#ozdd9
Wiedziałam, że nie wygram ze starszymi, jednak sama myśl o konkurencji powodowała u mnie euforię. Zdobyłam siódme miejsce, pierwsze osiem przechodziło do zawodów w Siedlcach! Wielka radość, niedowierzanie rodziny. Jednak nie pojechałam na te zawody, bo pani od wf-u powiedziała, że nie warto tracić czasu, bo i tak nie wygram. Na takich zawodach biegają osoby trenujące w klubach po parę godzin w tygodniu.
To był przełomowy moment dla mnie. Poczułam się niedoceniona, spadła mi motywacja i niczego nie robiłam już z takim zaangażowaniem. Po co mam coś robić skoro i tak zawsze będą lepsi?
Jak ja czegoś takiego nienawidze. Kto mowi ze trzeba byc najlepszym? Jezeli robi sie to, co sie lubi i w czym jest sie dobrym, nie powinno miec to najmniejszego znaczenia czy sie wygra czy nie.
Znam to uczucie? Polskie szkoły (oczywiście nie wszystkie) zabijają w nas to co najlepsze ?
Zdecydowanie wszystkie ;)
Nie obwiniaj innych za swoje niepowodzenia. Jeśli czegoś chcesz to nikt tego w Tobie nie zabije.
Nie wszystkie nasz nauczyciel od wf u potrafił z 2,5 tys miesięcznej wsi wytrenować tak że pojechali na mistrzostwa Polski kilka razy a bawełniana kolców i boIska w szkole nie było...
A nawet * xd
Zgodzę się z Tobą, niestety :/
Od zawsze interesowałam się historia II WŚ, ale w podstawowce nauczyciel mówił, że jestem za młoda na takie konkursy. W gimnazjum nauczycielka była wielka sucz i nie chciała ze mną pracować ponad programowo. Gdy zapytałam się czy ma może materiały na konkurs, bo chciałam się przygotować usłyszałam ze nie warto bo się nie dostane. Idąc do liceum, profil humanistyczny, pytając się o konkurs uzyskałam odpowiedz "jeśli w gimnazjum nie bralas udziału to nie dasz rady. Nie trać czasu" po czym pracowała tylko ze swoimi pupilami. Pozdrawiam nauczycieli. :)
Miałam podobnie jak ty, z tym że interesowałam się też historią ZSRR. W drugiej gimnazjum potrafiłam opowiedzieć życiorys Stalina, Lenina, Hitler czy Breżniewa, opowiedzieć o spotkaniach wielkiej trójki na Jałcie , Teheranie i Poczdamie, o Puczu Moskiewskim. Kiedy dowiedziała się o tym moja nauczycielka historii, podeszła do mnie i powiedziała : To ci się nigdy nie przyda, i tak nie będzie tego na konkursie. I nie dopuściła mnie do udziału w nim. Co się dowiedziałam od koleżanek które go pisały? Że było co najmniej pięć pytań o II WŚ i jedno o życiu Józefa Stalina. Do następnego etapu przeszła tylko jedna osoba, wszystkie poległy właśnie na tych pytaniach, bo skupiały się na nauce o początkach Polski.
Byłam wściekła.
Jeżeli wiesz, że jesteś w czymś dobra nie odpuszczaj! Najgorsze co możesz zrobić to porzucić swój talent. Rozwijaj się wbrew temu co inni mówią. Ja np nie mam ani żadnego talentu ani w żadnej dziedzinie nie jestem "najlepsza" lub chociaż dobra. I żałuję, że od małego nie byłam popychana w jakimś kierunku... może teraz miałabym jakąś pasję. Rób dalej to co kochasz, powodzenia :)
Piona, zawsze gdy ludzie pytaja sie mnie o hobby dochodze do wniosku, ze jestem do bani bo nie mam żadnej pasji xd
Miała wtedy 5lat więc teraz zapewne jest starsza ;)
@Blides Była wtedy w piątej klasie, czyli ~11 lat ;)
Też tak miałam! Niestety nauczycielka też nie chciała mnie przygotowywać do konkursu. Przeszłam etap szkolny i wygrałam etap rejonowy, wtedy się zaczęły schody do konkursu wojewódzkiego, NIE DAŁA MI ŻADNYCH MATERIAŁÓW, ale ja jako ambitna dziewczyna uczyłam się sama w domu 2 miesiące i zajęłam bodajże 6 miejsce, jednakże zakwalifikowałam się do następnego etapu - ponadwojewódzkiego, gdzie zajęłam 1 miejsce.
Dlatego teraz wiem, że jeśli chcesz coś osiągnąć musisz to zrobić samemu! A Tobie życzę powodzenia w dalszych konkursach i WALCZ O SWOJE!!
Pozdro jestem z Siedlec
Wow, ktoś z okolicy :D
Łosice pozdrawiają :D
Ja też xd Pjona :D
Ja też powiat miński :)
Oo, Łosice, Prus pozdrawia :D
@sisi26824 ja po Prusie XD
Pozdrowienia z Siedlec :-D
Jak ja bylam w 5 i 6 klasie chodzilam na zajecia z pilko recznej. Bardzo lubilam stac na bramce i bylam w to nawet dobra. Ogolnie to wszyscy tak mowili. Nawet pan mnie kiedys sprawdzal i rzucal mi do bramki pilki, ktore brobilam. Ale znowu na zawody mnie nigdy nie brali na zawody, bo bylam zbyt niska... Potem na poczatku gimnazjum chcialam stac na bramce a moj kolega mnie wysmial i powiedzial, ze ja sie nie nadaje, zeby w ogole grac a dopiero bronic... Pozniej nigdy sie nie zglaszalam. Bo po co skoro i tak mnie wysmieja? Do tej pory traktuja mnie jak dziecko, bo jestem niska. Czasem niektorzy ludzie patrza na pozory a po co?
Oj przepraszam za literowki, ale pisalam na telefonie
Nauczycielka Cie po prostu nie docenila ;-) nie przejmuj sie i glowa do gory ;-)
Dla równowagi napiszę, że w gimnazjum miałam spoko WF-istę. Zawsze zabierał większość średnio-utalentowanych i oczywiście mega-utalentowanych na zawody sportowe. Dzięki temu ja- drobna dziewczyneczka 156cm wzrostu i 47kg wagi byłam m.in. na zawodach w PCHNIĘCIU KULĄ. :D Gdy przyszłam, reszta zawodniczek wyglądała jak damskie mini-sumo: min. 175cm i każda z lekką nadwagą. Było nas w sumie ok. 15, a ja zajęłam 7 miejsce (był to 3. raz w życiu, gdy pchałam kulą, więc całkiem nieźle).
Oczywiście nie miałam szans wygrać, tak samo jak nie miałam szans w sztafecie, skoku w dal z miejsca i z rozbiegu, biegu na kilometr, koszykówce, czy unihokeju, ale co się nachodziłam na zawody, to moje i cieszę się, że nasz WF-ista zabierał zawsze całą zgraję na zawody. :D
Mój trener narciarski często mi powtarzał "Nie sztuką jest wygrywać ze słabszymi, lecz walczyć z lepszymi". Coś w tym jest :)
A zachowania Twojej nauczycielki nie chce mi się komentować, dla mnie to po prostu okrutne z jej strony.