#kqkSd

Od 7 lat jestem w stałej relacji z człowiekiem, który idzie ze mną przez życie. Mieszkamy razem, sypiamy, kochamy się ponad wszystko, jednak nie jesteśmy narzeczeństwem.
Zdarza mi się dostawać dowody zdrady ze strony tego mężczyzny, tak samo on otrzymuje dowody mojej zdrady. Mamy pojedynczych wspólnych znajomych, bo zazwyczaj moje koleżanki uważają go za ch*ja, a jego koledzy mnie - za dz*wkę.

Nie mamy ochoty każdemu z osobna tłumaczyć, że między nami nigdy do żadnej zdrady nie doszło.

Poznaliśmy się na imprezie pomaturalnej u wspólnej koleżanki. Od razu zaczęliśmy wymieniać wiadomości. Żadne z nas nie miało nikogo na stałe, oboje preferowaliśmy relacje "na jedną noc" (oczywiście bezpieczne i nie bez wcześniejszej dłuższej interakcji z drugą osobą - kilka tygodni znajomości wystarczy). Szybko się do siebie zbliżyliśmy, jednak nie ciągnęło nas do seksu ze sobą. Po trzech latach okazało się, że oboje jesteśmy w sobie zakochani - mimo setek kilometrów, które nas podzieliły i dalszego ciągnięcia znajomości na jedną noc.

Mieliśmy po 21 lat, gdy rzucił studia i przeprowadził się do miasta, w którym studiowałam ja. Zamieszkaliśmy razem, zapatrzeni w siebie i niesamowicie szczęśliwi. On dostał się na inny kierunek, który równie bardzo go zainteresował i pozwolił nam na wspólne życie.

Sęk w tym, że żadne z nas nie chce być w związku - a na pewno nie w takim, jaki sobie wyobraża większość ludzi. Kochamy się i jesteśmy sobie oddani, mamy dobry kontakt i życie łóżkowe na bardzo dobrym poziomie, jednak nie zrezygnowaliśmy z poprzedniego trybu życia. Lubimy wyjść razem na imprezę i wpaść do sąsiednich pokoi hotelowych - każde z kimś innym. Nie zdradzamy się - w związku nie jesteśmy. Zaakceptowaliśmy fakt, że inni ludzie podobają nam się przez chwilę, a my sobie - cały czas.
Każdej osobie, z którą zaczynamy "świrować", od razu mówimy, że mogą liczyć tylko i wyłącznie na przygodny seks. Rzadko śpimy z tą samą osobą dwa razy. Średnio co 3 miesiące "skaczemy w bok".

Umowa jest prosta - uczuciem darzymy tylko siebie nawzajem i nie zapraszamy kochanków do wspólnego mieszkania.

Rodzina dalej nie potrafi pogodzić się z tym, że za niego nie wyjdę, bo oboje nie widzimy sensu w nadawaniu relacjom tytułu. Moje koleżanki i jego koledzy nie umieją pojąć, jak można "być z kimś" i "zdradzać go na prawo i lewo".

Po studiach przeprowadziliśmy się do stolicy i od tamtej pory tryb naszego życia się nie zmienia.

Dlaczego mamy podporządkować się normom społecznym, skoro żadnemu z nas to nie pasuje i oboje byśmy się udusili w typowo definiowanym związku?

Może nie do końca anonimowe, aczkolwiek zaczynają mnie drażnić usilne próby upchnięcia mnie i mojego ukochanego w ramy czegoś, co definitywnie nas nie pomieści.
PrzezSamoH Odpowiedz

Po co rozmawiasz o tak intymnych sprawach z koleżankami, kolegami? To wasza sprawa, jak wygląda ta relacja. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie oceniał, namawiał do zmiany.

Asasynka

A może to właśnie te koleżanki i koledzy podrzucają im te "dowody" zdrady? :P niekoniecznie od razu ona/on muszą z nimi o tym rozmawiac.

PrzezSamoH

Są dwie opcje w takim przypadku. Albo jasno powiedzieć znajomym, że nie są parą i mogą robić, co chcą - nikt nie będzie wtrącał im się w tą relację. Albo nie szukać sobie partnera do seksu przy znajomych. Mnóstwo par, małżeństw bawi się w swingowanie, cucold, czy inne rzeczy, o których pewnie nawet nie słyszałam, ale nie obnoszą się z tym, więc mają spokój. To sprawy intymne, po co dawać innym powód do omawiania ich publicznie.

Asasynka

Można tak spekulować w nieskończoność :P uważam, że nikt nie powinien się nikomu w życie wtrącać a druga strona nie ma obowiązku się nikomu tłumaczyć ze swojego sposobu bycia. Nie wiemy, czy autorka i jej hmmm... partner (?) przedstawili im swój stosunek do siebie. Ale skoro rodzina wie, ze ślubu z tego nie będzie, to raczej jasno postawili sprawę, że teoretycznie nie jest to zwiazek. Jakby nie było, nikt nie ma prawa gdybać, wtrącać się i narzucać komuś, jak ma zyc.

ProstowOczy

tak samo można się zastanawiać, po co o takim czymś pisać wyznanie. Są w otwartym związku (jakich wiele), oboje to akceptują, jest ok i nikogo nie ranią. Więc po co o tym pisać obcym ludziom? Może z takiego samego powodu, jak mówią znajomym - pewnie ich to rajcuje, że inni wiedzą i że mogą ich uznawać za takich "wyzwolonych" i wspaniałych (bo każdy, kto jest w monogamicznym związku i nie zdradza się, to pewnie ograniczony jest).

Marian6660 Odpowiedz

To co właśnie przeczytałem to definicja otwartego związku.
Co w tym wyjątkowego?

Sara1234567 Odpowiedz

Zacznijcie mówić, że jesteście swingersami. Zrobicie furorę.

raindancemaggie

Bardziej żyją w otwartym związku niż są swingersami...

Lalaith123

Raindancemaggie racja. Swingowa nie to nie to samo co pisze autorka. Natomiast w żadnym wypadku nie powinno się o tym mówić innym. To jest prywatną sprawa każdej osoby. My z mężem swingujemy, ale absolutnie nawet najlepsza przyjaciółka nie wie. To nie są informacje dla innych. Co do autorki, żeby uniknąć kłopotów polecam chodzić do clubów dostosowanych do waszych zainteresowań. Całkowicie anonimowo i brak ryzyka, że ktoś znajomy będzie komentował. W Wawie jest kilka fajnych😉

KnizeVegeta

W sumie jedno i drugie jest chore i nienormalne.

Iamcunt

@KnizeVegeta chore i nienormalne jest jak ktoś się z czymś"odmiennym" obnosi i każe wszystkim się dostosować. Każdy ma własne życie i zajmijmy się wszyscy swoim.

AmziToIzma Odpowiedz

Zgadzam się z niektórymi użytkownikami, po co mówić o tym znajomym? Po co się tłumaczyć z tego, jak działa Wasz "związek" (wg mnie to jest pewien rodzaj związku, mimo wszystko)? To Wy go tworzycie na własnych zasadach i jeśli oboje patrzycie na to w ten sam sposób, to w czym problem? Oboje zgodziliście się na taki układ, żyjecie ze sobą, darzycie się uczuciem i przy okazji macie otwartą drogę do skoków w bok, to Wasza decyzja. Ja bym tak nie potrafiła, pewnie większość ludzi nie byłaby zadowolona z takiego "związku", ale skoro Wam obojgu to odpowiada, to róbta co chceta. Nie widzę sensu w tłumaczeniu się z tego innym osobom, nie macie takiego obowiązku. Ja nie opowiadam innym o tym, co robię lub nie robię ze swoim chłopakiem i nie tłumaczę się z niczego. Jeśli ktoś przyłapałby Ciebie lub Twojego "partnera" na niby-zdradzie, można zwyczajnie odpowiedzieć, że macie taki układ i temat zakończyć, bez tłumaczenia, a gdyby ktoś ciągnął dalej, wdawał się w jakieś umoralnianie, to odpowiedzieć, że to Wasza sprawa i nie życzysz sobie, by ktoś wściubiał nos w Wasze życie, tak jak Wy tego nie robicie.

jsuyu66545 Odpowiedz

to tak samo jak z parami które postanawiają żyć bez ślubu i bardzo często jest tak że któreś z nich poznaje kogoś dla kogo całkowicie zmienia zdanie i dąży do ślubu

MothInFire

Nie widzę nic złego w wyrażeniu swojej opinii, gdy ktoś otwarcie mówi o tym, sam porusza temat oraz gdy nie oznacza to wchodzenia komuś do życia z butami. Bez oceny moralnej czy oceniania osoby. Nie obchodzi mnie czy ktoś uprawia seks codziennie czy czeka do ślubu kilka lat. Jednak jeśli pochwali się tym faktem to nie widzę nic dziwnego w wyrażeniu swojej opinii co do stanowiska np. Ja wolałabym nie czekać bo może okazać się, że partner całkowicie do mnie nie pasuje, a to ważny element związku.

MothInFire

Czym innym jest komentowanie elementów życia danej osoby, o której ona nie próbuje rozmawiać.

BlackMirror Odpowiedz

A ja nie rozumiem co komu do tego i po co opowiadać co was łączy i wdawać się w takie szczegóły.

aceofspades Odpowiedz

Ale wiesz, że możcie być w związku, a nawet małżeństwem i wciąż to co robicie nie będzie zdradą? Zdrada jest, gdy robi się to za plecami i bez zgody partnera. Gdy się kogoś oszukuje. Jeśli wszyscy się na taki układ zgadzają, to nie ma w tym nic złego.
Jedynie rozbawiła mnie trochę wasza umowa, że uczuciem darzycie tylko siebie, bo niestety ale uczucia nie są zależne od nas i nie można sobie tego tak po prostu ustalić ;) mimo wszystko powodzenia i olejcie ludzi, którzy widzą w tym problem.

Rest2

@aceofspades można, nawet gdyby pojawiła się jakaś bardzo wczesna fascynacja kimś innym można ją po prostu od razu uciąć i tyle. Wiedzą co i kto jest jest dla nich najważniejsze, więc mogą zwyczajnie nie pozwolić by coś stanęło temu na drodze. Głęboka miłość nie pojawia się w minutę. Budowanie jej trwa więc jeśli ustalili budują to tylko ze sobą to może zadziałać. Oczywiście tylko jeśli faktycznie będą wobec siebie w pełni szczerzy i naprawdę się kochają.

aceofspades

Oczywiście, że miłość nie przychodzi od razu, ale dla mnie uczucia to również zakochanie, zauroczenie, co może właściwie przydarzyć się nagle i każdemu, bez względu na staż związku i tego jak bardzo kocha się partnera.

hareykelvin96 Odpowiedz

Według mnie, to nie brak związku, tylko związek otwarty.

Beneszq Odpowiedz

No fajnie, ale ja mam to gdzieś co robisz. Z boku wygląda to tak, że jesteście parą i się wzajemnie zdradzacie. Nie ma się co dziwić innym, że tak uważają. Też tak uważam.

IrisvonEverec Odpowiedz

Ja powiem tak: sama nie potrafiłabym żyć w takiej relacji, jak Wy, jednak nie widzę w tym niczego złego, skoro Wy dobrze się z tym czujecie. Nic, tylko szczęścia życzyć. 😀

Zobacz więcej komentarzy (22)
Dodaj anonimowe wyznanie