#mLhfv
Pies był kundelkiem. Niestety, został potrącony. Nie było go tydzień. Od wujka dowiedziałam się, że kolega z pracy go potrącił. Kierowca wyrzucił jego ciało na pole, ok. 7 kilometrów od mojego domu. Na początku nie wiedziałam gdzie leży, dopóki nie pojechałam z rodziną na dożynki do sąsiada. Co roku, ktoś ze stowarzyszenia naszej wioski organizuje dożynki. W dniu, w którym odbywało się przyjęcie, także rozgrywał się pobliski festyn. Od domu sąsiada do tego festynu było ok. 15 minut drogi. Ostatni raz odbywał się 10 lat temu, więc wszyscy stwierdzili, że pójdą na chwilę go zobaczyć i wrócą. Ja zostałam z mniejszymi dziećmi i gospodynią. Nie chciałam iść, a dobrze by było, gdyby ktoś popilnował dzieciaki, bo starsza pani nie dałaby sobie rady przy tych rozrabiakach. Czekałam chyba godzinkę. Gdy w końcu wszyscy już wrócili, moja mama powiedziała mi, że znaleźli jego szczątki. Zrobiło mi się przykro.
Dzisiaj robiłam porządki w szafie. Nadszedł czas, aby w niej posprzątać, bo panował tam istny chaos. Składając bluzy, postanowiłam, że ubiorę jedną, bo mi zimno. Gdy już ją założyłam, zobaczyłam, że cała bluza jest w sierści mojego psa. Nie wiem, dlaczego nie włożyłam jej wcześniej do prania. Może pomyślicie, że jestem chora, ale zebrałam z niej prawie całą sierść i włożyłam do woreczka strunowego. Schowałam go. Nie mam zdjęć psa, ponieważ ostatnio coś się zepsuło i mój telefon usunął wszystkie zdjęcia. Po psie została mi tylko ta sierść. Byłam tak do niego przywiązana, że nie ma dnia, kiedy o nim nie myślę. Był jak rodzina, a teraz go nie ma.
Jest w twoim serduszku i to się liczy
Tak to jest jak pies luzem biega i nikt go nie pilnuje.
Bo pies nie mógł sam uciec...
Psy tylko w blokach!!!
W tekście nie ma wzmianki o tym by uciekł lub by go szukali, jest tylko, że po prostu tydzień go nie było. Z tekstu można wywnioskować, że pies sobie łaził gdzie chciał, skoro nawet do traktora wskakiwał, wątpie by go celowo brali na pole podczas prac, bo to byłoby niebezpieczne. Poza tym pola nie są ogradzane.
@Braks - albo w budach - na łańcuchu dla ich własnego bezpieczeństwa :)
No tak, bo nie ma już rozsądnej alternatywy między łańcuchem a kompletnym luzem, tak jakby duże, ogrodzone podwórka zupełnie nie istniały.
nie zesraj sie
Moja znajoma też miała po swoim ukochanym psie sierść i postanowiła zatopić ją w zawieszce na łańcuszku (sa ludzie ktorzy zajmuja sie tworzeniem takiej bizuterii). Ja też planuję takie coś zrobić jak odejdzie mój ukochany zwierzęcy przyjaciel - z taką zawieszką z zatopioną w niej sierścią zawsze możesz mieć cząstkę swojego pupila tuż nad serduszkiem. Może też zrób taką pamiątkową biżuterię?
Znam ten ból... W grudniu mój pies został uspiony, był niestety bardzo chory... Do teraz przyznaję nie potrafię pogodzić się ze stratą
Wujku, mówiłem ci już żebyś się przestał bawić Cyklonem B ze swoim psem.
Wszystko jest dla ludzi, ale w odpowiednich ilościach
Tydzień go nie było? Nie szukaliście? Czyli to było normalne, że pies sobie lata i nie wraca...
Jesteście winni śmierci psa, bo go nie pilnowaliscie. (nie mówię o sytuacji, gdy pies sam ucieknie przez dziurę)
Nie ma to jak jeszcze dopieprzyc osobie, która i tak cierpi po stracie ulochanego psa..
Niektóre psy chodza własnymi ścieżkami i zawsze wracaja do domu, psy które mieszkaja na wsi tak zazwyczaj robia. Może wcześniej trzymał sie z dala od ulicy i właściele sie o niego nie bali. Mój pies np był zwykłym kundlem, ale potrafił przechodzić przez ulice. Jak auto przejeżdzalo siadał sobie i czekał az przejada i potem dopiero przechodził, w dodatku potrafił pokonywac rózne przeszkody jak np skakanie przez brame, zawsze pilnował swoich właścicieli. Umarł ze starosci próbujac wyjsc z piwnicy na zewnatrz (miał zrobione specjalne przejscie) bardzo długo go opłakiwałam
Nie sądź aby Ciebie nie sądzili. Znasz tylko część historii.
Poćwiczę sobie pisanie streszczenia: Miałam psa ale został potrącony. Jest mi przykro bo nie mam jego żadnego zdjęcia.
Ja wychodze z założenia, że najlepszą opcją na pozbycie się smutku po umarłym zwierzęciu, jest nowe zwierze. Ostatnio umarł mi kot, 16 lat ze mną żył, więc żałobę miałam straszną. Jakoś niedługo poźniej później trafiła do mnie ruda, wychodzona przybłęda, która już została na stałe. I dzięki temu mi lepiej pogodzić się ze stratą poprzedniego kota.
Ja po mojej psinie nigdy nie wezme sobie innego psa. To już nie bedzie ona.
Przed nią miałam psa długie lata - ale nawet wstyd sie przyznać jak zginęła nie płakałam za nią.
Zobaczyłam moją Kulkę na ogłoszeniach do adopcji i od razu zakochałam sie na amen. To było to. To była ona. Żaden pies nie zastąpi jej i ew. kiedyś bólu po jej stracie.
Nam (mi i rodzicom) umarła kotka w wieku ponad 19 lat. Zwykły dachowiec. Rok później się wyprowadziłam i postanowiłam wziąć kota. Boże, jaki to był dramat dla mojego ojca (który był związany z kotką straszliwie). "Inny kot nigdy nie postawi łapy w moim domu!" - grzmiał. Wzięłam kotkę. Jak tylko ją zobaczył, to się zakochał, matka też. Potem wzięłam drugą mimo sprzeciwu rodziców (bo to "za dużo"). W drugiej nie są aż tak bardzo zakochani, ale też lubią. W każdym razie sami się pytają, kiedy koty do nich przyjadą :)
O mojej kotce pamiętam. Pamiętamy ogólnie. Ostatnio się popłakałam przy matce, że zrobiłabym wszystko, żeby wróciła. "Oddałabym nawet je!" - rzuciłam. Dostałam ostry opier*ol, że poprzednia przeżyła swoje życie i koniec historii. Ciekawe tylko, jak zareaguję za ok. 10 lat :(
@Szklankawody2 Wspolczuje. Brzmi bardzo smutno. Natomiast dla mnie nowe zwierze jest jak takie zapelnienie pustki w sercu po poprzednim. Szczegolnie tez z uwagi na to, ze ja cale zycie zyje z kotami i nie wyobrazam sobie mieszkac bez kota. Owszem, te poprzednie koty, ktore odeszly, zawsze beda w mojej pamieci i nikt ich nigdy nie zastapi. Ale nowy kot to nowy kot.
Nie wiem czemu Down jest na na minusie. To dobra opcja. Kilka lat temu zmarł mój pies, którego miałem praktycznie od dzieciństwa i wtedy powiedziałem sobie, że nie chcę żadnego innego zwierzęcia, bo żaden nie zastąpi tamtego, ale po jakimś czasie ta pustka stawała się nieznośna i przygarnąłem szczeniaka. To była świetna decyzja. Ten szalony i pełen energii huncwot oderwał mnie od przykrych myśli o poprzednim zwierzaku i choć tamtego nadal kocham i wspominam, tak dzięki nowemu ta żałoba przestała być aż tak uciążliwa.
Mam nadzieję, że chociaż czegoś cię ro nauczyło i kolejnego zwierzęcia będziesz pilnować, bo jeżeli pies biega samopas to trzeba się z liczyć, że coś może mu się stać.
Ja też zachowałam kępkę sierści mojej Kici. Umarła mi na rękach, mając 17 lat. Często myślę o niej i o tym jak była dobra dla mnie, pomimo tego, że byłam dla niej czasami naprawdę okropna jako dziecko. Do tej pory mam wyrzuty sumienia i nie mogę pozbierać się po jej śmierci. Minęło ponad 10 lat. Nawet teraz, gdy piszę ten komentarz mam łzy w oczach.
Dobrze mieć taką pamiątkę.