#nH4Fg

Jak zwykle wpadłam na stację PKP z lekkim pośpiechem, bo do odjazdu pociągu zostało mi 10 minut. Pobiegłam czym prędzej po bilet, mój pośpiech robił się coraz bardziej nerwowy. Przede mną była tylko jedna starsza kobieta, niestety zwracała bilet i kupowała nowy, mój czas do odjazdu skurczył się do trzech minut. Lubię życie na krawędzi, ale to już była przesada. Postanowiłam, że jakoś przeżyję te dodatkowe 8 zł za kupno biletu w pociągu i pognałam czym prędzej na peron. 

Zgodnie z przepisami, chciałam wsiąść do pierwszego wagonu, żeby od razu poinformować konduktora o swoich zamiarach. Akurat stał przy drzwiach – pocieszny pulpecik około trzydziestki, wyglądał na żartownisia. Uprzejmie podchodzę, zziajana i obładowana bagażami, pytam się, czy będę mogła kupić u niego bilet. Powiedział, że nie ma problemu, więc zaczęłam ładować się do środka. Kiedy byłam już jedną nogą w środku, to rzekł coś do mnie z szerokim uśmiechem, niestety nie usłyszałam. Poprosiłam, żeby powtórzył, znowu nie zrozumiałam. Dookoła było gwarno, a i on trochę bełkotał. Zaczęło się robić niezręcznie, ale przyznałam, że dalej nie rozumiem. Powiedział to po raz czwarty i wtedy mnie olśniło, że mówi „D’ACCORD”. Widać niezły poliglota, ale i ja trochę obcych języków zgłębiłam. Wymiana myśli na poziomie, a co. 

Odpowiedziałam mu więc z szerokim uśmiechem – "aaaa, Pan do mnie po francusku, d’accord, d’accord". Na co on – "DOKĄD Pani jedzie?!". I na co mi było się uczyć tego francuskiego….
trololo Odpowiedz

Dla nie znajacych francuskiego d'accord-dobrze ;) !

Anannan

Nie do końca.

CzarnookaKaczka Odpowiedz

:D

Dodaj anonimowe wyznanie