#ZKYcy

Kiedy byłam bardzo mała, tata postanowił oznajmić mi, że po wakacjach idę do przedszkola. Wyjaśnił, na czym to polega. Czytanie bajek, obiadek, zabawki itp. W połowie wakacji postanowił mi o tym przypomnieć jeszcze raz. To samo 2 tygodnie przed przedszkolem oraz dzień tuż przed nim. Wszystko było jasne, idę do przedszkola.

Rano obudził mnie i zawiózł. Po powrocie z przedszkola opowiedziałam tacie o koleżankach, zabawkach itp. Następnego dnia tata budzi mnie do przedszkola. Wielce ogarnięta ja ze zdziwioną miną zapytałam:
- Jeszcze raz?!
airborn Odpowiedz

Jak student, gdy czas iść do pracy

Odpowiedzi (1)
Zuiiii Odpowiedz

I jeszcze pamiętajcie, żeby dziecku powiedzieć, że się po nie potem przyjdzie. Dla dorosłego to oczywiste, a ja dopiero w wieku dwudziestukilku lat rozwiklalam zagadkę, dlaczego tak wyłam codziennie w przedszkolu.

Zobacz więcej komentarzy (4)

#EAUrf

Ostatnimi czasy strasznie swędziała mnie głowa i na dodatek zauważyłem, że moje paznokcie z jakiegoś powodu szybko robią się czarne, co było dziwne, bo przecież nie podejmowałem się żadnych robót fizycznych.
Dopiero teraz sobie uświadomiłem, że nabawiłem się wszawicy, a te paznokcie tak naprawdę wypełniały martwe wszy...
airborn Odpowiedz

Chryste

Odpowiedzi (1)
Cichastalkerka Odpowiedz

Jak długo to musiało trwać żebys drapiac się po głowie zbierała już wszy

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (19)

#wZD0A

Moja prababcia była zielarką, moja babcia była zielarką, moja mama jest zielarką, ja- zielarką nie jestem, ale o ziołach coś tam wiem i wykorzystuję je na co dzień. W mojej małej mieścince w centralnej Polsce jest na ryneczku fantastycznie zaopatrzony sklep zielarski, który jest prowadzony przez staruszka (coś ok. 80-letniego). W sklepie panuje półmrok, są w nim wysokie regały po brzegi wypełnione najbardziej wyszukanymi ziołami. Od samego wejścia uderza świeży zapach mieszanki najróżniejszych ziół. Od czasu do czasu robię tam zielarskie zapasy typu: liść melisy, mięty, szyszki chmielu, koszyczek rumianku itd. Wtedy staruszek zaczyna się krzątać w poszukiwaniu potrzebnych mi ziół; znika gdzieś między regałami, drepcząc małymi kroczkami, wchodzi na drabinkę, żeby sięgnąć wyżej leżące zioła. Przy tym albo coś sobie mruczy pod nosem, czasem coś niezrozumiale nuci, a czasem wesoło zagaja.

Przez te dwie minuty spędzone w tym sklepie, spowitym półmrokiem, wypełnionym aromatem ziół, zawsze wyobrażam sobie, że jestem na ul. Pokątnej i kupuję składniki do mojego kociołka na eliksiry:D

Mam 33 lata. Kurtyna.
scor Odpowiedz

Nie ma to jak herbatka na ziółkach.

Odpowiedzi (1)
rekitra Odpowiedz

Poczułam jakieś ciepło w serduszku czytając to wyznanie. Dziękuję, autorko.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (14)

#TGEgT

Moja matka ma jakąś obsesję na punkcie ciąży... Mojej ciąży... Nigdy w niej nie byłam.
Jednak zacznę od początku.

Spotkałam mojego jedynego w wieku 17 lat. Rodzicom przedstawiłam, kiedy byłam pewna tej relacji, czyli jakiś rok później. Chłopak niejednokrotnie u mnie nocował i ja u niego. Przyznaję, że można mieć obiekcje wobec tej sytuacji. Jednak nie ma w tym nic sprośnego. Ja spałam z siostrą w jednym pokoju, dalej moi rodzice, a na końcu korytarza chłopak z moim bratem. Wszystkie drzwi musiały być otwarte, nie tylko w nocy, ale i w dzień. Mi to nie przeszkadzało, ale prywatności nie mieliśmy. Zresztą rodzice co chwilę wstawali, coś chcieli albo drzwi im się pomyliły. Naprawdę rozumiem tę troskę. Dlatego postanowiłam przeprowadzić z mamą rozmowę na temat naszych relacji intymnych.

Szczerze przyznałam, że chłopak jest wierzący i chce zaczekać z seksem do ślubu, mi również się nie spieszyło. Jakie obelgi usłyszałam podczas tej rozmowy, to głowa mała. Od tamtej pory matka sprawdzała w koszu w łazience, czy wyrzucam zużyte podpaski. Raz, aby utwierdzić się w przekonaniu o bycie podglądaną, zaczęłam wyrzucać je w szkole, galerii i innych takich miejscach. Po 2 tygodniach od "braku okresu" usłyszałam tyradę o byciu nastoletnią panienką lekkich obyczajów. Na porządku dziennym, nawet w obecności chłopaka, były pytania, czy jestem już brzuchata lub nakazy, abym pokazała jej noszoną podpaskę. Ojciec nic nie mówi, ale słyszałam jak przekupuje moje rodzeństwo, aby donosili co robię z chłopakiem.

Wybranek niechętnie przychodzi do mnie. Myślę, że jest przesłuchiwany przez moich rodziców, ale nic mi o tym wprost nie wspominał. W środku tego cyrku jestem ja. Ta sytuacja strasznie mi ciąży, bo nie chciałabym urywać kontaktu z rodzicami ani rozstać się z chłopakiem. Pomocy...
scor Odpowiedz

Wóz albo przewóz. Moim zdaniem pogadaj o tym szczerze z chłopakiem, i nie sprowadzaj go do siebie do domu. W przeciwnym razie od tych awantur się nie uwolnisz.

bazienka Odpowiedz

pogadaj szczerze z chlopakiem
spotykajcie sie wylacznie u niego
z podpaskami to mam 2 opcje
1. wywalaj w szkole, galerii itp. i absolutnie nie pokazuj mamie zuzytych i niech jobla dostanie
2. jak beda goscie, to wez zuzyta podpaske bez opakowania i przyjdz z nia do pokoju mowiac - "mamusiu oto moja podpaska, zgodnie z twoim nakazem pokazuje, ze nie jestem w ciazy. wieczorem tez mam przyniesc?" osmieszaj ja po prostu. oraz zanios jej te podpaski do sypialni- niech jej smierdzi
nie wiem jakie masz plany na zycie czy studiowanie, ae ejsli jestes pelnoletnia to czy nie mozesz przeprowadzic sie do chlopaka lub wynajac razem z nim pokoju i dorabiac?

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (19)

#ShJQx

Historia o tym, jak łatwo swoje braki obrócić w zalety.

Jestem kulinarnym beztalenciem, a szczyt moich umiejętności to ugotowanie zupy, która nie będzie smakować jak woda po umyciu podłogi. Jednocześnie nie jestem fanką szybkiego, niezdrowego jedzenia i gotowych dań, toteż odkąd pamiętam, improwizuję jak tylko mogę.

Jestem na dodatek dość szorstkim typem człowieka i, mówiąc wprost, nie za dobrze umiem w uczucia. Mimo to bardzo się staram. Biorąc pod uwagę moje braki w sferze emocji, stawiam na drobne, ale miłe gesty, które nie wymagają ode mnie bezpośredniej bliskości z partnerem, ale są pewnym dowodem na moje zaangażowanie. Któregoś dnia wpadłam więc na pomysł, że zrobię mu do pracy drugie śniadanie - w wielokomorowe pudełko zapakowałam suto wypchaną kanapkę z ciemnego, ziarnistego pieczywa, dwa jajka na twardo z odrobiną majonezu i szczypiorkiem i kilka racuchów z jabłkiem, które zostały mi z poprzedniego dnia. Pomysł się spodobał, jedzenie smakowało (yay!), toteż od czasu do czasu dostawał ode mnie taką wałówkę, zawsze pełną kolorowych i efektownych, ale możliwie jak najprostszych potraw, których przygotowanie zajmowało mi ledwie kilka chwil.

Pewnego dnia zdarzyło się, że mój facet zapomniał z domu ważnych dokumentów i musiałam przejechać się do jego firmy, by mu je dostarczyć. Jego kumpel z sąsiedniego biurka zapytał mnie wtedy, czy to ja jestem tą, która przygotowuje te świetne śniadania, których tak mojemu facetowi zazdrości, i pół żartem, pół serio zagadnął, czy byłabym skłonna robić też porcję dla niego. Odparłam, że za odpowiednią opłatą - czemu nie. Ku mojemu zaskoczeniu poprosił mnie, bym wyceniła tę usługę i dała mu znać następnego dnia.

Niebawem więc luby zaczął wozić do pracy dwa zestawy śniadaniowe. Później trzy, cztery... Aż wreszcie musieliśmy wyposażyć się w skrzynkę, w której zmieściłoby się dwanaście (w firmie pracuje na co dzień 16 osób) podpisanych imionami pudełek ze zdrowym, kolorowym drugim śniadankiem. :) Poza niewygórowaną kwotą, warunkiem dostarczania wałówki było także samodzielne mycie pudełek, bym ja nie musiała robić tego w domu. Samo przyrządzenie tych porcji zajmuje mi może z godzinę.

Ostatnio luby przyniósł z pracy wiadomość, że moje śniadania tak ekscytują kolegów, że przyznają, że o wiele chętniej przychodzą do firmy i często łapią się na rozmyślaniu, co fajnego przygotuję tym razem. Tym oto sposobem kaleka kulinarna i emocjonalna stała się w oczach ludzi nie tylko utalentowanym kucharzem, ale i troskliwą partnerką. No i odłożyła co nieco na swoje hobby, co wcześniej wydawało się znacznie trudniejsze. ;)
Zihat Odpowiedz

Przyjemne wyznanie, przywodzące uśmiech na twarz. Ogółem historia kojarzy mi się z kilkoma filmami gdzie główny bohater zaczyna swoją wielką karierę od małych, niepozornych kroczków.

Odpowiedzi (1)
typowykamil Odpowiedz

Kierowniczko, dałoby radę takie pudełko też dla mnie? :D

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (12)

#K0fLH

Od zawsze moją największą miłością były konie, nie tylko jeździectwo. Wszystko co było z nimi związane.
Mogłam całymi dniami je szczotkować, nosić ciężkie siodła, dokładać siana, a nawet jeździć z cuchnącymi taczkami pełnymi końskiego łajna, cały czas z bananem na twarzy.

W czym więc problem? W tym, że czuję ogromną frustrację. Moi rodzice od zawsze byli przeciwko temu. Od razu powiem, że mam świadomość, jak drogi jest ten sport, ale stać ich na sportowe auta, więc i na konie. Przez pierwszy rok nie było w ogóle rozmowy na ten temat. Okazjonalnie oprowadzanka na festynach itp. Potem zgodzili się mnie posłać na obóz konny. Z roku na rok coraz bardziej zaawansowane, aż do galopu. Wciąż jednak miałam kontakt z końmi 12 dni rocznie, a poza tym zostawały mi jedynie książki, internet i godziny przynudzania znajomym :) Na temat jazdy nie było nawet rozmowy, każda kończyła się awanturą, jak nie gorzej. Bolało mnie, gdy moje koleżanki zainteresowane moją gadaniną zapisywały się na lekcje, a ja nie mogłam. Jednocześnie czułam satysfakcję, gdy szybko rezygnowały, byłam po prostu zazdrosna. W końcu ktoś zainterweniował (prawdopodobnie mój lekarz rodzinny), a rodzice zapisali mnie wtedy na trzy godzinne jazdy. Pamiętam, że każda z nich wiązała się z awanturą, że będą musieli mnie zawieźć (byłam za mała, żeby sama dojechać). Po trzech razach powiedzieli, że mam zapomnieć o takich głupotach, bo oni nie będą marnowali czasu na wożenie mnie. Zostały tylko obozy. I po 6 latach od pierwszego z nich moje marzenie się spełniło, ojciec z początku używał tego argumentu do szantażowania mnie, ale nareszcie zapisał mnie na jazdy. Miałam to co kochałam, raz w tygodniu.

Niestety od dnia mojej pierwszej jazdy mijają prawie 3 lata, a mi jest coraz ciężej. A to dlatego, że moja wyczekana jazda jest ich kartą przetargową, za każde najmniejsze przewinienie typu zostawienie szklanki w pokoju na konie nie szłam. Czasem i pretekstu nie potrzebowali. Utrudniali mi to jak tylko mogli, jednocześnie przed ludźmi chwaląc się moimi umiejętnościami.

Jednocześnie im dłużej jeżdżę i im więcej umiem, tym więcej chcę. Nie wymagam tego od nich, nie było szans znalezienia pracy w stajni ani pracy za jazdy, więc podjęłam pracę weekendową, aby dorobić na drugą godzinę w tygodniu. Ale oni i tak nie raz zabronią mi iść, tak po prostu, bo nie. Nawet nie chcą rozmawiać o dzierżawie konia (z moich wypracowanych pieniędzy), żebym mogła jeździć na zawody (moja trenera nie ma jak mi wypożyczyć, a większości jej zawodniczek ma własne konie lub pod dzierżawę).

Aktualnie wiem, że to właśnie będę robić w przyszłości, ale boję się, że przez brak doświadczenia mi się to nie uda. Wiem, że będzie ciężko, tym bardziej jak ojciec dowie się, na jakie studia chcę iść. Ale wierzę, że mi się uda.

Trzymajcie kciuki.
FoxyLadie Odpowiedz

Ktoś powinien twoich rodziców mocno kopnąć w pupę. W sumie po co im dziecko? Chyba tylko do wyżywania się i leczenia własnych kompleksów.

Odpowiedzi (1)
polityka Odpowiedz

znam to z autopsji.Cale dziecinstwo zbieralam zlom na sprzedaz,sprzatalam u sasiadow,aby miec chociaz na 1 lekcje jazdy konnej.W doroslym zyciu,za pierwsza wyplate kupilam konia!(taki NN,w niskiej cenie,ale dla mnie byl naj!).Nie poddawaj sie!

Zobacz więcej komentarzy (18)

#f6fBt

Takie trochę smutne wspomnienie mi się dzisiaj przypomniało, jak mierzyłam córce buty w sklepie.

Pochodzę z dość przeciętnej rodziny, gdzie była nas czwórka dzieci + rodzice. Biedni może nie byliśmy jakoś strasznie, no ale się nie przelewało. Ja miałam tego świadomość. Na jedzenie zawsze było, na wycieczki klasowe czasem jeździłam, czasem nie, ciuchy czasem nowe, czasem z lumpeksu. Buty zawsze miałam 4 pary: po szkole, na co dzień, jakieś sandały/klapki i jakieś "od święta". Codzienne zazwyczaj kupowane wiosną. I właśnie w okresie, kiedy mocno urosłam, moje buty zrobiły się za małe. We wrześniu już były za małe. Wiedziałam, że rodziców nie stać na nowe po tych wszystkich szkolnych zakupach, więc nic nie wspominałam. Stwierdziłam, że zaraz i tak trzeba będzie kupować zimowe, więc dam radę, a nie chciałam jakichś "tanich" i "obciachowych". Nie zapomnę bólu paznokci i palców w tych za małych butach.

Nie dopuszczę, żeby moje dzieci przez to przechodziły.
Selevan1 Odpowiedz

Chyba, że ci też nic nie powiedzą.

Odpowiedzi (4)
PaniVoorhees Odpowiedz

A tymczasem ja w wieku jakichś czternastu lat z własnej głupoty, chcąc zmniejszyć sobie stopy, specjalnie chodziłam w za małych butach. Stopy były obtarte do mięsa, aż mi paznokieć jeden zszedł. Współczuję Ci, to pokazuje, jak jeden potrafi naprawdę mieć problem (Ty), a drugi (ja) robić go sobie samemu.

Zobacz więcej komentarzy (10)

#IX26q

To będzie dziwaczne i obrzydliwe.

Mam 18 lat.
Czasem kładę się na podłodze w łazience, kładę sobie specjalny ręcznik i się obsikuję.
Sikam na siebie, na swoją twarz i na nogi.
Potem biorę długi, gorący prysznic.
Nie wiem, czy mam dziwny fetysz i w sumie sam nie wiem dlaczego to robię.
Nie wiem, czy jest to w jakimś stopniu seksualne, czy po prostu jestem głupi.
Nigdy tego nikomu nie powiedziałem i chyba nigdy nie powiem.
Neno Odpowiedz

Ciepło na sercu się robi, jak się to czyta

Odpowiedzi (3)
Mojastaratrup Odpowiedz

Złoty deszcz, taki cieplutki

Zobacz więcej komentarzy (13)

#SmNr7

Moja mama zawsze grzebała mi w rzeczach i kiedyś, mając może osiem lat, postanowiłam w odwecie pogrzebać w jej szafce.
Znalazłam książkę pod tytułem "Seks dojrzały". Przeczytałam do końca w ciągu następnych tygodni i w ten sposób już w podstawówce byłam teoretycznym ekspertem od wszystkich możliwych pozycji i technik robienia loda.
nbdimprtnt Odpowiedz

Czuję niedosyt informacji. Czy w późniejszych latach teoria przydała się w zajęciach praktycznych?

damasu Odpowiedz

I to jest nauka, która z pewnością się przyda w przyszłości :D

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (5)
Dodaj anonimowe wyznanie