#lsM4O
Do tej pory nie wiem co się ze mną stało na ostatnim roku studiów. Z dnia na dzień stałam się markotna, aż pewnego dnia obudziłam się i byłam otępiała - ani nie mogłam wstać z łóżka, ani spotkać ze znajomymi, ani pisać pracy mgr. Być może zwoje w mózgu mi się przepaliły, być może sobie wmówiłam, że nie dam rady. Z pogodnej dziewczyny stałam się zombie.
Starałam się mimo to dawać radę, ale nie wszystko mi się udało. Kiedy we wrześniu okazało się, że moje opus magnum nie zostanie obronione, rodzina wpadła w szał. Ja mimo wszystko na spokojnie starałam się im wytłumaczyć, że to nie koniec świata. Miałam plan, żeby iść na płatny staż do instytucji zgodnej z moimi studiami. Zarabiałabym niewiele, bo ledwo 700 zł na rękę, ale tylko przez 3 miesiące. Potem, jeżeli mnie przyjmą, dostanę tyle, że będzie mnie stać na samodzielność, a jeżeli to nie wypali, to poszukam czegoś innego. Prosiłam ich tylko o 3 miesiące niedużej pomocy finansowej, żeby spełnić swoje (i ich marzenia). Odmówili.
Nie chciałam dać za wygraną. Żeby ograniczyć koszty, poprosiłam chłopaka o wspólne mieszkanie na te 3 miesiące stażu. Odmówił. Uznał, że rok związku to za krótko na takie decyzje i przedwczesne wspólne mieszkanie nas zniszczy. I zniszczyło. Byłam w czarnej dupie, a on mi nie pomógł. Rzuciłam go.
Idea kariery w instytucje padła. Zatrudniłam się w jakimś call center, bo tylko taka praca była "na już". W moim życiu miałam różne prace, ale ta była najgorsza. Wieczorami pisałam pracę, w weekendy latałam do laboratorium robić badania do części eksperymentalnej. W Wigilię zostałam zbesztana za to, że mam prace poniżej moich kwalifikacji, a moja siostra złapała się na kolejny świetny bezpłatny staż. Ich logika mnie załamała.
Obroniłam się z wyróżnieniem, a potem upiłam - głównie z żalu. Musiałam się wygadać. Pierwszy numer pod jaki zadzwoniłam - Laura. Australijka, kumpela, którą poznałam na Erasmusie. Wypłakałam jej wszystko, jedną z rzeczy, którą mi powiedziała było "nie martw się i przyjedź, pomogę ci". I tak też zrobiłam. To była najlepsza decyzja mojego życia. Rodzina i chłopak się na mnie wypięli, ale osoba, z którą łączyło mnie jedynie studenckie życie, wycieczki i parę prac w grupie pomogła mi w najgorszym momencie. W końcu odbiłam się od dna i jestem jej dozgonnie wdzięczna. :)
Zachowanie rodziców porażka...
Miałaś dobry plan! No, ale widać nie mają dla Ciebie tyle zrozumienia co dla twojej siostry.
Facet też nie stanął na wysokości zadania. Rok czasu to dla jednych dużo, dla innych mało - wiadomo, ale ty chciałaś u niego tylko przeczekać ten ciężki czas. Mógłby Cię przygarnąć chcoiaz jakoś przyjaciel.
Fajnie ze nie poddalas się !
Brawa tez dla Laury :)
Ty nie masz rodziców.
To potwory
Nie jestem zwolenniczką zamieszkiwania ze sobą po tak krótkim czasie związku, ale to jednak była sytuacja podbramkowa i z założenia tymczasowa, więc chłopak zachował się bardzo nie w porządku.
To wszystko zależy od ludzi. Jeśli ktoś ma być ze sobą to będzie. Bez względu na wszystko. Ja z moim lubym zamieszkałam po 3 miesiącach(!), sytuacja nas do tego zmusiła. Stwierdziliśmy, że spróbujemy. I jeśli jeszcze raz miałabym podjąć decyzję, zrobiłabym to samo.
Dokładnie , to zależy od ludzi . Ja zamieszałam z chłopakiem po dwóch miesiącach i nie żałuję bo to tylko nas wzmocniło ! A ten chłopak zachował się nie w porządku wobec niej bo to była przecież sytuacja podbramkowa.
@Jillka
Jestem w identycznej sytuacji :D
Zamieszkaliśmy razem po 3 miesiącach związku, 8 tygodni po moich osiemnastych urodzinach. Nadal uważam, że to była najlepsza decyzja mojego życia.
W wieku 18 lat to już trochę patola xD
Powtórzę po innych, ale to zależy od ludzi. Mieszkam za granicą i mieszkałam z moim narzeczonym jeszcze zanim byliśmy razem. Co prawda w innych pokojach, ale jednak. Razem w pokoju zamieszkaliśmy po miesiącu związku, w tym 3 tygodnie na odległość ( bo byłam w Polsce). I szczerze? Gdybym miała decydować jeszcze raz, zrobiłabym to samo. Uważam, że dzięki temu poznaliśmy się dużo lepiej niz gdybyśmy mieszkali osobno.
Wow, Twoi rodzice serio mają zachwiane priorytety. Jednej córce pozwalają się objąć, a drugiej nie pomogą mimo, że ma plan.
Co do wspólnego mieszkania to facet faktycznie zachował się jak swinia. Rok to dużo (choć nie dla wszystkich) i myślę że gdyby chciał to tymczasowo mógłby się "przemeczyc" w takiej sytuacji, bo widać ze byłaś w fatalnej sytuacji.
Ciesze się ze odbiłas się od dna i znalazłaś pomocna dłoń :)
takie zakończenia lubię ;) gratuluję Autorko i życzę dalszego powodzenia :-)
Chcialabym w zyciu spotkac kogos takiegi jak ta studentka. Masz wielkie szczęście i go pilnuj.
Ale mimo to się nie poddałaś! tak trzymaj autorko! :3
Eh, bezsensu zachowanie Twoich rodziców.
Opóźnienie w pracy mgr to nie jest dramat, poza tym miałaś plan i to całkiem sensowny.
O ile to pierwsze emocjonalne zachowanie rodziców da się wytłumaczyć jakoś - bo byłaś ich idealnym dzieckiem i pokładali w tobie wielkie nadzieje, to późniejsze besztanie i brak zrozumienia są dla mnie nie do pomyślenia.
Fajnie, że wytrzymałas i nie poddalas się :) teraz będzie tylko lepiej, zwłaszcza ze masz super przyjaciółkę :)
Brawo Laura
Grunt, że się nie poddałaś! Rodzinka to lekka porażka, sama nie wiem jak to ująć. Najważniejsze jednak, że się udało :) Pozdrawiam i pozdrów też Laurę!