#nH4Fg
Zgodnie z przepisami, chciałam wsiąść do pierwszego wagonu, żeby od razu poinformować konduktora o swoich zamiarach. Akurat stał przy drzwiach – pocieszny pulpecik około trzydziestki, wyglądał na żartownisia. Uprzejmie podchodzę, zziajana i obładowana bagażami, pytam się, czy będę mogła kupić u niego bilet. Powiedział, że nie ma problemu, więc zaczęłam ładować się do środka. Kiedy byłam już jedną nogą w środku, to rzekł coś do mnie z szerokim uśmiechem, niestety nie usłyszałam. Poprosiłam, żeby powtórzył, znowu nie zrozumiałam. Dookoła było gwarno, a i on trochę bełkotał. Zaczęło się robić niezręcznie, ale przyznałam, że dalej nie rozumiem. Powiedział to po raz czwarty i wtedy mnie olśniło, że mówi „D’ACCORD”. Widać niezły poliglota, ale i ja trochę obcych języków zgłębiłam. Wymiana myśli na poziomie, a co.
Odpowiedziałam mu więc z szerokim uśmiechem – "aaaa, Pan do mnie po francusku, d’accord, d’accord". Na co on – "DOKĄD Pani jedzie?!". I na co mi było się uczyć tego francuskiego….
Dla nie znajacych francuskiego d'accord-dobrze ;) !
Nie do końca.
:D