#lVDEz

Mieszkam sobie w zabudowie siedliskowej na przysiółku pod lasem i z racji posiadania ćwierćwyżła sporo czasu spędzam włócząc się po okolicy. 

Jest w tych spacerach coś, o czym wie tylko mój mąż, no i może jeszcze ktoś, jeśli mnie na mej działalności zdybał. Otóż zawsze mam ze sobą jakąś torbę lub plecak i zbieram wszystkie puszki, każde żelastwo i butelki po piwie, jakie po drodze odkryję. Jest tego niestety sporo, gdyż przez nasz las prowadzi szlak na pobliski szczyt z wieżą widokową, a ludzie gorsi jak świnie. 
Po przyniesieniu zdobyczy do domu segreguję je pod względem materiału, z którego są zrobione i składuję w pojemnikach na podwórku. Kiedy już sporo się nazbiera, pakuję w worki i mąż zawozi je do skupu. Wszystkie uzyskane pieniądze odkładam, a kiedy suma jest już konkretniejsza, wydaję absolutnie każdy tak uzyskany grosz na zakup drzewek lub krzewów. Sadzę je na swoim terenie lub rozdaję znajomym z ogrodami. Dzięki temu i u mnie, i dookoła jest jakoś ładniej, przyjemniej i weselej. Zakupiłam już w ten sposób około 50 roślin, które cieszą nie tylko moje oko. Polecam!

PS Najdziwniejszą rzeczą jaką odkryłam w lesie była ogromniasta sofa wrzucona do głębokiego wąwozu, do którego jedynym dojściem było przedzieranie się przez mokradło, jeżyny, pokrzywy i inne cholerstwo, a najbliższe miejsce gdzie można było podjechać czymkolwiek znajdowało się jakieś dwa kilometry dalej. Ludzie, jak wam się chciało?
Awtroil Odpowiedz

Kiedyś w lesie znalazłem wrak jakiejś pralki, albo kuchenki. Stał wciśnięty miedzy drzewami, jakieś 500 m od najbliższej drogi/ścieżki. Pomijając fakt zaśmiecania lasu, zastanawiające jest komu i po jaką cholerę chciało się targać ważącego kilkadziesiąt kilo grata aż tak głęboko w las?

Odpowiedzi (2)
Hvafaen Odpowiedz

Wow, super zachowanie! Prowadzisz zdrowy tryb życia! Dbasz o środowisko i jeszcze to sadzenie drzew! ❤️ Dziękuję, że tak dbasz o planetę.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#81wq0

Moja siostra cioteczna ma córkę, jedynaczkę. Śliczną blondyneczkę z wielkimi niebieskimi oczami. Mała ma 5 lat i wszędzie jej pełno. Jak to mówią, żywe srebro. Bardzo kontaktowa, zawsze uśmiechnięta, ale ma swoje za uszami. Jeśli w okolicy jest jakieś suche drzewo, obok którego lepiej nawet nie stawać, bo się złamie, to ona będzie siedzieć na jego czubku. Nigdy nie była złośliwa, tylko raczej ciekawa. A jej piękne spojrzenie w stylu kota ze Shreka potrafiło ją wybronić nawet z najgorszej opresji. Siostra wielokrotnie mówiła, że za zamkniętymi drzwiami mała zmienia się w małego diabła i jest nie do okiełznania, ale patrzyłam na to przez pryzmat standardowego narzekania matek. Do dnia mojego ślubu.

Ślub był w zeszłym roku w okresie największych upałów. Stoimy w kościele, ceremonia trwa, ze wszystkich spływają stróżki potu. Dzieci jak to zazwyczaj nudziły się i przechadzały/biegały po kościele, ale były cicho, więc niespecjalnie zwracałam na nie uwagę. Aż mój ukochany aniołek wpadł na genialny pomysł. Będzie biegać od drzwi kościoła do ołtarza i z powrotem. Ludzie zaczęli się oglądać, my jako państwo młodzi spadliśmy kompletnie na drugi plan, ja coraz bardziej czerwienieję z upału i ze złości i czekam na jakąkolwiek reakcję rodziców. Ale nic. Więc dziecko, jak to dziecko, przesuwa granicę.

Miałam długi tren i jeszcze dłuższy welon. Więc zaczęła zaglądać pod suknię. Najpierw tylko trochę, potem prawie mi weszła pod spódnicę. Zwróciłam jej uwagę, ale to nic nie dało. Zabrała mój bukiet i zaczęła się nim bawić. Po prostu biegała, oskubując kwiatki (wg matki: chciała być druhenką).

Ale gwóźdź programu dopiero przed nami. W czasie przysięgi, gdy mieliśmy dłonie obwiązane stułą, zaczęła ją po prostu bezceremonialnie szarpać. Ja popłakałam się nie ze wzruszenia, tylko ze złości. Jakiekolwiek upomnienia kompletnie nie zdawały egzaminu. Ze stuły przerzuciła się na welon i wyrwała mi go z włosów, rujnując przy okazji fryzurę.

Mój brat nie wytrzymał i ją wyprowadził z kościoła. Rodzice dziecka wybiegli za nim. Do końca ceremonii słychać było krzyki z dworu. Siostra cioteczna się darła, że to jej sprawa jak wychowuje dziecko, mój brat uspokajał ją, dzieciak oczywiście w bek.

Ja też przepłakałam do końca mszy. Próbowałam się uspokoić, ale nie bardzo mi wyszło. Na zdjęciach z wychodzenia z kościoła widać głównie moją czerwoną zapłakaną twarz, fryzurę jakby piorun strzelił w marchewkę i smutne łodygi, które zostały z pięknych białych róż.

A jeżeli się zastanawiacie, czy matka jakkolwiek przeprosiła, to nie. Zamiast życzeń otrzymałam informację, że na weselu się nie pojawią, bo tłamszę im dziecko. I dobrze. Krzyż na drogę.

W ten sposób mój najpiękniejszy dzień zmienił się w piekło dzięki małemu aniołkowi. Niech szlag trafi wszystkich bezstresowych rodziców.
Ekoniks Odpowiedz

Nie żywe srebro, a niewychowany bachor.

Odpowiedzi (8)
Anderson92 Odpowiedz

Od tego jest druhna czy drużba, żeby takie sytuacje ogarniać. Moim zdaniem to oni dali ciała. Powinni od razu zareagować na dziecko, które rozwala uroczystość, wyprowadzić i dać do zrozumienia rodzicom, że albo nad nim zapanują albo resztę ceremonii spędzają na zewnątrz.
"„My, jako państwo młodzi, spadliśmy kompletnie na drugi plan.” Jesusmaria, toż to prawdziwa tragedia! " - tak, tragedia, nie bez powodu przygotowuje się taką uroczystość długie miesiące, żeby jeden rozwydrzony bachor ją rozwalił. W ostateczności, gdyby nikt inny nie reagował ja jako Pan Młody wstałbym, przerwał uroczystość i z ambony upomniał rodziców tego "nadpobudliwego aniołka", że mają natychmiast ogarnąć zachowanie swojej "pociechy" inaczej ceremonia nie będzie kontynuowana. Swoją drogą ksiądz też dupa, że nie zareagował. Wystarczyło, żeby powiedział, że temu miejscu należy się sacrum i że od małego należy uczyć dziecka właściwego zachowania w kościele, a skoro rodzice nie zrobili tego do tej pory to mogą zacząć od tej chwili, a reszta do tego czasu poczeka.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (18)

#eqTtC

Od dłuższego czasu nie widzę sensu życia. Nie interesuje mnie zakładanie rodziny, nie mam żadnych pasji, celów w życiu ani marzeń. Życie to szkoła, praca, dom, a potem emerytura. Musisz pracować, żeby mieć pieniądze, za które kupujesz produkty niezbędne do życia, opłacasz mieszkanie itd. Na swojej drodze spotykasz ludzi, mniej lub bardziej denerwujących. Ja jestem typem samotnika - aspołecznego introwertyka, a kontakty z innymi wolę ograniczać do minimum. Nie mam jednak barier komunikacyjnych, czasem z grzeczności mogę porozmawiać z nieznajomym, jeżeli mnie zaczepi. Czasem potrafię się nie odzywać do kogoś dość długo, szczególnie jeżeli dzieli nas jakiś dystans, nie mamy szansy spotkać się twarzą w twarz. Bo nie lubię rozmawiać ze znajomymi za pomocą komunikacji pośredniej. Poza tym często wychodzą z tego jakieś niedomówienia. Staram się jednak ograniczać kontakty międzyludzkie do potrzebnego minimum, ponieważ nie odczuwam zbyt dużej potrzeby przebywania w czyimś towarzystwie. I tak mam czasem problemy z oddawaniem emocji, często gdzieś są w środku, ale ich po mnie nie widać. Poza tym potrafię też odpłynąć w świat swoich chaotycznych myśli, albo po prostu się zawiesić.

W towarzystwie nie odzywam się, jeżeli nie widzę takiej potrzeby, szczególnie jeżeli dyskusja jest na poziomie jednego wielkiego dna. Poza tym, jeżeli nie robię żadnych min, a "twarz pozostaje w spoczynku", to wyglądam na smutną, zmęczoną. Stąd też ludzie twierdzą, że jestem nieśmiała, poważna, małomówna. Niektórzy znajomi na siłę poznawali mnie z innymi. Zdarzało się, że rzucali mnie na głęboką wodę, mówiąc, że na spotkaniu będzie tylko jedna osoba, a potem okazywało się, że to impreza z ludźmi, którzy a) mnie irytują b) są mi całkiem obcy lub c) jedno i drugie. Niektórzy także próbowali mnie z kimś zeswatać. Ja nie odczuwam potrzeby tworzenia związku, tym bardziej że po przebywaniu z kimś zbyt długo, ta osoba mnie irytuje - mam jej dość. Tak, z rodzicami jest to samo, stąd też często odburkiwałam im jakieś odpowiedzi, więcej czasu spędzając u siebie w pokoju. Nawet się zastanawiam, co to znaczy kochać i czy ja to potrafię.

Ktoś mi kiedyś powiedział, że mam depresję. Potrafię się cieszyć z życia - światem przyrody, chociaż i nawet on mnie irytuje. Od dziecka mam słomiany zapał do wszystkiego. Myślę sobie, to jest fajne, będzie teraz moim hobby, po czym zostaje i tak porzucone. Nie mam żadnych talentów ani specjalnych umiejętności. Z moją niezdarnością i lekkim roztrzepaniem (i zamyśleniem), często przydarzają mi się żenujące sytuacje lub zdarza mi się coś popsuć. Znajomi się z tego śmieją, a i ja razem z nimi. Udaje mi się poprawić innym humor, pomimo tego, że preferuję bycie odludkiem. Ostatnio jednak oczekują ode mnie zbyt wiele, a ja po prostu nie mam na nic chęci i zastanawiam się, po co się urodziłam.
arizona41 Odpowiedz

Bo życie jest bez sensu. Wszystko co robimy i tak nie ma znaczenia, bo gdy będą nas konsumować robaczki to i tak nie będzie to nas szczególnie obchodzić kim byliśmy i co robiliśmy za życia.

Odpowiedzi (1)
anonimu5 Odpowiedz

Jakbym o sobie czytał! 😯
Też jestem takim odludkiem, który jak znajdzie się w gronie ludzi, to raczej siedzi cicho, a jak już się odezwie, to tylko po to, by inni się pośmiali - niech mnie uważają za zabawnego...
Też mnie irytuje wiele rzeczy, ciężko mi przychodzi okazywanie uczuć i bywa, że się zawieszam i zmyślam. A o różnych gafach to bym mógł pisać książki.
Ale wiesz co? Póki ludzie chcą z Tobą przebywać, znaczy że nie jest z Tobą źle! A to, że czasem czujesz się zmęczona nimi, to tylko klasyczny przejaw bycia introwertykiem 😉

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (16)

#o0A92

Zeszłego lata przepracowałem wakacje w jednym z malowniczych, szkockich miasteczek. Miasteczko to, jak zresztą wiele na wyspach, dotknięte jest plagą śniadych panów, którzy znani są ze swojej miłości do zwierząt (zwłaszcza kóz), pracowitości (w pobieraniu zasiłków) i jeszcze paru innych szlachetnych zajęć, które często się nadają na pierwsze strony gazet, ale z jakiegoś powodu nie tak łatwo się ich doszukać (podobno zarówno dziennikarze, jak i wydawcy nie chcą zostać oskarżeni o rasizm. Dziwne, nie?).
Jednak to miasto nie zatraciło jeszcze swojej dumy i charakteru, o czym miałem szansę się na własne oczy przekonać.

Wracając o godzinie 22 ze swojej zmiany, byłem świadkiem sytuacji, gdzie grupa wyżej opisanych przeze mnie młodych panów (spora grupa, dobre 10-12 osób), zaczęła dosyć agresywnie zaczepiać parę miejscowych dziewczyn, które gdzieś zmierzały przez miasto. Zebrali się wokół nich i zaczęli coś pokrzykiwać. Mówię nieźle po angielsku, ale dla mnie to brzmiało, jakby charczeli i warczeli. Zacząłem delikatnie udawać się w tamtym kierunku, aczkolwiek nie ukrywam, że nie miałem zamiaru wskoczyć na ratunek, niczym rycerz na śnieżnobiałym rumaku, tylko po to, żeby dostać dwie kosy pod żebro i zejść zapomniany na chodniku, z małą wzmianką w pojutrzejszej gazecie (pewnie "agresywny Polak zadźgany w bójce", gdzieś w okolicach ostatniej strony).

Aż tu nagle, w krótkiej chwili wydarzyło się coś absolutnie niebywałego.

Dwójka młodych Szkotów, która paliła sobie przed barem nieopodal, zaczęła krzyczeć w stronę napastników (ciężko to zacytować, bo to jakaś portowa odmiana szkockiego i to chyba nawet nie stało obok angielskiego) coś w rodzaju 'eyy yaar wankers! leave 'is guurrls alone' po czym jeden od razu ruszył w ich stronę (jeden na ponad 10 gości), a drugi wpadł do pubu i krzyknął 'mates, therree some guys outside tryin to rape arrr girls!!' I to, co się wtedy wydarzyło, utknęło mi w pamięci na zawsze.

Z baru wypadła (i wytoczyła się, bo niektórzy, pomimo młodej godziny, wcześnie zaczynali) grupa chyba ze czterdziestu facetów (przedział wiekowy mniej więcej 20-70 lat), z krzesłami, kijami bilardowymi, butelkami, kuflami i czymkolwiek ciężkim, co im wpadło w ręce. Zaraz za nimi wypadło jeszcze kilka kobiet, ale wtedy faceci przystąpili już do pełnej szarży na wroga. Oglądaliście "Braveheart"? Jak Mel Gibson leciał ze swoją bandą rozdupić Anglików? To wyglądało mniej więcej tak samo, tylko inna broń i nie mieli pomalowanych twarzy. Krzyczeli jakieś kompletnie mi obce bluzgi, które brzmiały jakby rzucali klątwy. Ten chłopak sprzed pubu, który jako pierwszy pobiegł w stronę napastników, właśnie upadał przytłoczony przewagą, dalej machając rękami jak szalony i musiał się nieźle zdziwić, gdy nagle przeciwnicy zamiast go kopać, zaczęli spierdzielać gdzie pieprz rośnie. Piękne.
Przynajmniej Odpowiedz

Ale jak ty śmiesz ich oskarżać o takie niegodne rzeczy!!! Oni je chcieli ubogacić kulturowo na pewno, nic złego! Oni biedni uciekają przed wojną, a ty ich podejrzewasz o coś takiego białasie?!

DarkMinion Odpowiedz

Ojejuniu, ja jeszcze pamiętam to wyznanie!

Zobacz więcej komentarzy (6)

#gCa7V

Mieszkam z tatą. Mam 18 lat. Około tydzień temu powiedziałam mu, że mam ochotę na krupnik, na co odpowiedział, że będzie w piątek.
Szczęśliwa przychodzę ze szkoły i co widzę? 0,7 krupnika i karteczkę "Baw się dobrze, zostawiam ci wolną chatę :*".


PS Miałam ochotę na zupę :D
Edyta4444 Odpowiedz

No i spoko... Dobry Tatuś 😂

Odpowiedzi (1)
Selevan1 Odpowiedz

No dobra, to mi się podobało xD

Zobacz więcej komentarzy (4)

#5RDDb

Poligon w połowie listopada. Pierwszy w tym roku przymrozek, szron na trawie. Gdzieś tak 3-4 stopnie na minusie.

Dowódca plutonu podał temat zajęć, omówił wszystkie czynności, itd. Miał przejść do podania "warunków bezpieczeństwa". Zwykle to standard - zakaz celowania do ludzi i sprzętu, zakaz przeładowywania broni bez komendy, rozkładania broni itd. Ale nie tym razem.

"Podaję warunki bezpieczeństwa! Kategorycznie zabraniam dotykania językiem metalowych elementów broni!".

Miło, jak dowódca wierzy w inteligencję swoich żołnierzy...
Sciezka Odpowiedz

W co ma wierzyć, jak ewidentnie doświadczenie nauczyło go inaczej...

Odpowiedzi (1)
Aura90 Odpowiedz

Żołnierz z założenia nie ma być zbyt inteligentny, ważniejsze jest posłuszeństwo i podatność na "tresurę".

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#8qRAE

Opowiem Wam o tym, jak czasem nawet 7-letni, szczęśliwy związek można zniszczyć w ciągu 15 minut.

Z Tomkiem poznałam się na pierwszym roku studiów. Był trzy lata starszy, przystojny, inteligentny, z poczuciem humoru, które doprowadzało mnie do łez. Miły, dobry facet, który dostając awans na kierownika działu, po 6 latach związku zmienił się w chama, prostaka, osobę, z którą ciężko mi było przebywać wśród znajomych z powodu jego ciągłego wywyższania się. Pewnego dnia został zwolniony, a po kilku tygodniach ja awansowałam w pracy i nastąpiło to:

- Kierowniczka. Proszę cię. He, he.
- O co ci chodzi?
- Cieszysz się, jakbyś nie wiadomo co osiągnęła.
- Bo osiągnęłam?! Gdy ty dostałeś awans, otwieraliśmy szampana. W czym mój sukces jest gorszy od twojego?
- Ta. Dadzą ci kilka tysięcy, a ty będziesz się cieszyć jak niepełnosprawna.
- Że co proszę? Nie zagalopowałeś się trochę?
- Prawda jest taka, że gdyby nie ja, nie osiągnęłabyś nic. A teraz jeszcze cieszysz się nie wiadomo z czego. Masz przełożonych debili. Zorientują się, że niepotrzebnie cię wybrali, jak tylko coś spieprzysz.


Po tych słowach już nie wytrzymałam. Wykrzyczałam mu:

- To nie jest moja wina, że cię wylali, więc nie wyżywaj się teraz na mnie, bo sobie nie zasłużyłam! Doskonale wiesz, że na wszystko zapracowałam sama. Nie skończyłeś za mnie studiów, nie nauczyłeś się języków i nie znalazłeś mi pracy! Wszystko zrobiłam sama i nie wydaje mi się, żeby zostanie kierownikiem nie było powodem do radości! Tobie jedyne co mogę przyznać to to, że mnie wspierałeś, ale na pewno to jak wygląda moja kariera zawodowa nie jest twoją zasługą! Teraz jesteś wielce oburzony, że cię wywalili. Bycie kierownikiem nie uprawnia cię do darcia mordy na ludzi i grożenia zwolnieniem, jeśli nie zostaną po godzinach. Jedyne co teraz umiesz robić, to siedzieć na kanapie i żłopać piwsko, zamiast szukać...

Tu mi przerwał. Uderzeniem. Sytuacja skończyła się tak, że z podbitym okiem próbowałam złapać oddech i odsunąć od siebie jego ręce, które ściskały moją szyję. Nigdy nie widziałam w jego oczach tyle nienawiści, a jeszcze pół roku wcześniej te same oczy patrzyły na mnie pełne miłości i czekały, aż powiem „tak”.

Gdy w końcu otrzeźwiał i mnie puścił, wybiegłam z domu. Zrobiłam obdukcję. Tak na wszelki wypadek. Jak się okazuje, nie znam tego człowieka i nie mam pojęcia, do czego jeszcze jest zdolny.
Tego samego dnia pierwszy raz zapłaciłam lekarzowi za wypisanie zwolnienia lekarskiego, bo żadne fluidy, pudry i korektory nie były w stanie zakryć tego siniaka.
Wyprowadziłam się od niego dwa dni po tej sytuacji. W asyście dwóch przyjaciółek.

Reakcja niektórych osób z mojego otoczenia (w tym rodziny)?
„Uderzył cię tylko raz. Nie rób z siebie takiej księżniczki”.
„No a ślub? Przecież już rezerwowaliście salę? Nie szkoda ci kasy?”

Nie szkoda.
Wodazkranu Odpowiedz

Taa, jakby kasa była ważniejsza niż zmarnowane życie. Czytając to w sumie nie ma co się dziwić kobietom, które pozwalają na bicie, jeśli mają taką "pomoc" od otoczenia.

Odpowiedzi (1)
usmiechnietakobieta Odpowiedz

Mój facet uderzył mnie dwa razy, pierwszy i ostatni. Gdy chłopak podniósł raz rękę to możesz być pewna, że zrobiłby to jeszcze raz. Gratulacje Ci odwagi, że mimo takich tekstów rodziny i przyjaciół miałaś siłę zawalczyć o siebie.

Zobacz więcej komentarzy (18)

#ml9Q9

Dziś przyciąłem moje włosy w nosie, usunąłem garść kłaków wyrastających z uszu oraz ogoliłem moje stopy, których poziom zarostu porównywalny jest do tego, którym mogli pochwalić się pieprzeni hobbici. Na koniec wyskubałem sobie kępkę szczeciny łączącej moje dwie, krzaczaste brwi. Spojrzałem z zadowoleniem w lustro. Wyglądałbym pewnie niczym młody bóg, gdybym miał brodę. Ale niestety jej nie mam, bo mi nie rośnie...
Waniliowabeza Odpowiedz

Ja juz kiedys ustaliłam ten "fenomen" z kumplami.... Wlosy migrują

Odpowiedzi (2)
WhiteBaran00 Odpowiedz

Po czym obudziłeś się zmoczony w łóżku? Ziew.

Zobacz więcej komentarzy (8)

#p2MPv

Mieszkam z dziewczyną. Mamy kota i psa o imieniu Benek. Średnio się lubią, kot ciągle dokucza psu. Któregoś razu obudziłem się w nocy i strasznie chciało mi się pić. Poszedłem do kuchni i wzięło mnie na heheszki. Mamy na lodówce notatnik promocyjny. Wziąłem długopis i bardzo nieskładnie i koślawo napisałem na kartce:

Drodzu ludzia, kochaciu kota bardzie niz ja odchodzu żegnajci Benek

Wróciłem do sypialni, obudziłem dziewczynę i mówię jej: "Zszedłem na dół napić się wody i znalazłem przy lodówce kartkę od Benka, on chyba uciekł" i podałem jej kartkę.

Myślałem, że zacznie się śmiać, ale ona w półśnie zaczęła ją czytać, a później wybuchła takim płaczem, jakiego nigdy nie widziałem. Beczała jak dziecko. Osłupiałem i zacząłem ją zapewniać, że to tylko żart. Była ostro wkurzona. Położyliśmy się spać, a ja nie mogłem opanować śmiechu. Udało mi się nie wydawać z siebie żadnego odgłosu, ale znacie to uczucie, gdy próbujecie powstrzymać się od śmiechu? Tak, leżałem obok niej i trząsłem się próbując się powstrzymać, a ze mną całe łóżko, przez jakieś pół godziny...
Dragomir Odpowiedz

Doprowadzić dziewczynę do łez (obojętnie z jakiego powodu) a potem się z tego śmiać...super jesteś.

Odpowiedzi (3)
jakasnazwaniewiem Odpowiedz

Chłop co memem dziewczynę strollował XD

Zobacz więcej komentarzy (9)

#Sr390

Dawno, dawno temu, mojemu dziadkowi dość mocno spadło ciśnienie. Wezwano pogotowie, ale okazało się, że lekarz nie może podać dziadkowi leków na podwyższenie ciśnienia, bo razem z innymi lekami, które dziadek brał, mogłoby to go zabić.
Chwila konsternacji, po czym lekarz mówi:
- To ja już się będę zbierał, i tak panu nie pomogę, a pewnie są jakieś pilniejsze przypadki.
Oczywiście blefował, ale dziadek tak się tym zdenerwował, że ciśnienie się mu podniosło i wróciło do normy.

Tak że tego, kiedy coś wydaje się głupie, ale działa, to nie jest głupie, czy jak to tam szło :D
Vemonis Odpowiedz

W sądzie raczej by się z tego nie wybronił.

Odpowiedzi (1)
Agatulka Odpowiedz

Ej to nie fair znam to

Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie