasto z przyjaciółmi, kiedy tak naprawdę idę bezcelowo szwendać się po ulicach, żeby nie wyjść na samotną dziewczynę bez przyjaciół.
PlemnikZabojca Odpowiedz

Przynajmniej nie siedzisz bezczynnie w domu i masz trochę ruchu. Szukaj w tym pozytywów 😉

Odpowiedzi (1)
ToJaWariat Odpowiedz

Zawsze zwiększasz sobie szansę na poznanie kogoś po drodze :D

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#jYE6I

Historyjka o tym dlaczego do teraz mam wstręt do lodów na patyku.

Jako małe dziecko często chodziłam do lekarza. Badano mi gardło za pomocą takich patyczków jak od lodów. Pewnego razu zapytałam lekarza, skąd je bierze, czy ma fabrykę lodów? A on na to, że dużo ich je, a potem oblizuje.


Już nigdy nie chciałam iść do lekarza z mamą i przynosiłam własne patyczki...
scor Odpowiedz

W czasach, gdy byłem dzieckiem popularne były oranżady w butelkach. Jako dzieci bardzo je lubiliśmy i zawsze po wypiciu oranżadki odnosiliśmy butelki do sklepu. Pewnego razu jednemu z kolegów butelka spadła wieczkiem w kupę, on tylko wytarł ją o trawę i odniósł do sklepu. Przez jakiś czas nie chciałem pić oranżady, bo myślałem że trafię właśnie na butelkę kolegi.

Odpowiedzi (2)
Feniks06 Odpowiedz

Hahaha żart dobry. Właściwie skąd mógł wiedzieć, że trafił akurat na delikatną duszyczkę, która tak się przejmie, że nawet matka z ojcem jej nie będą w stanie wytłumaczyć, że tak nie jest. Nasi dziadkowie by się strasznie usmiali jakby się dowiedzieli od czego teraz dzieci potrafią mieć traumy.

Zobacz więcej komentarzy (4)

#qn4HG

Nigdy nie będę miała dzieci.

To nie jest tak, że jestem bezpłodna, pod kątem medycyny nie miałabym najmniejszych problemów z zajściem w ciążę. Chodzi o to, że sama jestem dość poważnie chora i nie chciałabym, żeby moje dziecko przechodziło to samo co ja. Wiem też, że nie wytrzymałabym siedzenia pod salą operacyjną kilka godzin, jak kiedyś moja mama, albo jeżdżenia w środku nocy do szpitala, bo widzę jak moje dziecko nie może stać z bólu. Po prostu nie potrafię skazać jakiejś niewinnej istoty na coś takiego.

Z jednej strony wiem, że to jest najlepsze wyjście z tej sytuacji, ale z drugiej strony myśl, że jeśli kiedykolwiek będę miała dziecko, to tylko z adopcji, czasem trochę boli.
Samira Odpowiedz

A ja Cie podziwiam i współczuję.

SzubiDubi Odpowiedz

Cieszę się, że są jeszcze takie mądre kobiety. Trzymam kciuki Autorko, niech Ci się wiedzie.

Zobacz więcej komentarzy (24)

#xVSDW

Jestem po rozwodzie. Córka została przy mnie, ojca odwiedza wedle ustaleń sądu co drugi weekend oraz 2x 2 tygodnie na wakacjach. Pominę szczegóły mojego rozstania z jej ojcem, wspomnę tylko, że stosunek wychowania dziecka mieliśmy od zawsze zupełnie inny (przy czym wyszło to dopiero „w praniu”).

Od rozwodu były mąż robi wszystko, żeby przeciągnąć córkę na swoją stronę. Potrafił jej opowiadać niestworzone historie, tylko po to, żeby zrobić ze mnie tą złą. Zdarzało się, że mówił jej, że jej nie kocham, przy czym robił to przy naszych wspólnych znajomych. Opowiadał, że biorę narkotyki, oczywiście to zmyślił. Jak już po rozwodzie znalazłam sobie nowego partnera, potrafił przy czteroletniej córce zrobić mi dziką awanturę. Krzyczał, że jestem dziwką, przeklinając przy tym dość siarczyście. Dziecko tego wszystkiego słuchało.

Oprócz tego, on pozwala jej na wszystko. Dosłownie wszystko. Jak miała cztery lata, to mogła cały dzień oglądać bajki, grać na telefonie i zajadać się słodyczami. Zabiera ją na najróżniejsze atrakcje i kupuje prezenty, które później leżą u niego i tylko u niego może z nich korzystać. Alimentów ma przyznane 500 zł, przy czym nie zapłaci ani złotówki więcej, nawet gdy bardzo tego potrzebuję. Mnie nie stać na zapewnianie jej tylu atrakcji co on, kupowanie drogich prezentów. Zresztą po prostu chce ją wychować na dobrego człowieka, a nie rozpuszczonego bachora.

Jakie to ma efekty? Córka mnie nie lubi. Jak jest u mnie, ma jakieś obowiązki (posprzątać zabawki po zabawie itp.). U mnie musi jeść normalne posiłki, a nie żywić się samymi słodyczami. Na bajki ma określony limit. Słowem u mnie są jakieś zasady, u niego nie. Staram się wpoić jej jakieś wartości, ale jest bardzo ciężko. Najgorsze, że przez całą tą sytuację, ona wyrasta na złego człowieka. W przedszkolu nikt jej nie lubi, dzieci nie chcą się z nią bawić, bo przez jego „wychowanie” jest bardzo samolubna. Zawsze musi dostać to czego chce (on ją do tego przyzwyczaił). Jak bawi się z dziećmi, to wszystkie mają robić to, co ona powie. Jasne jest, że dzieci z kimś takim nie chcą się bawić. Próbuję to tłumaczyć córce, ale ona wtedy wpada w płacz (jakby była uzależniona od bycia numerem jeden we wszystkim).

Próbowałam rozmawiać z byłym mężem. Nie pomogło. Próbowałam sądownie, też nie pomogło (częstotliwość widywań została minimalnie zmniejszona i to wszystko co ugrałam).

Najbardziej anonimowe jest to, że ja już zwyczajnie nie chcę wychowywać własnej córki. Czuję się wyczerpana. Robię wszystko co mogę, ale to nic nie daje. Chciałabym odciąć ją od mojego byłego męża, ale wiem, że to niemożliwe.
Postac Odpowiedz

Całkiem niedawno czytałam tutaj podobną historię z perspektywy tego dziecka właśnie. Po latach zrozumiało kto był tym złym rodzicem. Przed Tobą Autorko jeszcze kilkanaście lat takiego stanu rzeczy albo właśnie oddanie dziecka ojcu.

Odpowiedzi (3)
InnaNizInni Odpowiedz

Sytuacja rzeczywiście bardzo trudna :/
Moim zdaniem powinnaś starać się jak najbardziej zacieśnić więź z córką. Bo teraz ojca kojarzy z zabawą (niewłaściwą, ale to już inna sprawa), a ciebie tylko z obowiązkami i tym co według niej złe.
Da się przecież nawet sprzątanie czy jedzenie skojarzyć sobie z czymś fajnym. Możne powiedzieć, że sprzątanie to "misja ratowania wszechświata" i nawet połączyć z zabawą. Bawić się w rozwijające gry i bardziej przy okazji rozmawiać z dzieckiem o tym, dlaczego bycie samolubnym jest źle. Bo przecież nawet postacie z bajek ratujące świat robią to dla innych, nie?
Mam nadzieję, że da się jeszcze naprawić to, co zepsuł jej ojciec. Powodzenia autorko i nie poddawaj się!

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (25)

#FXWsI

Moi znajomi nienawidzą mnie za moją dietę.

Wychodząc na miasto pomimo namawiania zawsze odmawiam jedzenia bądź kupienia czegoś w sklepie. Tłumaczę się, że to z powodu niskiej kaloryczności w diecie, a ja nie ufam restauracjom. Większość znajomych narzeka na to, gdyż nie lubią, jak ktoś przy nich nie je, a oni zajadają się pizzą. Dodatkowo zawsze wytykają mi, że jestem osobą szczupłą i nie widzą sensu mojej diety (czego nie rozumiem, bo przecież są też diety dla samego zdrowia, a nie chudnięcia).

Co w tym anonimowego? Tylko ja wiem, że tak naprawdę nie mam diety. Zwyczajnie nie stać mnie na jedzenie, bo w wieku 16 lat utrzymuję moją rodzinę i pomimo trzech prac (w okresie wakacyjnym) ledwo wiążę koniec z końcem.
DarkMinion Odpowiedz

Nie ma dla Was żadnych zasiłków? Niczego z pomocy społecznej? Jak wasza rodzina radzi sobie w roku szkolnym?

Odpowiedzi (4)
Postac Odpowiedz

Ja bym wolała wiedzieć, że mojej koleżanki nie stać na coś co ja kupuję. Wtedy bym jej na to nie namawiała albo czasami postawiła coś taniego, jeśli sytuacja by mi na to pozwalała.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (16)

#wkwAc

Od małego byłam raczej sympatyczną, koleżeńską dziewczynką.
Lata szkoły mijały dobrze, ze wszystkimi się dogadywałam, raczej większość mnie lubiła. W nauce orłem nie byłam, ale nauczyciele tez darzyli mnie sympatią.

Bajka kończyła się kiedy wracałam do domu. Wieczne pretensje ze strony ojczyma, że to nieposprzątane, tamto niezrobione. A spróbowałabym tylko wtedy trzasnąć drzwiami albo coś odpyskować - od razu pas albo kabel leciały w obroty.
Dostawało mi się nawet za to, co mama zleciła jemu, ale nie nie chciało mu się tego zrobić, i przekładał to mnie. 

Mama i siostra nigdy nic nie powiedziały. One były traktowane jak księżniczki. Zabierał je na zakupy, do kina, kiedy ja w tym czasie kosiłam trawnik albo grabiłam liście.
Pewnego dnia nadszedł wyczekiwany przeze mnie od niepamiętnych czasów dzień moich 18 urodzin. 

Spakowałam swoje rzeczy i wyszłam. Po prostu wyszłam.
Nie wiedziałam dokąd mam iść, stwierdziłam, że najlepszym rozwiązaniem będzie wsiąść do pociągu i pojechać do dziadków na drugi koniec Polski.
Oni chyba jako jedyni wierzą mi co tak naprawdę działo się w domu i mnie wspierali. Babcia gdy zobaczyła siniaki na nogach i zgrubiałe paski od kabla na pośladkach, zabrała mnie na obdukcję, a później na policję. 

Z tego co potem słyszałam od mamy, odwiedził ich dzielnicowy, chwilę porozmawiał i na tym sprawa się skończyła.
Jednak dostałam jakby zastrzyku chęci zemsty na tym gnoju, przez którego mam teraz stany lękowe i ciężką depresję. 

Pojechałam do nich. Zaczęłam go wyzywać, krzyczeć, obrażać, aż w końcu stało się to, na co czekałam. Uderzył mnie.
W mojej mamie coś się obudziło, bo zaczęła mnie bronić. Na nieszczęście ją też uderzył. Chociaż może i na szczęście?

Mnie tłukł tak, ze wyszłam stamtąd cała zakrwawiona. Ledwo oddychałam, miałam złamany nos, pęknięte żebra...
Pojechałam prosto do szpitala, stamtąd zadzwonili na policję.
Wszczęto proces ukarania go.

I wracając do tego, że może jednak na szczęście uderzył moją mamę, dlatego, że moja siostra zeznała, że uderzył ją, bo mama się wszystkiego wyparła i powiedziała, że to moja wina, bo go prowokowałam.
Dostał zawiasy.
Ale na tym nie koniec.

Siostra panicznie się go bała, unikała go jak mogła. Któregoś dnia ojczym kazał jej jechać na rowerze 30 km do sklepu, bo nie opłaca mu się odpalać samochodu, a potrzebował jakichś śrubek z budowlanego. Powiedziała, że jest zmęczona po treningu. Tyle wystarczyło, żeby skatował ją tak, że ledwo uszła z życiem.
Gnój niedługo wychodzi z więzienia. 

Moja siostra uciekła na drugi koniec Polski, nie utrzymuje kontaktu z mamą, podobnie jak ja. Dlaczego? Bo powiedziała, że nie ma zamiaru brać rozwodu z powodu takiej błahostki.
Między ludźmi kochająca się rodzinka, w domu patologia.
Franz1983 Odpowiedz

Twoja matka ma chyba jakąś odmianę syndromu sztokholmskiego. Lepiej się trzymać z daleka. A długo ten psychopata siedział?

Odpowiedzi (3)
bazienka Odpowiedz

bardzo dobrze zrobilas wnoszac oskarzenie
i ze sie od niego odcielyscie
mama sama jest sobie winna, to dorosla osoba

Zobacz więcej komentarzy (5)

#gjVJn

Rodzina się mnie wyparła. Dlaczego?
Otóż jakiś czas temu przyjechała do nas w gości na parę dni moja babcia. Z faktu, że mamy z żoną duże mieszkanie, babcia nocowała u nas, a nie np. u mojej matki.
W drugi dzień pobytu, gdy nie było mnie w domu, babcia tak stłukła naszego psa, że ten kuleje na jedną łapę i zaczął się bać ludzi (wcześniej uwielbiał towarzystwo innych ludzi, nawet nieznajomych). Powód? Kręcił jej się pod nogami.
Jak się o tym dowiedziałem, bez chwili zastanowienia spakowałem babcię i poinformowałem, że ma się wynosić z mojego mieszkania, oraz zadzwoniłem do matki poinformować, że będzie spała u niej.

No i tutaj najlepsze.

Moja matka wzięła stronę babci, bo jak twierdzi "to tylko głupi pies", "jak ty w ogóle się zachowujesz?! Gdzie twój szacunek do babci?!", no i ogólnie jaki to ja nie jestem zły. Oczywiście poszło to dalej do reszty rodziny, jak to bez powodu wyprosiłem babcię z mieszkania. Ostatecznie cała rodzina ma mnie za tego najgorszego i nie chcą mieć ze mną nic wspólnego.
Abyssus Odpowiedz

Piękna postawa, popieram.

Odpowiedzi (1)
tramwajowe Odpowiedz

Babcia katuje psa, ale to Ty jesteś zły. Fajna rodzinka.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (36)

#5cSU1

Moja historia zaczyna się niewinnie. Ot tak, poszedłem w stanie upojenia na spotkanie z panią do towarzystwa. Nie robię tego często - tak szczerze, to drugi raz korzystałem z takich usług.

Mam 22 lata i nie ma co ukrywać; lubię wypić. W nocy, gdy zabawiałem się z panią, o której mowa, byłem zbyt pijany, by pamiętać wszystkie szczegóły, lecz zapamiętałem wygląd kobiety. Atrakcyjna, szczupła brunetka w średnim wieku z opalenizną po solarium. Wszystko skończyło się w miłej atmosferze. Zapłaciłem i wyszedłem zadowolony. Następnego dnia kumplom nakłamałem, że udało mi się wyrwać "trzydziechę" w klubie i wylądowaliśmy u niej.

Historia mogłaby się zakończyć w tym miejscu, ale przecież życie to pudełko czekoladek, niestety.

Dwa miesiące po tym wydarzeniu spotkałem się z pewną 19-latką przy pomocy znanej aplikacji randkowej rymującej się z bimber. Dziewczyna zrobiła na mnie niebywałe wrażenie i bardzo szybko postanowiliśmy być razem. Wiem, to głupia decyzja, ale między nami jakoś bardzo zaiskrzyło. Po kilku spotkaniach wylądowaliśmy w łóżku, a za każdym następnym czułem, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Moja dziewczyna nie miała żadnych problemów w życiu, poza jednym malutkim. Jej mamusia bardzo często zmieniała oraz zdradzała swoich partnerów. Byłem tym zaskoczony, ale finalnie stwierdziłem, że tak się po prostu dzieje i nie mnie to osądzać.

Pewnego ranka, gdy obudziłem się u ukochanej po większej popijawie - zacząłem grać na kompie. Był to bardzo spokojny poranek, do momentu, gdy jakaś kobieta nie zaczęła pukać do drzwi pokoju. Nie poznałem przecież przyszłych teściów. Tak przynajmniej myślałem w tamtym momencie. Drzwi otworzyła szczupła brunetka w średnim wieku z taką samą opalenizną, jak zapamiętałem.
Przedstawiłem się grzecznie i obydwoje zrozumieliśmy, jaki ten świat jest mały...
Historia kończy się w tym momencie, nie wiem, jakie będą moje kolejne ruchy. Myśl o spotkaniu z moją dziewczyną mnie przeraża.
Seven777 Odpowiedz

Nie chciałabym być na miejscu Twojej dziewczyny...

Postac Odpowiedz

O kurde. "Przespałam się z Twoją matką" nie brzmi jak coś, co dziewczyna chciałaby usłyszeć.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (23)
Dodaj anonimowe wyznanie