#m0uj4

Pod moim poprzednim wyznaniem, gdzie opisałem, jak pozwalałem studentom na używanie ściąg, pojawiły się praktycznie same pozytywne komentarze, w tym jedno wyznanie miłości :) No to teraz czas trochę przyciemnić mój wizerunek wymarzonego nauczyciela matematyki.

Od zawsze byłem zwolennikiem idei fair play i nie znosiłem osób żerujących na cudzej pracy. Zwłaszcza w sytuacji, w której stawką było coś więcej niż numerek w zeszyciku - stypendium dla najlepszych studentów powinno powędrować do tych, którzy są faktycznie najlepsi, a nie tych, którzy wiedzą koło którego kolegi usiąść, żeby zagarnąć trochę jego splendoru.

Po moim pierwszym kolokwium, kiedy byłem jeszcze zielony w te klocki, odkryłem coś zabawnego - studenci są wzrokowcami. Oni nie odpisują od siebie - oni te prace przerysowują.
Kolega mający bardzo obszerne pismo złamał linijkę po znaku plusa i ostatnich kilka znaków napisał w następnej linijce? Znaczy tak musi być i też tak zrobię, mimo że spokojnie bym się zmieścił w następnej linijce.
Kolega napisał ''39z''? Znaczy się tak musi być i też napiszę ''39z'' (w rzeczywistości to było ''392'', ale w pierwowzorze ''2'' wyglądało trochę jak ''z'', a w kopii to było już ewidentne ''z'').
W dodatku kopiowanie drobnych błędów obliczeniowych (zgubiony minus, błędny wynik mnożenia itp.). Każdemu może się zdarzyć, ale żeby zdarzyło się każdemu siedzącemu w ostatnim rzędzie...
- Bo my się razem uczyliśmy - dumnie odpowiedział na moją uwagę jeden ze studentów. Ta...

Przed kolejnym kolokwium przedstawiłem kolejną propozycję:
- Proszenie was, żebyście nie patrzyli w pracę sąsiada, jest poniżej godności, zarówno mojej, jak i waszej. W związku z tym ja na kolokwium zajmę się czytaniem książki i nie będę szukał osób ściągających. Moje warunki:
1. Spisuję mapę, gdzie kto siedzi.
2. Jeżeli jakiś nietypowy błąd pojawi się u dwóch sąsiadów - punkt karny dla każdego, nie dociekam kto od kogo spisał.
3. Jeden punkt karny - 0 punktów za ''spalone'' zadanie, dwa punkty karne - 0 punktów za wszystkie zadania.

Zwróciłem uwagę, że jeżeli nie są pewni swoich prac absolutnie w 100%, w ich interesie leży, żeby nikt od nich nie odpisywał, bo normalnie drobny błąd obliczeniowy może nawet nie wpłynąć na ocenę, a w tym układzie może nawet oznaczać niezaliczenie całego kolokwium.

W swojej złośliwości akurat dałem zadania, w których o błędy rachunkowe bardzo łatwo.

Po pierwszym takim kolokwium poleciało parę głów* (możliwe, że myśleli, że tylko blefuję), ale na kolejnych (również z innymi studentami - najwyraźniej poszła fama, że jednak nie blefuję) nie spotykałem się już z błędami wynikającymi z bezmyślnego przerysowywania pracy sąsiada :)

*każdy dostał możliwość ''wykupienia'' oceny, jeśli na konsultacjach rozwiąże znacznie trudniejsze zadanie analogiczne dla ''spalonego'' - kilku skorzystało i przeprosiło.
CzarnaSowa Odpowiedz

Nadal uważam że jesteś super nauczycielem

pterodaktyyl

Ja również

chlyb

I ja też

anoanonim

I ja też!

Madara Odpowiedz

Wiele bym dała, żeby mieć takiego nauczyciela za czasów szkolnych. Może umiałabym w końcu dobrze matmę

szczesciara13 Odpowiedz

I to ma być ciemniejsza strona?:) Jak by każdy nauczyciel był taki to uczniowie by z chęcią chodzili do szkoły i się uczuli a nie siedzieli na matmie jak na tureckim kazaniu...

PanTofelek Odpowiedz

To prawda z tym przerysowywaniem prac! Szczyt bezmyślności zdobyła moja koleżanka z ławki przepisując nawet moje imię i nazwisko na sprawdzianie z języka niemieckiego! AUTENTYK! :D

Misiaaaa

Boże, w której klasie wtedy byłyście?

PanTofelek

Misiaaaa- to była podstawówka. Pierwszy sprawdzian z prostymi pytaniami "ile masz lat, gdzie mieszkasz, jak się nazywasz..." :)

Lajlaa Odpowiedz

Drugie wyznanie miłości leci ode mnie! 😁

PannaM Odpowiedz

Czy ma Pan dziewczyne, Panie profesorze?

PannaM

Bo jak nie to się zgłaszam pomimo młodego wieku 😀

bazienka Odpowiedz

ja mialam takiego kolege, ktory nawet skreslone obliczenia potrafil przepisac ( tak, po skresleniu)

olcia0113 Odpowiedz

Na jakim uniwerku tacy fajni wykładowcy ? ;)

Aktualnie na żadnym. Zostawiłem karierę naukową na rzecz rozwijania moich pasji, do których należy między innymi mieszkanie w czymś większym od pudełka na buty oraz nieprzymieranie głodem :)

bazienka

ambitnie :) pozdrawiam serdecznie

KostkaRubika

@CrazyScientist I tak polskie szkolnictwo wyższe straciło kolejnego świetnego nauczyciela akademickiego. Brawo, Polsko :(.

Dajka11 Odpowiedz

Miałby ktoś może kod do poprzedniego wyznania?

itQtV

Ookami Odpowiedz

Czyli jesteś jeszcze lepszym nauczycielem niż się wydawało.
W szkole to jeszcze, czasami zależy od sytuacji, ale ściąganie na studiach? Poważnie? W dorosłym życiu, w zawodzie, nikt nie ściągnie od kogoś umiejętności. Dlatego uważam, że powinno się ściągających, dla ich własnego dobra, tępić

TimeyWimey

Troszeczkę się nie zgodzę ze zdaniem "W dorosłym życiu, w zawodzie, nikt nie ściągnie od kogoś umiejętności". Praktycznych umiejętności wiadomo, że się nie ściągnie. Ale teoretycznych? Mamy tak ogromny dostęp do wiedzy, do internetu, do innych osób, że znalezienie jakiejś informacji zajmuje nam kilka sekund. A tym bardziej w pracy. Bardziej doceniana jest umiejętność wyszukania i zrozumienia jakichś interesujących nas informacji, które będą przydatne w pracy, niż wykucie prawie wszystkiego. Bo jak jest potrzebne coś spoza tego "prawie wszystkiego" to potem jest problem, bo "jak ja mam to znaleźć" i wpisuje się w google "dzień doby panie google proszę mi pomóc znaleźć informację na temat dlaczego przegrzewa się mój komputer" zamiast "przegrzewający się komputer przyczyny".

@TimeyWimey niestety mylisz umiejętności z wiedzą. Jeżeli czegoś nie wiesz, Google chętnie pomoże, ale jeżeli czegoś nie umiesz - musisz się nauczyć. Studenci mieli możliwość posiadania kartki z wiedzą - mogli na nich zawrzeć wszystko co uznali za potrzebne do zdania, a ja miałem ocenić ich umiejętności. W dorosłym życiu możesz spytać googla o parametry jakiegoś materiału budowlanego, ale nie powie Ci już jak wykorzystać tę wiedzę do skonstruowania mostu. Możesz ewentualnie poszukać jakichś manuali i z nich się nauczyć, ale to już będzie zdobywanie umiejętności, która powinna być wyniesiona ze studiów. W tej sytuacji nie będzie obok Ciebie kolegi, który projektuje ten sam most i możesz skopiować jego pracę.
Zdaję sobie sprawę, że to wszystko czego uczę swoich studentów ocenie jest obliczane przez komputery, ale warto, żeby wiedzieli jak działają różne narzędzia, żeby mogli je w razie potrzeby dostosować do własnych potrzeb. Kiedyś nieodłącznym atrybutem każdego inżyniera był suwak logarytmiczny, obecnie mało który wie co to takiego, nawet absolwenci matematyki w większości nie potrafią obsługiwać tego narzędzia.

TimeyWimey

Dlatego napisałam, że chodzi mi o umiejętności teoretyczne, a nie praktyczne ;)
Bo wiadomo, niektórzy studenci nawet jakby dostali do ręki książkę, albo analogiczne zadanie ze zmienionymi jakimiś danymi to nie potrafiliby niczego z tego wyłuskać.

Zobacz więcej komentarzy (13)
Dodaj anonimowe wyznanie