#oOcYx
Rano po śniadaniu zauważyliśmy, że obok miejsca wypadku kręci się dużo ludzi. Postanowiłyśmy również się tam wybrać. Okazało się, że ciężarówka przewoziła soki znanej marki i każdy chciał trochę dla siebie uzbierać. Niewiele butelek ocalało, większość była osmalona i przedziurawiona. Kręcąc się po okolicy zauważyłam telefon. Podniosłam go. Na tamte czasy był to jeden z lepszych telefonów, porządny dotykowy z dużym wyświetlaczem. Niedaleko stał policjant, więc postanowiłam poinformować go o swoim znalezisku. Pamiętam jakby to było wczoraj, że stał do mnie tyłem więc delikatnie szturchnęłam go i powiedziałam: "Przepraszam, ja znalazłam...". Nie dał mi dokończyć. Przerwał mi. Zaczął krzyczeć, że nie powinno mnie tam być, że co ja tu w ogóle robię, że mam stąd iść. Nie dał mi dojść do słowa. Starałam się wytłumaczyć mu, że znalazłam telefon tu i tam, że chcę go oddać właścicielowi. Jednak on nie przestawał krzyczeć, więc z opuszczoną głową udałam się do domu. Zastanawia mnie jedno. Co jakbym chciała mu powiedzieć, że coś się stało? Że przykładowo ktoś stracił przytomność, nie oddycha?
P.S. Chwilę później właściciel zadzwonił na ten telefon, umówiłyśmy się z nim w danym miejscu. Podziękował nam za uczciwość, powiedział, że bardzo mu na tym telefonie zależało i dał nam 50zł znaleźnego.
Przynajmniej wy na tym zyskałyście za uczciwość :)
Uczciwość popłaca! :D
Taka właśnie jest policja... Przykra rzeczywistość
Skrzyżowanie warszawskiej i turystycznej ? :D
Kur...y nie policjanty!