#qGtqx

Każdy kiedyś stracił miłość. Po tym zdaniu pewnie każdy pomyśli "następna historia, gdzie jakiś nastolatek wyżala się, że dziewczyna go rzuciła". Jednak jesteście w błędzie i wyznanie nie będzie o dziewczynie.

Zacznę od roku 1994, kiedy moja mama studiowała i niefortunnie zaszła w ciążę. Studia, pierwszy rok, wiadomo - niełatwo. Jednak pojawiła się moja babcia - kobieta o złotym sercu. Namówiła moją mamę, aby mnie urodziła. Przez okres studiów rodzicielki wychowywała mnie babcia. Dzięki niej nauczyłem się wielu rzeczy. Traktowałem ją jak matkę.
Kiedy zbliżała się matura i miałem problem, zawsze mogłem jej zadawać pytania. Miałem nawet iść z nią na studniówkę, ale powiedziała, że jestem szalony i żebym nigdzie starej kobiety nie zabierał.

Kobieta, której zawdzięczam wszystko, zmarła wczoraj w nocy. Kiedy przyszedłem dzisiaj rano z zakupami do jej domu, znalazłem ją "śpiącą" w łóżku.
Zawsze będę miał przed oczami jej najpiękniejszy na świecie uśmiech.
Hamlet Odpowiedz

Przyjmij kondelencje. Miło, że babcia zostawiła Ci takie wspomnienia.

ciskowski Odpowiedz

Wait a minute, babcia wychowywała cię przez okres studiów twojej mamy, ale to ją traktowałeś jak matkę?
Studia trwają minimum 5 lat. Zakładając, że twoja mama była w ciąży już w trakcie pierwszego roku, to babcia mogła cię wychowywać tylko przez 4 lata. A potem co? Tak po prostu matka gdy już nie musiała się martwić o naukę nie przejęła cię od babci?
Jest tu dużo nieścisłości. A matki współczuję.

Zobacz więcej komentarzy (6)

#1gZKJ

Gdy miałem jakieś 16-17 lat, postanowiłem wziąć się w garść, zrzucić brzuszek i zacząć ćwiczyć. Piękne plany, zacząłem od diety i wiadomo, ćwiczeń. Moim postanowieniem było podciąganie się na drążku. Za każdym razem, kiedy spacerowałem z psem, mijałem pozostałości po huśtawce i na tym starałem się podciągać. Byłem nieugięty i nawet w zimę nie odpuszczałem.

Tak więc pewnego bardzo mroźnego wieczoru podskakuję, chwytam się drążka, robię dwa powtórzenia i... coś jest nie tak. Nagie ręce przymarzły mi do metalowej rury.
Wisiałem tam dobre 15 minut, nie wiedząc co zrobić i śmiejąc się pod nosem z własnej głupoty.

Dziękuję, sąsiedzie, że mnie uratowałeś i pomogłeś się uwolnić, ale dalej domagam się zniszczenia zdjęcia, które wtedy zrobiłeś :D

PS. Dalej jestem gruby.
DioBrando Odpowiedz

Jak jesteś gruby i potrafisz się podciągać, to przynajmniej jesteś silny.

nkp6 Odpowiedz

w sumie uśmiechnęłam się czytając to :)
Dieta to podstawa, ruch także, więc powodzenia w dalszych działaniach ;) no ale polecam wprowadzić do ćwiczeń coś więcej niż podciąganie na drążku.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#mqGqM

Od trzech miesięcy spotykałam się z pewnym mężczyzną. Było miło, przyjemnie, sympatycznie, jakieś tam obietnice, nadzieje... Oboje dość zapracowani, więc spotykaliśmy się jeden do trzech razy w tygodniu. Czasem na całą noc, czasem po prostu, tak o.
Zakochałam się, on twierdził, że też, ale że musi parę spraw poukładać i będzie cacy.

Dzisiaj dostałam wiadomość, że to koniec, że nic z tego nie będzie, że jego żona się dowiedziała... A ja nic o żonie nie wiedziałam, ku#wa mać!
Mało tego, żonka do mnie dzwoniła. Pytała, czy on mi obiecywał coś w stylu, że się z nią rozwiedzie. Odpowiedziałam, że ja nawet nie wiedziałam o jej istnieniu, się zdziwiła biedna.
Przeprosiłam. Powiedziałam, że nic nie wiedziałam. Że gdybym wiedziała, tobym w życiu się z nim nie umówiła.

Kur#a mać... Nawet nie pytajcie, jak się czuję. Bo jak krowa potrącona przez pociąg, to za mało powiedziane.

Nie sądziłam, że jeszcze będę mieć w życiu takie doświadczenie. Jak już przetrawiłam rozwód z powodu zdrady męża i chciałam się z kimś zacząć spotykać, to się okazało, że nieświadomie byłam kochanką :(
Wrath Odpowiedz

No i między innymi dlatego należy unikać sypiania z byle kim.

Odpowiedzi (38)
dnoiwodorosty Odpowiedz

Są kwestie, o które warto zapytać wprost, a nie zostawiać w zawieszeniu. Tacy zdradzacze liczą na to, że pytanie się nie pojawi. A jeśli się pojawi, to zamiast odpowiedzieć wprost - zaczynają kombinować jakby tu odpowiedzieć żeby nie odpowiedzieć xd i trochę zabawnie jest popatrzeć jak się wije.
W jakiś sposób wolę już podejście otwarte: jestem żonaty i szukam romansu na boku. Nie dlatego, że popieram zdradę - tylko dlatego, że przynajmniej wiadomo w co się człowiek ładuje. Doceniam szczerość takiego gościa nawet jeśli nie jestem zainteresowana jego propozycją.
Oszuści to ohydna zgraja, jeśli nie ma hamulców żeby kłamać w jednej sprawie to pewnie w innych też. Sprawdzam od razu i w razie wątpliwości spławiam od ręki, za duże ryzyko.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#4SdvM

Jestem ucieleśnieniem wszystkich żartów o „babie za kierownicą”. Jeżdżę ślimaczym tempem (lepiej tak niż łamać przepisy!), mam wolny refleks, no i nie umiem parkować (ostatnio jacyś chłopcy nagrywali komórkami moje wysiłki na parkingu, więc możliwe, że jestem już memem). Założę się, że znacie takie przypadki jak ja, ale jestem też pewna, że żadna z waszych koleżanek nie może pochwalić się tak szalonym wyczynem, jak potrącenie... samej siebie.

Mnie się to udało. Dzisiaj. Zapomniałam zaciągnąć ręczny hamulec i samochód stoczył się wprost na mnie, gdy tylko otworzyłam bagażnik, aby wyładować zakupy.
karlitoska Odpowiedz

Myślę, że nie każdy powinien prowadzić samochód (nie tylko dla dobra innych, ale i swojego).

Stileto Odpowiedz

"Jeżdżę ślimaczym tempem (lepiej tak niż łamać przepisy!)," to również jest łamanie przepisów.
art. 19 ust. 2 ustawy prawo o ruchu drogowym , zgodnie z którym:

Kierujący pojazdem jest obowiązany:
1) jechać z prędkością nieutrudniającą jazdy innym kierującym;

Stwarzasz niebezpieczeństwo na drodze. Na twoim miejscu wykupiłabym kilka(naście) godzin jazdy na torze z instruktorem bo bez tego spowodujesz w końcu jakiś wypadek. Pamiętaj że nie jesteś sama na drodze...

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#7DNjq

Moja prababcia była wielką zwolenniczką medycyny naturalnej. Kiedy byłam chora, zawsze leczyła mnie domowymi sposobami, do lekarza trafiałam od wielkiego dzwonu, gdy już nic nie pomagało.
I chwała jej za to - dziś jako dorosła osoba również nie jestem zwolennikiem faszerowania się antybiotykami. Jednak jedna z jej kuracji zakończyła się dla mnie przypałem życia.

Otóż będąc już w gimnazjum, zachorowałam na zapalenie ucha. Bolało jak diabli. Nie pomogły żadne gorące okłady i już się wybierałam po skierowanie do laryngologa, gdy prababcia przypomniała sobie o istnieniu takiego doniczkowego kwiatka, który ogólnie śmierdział i był brzydki, ale ponoć ucho wyleczyć miał jak żaden lek.
Babcia znalazła ową roślinkę u którejś sąsiadki i napchała mi do ucha na noc.
Zadziałało! Obudziłam się na poduszce mokrej i śmierdzącej od ropy i innych cieczy, które wylały mi się z ucha, ale ból zniknął jak ręką odjął! Wygrzebałam więc z ucha resztki roślinki i radowałam się powrotem do zdrowia!

Problem pojawił się jakiś rok później. Ucho zaczęło boleć ze zdwojoną siłą, a niestety prababci zmarło się w międzyczasie i nie miałam pojęcia gdzie szukać uzdrawiającego kwiatka.
Musiałam udać się do lekarza i nigdy nie zapomnę miny pani laryngolog, która oznajmiła mi, że w uchu powstała jakaś dziwna narośl, której pochodzenie ciężko jej określić. Trzeba było więc zrobić prześwietlenie - pochodzenie guza nadal nieznane. I w końcu zabieg.

Co się okazało? Guz w moim uchu okazał się być... niezidentyfikowaną tkanką roślinną, która przyrosła do ucha wraz z nowymi warstwami naskórka.
Tak, to musiała być część owych leczniczych liści, której jakimś sposobem nie udało mi się wydostać z ucha.
Oczywiście pytana przez lekarzy stanowczo zaprzeczyłam, abym kiedykolwiek wpychała jakieś rośliny do uszu. Tłumaczyłam, że musiał to być jeden z dowcipów podczas "zielonej nocy" na obozie, na którym nigdy nie byłam.

Babciu, mimo wszystko mi Ciebie brakuje! :)
Dahun2 Odpowiedz

Ta roślina nazywa się Geranium, wiele osób leczy nią ucho. Mi osobiście pomogła wiele razy ale nie powinno się jej pakować do ucha aż do samego środka! Chodzi głównie o jej soki. Można włożyć ale delikatnie tak aby większą część wystawała i dało się wyciągnąć bez problemu. Najlepiej rozgnieść liście aby puściły sok i wtedy delikatnie włożyć.

HellBlazer Odpowiedz

Ale zdajesz sobie sprawę, że "medycyna" tradycyjna nie działa za bardzo?
Mogą to potwierdzić miliony ludzi w historii świata. Niestety przez fakt krytyki współczesnej medycyny nadal jest w top popularności, a liczba jej zwolenników wciąż rośnie - między innymi dlatego, że nie mają zbyt dużej wiedzy (perforacja błony bębenkowej, a nie żaden kwiatek - babcia mogła Cię zabić) i traktują każde zmniejszenie natężenia bólu jako cud owej "medycyny".
Zaznaczę, że niektóre z roślin faktycznie mają w sobie pewne substancje, które mogą pomóc, ale jest to co najwyżej czosnek na przeziębienie, a nie krzaczek z pobliskiego rowu na nieustający ból.
Co do reszty roślin to nie zawierają one czystych materiałów leczniczych przez co są zagrożeniem bez farmakologicznej obróbki (np. jad niektórych węży może leczyć choroby, ale bez farmakologii Cię zabije)

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#U17GL

Powiem prosto z mostu - mój chłopak jest brzydki. Nie jest atrakcyjnym mężczyzną z okładki magazynu o sporcie. Ma trądzik, pociągłą twarz, wystającą szczękę. Jest bardzo chudy, blady. Na bank nie jest to ten typ mężczyzny, o którym kobiety fantazjują przed zaśnięciem. I jaki mam z tym problem? Powiedziałabym, że żaden, ale jednak problem jest i jest nim moja rodzina, której brzydota mojego przyszłego męża przeszkadza. Babcia oraz mama cały czas mają nadzieję, że zerwiemy, że nie dojdzie do ślubu, że nie będzie dzieci.
„Patyczak, placek, kujon w brudnym sweterku!”
„Szczurza twarz!”
„Paszczur jakich mało, zęby jak u konia... nie obrażając konia, oczywiście”.
„Wyjdziesz za takiego i tylko brzydkich dzieci się dorobisz!”

Podobne zjawisko ma miejsce wśród moich koleżanek. Pytają, czy jest bogaty, bo skoro związałam się z takim brzydalem, to musi być bogaty. Uważają, że jestem z nim na pewno dla pieniędzy, ponieważ jest informatykiem („typowym informatykiem”) i matematykiem.

Kiedy przyjeżdżam do rodziców sama, wyśmiewają wygląd chłopaka przy stole, a ja siedzę zakłopotana. Śmiać się? Obrazić? Sama nie wiem.
Czasami słyszę, jak mama narzeka, że znalazłam sobie takiego brzydala i wstyd jej będzie na ślub córki przyjść. Babcia jest załamana wyborem. Rozumiałabym, jeśli byłby niegrzeczny, chamski, ale moja rodzina narzeka wyłącznie na wygląd i czasami na jego nieśmiałość. Nikt nie może zrozumieć, że ja go naprawdę kocham i jest dla mnie wszystkim. I to się liczy, ślub mimo wszystko będzie. I te „brzydkie dzieci” pewnie też.

Żeby było śmieszniej, sama jestem gruba, mam twarz jak księżyc w pełni i nie grzeszę urodą. Nie zależy mi na wyglądzie. Najlepiej czuję się bez makijażu, w dresach. Mam duży dystans do mojej otyłości, nie po drodze mam na siłownię, a najmniejsza chmurka na niebie decyduje o tym, że nie idę biegać. Skąd zatem przekonanie, że powinnam mieć wysportowanego, wyrzeźbionego modela za chłopaka? Oni naprawdę myślą, że ktoś taki spojrzałby na mnie w inny sposób, niż oni patrzą na mojego wybranka?
Expatt Odpowiedz

Twoja rodzina brzmi okropnie toksycznie - bardzo współczuję.

TylkoNaChwilke Odpowiedz

Mamusi przypomniałabym, że jakby większego przystojniaka za męża wzięła to i córka miałaby dość urody na poderwanie modela... w miarę możliwości przypomnialabym o tym, jak tatuś nie słyszy.

A tak serio to zamiast przejmować się rodziną i wstydzić zacznij się im odgryzać. Ewentualnie odpowiadać w stylu „nie przesadzajcie, TylkoNaChwilę to ma paskude! Mały, gruby, z krzywymi nóżkami i 3 włoskami na krzyż!”

Żartuj z tego, dogryzaj, wbijaj szpileczki - rodzinka szybko się odczepi!

Oczywiście nie musisz im mojego prywatnego chłopa opisywać (serio, wyglada jak gremlin... ale przynajmniej ma genialny charakter), to był tylko przykład 😉

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (29)

#sK6KZ

Jadę busem. Duży tłok, więc stoję za przednimi siedzeniami. Nie to, że podglądam, ale chcąc nie chcąc widzę telefon chłopaka siedzącego na siedzeniu przede mną. Pisze SMS-a: „Kochanie, tak bardzo chciałbym być teraz koło Ciebie w łóżku. Gdybym tam był, macałbym Cię”.
Podrapał się po głowie, pokręcił głową i zamienił „macałbym” na „przytulałbym”.
Ot, męska logika.
Dragomir Odpowiedz

Niby to samo, a jakże różny odbiór 😆

Odpowiedzi (1)
ciasteczkowaa12 Odpowiedz

Jak przeczytałaś całą wiadomość to trochę nie do końca "chcąc nie chcąc widzisz" :p

Zobacz więcej komentarzy (2)

#qipk8

Przez prawie trzy lata byłam w toksycznym związku. Zakaz rozmawiania z mężczyznami, zakaz odsłaniania dekoltu, malowania się, ścinania włosów? Okej, przecież tak bardzo go kochałam.

Kłótnie zazwyczaj kończyły się to groźbami, że on się zabije, tak bardzo mu zależy. Wpadał ze skrajności w skrajność, raz byłam dla niego piękna, za chwilę byłam grubą dziwką, która i tak nie znajdzie sobie nikogo innego. Nikt z mojego otoczenia, przyjaciół, czy nawet rodziny mi nie wierzył, gdy próbowałam znaleźć wsparcie. Przecież on jest taki wspaniały, dba o ciebie...

Gdy przypadkiem dowiedziałam się, że on chce mi się oświadczyć, doznałam olśnienia. Tak, dopiero wtedy. Strach przed tak poważną deklaracją zmotywował mnie do działania. Ze studiów zaocznych po kryjomu przeniosłam się na dzienne, bardzo szybko załatwiłam sobie miejsce w uczelnianym akademiku. O zerwaniu poinformowałam go, gdy byłam już zakwaterowana w nowym miejscu. Po prostu uciekłam.

Rodzina odwróciła się ode mnie, on groził i prosił. Na wszystkie sposoby. Byłam nieugięta. Odłożone pieniądze i stypendium socjalne pozwoliły mi na bycie niezależną. W drodze uczelnia-akademik zawsze ktoś mi towarzyszył. Ścięłam te cholerne włosy, stałam się naprawdę szczęśliwa.

Po kilku miesiącach on dał sobie spokój, znalazł inną, młodszą. Pogodziłam się z rodziną, która dalej jednak nie rozumiała, że uciekłam od tak wspaniałego faceta. Przecież mogłabym być już szczęśliwą żoną. Nie miałam już sił słuchać tego, jaka to jestem niewdzięczna. Postanowiłam więc udowodnić im, jak jest naprawdę, gdy on niespodziewanie napisał mi, że żąda, abym oddała mu jego rzeczy zostawione w moim domu.

Zgodziłam się, przyszedł o ustalonej godzinie, a gdy tylko mimochodem zapytałam, czy pasuje mi moja nowa fryzura - wybuchł. Serii wyzwisk nie chcę tu nawet przytaczać. Nie widział tego, że w pokoju obok są moi rodzice, którzy jednocześnie nie byli świadomi jego wizyty - do czasu.
Reakcji ojca chyba nie muszę wam opisywać.

Powiem krótko - w końcu otrzymałam wsparcie i miłość od najbliższych. Zrozumieli, a ja im wybaczyłam.

PS. Z kolegą, który często pełnił funkcję mojego ochroniarza w drodze na uczelnię niedługo będziemy obchodzić naszą piątą rocznicę ślubu.
krejzidejzi Odpowiedz

Strasznie przykre, że rodzice nie wzięli Twojej strony tylko zupełnie dla nich obcego typa.. Fajnie, że znalazłaś w sobie siłę i zakończyłaś znajomość :).

Dragomir Odpowiedz

Trochę jak narcyz-psychopata. Dobra decyzja. Takie typy NIGDY się nie zmieniają.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#afxou

Moja mama odbierając dzisiaj pocztę ze skrzynki znalazła list i w sumie nie byłoby w tym nic dziwnego, oprócz tego, że nadawcą był jej tata.

Kiedy otworzyła kopertę, znalazła w niej okrągłe 500 zł.

Jak się okazało, jej chory na Alzheimera ojciec i mój dziadek, każdemu z czwórki swoich dzieci wysłał 500 zł, bo usłyszał w telewizji, że na każde dziecko należy się 500 zł miesięcznie.
Velasco Odpowiedz

Smutne to jest, że jakieś 20% społeczeństwa myśli że 500+ jest wypłacane z prywatnej kasy kaczora, ew. z kasy pis, zupełnie nie wiedząc, że to jest z podatków.

Odpowiedzi (8)
DeMonica69 Odpowiedz

To troche smutne :( moja mama jak dziadkowie już byli średnio rozumni, to zarzadzala ich emerytura oraz np ich dowód osobisty miała schowany przed nimi :(

Zobacz więcej komentarzy (1)

#buzaN

Jestem szczęśliwą posiadaczką kota syberyjskiego (dla niewtajemniczonych - jest to jedna z tych kilku ogromnych, kudłatych ras kota, z którymi można robić wszystko, a one i tak będą dzielnie to znosić, taki odpowiednik labradora, zresztą właśnie dlatego wykorzystuje się je do terapii m.in. dzieci z autyzmem).

Mój kocurek, ze względu na małą ilość obcych, którzy by zjawiali się w naszych progach, szalenie boi się gości. Po prostu, gdy zjawia się w domu ktoś nowy, on zajmuje jedną ze swoich kryjówek i czeka, aż teren się oczyści.

Pewnego razu tata musiał wezwać informatyka do nagłej awarii komputera. Obok biurka, na którym się znajdował, leżała szafka z wnęką, w której akurat leżał mój kot. Jako że pan wszedł dość niepostrzeżenie, zwierzak nie zdążył uciec, więc siedział nieruchomo, wpatrując się swoimi wielkimi niebieskimi oczami w przybysza. Informatyk grzebie, grzebie, po czym patrzy na szafkę i mówi: "o, jaka ładna maskotka!". W tym momencie kot mrugnął, a pan przerażony odskoczył z krzykiem.

W ten sposób mój kot strollował naszego gościa i pierwszy raz ktoś bał się bardziej od niego :D
Aswq Odpowiedz

Noo kot się boi obcych i na pewno jest idealny jako do terapii ^^. Labrador w nieodpowiednich rękach może być maszyną do zabijania. Oke oke wiem co chciałaś przekazać ale nie stereotypowo proszem.

Odpowiedzi (1)
Harmony Odpowiedz

No to Twój opis kota nieco kłóci się z jego faktycznym charakterem, nie sądzisz? Tym bardziej że niemal każde zwierzę domowe, niezależnie od rasy, może być zarówno miziakiem, jak i bezlitosnym terminatorem, który niszczy wszystko na swojej drodze. Wszystko zależy od charakteru zwierzaka i tego jak my je traktujemy. Czasem w grę wchodzą też jakieś zaburzenia.

Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie