#jAB5J

W moim rodzinnym domu nigdy się nie przelewało. Na rodzinę zarabiał tylko tata, mama zajmowała się dziećmi w domu. Tło wszystkich moich wspomnień z dzieciństwa to ciągłe liczenie pieniędzy i gryzienie się z każdym wydatkiem. Chociaż nie mieliśmy w domu żadnego alkoholika, nie byliśmy zadłużeni, nie wydawaliśmy pieniędzy na leczenie jakiegoś ciężko chorego członka rodziny, wiecznie brakowało kasy - a to trzeba było decydować, kto w tym miesiącu dostanie buty, bo na więcej niż jedną parę nie stać nas było, a to losowanie, kto dostanie nową kurtkę na zimę, o wyjeździe wakacyjnym, wycieczce szkolnej czy choćby wyjściu do kina można było tylko pomarzyć.

Nie zrozumcie mnie źle - rodzice niejednokrotnie sami rezygnowali ze swoich potrzeb, żeby starczyło nam, dzieciom. Mamę z dzieciństwa pamiętam jako tę wiecznie zaniedbaną, kiedy inne matki były umalowane i ładnie ubrane, ojca z kolei wiecznie nieobecnego, w pracy lub na "fuchach", żeby dorobić na boku, kilkanaście lat w tych samych ubraniach, które cerowała po nocach matka. Przyznaję, że ładowali pieniądze w naszą edukację, poświęcali się dla nas i kiedy tylko było ich stać, rozpieszczali. Doceniam to wszystko i jestem cholernie wdzięczna za wszystko, co dla mnie zrobili, ale...
...poznałam rodzinę męża. U niego rodzice pracowali wprawdzie oboje, ale żadne z nich nie było fachowcem, jak mój ojciec, więc ich pensje w połączeniu dawały mniej więcej tyle samo, co zarobki mojego taty. Sytuacja niemal identyczna - tyle samo dzieci w podobnych latach, "zakładowe" mieszkanie, próba usamodzielnienia się i wyjścia "na swoje". Różnice są jednak kolosalne.

Teściowie zawsze mieli odłożone pieniądze. Niewiele, ale po trochę zbierali, odkładali, ile się tylko dało. Postawili swój dom - zajęło im to lata, bo brakowało funduszy, ale ostatecznie się udało. Teraz, kiedy zbliżają się do emerytury, kontrast jest jeszcze wyraźniejszy - oni zadbani, spokojni o przyszłość, pogodnie nastawieni, z kolei moi rodzice nadal wiecznie od wypłaty do wypłaty, chociaż zarobki znacząco poszły w górę, a dzieci dawno zeszły z utrzymania. Kiedy mój mąż dostał "na usamodzielnienie się" od rodziców sporą ilość gotówki, którą odkładali dla niego przez lata, ja nadal po cichu dokładam rodzicom do rachunków z mojej pensji, kupuję rzeczy i sprzęty do domu, pożyczam na wieczne nieoddanie, kiedy potrzeba. Szanuję i kocham moich rodziców, ale nie rozumiem, gdzie uciekły te wszystkie pieniądze, kiedy inni ludzie w praktycznie identycznej sytuacji wyszli na swoje. Żadne z nich nie ma ukrytego nałogu, nie wtopili z żadnym kredytem w obcej walucie, nie spłacali długów rodziny, ojciec nie ma na boku drugiej rodziny. Mimo to nie mają na starość żadnych oszczędności ani żadnego majątku, co cholernie mnie smuci. Nie wiem - może to niekonsekwencja w wydatkach? Może brak kontroli? Nie rozumiem tego.
XX2411 Odpowiedz

Może jednak nie wiesz wszystkiego o swoich rodzicach?

Straightoheaven

Tez tak myslę. Zapewne jest coś, czym nie chcą martwić dzieci.

Igraszka

Pomyślałam, że jednak o teściach nie wie wszystkiego

jsuyu66545 Odpowiedz

rodzinę teściów znasz z teraz, nie jesteś w stanie prześledzić ich zarobków w kolejnych latach jak pracowali, a mogli zarabiać znacznie więcej niż teraz.

tewu Odpowiedz

Może wyższy czynsz? Albo opłaty za gaz, prąd itp?

Kotkot Odpowiedz

Szczerze czegoś chyba nie wiesz o treściach. Jak oboje zarabiali mało i mieli duzo dzieci... to nie wiem ile by musieli odkładać, żeby wybudować dom. Ciężko mi to sobie wyobrazić. Przyjmując, że tani dom na wsi można wybudować za 100k a odkladaliby na niego 20 lat... to dalej to 5 tysięcy odkładania rocznie. A z tego co piszesz to jeszcze dzieciom dawali pieniądze na start i tak dalej.

Igraszka

Mogli mieć też dojście do materiałów budowlanych za bezcen, albo za przysługę. Zbierali i powoli stawiali. Znam ludzi, którzy sami wytwarzali cegły na swój dom. Zresztą nie każdy jest w stanie samodzielnie postawić dom.

jsuyu66545 Odpowiedz

a może po prostu rodzice twoich teściów coś im zostawili w spadku, tak jak teraz oni synowu

Rroszla Odpowiedz

Tutach chodzi o problem z gospodarowaniem pieniędzy. Np. moja teściowa uwielbia chodzić do żabki pod blokiem, gdzie za taki sam produkt (firma, gramatura) zapłaci dwa razy więcej niz w biedronce dwie ulice dalej 🤷🏼‍♀️

BellaIza Odpowiedz

Prąd, woda, kanaliza, gaz, podatek, czynsz, spadek, sprzedaż czegoś dużego...
Ty chyba mało wiesz o życiu, skoro z taką łatwością porównujesz dwie rodziny.

majer Odpowiedz

Może wyjścia taty na fuchy, nie były wyjściami na fuchy?

nata Odpowiedz

Niektórzy po prostu nie potrafią gospodarować pieniędzmi. Zawsze będę podziwiać moją mamę za to, ze mimo samotnego macierzynstwa nigdy nie zylismy od 1 do 1 i był (jest) zapasowy hajs na nieprzewidziane wydatki.

Halusia Odpowiedz

Jak ja to dobrze znam...
Ja i mój mąż mamy dokładnie takie same dochody, jak moi rodzice. Różnica jest tylko jedna - my płacimy odstępne za wynajem mieszkania, a oni mają własnościowe.
My żyjemy jak pączki w maśle, a im ciągle brakuje. Nie ogarniam tego.

Zobacz więcej komentarzy (14)
Dodaj anonimowe wyznanie