#s6nM6

Nowo otwarty prywatny ośrodek rehabilitacyjny pod Warszawą. Przyjechała do nas pacjentka z innej placówki. Też prywatnej.
Pani z odleżynami, ciało reagujące bólem na najdelikatniejszy dotyk. Leżąca. Wrak człowieka. Jak zobaczyłam ją pierwszy raz, to pomyślałam, że to chyba końcówka jej życia.

Kilka tygodni w naszym ośrodku wystarczyło, żebym tej pani nie poznała. Uśmiechnięta, na wózku inwalidzkim, odleżyny już prawie zaleczone (pomogli fizjoterapeuci i ich sprzęt). Wypielęgnowana przez nasze cudowne panie opiekunki, którym „się chce”. Uczestniczy w terapii zajęciowej i w rehabilitacji. JEST UŚMIECHNIĘTA. Można? Można!

Jestem przekonana, że gdyby ta pani została dłużej w poprzedniej placówce, to już by nie żyła.

#Y74ER

Ogólnie jestem zdania, że w życiu nie powinniśmy żałować niczego, bo wszystko, co zrobiliśmy, kształtuje nas i naszą osobowość. Jednak jest jedną rzecz, o której nie mogę zapomnieć i spędza mi sen z powiek już od jakiegoś czasu.

W wieku 10 lat lekarze podejrzewali u mnie rzadką, ale niegroźną chorobę krwi. Z tego powodu postanowili wysłać mnie do szpitala na oddział hematologiczny, jednak jak się okazało, był on połączony z onkologią (swoją drogą, były to najgorsze trzy dni w moim życiu). Na sali leżałam z o rok starszą ode mnie dziewczynką, Weroniką. Od długiego czasu walczyła z nowotworem mózgu. Pomimo choroby była ciągle uśmiechnięta, żartowała i była chętna do zabawy, jednak jej stan zdrowia nie pozwalał jej na długie wyprawy i wychodzenia poza salę. Stąd też znalazła sobie we mnie przyjaciółkę. Starałam się dawać jej jak najwięcej pozytywnej energii, jednak widok tych wszystkich dzieci, które mimo cierpienia, umiały korzystać z życia, sprawił, że ciągle miałam ochotę to płacz.

Weronika bardzo lubiła grać w Piotrusia. Codziennie umiała rozegrać ze mną ponad kilkanaście partii. I tutaj pojawia się rzecz, której naprawdę żałuję – niby drobna, głupia, ale teraz gdy o tym myślę, jest mi naprawdę wstyd. 10-letnia ja leżałam na łóżku, gdy Weronika poprosiła mnie o grę w Piotrusia, a ja po prostu udawałam, że śpię. Zamknęłam oczy, odwróciłam się na drugi bok i kompletnie ją olałam. Słyszałam rozmowę między nią a moją mamą, kiedy ta tłumaczyła jej, że byłam zmęczona i potrzebuję snu. Słyszałam smutek w głosie Weroniki.

Jakiś czas potem Weronika zmarła. Dowiedziałam się o tym z profilu na NK jej taty. Strasznie to przeżyłam.
A dopiero rok temu, kiedy jestem już prawie pełnoletnia, przypomniała mi się właśnie wyżej opisana sytuacja, kiedy podczas lekcji angielskiego pani zapytała nas, czego najbardziej żałujemy. A ja właśnie bardzo żałuję tego, że nie umiałam spiąć pośladków i umilić Weronice tego trudnego dla niej czasu. Mogę śmiało stwierdzić, że to najgorsza rzecz, jaką zrobiłam drugiemu człowiekowi i jest mi z tego powodu niezmiernie przykro.

#uio5k

Mam 28 l., dwoje kilkuletnich dzieci i jestem rozwiedziona. Mój mąż był moim pierwszym i ostatnim partnerem. Od rozwodu minęło dwa lata. Czuję, że okres „żałoby” już za mną i chciałabym kogoś poznać. Znajomi dziwią się, że jestem sama (ładna, szczupła i dość wysoka, wysportowana, pomocna, ciepła, odpowiedzialna i ogarnięta, dobrze zarabiam). I wyznanie będzie właśnie o tym, dlaczego tak jest...

1. Mężowie koleżanek, sąsiadek niewinnie proponują pomoc (np. przy naprawie wózka dziecka) – i tu szok, bo za pomoc oczekują „rekompensaty” w wiadomej postaci (bo żona nie chce tak często, jak oni chcą, a skoro jestem rozwiedziona, to na pewno wyposzczona, 5/10 kobiet się ponoć zgadza...). Ucinam relacje.
2. Mężczyźni udający wolnych. Ucinam relacje.
3. Mężczyźni tak bardzo spragnieni kobiety, niemogący powstrzymać się przed propozycją jednoznaczną na pierwszym, drugim spotkaniu. J.w.

I w końcu przytrafił mi się on. Inteligentny inżynier w moim guście, wiele wspólnych tematów, brak tandetnych tekstów na podryw. Po trzech miesiącach znajomości miało dojść do czegoś między nami. Rozebrani, właśnie miałam usiąść mu na kolanach. Niestety akcja w tym momencie się skończyła, bo on...doszedł. Tak mu było wstyd, że pomimo moich zapewnień, że nic się nie stało, nie spotkaliśmy się już więcej.

I tak sobie istnieję sama, wiadomo, że dużo obowiązków, ale ta sfera też jest bardzo dla mnie ważna. Koleżanka w podobnej sytuacji żartuje, że marnują się nasze młode i jędrne ciała, ale mawia również, że trzeba wiedzieć, komu i kiedy dać...

#oW7YH

Od kilku lat bezskutecznie leczyłam się na nerwicę. Zaczęło się zwykłą nerwowością, którą zganiałam na stres i różne sprawy... Praca, związek itp. Później zaczęło się robić naprawdę dziwnie. Dostawałam napadów lękowych, zaczęłam bać się rzeczy, których dotychczas się nie bałam, wciąż byłam zdenerwowana i przerażona. Przestałam sobie radzić z codziennością życia, nie wytrzymał chłopak i zostawił mnie, a ja byłam na skraju załamania. Poszłam do psychologa, potem nawet do psychiatry. Leczyłam się na nerwicę bardzo długo. Coraz to silniejsze leki, a ja coraz bardziej znerwicowana. Często miałam bóle, głównie bolały mnie nogi. Stan też nasilał przy okresie, więc lekarz „uspokajał mnie”, że to tylko zespół napięcia przedmiesiączkowego. Wiele kobiet to ma i po prostu nasilają mi się codzienne objawy. Jednak ze mną robiło się coraz gorzej. Zaczęłam mieć obawy o życie, wydawało mi się, że coś mi jest, w każdej chorobie widziałam u siebie objawy, po prostu mi odbijało. Dodatkowo zaczęły się myśli samobójcze, o których bałam się powiedzieć lekarzowi, bo bałam się zamknięcia w psychiatryku. Pewnego dnia ból nóg tak się nasilił, że pojechaliśmy na pogotowie. Zazwyczaj w takich przypadkach dawano mi dodatkowe leki na uspokojenie. Tym razem trafiłam na innego lekarza, który zrobił mi badania. Okazało się, że mam bardzo zaniżone niektóre elektrolity, grubo poniżej normy.

Ludzie, co się stało po tej kroplówce!! Nigdy w życiu tak dobrze się nie czułam!! Byłam spokojna, przeszły bóle, przeszły nerwy... Tak się trzymałam całe dwa dni, raj, mówię wam, raj! Potem powoli wracało to, co wcześniej. Powiedziałam o tym lekarzowi na następnej wizycie i ten na szczęście tego nie zbagatelizował, lecz polecił mi znowu się zbadać. Znowu zaniżone...

Obecnie po przyjmowaniu dodatkowych elektrolitów czuję się świetnie. Żadnych nerwów, poza zwykłą codziennością, żadnych napadów lękowych, zimnych potów, bólu, budzenia się w nocy ze strachem. Nic.

Na razie szukam jeszcze przyczyny spadku tychże substancji, ale jestem dobrej myśli! Nie wiem, jaki morał z tego napisać... Może po prostu, jeśli leczycie się na coś i nic nie pomaga, spróbujcie szukać przyczyny gdzieś indziej.

#eZdDD

Mam trzydziestoletniego syna, który po skończeniu liceum nie chciał iść na studia, tylko stwierdził, że idzie do pracy. Tylko że pracował jakieś dwa miesiące, a później a to szef wyzyskiwacz, a to płacą grosze... i tak przesiedział ponad dziesięć lat na mojej kanapie, nie dokładając się nic do domowego budżetu i mając tylko wymagania. 
Gdy dziś przyszłam do domu z pracy po wyjątkowo ciężkim dniu, to jak zwykle on na kanapie, zlew pełen naczyń i nawet po chleb nie poszedł do sklepu. Nie wytrzymałam i wyrzuciłam go z domu. A teraz moja mama i reszta rodziny wydzwania do mnie, że jestem wyrodną matką... A ja mam już dość. I choć strasznie mi go żal i martwię się, co teraz z nim będzie, to boję się, że się złamię. Serce chce jego powrotu, a głowa mówi, że dalej tak być nie mogło.

#zw6wM

Mam bardzo inteligentnego psa, który za psie przysmaki gotów jest zrobić wszystko. Nie dba o głaskanie po głowie czy ustne pochwały, jedynie o przysmaki. Szybko się nauczył, że noszę ze sobą woreczek z tymi przysmakami i chętnie nagradzam jego dobre uczynki. Nauczyłem go w ten sposób m.in. kichać na komendę. Wygląda to przeuroczo.
Raz poszedł za mną do łazienki i obserwował, jak się załatwiałem. Wyglądał tak pociesznie, że rzuciłem mu przysmak na podłogę… „Dzięki, człowieku!” Sytuacja powtarzała się w kolejnych dniach, aż zorientowałem się, że zaczął przybiegać za mną do łazienki, gdy tylko słyszał dźwięk podnoszenia deski sedesowej. Oczywiście nie była to sztuczka, którą chciałem dodać do jego repertuaru, więc przestałem dawać mu wtedy przysmaki. Jednak on zinterpretował to inaczej – „Muszę robić WIĘCEJ sztuczek, to człowiek znowu będzie dawał przysmaki”. W ten sposób podczas moich wizyt w toalecie pies urządzał prawdziwy psi teatrzyk – siadał, warował, turlał się itp. Nic nie przynosiło efektu, aż użył triku z kichaniem. Był taki słodki, że wymiękłem i dałem mu przysmak.

Od tego czasu za każdym razem, jak idę się załatwić, on pojawia się w łazience, siada i kicha raz za razem. Jeżeli zamknę drzwi, to siada przed nimi i też kicha. Żona się pokłada ze śmiechu. Gorzej, że powiedziała o tym znajomym i teraz jak przychodzą do nas goście, to gdy tylko zobaczą, że udaję się do toalety, to zalega cisza i wszyscy nasłuchują psich kichnięć.

#d7q28

Sam nie wiem, ile razy zdarzyło mi się, że ludzie myśleli, że jestem gejem. Nie do końca wiem, skąd się to wzięło – być może dlatego, że z natury dużo się uśmiecham, lubię rozmawiać z ludźmi, mam spokojny głos, raczej łagodny charakter, i, podobno, jestem przystojny. Być może połączenie tych cech sprawia, że niektórzy mają mnie za homo, i to pomimo faktu, że mam żonę i dzieci. W każdym razie, co się natłumaczyłem, że nie jestem gejem, to moje.

Ostatnia tego typu sprawa miała miejsce na siłowni. Podczas ćwiczeń podszedł do mnie chłopak, młodszy ode mnie, i zagadał o treningach. Miło się rozmawiało i na koniec gość pyta, czy następnym razem poćwiczymy wspólnie, bo on nikogo tu nie zna. Ja na to, że jasne, czemu nie, ćwiczę co drugi dzień od 12 w południe, taka rutyna. No i za dwa dni gość czekał na mnie punktualnie o 12, zrobiliśmy razem trening, ja skończyłem trochę wcześniej niż on, idę do szatni, a on rzucił za mną coś, co zabrzmiało jak „to do zobaczenia pod prysznicem” – przy czym kiepsko to usłyszałem, bo byłem parę metrów od niego. Chwilę później jestem w jednoosobowej kabinie pod prysznicem i słyszę, że ten mi puka i mówi, żebym go wpuścił. Ja mu na to odkrzyknąłem, że nie ma mowy, ale ten nie odpuszcza, tylko szturmuje te drzwi zamknięte na haczyk. No to ja z całe siły się drę, że won, że nie jestem gejem, że ma wyp@$#$lać – mój miły charakter gdzieś się ulotnił. Jak wyszedłem spod prysznica, to już go nie było i nigdy już gościa więcej nie zobaczyłem.

Opowiadam te historie znajomym i wszyscy pękają ze śmiechu, aczkolwiek mi nie zawsze jest wesoło.

#ekh5N

Myślę, że to dość popularna przypadłość, kiedy zaraz po przyjściu do domu chce się skorzystać z toalety. U mnie ta potrzeba jest nagła i niespodziewana. Mogę nie pić nic cały dzień, ale i tak kiedy wchodzę na moje piętro, mój pęcherz automatycznie łączy się z domowym WiFi i muszę iść. I to od razu, nie mogę nawet ściągnąć butów. Na dotarcie do toalety mam kilka sekund, inaczej spodnie do prania. Ile razy się posikałam, bo nie mogłam odpiąć paska, to moje.

W czasie juwenaliów razem z koleżankami pozwoliłyśmy sobie na odrobinę zabawy przed sesją. Na noc miałyśmy wrócić do mojego mieszkania.
Wróciłyśmy, koleżanka zajęła pierwsza kibel... a ja zesikałam się w spodnie. Szkody były tak duże, że przeciekło też na buty innych dziewczyn.

Wybaczyły, ale nawet duże ilości alkoholu nie sprawią, że o tym zapomną.

#4tPp8

Chcę zdać egzamin na prawo jazdy. Po mieście poruszam się sprawnie, jeżdżę dynamicznie. Wyjeżdżaliśmy na trasę z ograniczeniem do 70, to jechałam 68 i było OK. Nie boję się ruchu w dużym mieście. Znam przepisy, nie trąbią na mnie, nie jestem zawalidrogą, ruszam sprawnie na światłach, ustępuję pieszym itp. Co w tym wszystkim dziwnego? Odcina mnie na egzaminie. Nie potrafię pokonać stresu, zapominam o podstawowych rzeczach, jadę nerwowo i popełniam głupie błędy i kończę z wynikiem negatywnym. Zaczyna mnie to frustrować. Nie chcę się poddawać, bo potrzebuję tego prawa jazdy do zmiany zawodowej ścieżki i możliwości dojazdu do małych miejscowości. Tylko emotka facepalm może wyrazić to, co ostatnio czułam. Egzaminator się wylosował złoty. Takich jest naprawdę niewielu. Nawet się razem pośmialiśmy z mojej głupoty. Macie jakieś legalne sposoby na stres na egzaminie?
Dodaj anonimowe wyznanie