#mGLxV
Na spotkaniu dowiedziałam się, że dla osób uprawiających sport najpewniejszym zabezpieczeniem w czasie okresu są tampony i że mogą z nich korzystać także dziewice. Cieszyłam się z tego, bo tańczyłam w zespole, a nie chciałam wpadki z brudnymi ubraniami podczas treningów. Swoją pierwszą miesiączkę dostałam kilka miesięcy później... i się zaczęło.
Kiedy zaczęłam miesiączkować, ten otrzymany zestaw zaniosłam do łazienki. Kiedy mój tata zobaczył leżące na mojej półce tampony wpadł w szał. Wszystkie otworzył i wrzucił do toalety, wrzeszczał, że jestem puszczalska i zaraz pewnie okaże się, że jestem w ciąży. Dlaczego? Bo jego zdaniem skoro używam tamponów, nie jestem dziewicą. Na nic zdały się moje argumenty (używałam tych co pani na spotkaniu, czyli tłumaczyłam im anatomię).
Próbowałam rozmawiać z mamą, ale ona podzielała opinię taty. Skoro byłam skazana na podpaski, poprosiłam mamę, żeby dla mnie kupowała inne - te cienkie, osobno pakowane, ze skrzydełkami. Mama używała tylko takich bardzo grubych, z którymi ja kiepsko się czułam (miałam wrażenie, że podpaskę widać przez spodnie). Mama uznała, że wymyślam i mam korzystać z tych co ona (dodam, że jesteśmy dosyć zamożni, więc nie chodziło o to, że inne mogą być za drogie).
Od tego czasu zaczęłam oszczędzać. Już jako około 13-latka otrzymane pieniądze (a dostawałam około 5-10 zł kieszonkowego na miesiąc) odkładałam, żeby móc kupić podstawowe środki higieniczne. Znałam ich ceny w sklepach, miałam wyliczone na ile mniej więcej starcza jedna paczka tamponów/podpasek i zawsze odkładałam sobie odpowiednią sumę. Zakupiony "sprzęt" chowałam przed rodzicami. W domu bałam się używać tamponów, więc aplikowałam je dopiero w toalecie w szkole.
Jeśli zapomniałam wyciągnąć tampon w szkole, to w już w domu zawijałam go w papier toaletowy i kartkę, chowałam w pokoju i wyrzucałam poza domem. Raz, gdy się zapomniałam i wyrzuciłam tampon w domu, mama zauważyła charakterystyczny pakunek w śmieciach. Zrobili mi z tatą awanturę i przeszukali pokój. Podpasek mamy używałam na noc, żeby widziała, że ich ubywa.
I tak żyłam do pójścia na studia, kiedy to wyjechałam do innego miasta. Jestem teraz na 2 roku, i nie muszę się na co dzień kryć, ale nadal chowam tampony przed każdym przyjazdem rodziców, bo chcę oszczędzić sobie awantury i wstydu.
Twoi rodzice to chyba tampony zamiast mózgu mają.
Obrażanie nic nie da.
Nie sądzę, tampon nasiąka i zwiększa swoją objętość. Ich mózgi chyba niezbyt.
Tak nie bardzo, biorąc pod uwagę, że tampony są chłonne xD
No no... najlepsze jest to, że rodzice doszli jakimś cudem do wniosku, że skoro używa tamponu to nie jest dziewicą. Jak temu zaradzić? Zakazać jej używania tamponów to może znowu będzie dziewicą :D :D :D :D
@BJarmstrong są już nasiąknięte swoimi urojeniami i nic nowego już nie wchłoną 😉
Brak mi słów... Współczuję.
Tak to jest jak mentalnie jest się w średniowieczu i przenosi się te poglądy na dzieci. Naprawdę nie rozumiem takich rodziców, już i tak wokół okresu robi się otoczkę tabu, dziewczynki boją się o niej rozmawiać, kobiety mają nawet opory by otwierać podpaski w damskiej toalecie, bo "o, szeleści podpaska, ktoś tu ma okres!". Nie mówię, by naokoło o tym krzyczeć, ale... My nic na to nie poradzimy, więc społeczeństwo mogłoby trochę przystopować z tą nagonką na miesiączkę.
Moja mama miała taki sam pogląd na tampony i jak chciałam je sobie kupić (bo przyjaciółka mnie porządnie wyedukowała w tym temacie) to ześwirowała i pół sklepu słyszało jej piski, że jak to dziewica i tampony, tak nie można, krzywdę sobie zrobisz. Wstyd, że masakra ;) Z tym, że z moją mamą wystarczyło odbyć poważną rozmowę uświadamiającą i nawet pytała mnie o zdanie, gdy wybierała tampony dla siebie... :p
Artykuł im wydrukuj na ten temat. Napisz kartkę: drodzy rodzice douczcie się, bo wasza wiedza to wstyd. A potem sie ulotnij i jedz na studia.
W sumie to coś podobnego zrobiłam dzień po tej pierwszej awanturze. Zostawiam wieczorem na stole tą książeczkę na temat miesiączki, którą dostałam na spotkaniu i zaznaczyłam stronę, na której wytłumaczona była kwestia tamponów. O ile dobrze pamiętam książeczka była w formie komiksów, w których strasza siostra uczy młodszą o okresie. Był tam też adekwatny rysunek nawet.
Rano książeczki nie było, znalazłam ją w koszu na śmieci. Tata uznał potem, że to propaganda firmy produkującej tampony (zestaw był przygotowany przez jedną z bardziej znanych firm).
Jak byłam starsza podejmowałam ten temat na różne sposoby, ale bez skutku. A to że ich wiedza to wstyd powiedziałam im prosto w oczy kilka razy...
Masakra jacy ludzie są zacofani i nasiąknieci bzdurami z tv typu że jak nastolatka używa tampon to się puszcza. Takich rodziców powinno się karnie wysyłać na edukację i to co najmniej dwa razy w tygodniu przez rok
Hmm, to nie wina tv. Winna jest inna instytucja i myślę, że nie trudno się domyślić, jaka ;-)
Myślę, że tv działa w tym przypadku na korzyść uświadamiania. Przykładowo te rzekomo niesmaczne reklamy podpasek i tamponow sprawiają, że okres przestaje być tematem tabu.
Pozostaje tylko cieszyć się, że w szkole zorganizowano spotkania z edukatorkami i autorka otrzymała rzetelną wiedzę jako dziewczynka. Strach pomyśleć, co by było, gdyby rodzice byli jej jedynym źródłem informacji o dojrzewaniu płciowym.
Przykre, że w ogóle musisz utrzymywać z nimi kontakt. Taka obsesja ojca na punkcie dziewictwa córki jest po prostu obrzydliwa, a w najlepszym przypadku - niepokojąca. Aż się przypominają te wszystkie "bale czystości" z USA, brr...
Nie wiem jak Ty, ale ja bym nie chciała żeby moja 13-letnia córka uprawiała seks... Oczywiście reakcja obojga rodziców naganna i cała sytuacja od początku do końca chora, ale jeśli rzeczywiście wierzyli, że tampon=aktywność seksualna to ich pierwszy szok wydaje się bardziej zrozumiały.
Więc nazwanie córki puszczalskiej i darcie mordy jest adekwatną reakcją?
Nie wiem, jak ze słów "oczywiście reakcja rodziców naganna" można wywnioskować, że reakcja była adekwatna :D
Czy ja coś takiego napisałam?🤔 Chyba nie. Właściwie wydaje mi się, że sformułowanie "reakcja obojga rodziców naganna i cała sytuacja od początku do końca chora" (nie ma to jak cytowanie siebie;) dość wyraźnie wskazuje, że właśnie nie akceptuję tej reakcji.
Odniosłam się do tego, że w komentarzu wyżej zainteresowanie rodzica tym, że jego 13-letnia córka uprawia seks nazwano obsesją...
Tylko tyle. Mniej nerwów, kotku;)
No dobra, ale teraz dziewczyna jest już dorosła, studiuje i mieszka poza domem, a facet dalej przyjeżdżając do niej w odwiedziny i widząc tampon rozpętałby awanturę. Jak dla mnie to już trochę zakrawa o obsesję. Chyba wszyscy zgadzamy się, że takie zachowanie jest chore, prawda? Niepokój o nastoletnią córkę to jedno, ale taki reżim, w dodatku oparty o jakieś zmyślone, niezgodne z nauką brednie - to już zdecydowanie co innego.
W sumie to tak naprawdę nie wiemy, jak by teraz zareagował na widok tamponów, nie na 100%. Ogólnie zachowanie rodziców było dziwne, niezrozumiałe, nieracjonalne, dlatego obawa autorki przed tym, że zobaczą tampony i sytuacja się powtórzy wydaje się jak najbardziej uzasadniona. Jednak, jak zauważono, od tamtych afer minęło trochę czasu, ona w międzyczasie stała się dorosła i nie wiadomo, jak to wpłynęło na stosunek rodziców do niej, a także do tych nieszczęsnych tamponów...
Ale może lepiej tego nie sprawdzać 🙄
Nie istnieje coś takiego jak "aktywność seksualna trzynastolatki". Jeśli trzynastolatka ma inicjację seksualną za sobą, to albo została wykorzystana przez zboczeńca, albo, jeśli rzeczywiście za obopólną zgodą uprawia seks z rówieśnikiem, to zarówno jej, jak i jego rodzice popełnili po drodze poważne błędy wychowawcze i mogą mieć pretensje tylko do siebie. Ewentualne wyjątki od tej reguły (np. specyficzne zaburzenia, ekstremalnie utrudniające proces wychowania) są rzadkie i smutne.
Ty tak serio? Napisałam tylko, że rodzice wierzyli, że tampon=aktywność seksualna. Prosta zależność, bez wieku, bez szczegółów. Uważasz, że powinnam była zamiast tego napisać całą rozprawkę z uwzględnieniem wieku autorki, momentu jej rozwoju biologicznego, potencjalnych czynności o charakterze seksualnym, które mogła podjąć z własnej woli lub do których mogła być zmuszona, etcetera, etcetera... wtedy byłoby dobrze? Tylko, że ja tych szczegółów nie znam, dlatego sformułowałam bardzo prostą zależność, w którą - co wiemy z wyznania - wierzą rodzice autorki.
Poza tym to, że coś nie powinno mieć miejsca nie sprawia automatycznie, że się nie dzieje.
Nie bardzo łapię związek Twojej odpowiedzi z moim komentarzem tbh, zwłaszcza że nie polemizowałam z całością Twojej wypowiedzi, tylko odniosłam się do konkretnego sformułowania.
A ja uzasadniłam, dlaczego użyłam tego sformułowania...a przynajmniej próbowałam uzasadnić; mam wrażenie, że czasem nie do końca udaje mi się ubrać sens myśli w słowa 🙄 W każdym razie o to właśnie mi chodziło.
współczuje takich rodziców a raczej ich poglądów i ciemnoty...
Zacofani ludzie i tyle. Czy oni nie potrafią korzystać z internetu by wejść, poczytać i dowiedzieć się podstawowych informacji?
Swoją drogą twój ojciec to debil, zobaczył że używasz tamponow to stwierdził że nie jesteś dziewicą a jak później używałaś podpasek (znaczy udawałaś przed nimi) to co nagle znowu jesteś dziewicą i już przestał drzec ryja? 😂
Mama lekarz- w teorii powinna być wyedukowana. Dokładnie takie samo podejście do tamponów. Tampony tylko dla mężatek, a najlepiej dla nikogo. Absolutnie dziecko nie stosuj (sama stosowała). Najlepsze rady podczas wakacji nad morzem. Miałam akurat okres i chciałam ją przekonać, że tylko dzieki tamponowi będę mogła korzystać z wody- załóż 2 pary majteczek od kąpielówki, a na nie dwie podpaski(?) i idź do wody. Ochroni cię. Mhm