#i8p5S
I żałuję swojej decyzji.
Po kilku miesiącach kraj nie wydaje tak wspaniały, jak go widzą turyści.
W rzeczywistości to kraj rasistów i ksenofobów. Drogi jak cholera i niezła pensja schodzi w większości na malutkie mieszkanie, jedzenie i niewielkie "turystyczne" podróże. I nie mam pojęcia jak lokalsi mogą utrzymać siebie i rodzinę za takie pieniądze.
Poza tym, niewiele osób mówi w jakimkolwiek języku obcym. W pracy również porozumiewają się ze sobą tylko w swoim języku, więc nawet nie ma jak się włączyć do dyskusji.
Integracja jest utrudniona i nie ma tu zbyt wielu obcokrajowców. A wśród tych kilku Polaków, którzy tu również mieszkają, nie znaleźliśmy wspólnego języka.
Nienawidzę swojej decyzji. Teraz intensywnie czegoś szukam, aby tylko wyjechać z tego miejsca.
Znajomi i rodzina uważają mnie za szczęściarza i mi zazdroszczą. A kiedy wspominam o minusach to nikt nie bierze mnie na poważnie albo stwierdzają, że grubo przesadzam.
A ten kraj to?
Jakoś bardzo obstawiam Chiny. Chociaż Korea Południowa także by się wpisywała w pewnym stopniu w ten schemat.
Korea Południowa odpowiada dosłownie wszystkiemu z wyżej wymienionych argumentów :P
Też pomyślałam o Korei Południowej :)
W Korei raczej mówią po angielsku, ja bym powiedziała Chiny albo Tajwan.
Rasisci, małe mieszkania, nie mówią po angielsku - obstawiam Japonie
W Korei mówią po angielsku? :D Poza Seulem bardzo trudno spotkać kogoś mówiącego po angielsku, nawet w centrum informacji turystycznej. Angielskiego uczą się tylko młodzi, ale co z tego, skoro ich system nauczania angielskiego opiera się na wkuwaniu i testach, a nie na faktycznym szlifowaniu języka podczas rozmowy.
Małe mieszkanie ma ocenić gdzie kto mieszka? Ktoś na zarobkach przecież nie wynajmnie domu. Japonia jest otwarta, zawsze będzie granica między białymi, a japończykami, ale nie uważają cię za gorszego, tylko innego. Poza tym w japonii znają angielski dobrze.
Śląsk
Powiedziałabym że Japonia, mało ludzi zna angielski z tego co wiem i raczej nie są przyzwyczajeni do obcokrajowców.
Nie powiedziałabym, ze Japonia. Tam własnie angielskiego uczą w szkołach. Stawian na Chiny(przeażnie słabe wykształcenie), lub Korea gdzie jeszcze średnio wdrożyli sie w angielski i raczej ludzie za drugi język uwazają chiński
Niestety, często się tak zdarza, że media oraz ludzie pokazują kraj, miejsce z tej lepszej strony, która w rzeczywistości występuje w niewielkim stopniu. A potem ludzie myślą, że to ,,czysty raj". Nie twierdzę od razu, że zawsze tak jest, ale ludzie, którzy nigdy nie byli na danym obszarze nie powinni od razu mówić, jakie tam ,,piękne" życie.
Rasizm nie jest wybaczalny, ale reszta? Sporo podróżuję w innych celach niż turystyczne i nigdy nikt nie zmienia języka rozmowy na angielski, żebym zrozumiała co do siebie mówią. Poza tym w Polsce jest tak samo - Polakom łatwiej się wysłowić po polsku, nikt nie gada po angielsku, chyba, że chce coś powiedzieć do obcokrajowca. Jasne, jak obcokrajowiec sam zagadnie to mało kto go ignoruje, ale nikt specjalnie się nie płaszczy przed takimi ludźmi. Niestety, trzeba się uczyć języków krajów, do których się jedzie. Co do pensji to też trzeba było wcześniej sprawdzić ceny, a nie teraz jojczyć. To jakby się rzucić na pracę za 1000 euro w Niemczech, a potem ogarnąć, że tyle to kosztuje sam wynajem mieszkania :D
Trochę jak z tym "amerykańskim snem" - ludzie wyjeżdżali tam żeby stać się "kimś", a wracali z niczym...
Sam mam ciotkę, która pojechała na fali, a teraz sprząta tam w domach nowobogackich i planuje powrót.
Zintegruj się z Gonciarzem
Czemu nie powiedziałeś jaki to kraj? Stałbyś się mniej anonimowy?
Będąc młodszy (na początku mojej kariery zawodowej) też myślałem, że fajnie byłoby gdzieś wyjechać, zebrać doświadczenie, poznać nowych ludzi. Na szczęście (tak mi się wydaje) nie podjąłem takiej decyzji. Dlaczego na szczęście? Po jakimś czasie zacząłem dość często i na długo jeździć w delegacje zagraniczne. Z miejsc w których byłem wystarczająco długo, aby stwierdzić jak wygląda 'prawdziwe' życie to Nowy Jork, Dublin i Tokio. I wiecie co? Mimo, że to niby kraje rozwinięte, ja wcale tego tak nie postrzegałem. W USA i Irlandii bezdomnych i meneli więcej jak u nas na Centralnym. Syf na ulicach, wszędzie śmieci. Lludzie może i trochę bardziej otwarci jak u nas, ale tylko do 'small talków'. żeby z kimś się lepiej zakumplować to już był problem. W Japonii natomiast angielskiego to prawie nikt nie zna, drogo, wszystko małe, ale mimo tego przytłaczające. I wiecie co? Po 4 latach latania po świecie (jeszcze dużo innych miejsc niż wymienione, ale jednak na krócej) stwierdzam, że Polska może ma swoje przywary, ale za nic nie chciałbym mieszkać gdzieś indziej.
Korea Południowa?
A ja chciałam tam wyjechać.
@MadiKim myslmy o japoni, bo tez chce do korei poludniowej :(
@MadiKim myslmy o japoni, bo tez chce do korei poludniowej :(
Hej spoko! Doświadczenie Ci się przyda i do końca życia będziesz miał się czym chwalić ;) Ja też wytrzymałam tylko rok w Koreii. Docenia się Europę, co? :)
Kilka miesięcy to wystarczający czas żeby opanować choćby najprostsze konstrukcje w języku obcym, zwłaszcza jeśli ma się z nim do czynienia na co dzień. Skoro sam się nie integrujesz to nie dziw się że nikt nie traktuje cię jak specjalny płatek śniegu. Jesteś emigrantem który nic nie daje od siebie krajowi który jest jego gospodarzem i jeszcze masz czelność narzekać?
Trochę się zgadzam. Nie będą się uczyć angielskiego dla niego.
Tyle że w celu nauki języka trzeba mieć jakieś minimalne podstawy.
Co z tego, że 10 razy dziennie będzie słyszał jakieś zdanie, skoro nie będzie miał możliwości nawet domyślenia się, co ono oznacza?
Niestety, to tak łatwo nie działa.
Ale przecież nikt nie mówi, że języka się uczy wyłącznie poprzez słyszenie go na ulicy! Zgadzam się w całej rozciągłości, że autor powinien się tego języka już nauczyć.