#mBkKg

Na wstępie napiszę, że chciałam podzielić się tu moją historią, żeby z Waszego odzewu wywnioskować, jak bardzo złe jest moje postępowanie.

Wydaje mi się, że jestem aromantyczna. Przez całe swoje życie nie spotkałam nikogo, kogo bym naprawdę kochała, cokolwiek to właściwie znaczy. Mam za sobą kilka związków, które trwały od dwóch do trzech lat i zazwyczaj bardzo dobrze się w nich czułam, jednak brak w nich było zaangażowania emocjonalnego z mojej strony. Z obecnym partnerem mieszkam już ponad dwa lata i jest nie inaczej.

Ogólnie jestem osobą miłą, pomocną i wrażliwą. Wydaje mi się, że partnerka też ze mnie dobra. Nie zaniedbuję żadnych obowiązków gospodarstwa domowego, w zarodku rozwiązuję wszystkie potencjalne konflikty, szukam kompromisów, jestem w stanie ulec układowi, który jest dla mnie mało korzystny, ale dobry dla mojego towarzysza, staram się we wszystkim wspierać drugą osobę, napędzać do działania itp. Jednak z mojej perspektywy mój chłopak jest dla mnie bardziej współlokatorem/przyjacielem, z którym uprawiam seks, niż moją miłością.

Czułam, że każdy z moich partnerów bardzo mnie kochał i skoczyłby za mną w ogień, ja niestety o sobie nigdy nie mogłam tego powiedzieć. Nie umiem się zmusić nawet do zazdrości, gdy mam ku temu powodu. Nie miałam też nigdy problemu, żeby chłodno zerwać z nimi znajomość w czasie, gdy zdałam sobie tylko sprawę, że cechy, które mają mogą być uciążliwe lub szkodliwe dla mnie w przyszłości.

Problemem w tym wszystkim jest to, że nie potrafię być sama. Jak tylko kończy się jeden związek, muszę natychmiast poszukać kolejnego, bo na singielstwo dostaję reakcji uczuleniowej w postaci stanów depresyjnych. Nie chodzi też o to, że potrzebuję pomocy materialnej, bo pod tym kątem uważam, że radzę sobie świetnie. Po prostu najzwyczajniej w świecie musi ktoś być obok mnie, bo inaczej jest mi źle i czegoś mi brakuje.

Wiem, że nie jest do końca fair wobec wszystkich moich partnerów. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć tylko tyle, że nigdy nie wyznaję im miłości, bo czułabym, że to kłamstwo. A oni są pozostawieni emocjonalnie samym sobie i na pewno niewygodnie im z tą myślą. Niewykluczone nawet, że pęka im przez to serce, ale nie umiem nic z tym zrobić.

Potrzebuję ich w moim życiu, ale są dla mnie tylko przyjaciółmi. Próbowałam, ale umiem obudzić w sobie miłości. Próbowałam, ale nie umiem być sama. I tak oto krzywdzę każdego faceta, który wejdzie ze mną w związek.
PsychopatycznaCarrie Odpowiedz

To znajdź sobie osobę, która będzie tylko przyjacielem. Podejrzewam, że jest więcej osób takich jak Ty i taki układ będzie im odpowiadał :)

bazienka

gorzej jak facet sie zakocha- w niej lub w innej

ajatak

No jeśli jest taki jak autorka to się raczej nie zakocha. Tak ona pisze, że nie potrafi się zakochać.

bazienka

rozumiem, co to aromantycznosc
a gadac, ze jest taki sam moze kazdy, byle zaliczyc ;) nie oznacza to, ze bedzie to prawda

Makigigi Odpowiedz

Moim zdaniem kluczowe jest to, że nie umiesz być sama. Wiążesz się więc z kimś, kto rozsądkowo ci pasuje, a nie dlatego, że się zakochałaś. Nic dziwnego, że nie kochasz partnerów, skoro są dla ciebie tylko lekiem na lęk przed samotnością. Uważam, że potrzebujesz nauczyć się być sama i wtedy po jakimś czasie możesz stać się zdolna do zakochania się w kimś.

Panieneczkamakowa

Ciesze sie że ktoś to napisał bo dokładnie to samo mialam na mysli.

bazienka

supr rada... tylko kazdy mowi- naucz sie byc sama, pokochaj siebie, a nikt nie powie JAK to zrobic

Nihill

@bazienka
Ponieważ nikt nie wie, ja sam nie wiem, poprostu trzeba próbować, takich rzeczy nie da się wytłumaczyć

PrzezSamoH

Nie do końca zgadzam się. Też nie cierpię być sama. Mam dużą potrzebę bliskości. Po zakończeniu związku zawsze od razu szukam nowej miłości. I normalnie byłam tylko w 3 związkach, zawsze zakochana, a moja najdłuższa przerwa to 3 miesiące od 16 r.ż.

funeralbell

Jak? A no nauczyć się być samemu można będąc samym. (Logiczne, nie?) Mam podobny problem co autorka, tylko w drugą stronę, bo jestem aseksualna. Jestem sama od czterech lat, początki były trudne, ale aktualnie nie potrafię sobie wyobrazić bycia z kimś. Nie ma w moim życiu miejsca dla tzw drugiej połówki.

bazienka

hahahah jestem sama 5 lat i jakos nadal chce byc w zwiazku
tylko kandydaci cos uposledzeni
#patomagnes

Stayweird Odpowiedz

Jeśli jest ci źle, że nie masz faceta to podejrzewam, że raczej nie jesteś aromantyczna. Aromantyczni ludzie zwykle nie mają potrzeby bycia w związku. Problem raczej leży w tym, że bierzesz pierwszego lepszego który "może być" a nie kogoś kto szczerze ci się podoba. Radziłbym ci raczej znaleźć dobrą przyjaciółkę/przyjaciela i ewentualnie FwB jeśli brakuje ci seksu. A w zwiazek wejść dopiero, jak ktoś ci się naprawdę spodoba. Trudno żebyś się zakochała skoro poki co zapychasz się bylejakimi związkami. To tak jak jeść co pół godziny a na koniec dnia sie dziwić, że nigdy nie jesteś głodna ani podekscytowana na myśl o jedzeniu

kapelusz Odpowiedz

Też tak miałam. Aż przypadkiem, mając bliżej do trzydziestki niż dwudziestki, spotkałam faceta, początkowo totalnie nie w moim typie.
I się zakochałam.

WillaWianki

Tumblerek orzekłby, że jesteś grey-aromantyczna. :)

NieMaNickow94 Odpowiedz

Przeczytałam, że jesteś aromatyczna i się zastanawiałam o co chodzi. 🤦‍♀️
Cóż, masz jeszcze czas, może poznasz kogoś, kogo pokochasz.

Niezmieniona Odpowiedz

Uważam, że w pewien sposób odbierasz swoim partnerom możliwość, aby znaleźli swoją drugą połówkę, która będzie ich faktycznie kochać. Oszukujesz ich i przez to oni tkwią z tobą nieświadomi, że ich miłość jest nieodwzajemniona. Skoro są dla ciebie poprostu przyjaciółmi to może znajdź współlokatora i postaraj się z nim zaprzyjaźnić i nie wchodzić z nim w sferę miłości?

CyraneczkaZKoviru Odpowiedz

Na swoje usprawiedliwienie to Ty nic nie masz. Nawet sobie nie wmawiaj.

bazienka Odpowiedz

wiele osob decyduje sie na zwiazek z rozsadku, to nic zlego
o ile obie osoby wiedza o tym

aceofspades Odpowiedz

Miałam identycznie przez bardzo długi czas. Kilku chłopaków, do żadnego nie czułam żadnych większych uczuć, ale nie potrafiłam być sama.
Mój obecny chłopak jest pierwszym, którego naprawdę pokochałam i mogłabym za niego skoczyć w ogień. W sumie pierwszy raz miłość poczułam po 10 latach od pierwszego związku, więc może i Ty w końcu znajdziesz tego jedynego.

Nihill Odpowiedz

Bądź szczera ze swoim partnerem. Powiedz mu dokładnie to co nam teraz napisałaś. Jesli nie mówisz im tego to i tak ich okłamujesz

Zobacz więcej komentarzy (11)
Dodaj anonimowe wyznanie