#m6N8q
Ja i D. wzięliśmy ślub cywilny kilka lat temu. W tamtym momencie obydwoje byliśmy ateistami. Nasze małżeństwo było piękne, świetnie się dogadywaliśmy, mieliśmy podobne pasje, marzenia, a seks był wspaniały. Wszystko skończyło się w momencie, gdy pewnego dnia D. oznajmił, że on jednak się nawrócił. Stwierdziłam, że okej, nie przeszkadzało mi to, że jednak D. postanowił w coś wierzyć. Przyjęłam tę informację neutralnie, nawet z zaciekawieniem wypytałam, co do go tego skłoniło i czy z wiarą czuje się lepiej. Nie przypuszczałam, że jego wiara dosłownie wszystko między nami zrówna z ziemią.
Zaczęło się od tego, że zaczął odmawiać seksu, a widziałam, że był podniecony. Z początku nie sądziłam, że to przez wiarę, ale po dwóch miesiącach unikania każdego zbliżenia D. stwierdził, że to dlatego, że w oczach Boga nie jesteśmy małżeństwem bez ślubu kościelnego. To mnie naprawdę wyprowadziło z równowagi. Przez kilka lat seks uprawialiśmy bardzo często, a teraz ma z tym nagle problem? Jednak starałam się go zrozumieć. Po długich rozmowach zgodziłam się wziąć z nim ślub kościelny, tylko po to, żeby czuł się lepiej i nie miał poczucia życia "w grzechu". Umówiliśmy się tak, że za ślub zabierzemy się, gdy poprawi się nam sytuacja finansowa. Jednak zanim to nadeszło, D. zmienił się nie do poznania. I co gorsze - próbował zmieniać mnie.
Nagle zaczęła mu przeszkadzać jedna z moich pasji, taniec. Stwierdził, ze zmysłowe poruszanie się w obcisłym, sportowym stroju mi nie przystoi, bo on to jednak odbiera jako zbyt erotyczne i w Biblii pisze, że kobieta nie powinna się tak "kusząco" zachowywać. Potem przeszkadzały mu moje letnie sukienki, bo to również "kuszące". Następnie potępił mojego przyjaciela geja i wręcz żądał, abym zakończyła tę znajomość mimo tego, że kiedyś kumplowaliśmy się we trójkę. Potem pościągał ze ścian obrazy autorstwa mojej świętej pamięci mamy (były dla mnie bardzo ważne) i zastąpił obrazkami Maryi. Później zaczęła mu przeszkadzać nawet moja praca, bo jestem komornikiem i "zabieram biednym, daję bogatym", a nie odwrotnie. Nawet zaczęła mu przeszkadzać moja siostra, która zarabia dość dużo, ale nie przeznacza kasy na potrzebujących. Aż w końcu sam zaczął wydawać nasze wspólne pieniądze na kościół.
Gwoździem do trumny było, gdy złapałam jakaś infekcję intymną po wizycie na basenie, a on twierdził, że na pewno go zdradziłam i teraz Bóg zesłał na mnie karę za nieczystość. Miałam już dość. Podczas kłótni oznajmiłam mu, że to koniec i ma natychmiast wynosić się z mieszkania, które było moje. Ostatnie miłe wspomnienie jakie mam z D. to widok jego, łapiącego obrazki Maryi, które wyrzucam z okna, tuż po tym, gdy wyniósł się z mieszkania, zabierając tylko podstawowe rzeczy.
Nie wiara Ci rozwaliła , tylko facet, który nie do końca traktował to normalnie.
To samo chciałem napisać. Z wiarą to nie miało za wiele wspólnego.
On miał taki plan, bo już nie chciał z nią być XD szczyt dziecinnego zachowania...
Bo to nie była wiara, tylko bardzo niezdrowy fanatyzm. A jak wiadomo, fanatyzm jest gorszy od faszyzmu.
Faszyzm to właśnie fanatyzm.
Skylla Faszyzm jest kultem państwa. Radzę się doedukować zanim ktoś bzdury znacznie pisać
Gdyby nie byłoby religii nie byłoby problemu
@F111222 lel, może się nieprecyzyjnie wyraziłam, ale chodziło mi o to, że faszyzm, jako ideologia skrajna, cechuje się właśnie FANATYCZNYM kultem państwa. Bez pierwiastka fanatyzmu nie ma faszyzmu.
Myślałam, że ,,zabieranie bogatym i rozdawanie biednym" to myśl z Robin Hood'a a nie z Biblii :D
A nie jest tak? 😄
Oczywiście, że jest :D A historia pierwszych chrześcijan i ukamienowanego małżeństwa, które nie chciało oddać całego swojego majątku? ;)
Tylko dlaczego komornika się tak postrzega? Jak ktoś jest biedny, to raczej nie bierze kredytów, a jak już to zrobi, to stara się je spłacić za wszelką cenę, może jakoś negocjuje z kredytodawcą, jak jest tragicznie. Przecież biedny nie jest synonimem głupiego. Ludzie, którzy mają nad głową komornika to albo oszuści, albo osoby próbujące żyć ponad swój stan, czy osoby niemyślące o przyszłości, stawiające wszystko na ostatnią kartę. Żadnej z tych grup mi nie żal, bo znajdują się w takiej sytuacji na ich własne życzenie, w zasadzie można powiedzieć, że w końcu ich ta ręka boska dosięgnęła i ukarała.
To nie zwykła wiara, tylko jakiś fanatyzm, nieprzemyślany i szkodliwy. Chrześcijaństwo jest religią miłości; nie ma więc w nim miejsca na potępianie ludzi, a jest jedynie na krytykowanie złych zachowań. Jestem wierząca, ale nie przyszłoby mi do głowy zakończyć znajomość z przyjacielem gejem, o ile tylko nie robiłby mi krzywdy - nie ma przykazania izolacji od niewierzących czy grzeszników (z tą drugą grupą byłby zresztą problem, bo przecież każdy grzeszy) - przeciwnie, mamy być niby przykładem dla błądzących, a tego nie się zrobić, urwawszy kontakt. Współcześni crześcijanie nie unikają też tańca ani sukienek. A już wyrzucenie pamiątek po mamie i dysponowanie wspólnymi pieniędzmi bez zgody wzięło się raczej z głupoty, egoizmu czy słabości charakteru, a nie z samej wiary. Podejrzewam, że gdyby nie to, to coś innego mogłoby uwidocznić cechy tego mężczyzny, predysponujące go do takich zachowań.
Pozwolę sobie zacytować: "Gdy brat twój zgrzeszy <przeciw tobie>, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. 16 Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. 17 Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik!"
i jeszcze: "Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza. 7 Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie. 8 Otóż jeśli twoja ręka lub noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie! Lepiej jest dla ciebie wejść do życia ułomnym lub chromym, niż z dwiema rękami lub dwiema nogami być wrzuconym w ogień wieczny. 9 I jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie! Lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do życia, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła ognistego."
Oba fragmenty z 18 rozdziału Ewangelii wg św Mateusza. Proponuję najpierw zapoznać się z własną wiarą (w tym Pismem Świętym i Katechizmem, nie tylko dziesięcioma przykazaniami), a potem wygłaszać swoje własne przemyślenia. Znaczy swoje własne przemyślenia zawsze możesz wygłaszać, ale nie mieszaj wtedy w to wiary.
Przeciw tobie zostało dodane przez tłumacza, dlatego jest w nawiasie zapisane. I ja nie mówię, czy katolicy, chrześcijanie są lepsi czy gorsi. Szczerze to każdy niech sobie żyje i wierzy jak chce i w co chce, mi to nie robi. Ale jeśli już ktoś nazywa sam siebie chrześcijaninem czy katolikiem, to niech nie naucza "wiary" według własnego widzi-mi-się. Chrześcijaństwo to nie "dobroludzizm", bardzo dziś popularny. Opiera się na Piśmie Świętym i Tradycji i jeśli temu przeczysz to nie jesteś katolikiem. Możesz sobie wierzyć w co chcesz, ale bądź ignorantem.
A na deser jeszcze taki fragment, jeśli chodzi o niewierzących: "14 Nie wprzęgajcie się z niewierzącymi w jedno jarzmo5. Cóż bowiem na wspólnego sprawiedliwość z niesprawiedliwością? Albo cóż ma wspólnego światło z ciemnością? 15 Albo jakaż jest wspólnota Chrystusa z Beliarem lub wierzącego z niewiernym? 16 Co wreszcie łączy świątynię Boga z bożkami? Bo my jesteśmy świątynią Boga żywego - według tego, co mówi Bóg:6
Zamieszkam z nimi i będę chodził wśród nich,
i będę ich Bogiem, a oni będą moim ludem.
17 Przeto wyjdźcie spośród nich
i odłączcie się od nich, mówi Pan,
i nie tykajcie tego, co nieczyste,
a Ja was przyjmę
18 i będę wam Ojcem,
a wy będziecie moimi synami i córkami -
mówi Pan wszechmogący."
To z kolei z 2 Listu św Pawła do Koryntian, który w 1 Liście do tych samych Koryntian pisał znane chyba wszystkim: Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest...
*nie bądź ignorantem miało być, oczywiście.
Poza tym, wiesz dlaczego - między innymi - chrześcijanie, jak to tak bardzo podkreślasz, nie wyróżniają się szczególną moralnością? Właśnie dlatego, że dziś większość chrześcijan jest nimi tylko z nazwy, bo mama i babcia była. Nawet nie wiedzą w co wierzą (mój osobisty hit: Trójca Święta to Jezus Maryja i Józef!). Niestety, jest to pokłosie masowości. Tak naprawdę tacy chrześcijanie z nazwy nie różnią się niczym od niewierzących, no bo i jak mają się różnić, skoro nawet nie znają i nie praktykują swojej wiary? Wstyd, że lepiej od katolików Pismo Święte znają świadkowie Jehowy.
Ależ ja tu się nie powoływałam na żadne dogmaty katolickie, tylko na Pismo Święte, które akurat w przypadku obu tych ksiąg jest wspólne dla wszystkich chrześcijan. A to, że chrześcijaninem jednak jesteś wywnioskowałam z Twojego komentarza, w którym piszesz "powinniśmy", a nie "powinniście". Jeszcze raz powtarzam, wierz sobie w co chcesz. Ale skoro piszesz o naśladowaniu Jezusa, to zapoznaj się z tym, co ten Jezus ma do powiedzenia. No chyba, że piszesz o jakimś innym Jezusie, to spoko.
Zdaje się, że Luter też autorytarnie sam sobie powybierał księgi, które mu pasowały. Z resztą, ja nie zamierzam dyskutować o wyższości jakiegokolwiek wyznania. Ja się przejmuję tym, co JA powiem Bogu w dniu sądu, bo może się okazać, że niekoniecznie zostanę pogłaskana po główce w myśl zasady "komu więcej dano, od tego więcej wymagać się będzie". Co nie zmienia faktu, że napominać należy i wynika to wprost z przytoczonego przeze mnie fragmentu, co nie ma nic wspólnego z wytykaniem. Należy nazwać grzech grzechem, nie potępiając człowieka i zwracając się do niego z całą miłością i szacunkiem. Nie można jednocześnie uważać się za lepszego :9 Powiedział też do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: 10 «Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik. 11 Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: "Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. 12 Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam". 13 Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: "Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!" 14 Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten1. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony». (Ewangelia Łukasza, rozdział 18) Tak więc nie chodzi o bycie lepszym i wytykanie, ale o uświadomienie w trosce o zbawienie wieczne, które ostatecznie jest największym dobrem.
Z dawaniem przykładu jak najbardziej masz rację, ale rozmawianie o takich a nie innych zwyczajach nie ma sensu. W czasach Apostołów nie było tego wszystkiego, a jednak "42 Trwali oni w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba11 i w modlitwach. 43 Bojaźń ogarniała każdego, gdyż Apostołowie czynili wiele znaków i cudów." (Dzieje Apostolskie) Teraz jakoś tego brak i nie sądzę, żeby takie czy inne święta były tu kluczowe. A przecież nie powołuję się na Stary Testament, bo tu jest najwięcej kontrowersji, tylko na nowy. Ewangelię też podważasz? Więc co, wchodzisz jak do supermarketu i decydujesz, co dla Ciebie wygodne? Pamiętaj, że "21 Nie każdy, który Mi mówi: "Panie, Panie!", wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. 22 Wielu powie Mi w owym dniu: "Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia, i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?" 23 Wtedy oświadczę im: "Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!" " (Ewangelia Mateusza, rozdział 7) Tak więc należy być przykładem nie dlatego, że gdzieś jest tak napisane, ale z miłości. I z miłości również napominać brata, nie potępiając i nie osądzając go jednocześnie. A jeśli twierdzisz, że jest to wyrwane z kontekstu, to jak inaczej można to interpretować? To nie są żadne metafory. Zawsze możesz się wykazać swoją własną znajomością Pisma, nic nie stoi na przeszkodzie.
A co do różnic w obyczajach, to też odpowiedź jest w Piśmie: "Niektórzy przybysze z Judei nauczali braci: "Jeżeli się nie poddacie obrzezaniu według zwyczaju Mojżeszowego, nie możecie być zbawieni".
2 Kiedy doszło do niemałych sporów i zatargów między nimi a Pawłem i Barnabą, postanowiono, że Paweł i Barnaba, i jeszcze kilku spośród nich uda się w sprawie tego sporu do Jerozolimy, do Apostołów i starszych. 3 Wysłani przez Kościół szli przez Fenicję i Samarię, sprawiając wielką radość braciom opowiadaniem o nawróceniu pogan.
4 Kiedy przybyli do Jerozolimy, zostali przyjęci przez Kościół, Apostołów i starszych. Opowiedzieli też, jak wielkich rzeczy Bóg przez nich dokonał. 5 Lecz niektórzy nawróceni ze stronnictwa faryzeuszów oświadczyli: "Trzeba ich obrzezać i zobowiązać do przestrzegania Prawa Mojżeszowego". 6 Zebrali się więc Apostołowie i starsi, aby rozpatrzyć tę sprawę. 7 Po długiej wymianie zdań przemówił do nich Piotr: "Wiecie, bracia, że Bóg już dawno wybrał mnie spośród was, aby z moich ust poganie usłyszeli słowa Ewangelii i uwierzyli. 8 Bóg, który zna serca, zaświadczył na ich korzyść, dając im Ducha Świętego tak samo jak nam. 9 Nie zrobił żadnej różnicy między nami a nimi, oczyszczając przez wiarę ich serca. 10 Dlaczego więc teraz Boga wystawiacie na próbę, wkładając na uczniów jarzmo, którego ani ojcowie nasi, ani my sami nie mieliśmy siły dźwigać. 11 Wierzymy przecież, że będziemy zbawieni przez łaskę Pana Jezusa tak samo jak oni".
12 Umilkli wszyscy, a potem słuchali opowiadania Barnaby i Pawła o tym, jak wielkich cudów i znaków dokonał Bóg przez nich wśród pogan." (Dzieje, rozdział 15) Tak więc skupianie się na tych różnicach, które wymieniłeś, nie prowadzi do niczego i nigdy nie było chrześcijańską postawą.
Religią tego nie nazwę, a raczej użyję słowa fanatyzm. I skoro on się tak zachowywał to dobrze, że się go pozbyłaś. Tacy ludzie umią wykończyć psychicznie i w swoim zachowaniu nic złego nie widzą.
To nie wiara tyljo twoj facet rozwalil malzenstwo. Z reszta sie zgadzam, dobrze, ze sie rozstaliscie.
On nie stał się wierzący, tylko zrobił się z niego prawdziwy fanatyk. To niezdrowe. Dobrze że go pogoniłas
I tak po prostu przyszedł jednego dnia pp pracy i mówi: "kochanie, nawróciłem się!"?
@grzejniczek A powinien zachować to w tajemnicy i czekać, aż samo się wyda?
Nadinterpretował Biblię
Słuszna decyzja. Ale zastanawia mnie dlaczego nie zaniepokoil cie fakt, ze facet nagle zaczyna mnie takie poglądy i oczekuje ślubu kościelnego. Nie pomyślałaś, ze najpewniej pójdzie to dalej? Oraz z czym się wiąże bycie religijnym i życie według biblii? W każdym razie milo, ze poznałaś sie go. Kto wie co jeszcze by mu przyszło do glowy, skoro jego wiara wyraznie zacząła sie pogłębiać i stawac się niezdrowa. A tekst o Maryjach lecących z okna całkiem mnie rozbawił :D
Bycie religijnym, a bycie fanatykiem to dwie odmienne rzeczy. Denerwuje mnie, jak ludzie tego nie rozróżniają.
Też się nad tym zastanawiam. Ja nie mogłabym tego tak po prostu zaakceptować, bo wiara wiąże się z pewnymi praktykami i zasadami. Jak ateista może dogadać się z osobą wierzącą? Jako znajomi to nie jest problem zazwyczaj, ale w związku to inna bajka
Herbatnik, może się normalnie dogadać. Jeśli obie strony nie chcą na siłę tej drugiej przekonać to problemu z tym nie ma.
Obchodzenie ważnych świąt, wychowanie dziecka, wartości które chcemy przekazać. To są bardzo ważne kwestie. Jedna strona chce wychować dziecko na katolika więc chrzest, komunia, bierzmowanie. A druga nie chce mieć nic wspólnego z kościołem. Wtedy jest problem.
Dawniej karą za rozwód był ostracyzm i pogarda społeczeństwa (zwłaszcza wobec kobiety). Nic dziwnego, że ludzie byli bardziej skłonni do "kompromisów", które często oznaczały męczenie się z partnerem, którego się nie kochało. Nie mówię oczywiście, że rozwody to fajna sprawa. Uważam, że nie powinno się pochopnie wychodzić za mąż, dopóki nie pozna się dobrze partnera.
Nie lubię po prostu demonizowania współczesnych czasów.
Ja myślę, że to zależy czy mamy do czynienia z ateistą obojętnym wobec KK czy przeciwnym tejże instytucji. Znam dwie pary, w których jedna osoba jest bardzo wierząca, a druga jest "obojętnym" ateistą. W jednej to kobieta nie wierzy, w drugiej mężczyzna. I oni nie mają żadnych problemów z tym. Są po ślubach jednostronnych, dzieci ochrzczone i wychowane w wierze. Jedynym ich warunkiem było nie zmuszanie dzieci do bycia katolikami. Ten facet nawet chodzi ze swoją swoją żoną do kościoła i czeka gdzieś z tyłu w kącie podczas mszy. Ma podejście, że nigdy nie wierzył i nie uwierzy, ale (bardzo) silna wiara żony w żaden sposób go nie krzywdzi. Także myślę, ze to kwestia podejścia danej osoby. Bo rzeczywiście to raczej osoba niewierząca musi się poświęcić. Pytanie - czy jeśli kocha drugą osobę i nie ma nienawiści do instytucji religijnych, to musi być to dla niej trudne? Wszystko jest kwestą chęci.
Religa to najgorsza zaraza tego świata. Może kiedyś ludzie przejrzą na oczy...