#edSjE

Chyba mam problem.

Gwoli ścisłości, jestem całkowicie hetero, nie wyobrażam sobie być w związku z kobietą czy chociaż jakąś pocałować, odrzuca mnie wizja partnerskiej czułości z drugą przedstawicielką mojej płci.
Tylko że traktuję inne kobiety jak swoje dzieci.

Są dla mnie przesłodkie. Rozczula mnie to, że są niższe od mężczyzn, że mają w swoich rękach (w pierwszym odruchu chciałam napisać „łapkach”...) mniej siły od nich, że ich oczy (oczka...) okalają gęste wachlarze długich rzęs (rzęsek... :’)), że mają wysokie głosy, krótko mówiąc sama ich kobiecość sprawia, że odbieram je jako urocze. Co ironiczne, większość z nich jest dla mnie za mało poważna, po prostu zbyt słodka na poważne miano kobiety, zamiast tego nazywam je w najlepszym przypadku kobietkami, ale również porównuję do kwiatów (różyczki, lilijki, kwiatuszki...), słodyczy (napoleonki, wuzetki, pączki, ciasteczka maślane...), owoców czy w ogóle jakoś inaczej (wałeczki na przykład).

Raz w sklepie trafiłam na kasjerkę o aparycji i głosie aniołka, trudno mi było zachować powagę i zaczęłam podśmiewać się pod nosem, na szczęście prawdopodobnie nie usłyszała.
W tym roku byłam na zagranicznych wczasach i miałam w hotelu taką strasznie słodką kelnerkę. Pamiętam, jak wzruszyło mnie, jak przy zabieraniu tacy ze stołu nie wiedziała, jak ją złapać i zabrała rękę, by potem spróbować z innej strony. Autentycznie zdarza mi się za nią tęsknić.
Mam w szkole dwie koleżanki, które swoją słodyczą wychodzą poza skalę, trudno mi się na nie nie gapić, a jedną z nich najchętniej ścisnęłabym za uda, bo są takie... fajne, duże, wydają się mięciutkie.
Szczególnie mocno mam tak z jedną aktorką. Ja ją po prostu kocham, ale nie jak partnerkę, tylko moje dziecko. Chciałabym ją przytulić, kupić bułeczkę, pogłaskać i powiedzieć, że jest cudna. Chciałabym pocałować ją w jej śliczny, okrągły nosek i dotknąć uroczych brewek. Nie zdradzę, kto to, bo parę osób wie, jak bardzo podoba mi się fizycznie, ale nie zdają sobie sprawy z tego dziwactwa i mogliby mnie po tym rozpoznać, ale grała w „Dynastii Tudorów”.

Dodam, że mam tak od zawsze, jako dziecko miałam takie uczucia nawet wobec własnej mamy. Po prostu są kochane, co poradzę? Wszystkim kupiłabym po ciastku. Nie jest to żaden specyficzny typ kobiet — wysokie, niskie, chude, grube, czarne, białe, każda potrafi mnie urzec. Zdaję sobie sprawę, że to bardzo nietypowe i na pewno nienormalne. Nie wiem, skąd to się wzięło, po prostu potrzebowałam to w końcu z siebie wyrzucić. Jak bardzo ze mną źle? Czas powiedzieć psychologowi...?
Caligo Odpowiedz

Lepiej na głos nie nazwywaj kobiet pączkami, tak na wszelki wypadek.

piesek9567 Odpowiedz

Tak mnie ciekawi, co jeśli kobieta jest wysoka, dobrze zbudowana? :)

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (29)

#GeArQ

Zima, rok temu.
Kończyłam pracę o 17, auto u mechanika, więc szybciutko na przystanek, coby się nie spóźnić na busa. Śnieg jak na złość padał tak, że nie było nic widać. Moje nóżki robiły szybkie tup tup, wyobraźnią już byłam w domu, w cieple, pod kocykiem.
Nagle ktoś złapał mnie za ramię. Starszy pan, pyta, czy może mi zająć chwile. Niewiele się zastanawiając, powiedziałam, że tak. Wyjął opakowania po lekach, receptę, opowiedział, że był kierowcą ciężarówki, ale przez nieszczęśliwy wypadek już nie może wykonywać zawodu (faktycznie - oko miał w fatalnym stanie) i czy mogłabym go jakoś wesprzeć finansowo. Wychowałam się w rodzinie, w której nigdy nie brakowało pieniędzy, w dodatku sama też pracuję, wiec dzielę się i często przekazuję jakieś sumy na akcje charytatywne itd.
W pierwszym momencie pomyślałam, że apteka jest po drugiej stronie ulicy, więc może pójdę i wykupię leki. Ale jednak czasu szkoda... Więc wzięłam portfel, dałam mu jakieś pieniążki, on popukał nimi po budynku i życzył mi szczęścia.
Myślę sobie - super. Może przyniesie mi faktycznie to szczęście.

Czar prysł, gdy dwa dni później pojechałam z chłopakiem na stację, podszedł do nas ten sam facet, wyciągnął te same opakowania po lekach i powiedział „nie będę mówił, że jestem ciężko chory i potrzebuję na leki. Potrzebuje na wódkę”.

Tak, nadal daję pieniądze na akcje, ale tylko potwierdzone.
bobylon89 Odpowiedz

Czemu wyciągnął te opakowania, jeśli powiedział, że potrzebuje na wódkę?

Odpowiedzi (1)
BFMV Odpowiedz

Ja nie daje tym schorowanym, na dzieci, operację itp. w mieście, w którym mieszkam jest facet, który gra na gitarze, a przy nim zawsze są 3psy. Kartka mówi, że na karmę i piwo. Takiemu od czasu do czasu rzucę monetę. Tak samo jak ktoś poprosi o coś do zjedzenia, kupię ten bochenek chleba, jakiś pasztet czy mielonke. Ale pseudo chorym nie pomagam.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#q5inO

Praca w Polsce i za granicą.
Kilkanaście lat temu Polacy zaczęli przenosić się do innych krajów. Podam przykład z UK, bo tam mieszkam.

Przyjeżdża Polak i "ja tego nie zrobię?". Polak wszystko potrafi, nie to co Anglicy. Polak potrafi, nawet lepiej, a i chętniej, bo jeszcze z dziesięć lat temu zarobił z 7 razy więcej niż w Polsce, więc każdy sobie przelicza, ile to złotówek będzie i warto robić na 120%, skoro praca daje nam dużo razy więcej, niż jakbyśmy w Polsce robili. Szef Anglik nie jest głupi, więc i podkręci cele do wykonania, bo nagle okazało się, że jednak można szybciej pracować.
Podejście Anglików do pracy jest takie, że lepiej zrobić wolniej, a porządnie, a nie szybko i byle jak. Dodatkowo: źle się czujesz? Lepiej weź wolne. Dlaczego? Jeżeli pracujesz i jesteś chory, zarażasz innych pracowników. U części się rozejdzie, a innych rozłoży i będą na zwolnieniu lekarskim, przez co firma jest dużo bardziej stratna, bo pani Krysia kichała po całej fabryce. Niestety Polacy sami sobie przykręcili śrubę tak, że pot spływa po plecach i robić trzeba.

Skąd to się wzięło w Anglii? Stąd, że w Polsce za jedną minimalną pensję nie przeżyjesz, trzeba robić, bo jak nie, to cię wywalą. Taka jest nasza mentalność.

Jak to się odbiło po kilkunastu latach? W miejscach, gdzie nasi rodacy są liderami grup, trzeba robić szybko, a to nie zawsze idzie z parą z jakością. Dodatkowo przez ten pośpiech zdarzają się pomyłki albo niedopatrzenia i nagle okazuje się, że trzeba robić zamiast swoją robotę, to czyjąś. Dodatkowo pani Krysia kicha po całym zakładzie pracy, a potem połowa zespołu jest na chorobowym. Dlaczego pani Krysia nie da znać, że się rozchorowała (wtedy szef wysyła info do agencji i kogoś przysyłają na ten jeden-dwa dni), tylko chodzi, aż nie uzna, że jednak trzeba się porządnie wykurować? Bo ją zwolnią, bo jest szef Polak, który stwierdził, że tylko osoby z poważnymi objawami, a nie z zasmarkanym nosem, mają prawo iść na chorobowe.
Dlaczego tak jest? Bo w Polsce tak było. Jeżeli Anglik jest szefem, to nie ma problemów. Bo on wie, że lepiej, aby pracownika nie było 2 dni niż 2 tygodnie. Bo on wie, że lepiej z bólami w plecach nie pracować, a to wyleczyć. Bo wie, że za kilka miesięcy ten pracownik, co go zawsze kręgosłup boli, to zniknie na kilka tygodni, bo nagle się pojawi uraz.

W Polsce już nie ma takiego bezrobocia, jakie było kiedyś. Niestety mentalność została. Strach przed wywaleniem z pracy został. Koło się zamyka. Teraz ja kicham i zarażam - bo szefem jest Polak, bo pani Krysia wzięła w trzech ostatnich miesiącach 4 dni wolnego (w sumie), bo nie chciała zarażać, bo myślała, że może, a teraz nie pracuje.

Sami sobie zawdzięczamy to, że trzeba pracować mimo wszystko.
Shaylin4 Odpowiedz

Tak samo pracuje w uk, autor ma trochę dziwne podejście do Polaków. Zwyczaj pokazywania bycia najlepszym jest wzięty też z innych narodowości, Rumunia czy Litwa. Przykładem jest fabryka w której pracuje mój chłopak, na wysokich stanowiskach są wyłącznie Litwini, codziennie na dniówce robią swój plan i nocki bo mogą, a że polacy tam pracują to muszą się dostosowywać i zapierdzielać.
Mogę jeszcze wymienić srylion przykładów bo takich fabryk skolonizowanych przez jedną narodowość jest pełno w uk. A Polaków- liderów jest bardzo mało.

Odpowiedzi (1)
UdlmK Odpowiedz

Anglik nie robi 'wolniej, a porządnie'. Anglik zrobi robotę wolniej, a efekt wyjdzie taki sam jak u Polaka. Anglicy są leniwi i nie zrobią czegoś tym samym tempem co Polak za 8,50. Oni nie będą się pocić, żeby zrobić dwa razy więcej a zarobić i tak tyle samo.
Przynajmnjej tak jest tutaj, gdzie ja pracuję.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (19)

#a1k6j

Mam 23 lata i śpię z pieluchą.

Tak wiem, że brzmi to śmiesznie, ale ręce mi już opadają, nie mam siły codziennie robić prania. To nie tak, że mam problem i nic z tym nie robię, od dzieciaka mam już te problemy... Potem szpitale, badania, zabiegi, ćwiczenia. Wybudzanie na siłę w nocy czy aparacik z czujnikiem w dolnej części bielizny. Nieważne, czy skończę pić o 13 czy o 20, do prania idzie wszystko. Nie zliczę, ile razy był już materac wymieniany czy dywan, bo bałam się spać na łóżku... Nigdy nie byłam u nikogo na noc czy na koloniach, spędzenie nocy z chłopakiem też odpada. Na zabieg ostrzykiwania botoksem jestem za młoda, więc pozostaje mi albo nie pić już od rana, albo spać nadal z pieluchą. Chciałabym wypić z chłopakiem wieczorem wino i rano obudzić się bez paniki.

Ot, taki mokry problem, który utrudnia mi funkcjonowanie.
Renfana Odpowiedz

Wiek nie jest przeciwwskazaniem do ostrzykiwania pęcherza botoksem i to, że powiedział ci tak jeden lekarz lub gdzieś wyczytałaś, nie przesądza od razu sprawy. Masz poważny problem i to jest dla ciebie szansa na normalne życie. Botoks bywa stosowany w celach leczniczych nawet u dzieci, a niestosowanie go u młodych osób to nie zasada, ale pogląd. Skoro próbowałaś już wszystkiego innego, znajdź kogoś, kto wykona zabieg, bo póki co masz do wyboru jeszcze tę jedną szansę albo spanie z pieluchą.
A co do chłopaka, to jeśli to jest "to", to pewnie nie będzie miał problemu z Twoją pieluchą i chętnie spędzi z Tobą noc ;D

Odpowiedzi (2)
jakisLogin0001 Odpowiedz

Może to problem psychiczny, nie fizyczny?

Odpowiedzi (8)
Zobacz więcej komentarzy (18)

#GDWkr

Z dedykacją dla mojej siostry, która wiem, że przeczyta to wyznanie.

Jestem lekko po trzydziestce, nie mam dzieci, może kiedyś w przyszłości się zdecyduję, jednak jeśli do tego dojdzie, to z mężem dokładnie to zaplanuję, żeby nie zostać z opieką nad dzieckiem sama. Moja siostra ma syna, na co dzień opiekuje się nim moja mama, gdy siostra jest w pracy, czyli standardowo 8:00 - 16:00, po pracy ona przejmuje nad nim opiekę, jednak co rusz obarcza mnie swoimi problemami, że nie ma z kim dziecka zostawić... Bo musi jechać z mamą na zakupy, bo do Gdańska musi jechać, powody się mnożą jak myszy... Mówiłam, że nie chcę zostać z małym, że nie cieszy mnie to, tylko męczy, że nie mam cierpliwości, ale nikt mnie nie słucha.

Mieszkamy w jednym domu. Rodzice, siostra z chłopakiem i dzieckiem i ja. To, że tam mieszkam i po 16 melduję się w domu nie upoważnia jej do tego, żeby zostawić mnie z dzieckiem wbrew mojej woli. Nie prosi. Nigdy nie poprosiła, to jest z góry już przesądzone, bo w końcu jestem w domu.
Ja się pytam: gdzie jest ojciec tego dziecka?

Dzisiaj już nie dałam rady, zostawiła mnie z dzieckiem, kiedy jadło zupę. Ona była wszędzie - na podłodze, na nim, na jego włosach, meblach. Posprzątałam, po czym mały zrobił soczystą, płynną kupę, śmierdzącą na 200 metrów, następnie miał dużo energii po posiłku, więc zaczął grzebać po szafkach. O ile szło go przypilnować, żeby nie otwierał szafek, to nie zauważyłam kiedy wyciągnął nici, biegał z nimi wszędzie i pokneblował kwiatki, zabawki, krzesła, po czym jak zabrałam się do odwijania tego wszystkiego, otworzył szafkę i wyjął wszystkie książki, gazety i kartki... Jak prosiłam żeby posprzątał, to się popłakał... Usiadłam bezsilnie i zadzwoniłam do nich gdzie są, po czym mnie poinformowały, że są w kawiarni i im się nie spieszy do domu. Gdy przyjechały, to usłyszałam tylko pretensje, że jak zajmuje się dzieckiem, że mały płakał i miał czerwone oczy.

Brakuje mi słów na to wykorzystywanie. Zdecydowanie mówię nie! Dogadaj się ze swoim facetem, żeby był w domu i się opiekował synem albo zatrudnij opiekunkę, rodzina nie jest od tego, żeby notorycznie na kimś wisieć. Może jestem złą siostrą, ale na Boga, kim jest w takim razie ojciec tego dziecka?
asienaebaam Odpowiedz

A nie możesz jeden czy drugi raz nie meldować się w domu o 16:00? I to w takie dni, kiedy wiesz, że ona plan wyjść a małego Ci podrzucić.

Odpowiedzi (3)
jakisLogin0001 Odpowiedz

Jesteś dorosła to zrób użytek z języka i powiedz siostrze że nie będziesz zajmować się jej dzieckiem. Bo to nie twoje dziecko i nie twój obowiązek, bo nie masz ochoty na to, bo chcesz się zająć swoimi sprawami. Możesz jej pomóc ale na zasadzie dobrowolności. A apele do siostry na anonimowych raczej nic nie dadzą.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (26)

#uHLu9

Jak wiadomo, korzystanie maszyn do hazardu jest powszechnie nielegalne dla dzieci, jednak kiedyś razem z siostrą, jak byłyśmy małe (serio małe), poszłyśmy z rodzicami do pubu. Rodzice zajęci, piją piwko, a ja i siostra poszłyśmy do środka. Pewien pan w pubie grał na automatach z nadzieją, że wpadnie mu jakiś dobry pieniądz na tej gierce, gdzie muszą się pojawić 3 takie same owoce, cytrynki czy coś takiego. Niestety jego starania były bezskuteczne. Widząc, że my się nudzimy i obserwujemy z ciekawością to jak on gra, pozwolił nam zagrać jedną rundę. Stało się tak, że akurat przypadkiem nam się poszczęściło i wygrałyśmy 400 zł (spora ilość w drobniakach co prawda). Pan się tak ucieszył, że chciał nam dać 200 zł. My, jako kulturalne dzieci, odmówiłyśmy, ponieważ ta kwota na tamte czasy wydawała się kolosalnie duża. Jednak mężczyzna upierał się, że za naszą pomoc da nam po przynajmniej 50 zł na głowę. Poszłyśmy powiedzieć o tym rodzicom, a nasi rodzice oczywiście nas opieprzyli, że coś takiego zrobiłyśmy i że to kompletnie obcy hazardzista. z nami gadał itp. itd. Wtedy ten pan (któremu w ogóle zrobiło się bardzo głupio, że został osądzony o coś takiego) wyjaśnił całą sytuację i powiedział, że te 50 zł to niedużo w porównaniu do kwoty jaką wygrał z naszą pomocą. Nasi rodzice byli przekonani, że to durny pomysł, więc powiedzieli, że nie chcą brudnych pieniędzy od tego mężczyzny.

I wyszło na to, że pan nam kupił po butelce fanty w tym barze.

R.I.P. 200 zł.
kochamTrumpa Odpowiedz

400 zł to sporo hajsu, pamietam, że to był mój zarobek z całych wakacji z roznoszenia ulotek z pizzy hut :D

Odpowiedzi (1)
PaniPff Odpowiedz

Czyli rodzice zabrali was do pubu, gdzie sami pili i wiedzieli, że są tam maszyny i dużo obcych ludzi i mimo to, nie pilnowali was, a mogło wam się zdarzyć coś gorszego w takim miejscu, no spoko

Zobacz więcej komentarzy (21)

#n7bLG

Od zawsze widziałam, że mam z lekka rąbniętą matkę. Ot, bardzo łatwo wpadała w złość, gdy coś nie szło po jej myśli, by po chwili znów promienieć pięknym, lecz fałszywym uśmiechem. Gdy byłam na tyle duża, żeby decydować, np. jakie książki czytać lub filmy oglądać, wyśmiewała mnie, zdarzało się, że moje rzeczy ginęły, gdy nie podobały jej się. Nie docierało do niej, że jej "słoneczko" ma coraz więcej lat, wyrzucała mi, że nie mówię do niej "mamusiu", nie chcę się długo przytulać albo... uwaga... leżeć z nią i spać w jednym łóżku.

Lata minęły, wzięłam ślub i wyprowadziłam się z domu, pozostałam jednak w tym samym mieście - mąż z dobrą pracą, ja z dwoma latami studiów do ukończenia. Parę dni po tym, jak powiedzieliśmy sobie sakramentalne "tak", matce zaczęło odwalać jeszcze bardziej. Nie dopuściła do siebie myśli, że nie jest najważniejszą osobą w moim życiu, że nie mieszkam z nimi i że będziemy widzieć się raz na tydzień, dwa, a nawet rzadziej. Przybierało to formę iście kuriozalnych telefonów. Schemat miały identyczny:
- objeżdżała mnie za to, że robię coś wg niej nie tak - nie byłam w domu, chociaż już noc, nie odkurzyłam/wyrzuciłam śmieci/podlałam kwiatów/zrobiłam zakupów itd.
- uświadamiałam ją, gdzie jestem, jak się nazywam (przejęłam nazwisko po mężu, zupełnie inne od panieńskiego), gdzie mieszkam i że nie będę tego robić, bo mam własny dom
- następował stek wyzwisk, jaka to ja niewdzięczna, o matce zapominam (nieprawda, dzwoniłam raz na parę dni, wtedy rozmowa toczyła się w miarę normalnie), zdradzam własną rodzinę i w ogóle mam ją, starą, schorowaną gdzieś (najpoważniejszą chorobą jest lekka anemia, nie bierze leków przypisanych przez lekarza) i że moje dzieci mnie opuszczą, o ile w ogóle będę jakiekolwiek miała

Gdy nakręcała się coraz bardziej, po prostu rozłączałam się bez słowa. Początkowo próbowałam rozmawiać, tłumaczyć, ale po pewnym czasie uznałam, że nie warto - byłam absolutnie wykończona psychicznie, spazmatycznie płakałam, dopóki mąż nie utulił mnie i nie wypiłam ciepłej herbaty (bez prądu, żeby nie było ;)). Rozmawiałam z ojcem, bardzo rozsądnym człowiekiem, nie wiem, jakim cudem znosił jej humory. Próbował jej wytłumaczyć, też bezskutecznie, bo ona problemu nie widzi. Do psychiatry nie weźmie jej siłą...

W końcu problem rozwiązał się sam. Mąż widząc, jak bardzo źle to na mnie działa, podczas ich wizyty u nas poruszył ten temat. Ona wykrzyczała swoje, na co dwaj najważniejsi mężczyźni mojego życia po prostu wzięli ją pod pachy i wyprowadzili na korytarz. Zmieniliśmy zamki, matka ma permbana na bycie u nas, ojciec dzwoni w umówiony sposób do domofonu, gdy przychodzi do nas.

Czy źle się czuję z tym, że nie mam matki? Ani trochę, czasem trzeba zerwać toksyczne więzy, choćby z najbliższą rodziną.
KaskaDupaska Odpowiedz

Przykład dla tych co uważają, że więzy krwi są nie do zerwania. Brawo.

Sara1234567 Odpowiedz

A potem reklamy społeczne w TV, że biedne babcie same na Wigilii siedza i dzieci ich nie chcą.
Serio się dziwicie?

Od matki odetnij się całkowicie. Ojciec może Cię odwiedzać u Ciebie.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#Jz3nP

Reklamacja obuwia - wątek chyba najbardziej kuriozalny ze wszystkich reklamacji. Dwie pary butów mi się rozleciały w podobnym czasie; w lewym bucie z jednej pary odklejona podeszwa, w lewym bucie z drugiej pary puściły szwy. Wizyta w dwóch sklepach, obuwie zaniesione, wnioski przyjęte. Mija odpowiednio 3 i 4 tygodnie, dostaję dwie odmowy. Uzasadnienie: obuwie używane niezgodnie z zastosowaniem (gra w piłkę nożną), opis produktu mówi, iż jest to "obuwie rekreacyjne przeznaczone do użytkowania porą jesienną w warunkach suchych...". Marketing z ulotki zacytowany perfekcyjnie.

W dwóch przypadkach odwołanie z moim uzasadnieniem - gra w piłkę wykluczona, ponieważ nie potrafię grać, nie umiem nawet kopnąć porządnie piłki. Ostatni raz w życiu kaleczyłem ten sport jakieś 15 lat temu w gimnazjum.

Oczywiście jak można się było domyślić - sklep odwołanie odrzucił. Nie no, aż taki bogaty nie jestem, żeby co 3 miesiące wymieniać sobie po 2 pary butów, bez przesady. Trzeba coś z tym zrobić.

Nagrałem filmik, jak "gram" w piłkę. Nawet kupiłem sobie na rynku takiego "UEFA" balona za 15 zł, coby mieć niezbędny rekwizyt. Do kolejnej odmowy dołączyłem płytkę z owym nagraniem. 48 sekund kompromitacji.

W jednym przypadku kasę oddali, w drugim dalej twardo się trzymają swego.
jaszczurka1234 Odpowiedz

Nie prościej było odwołać się do rzecznika praw konsumenta? Z mojego doświadczenia wynika że zawsze staje po stronie klienta

Odpowiedzi (3)
Ziomus456 Odpowiedz

Odmowa po 3-4tyg? Sklep ma 14 dni na ustosunkowanie się do reklamacji. Jeżeli nie zrobił tego w tym czasie przyjmuje się, że reklamację uwzględnił. Po tym terminie może sobie twierdzić co chce, bo i tak nie ma to żadnego przełożenia, o ile buty były reklamowane z tytułu rękojmi za wady. RĘKOJMIA I GWARANCJA TO NIE TO SAMO! Zapamiętajcie i nie dajcie sobie wmówić sprzedawcom, że to bez znaczenia. Rękojmia to uprawnienia przyznane konsumentom przez prawo i każdy sklep musi je respektować. :)

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#BmlXB

Sierpniowe popołudnie, weekend, siedzę w domu bez żadnych planów. Nagle dzwoni moja współlokatorka z propozycją dołączenia do niej i jej znajomych na kilka piweczek w plenerze. Myślę - czemu nie? Ubrałem się i wyszedłem z domu.

Przejechałem kilka przystanków autobusem, reszta trasy do pokonania na piechotę. I nagle moje jelita niespodziewanie zaczynają koncert, i to nie byle jaki - najwyższych lotów. Stoję przez chwilę na chodniku i zastanawiam się co zrobić. Wokół masa ludzi, wszędzie bloki, chusteczek brak. Zaciśnięte na maksa poślady przesyłają do mózgu informację, że zbyt długo nie wytrzymają. Nagle doznałem olśnienia - Kaufland jest gdzieś między tymi blokami, a przecież w Kauflandzie są toalety dla klientów!

Wbiegam jak najszybciej do męskiej toalety w tym cudownym przybytku i nagle strach - w kabinie nie ma papieru! Szybka kalkulacja i decyzja podjęta - biegnę do damskiej. Tam jednak sytuacja ta sama. Nie byłem już w stanie myśleć, co robić dalej, moja dupa przejęła kontrolę nad myśleniem, opadłem na kibel i wypuściłem ogromny ładunek.

Euforia jaką odczułem po wszystkim była nie do opisania. Posiedziałem jeszcze chwilkę napawając się pięknem świata, w którym nie trzeba zaciskać pośladów i wtedy do mnie dotarło - nie mam się czym podetrzeć.

Puenty brak. Byłem w damskiej toalecie, więc przeszukałem kosz na śmieci, który stał obok i podtarłem tyłek zużytą podpaską. Ręce szorowałem jakieś 15 minut.

Było warto!
KaskaDupaska Odpowiedz

Odważny jesteś! Ja bym się bała grzebać w damskim koszu, w publicznej toalecie... 😎

Odpowiedzi (1)
Meksyk67 Odpowiedz

Na przyszłość: skarpety, majtki, nawet podkoszulek jeśli masz na sobie kurtkę. Od zużytej podpaski, zwłaszcza takiej już wyleżanej, można złapać infekcję :/

Odpowiedzi (8)
Zobacz więcej komentarzy (18)
Dodaj anonimowe wyznanie