#sgyzc

Nigdy nie ufajcie szkolnemu pedagogowi / psychologowi. Wiem, że szerzy się, iż z problemem to pierw do takich. Bo blisko, bo pod ręką, bo po to są, bo to fajny pierwszy krok w stronę samorealizacji. Sam byłem zagubiony, w liceum, i wybrałem tę opcję. Miałem już dość, przed rodzicami udawałem, ale nie radziłem sobie tylko bardziej. Nie wiedziałem do kogo mam iść, a już byłem zrozpaczony. Chciałem pogadać - opcja pedagoga wydawała się mi szansą, nadzieją. Poszedłem... Żałuję.

Byłem już uczniem pełnoletnim i myślałem, że będzie cicho. Naiwnie się nakręciłem, że to sprawa pomiędzy mną a pedagogiem. Po jakiejś chwili od wejścia przeszedł mi stres, a ze mnie wszystko wyleciało. Pierwszy raz nie kłamałem i mówiłem co i jak czuję, jak wygląda, z czym sobie dokładnie nie radzę. Opowiedziałem też o sytuacji w domu, o kontaktach z rodzicami, rodziną (wspomnieć muszę - bardzo złe relacje, znęcanie psychiczne itd.). Przesiedziałem tam z dobre ponad dwie godziny i opowiadałem o swoim życiu. Poczułem ulgę, gdy już skończyłem. Zostałem też zapisany do placówki pedagogiczno-psychologicznej na wizytę. Wszystko wyglądało super, ja dostałem parę rad i wyszedłem z lżejszym środkiem. Miałem wrócić za godzinę, by odebrać jakiś wniosek.

Okazało się, że po moim wyjściu zadzwoniono do mojej mamy i poproszono ją o przyjazd do szkoły dnia następnego. Przez telefon powiedziano jej o mojej wizycie i moich "problemach", samym zgłoszeniu się do pedagoga. Ucieszyłem się? Tak mocno, że prawie wyszedłem trzaskając drzwiami. Już wiedziałem, że zacznie się wojna, gdy tylko wrócę ze szkoły (a mówiłem, jak jest w domu...).

Po paru dniach musiałem wszystko odkręcać, mówić, że to nieprawda. Że rodzina zareagowała okej i sami, na własną rękę, chcą mi pomóc. Ta kobieta mnie dusiła, bym poszedł do szkoły i to naprawił. Nie miałem wyjścia.

Moje problemy się pogłębiły, a ja wybrałem samotną wędrówkę po psychologach, jako "dodatkowe kółko z matematyki". Inaczej znowu byłbym "torturowany", co ja wymyślam, robię, stwarzam, wymyślam, udaję itd.

Odbijają mi się słowa pedagoga, zanim wyszedłem, mając wrócić za godzinę. Powiedział, "zaufaj mi, coś z tym zrobimy".

Od tego momentu nie ufam nikomu. Mam blokady nawet na spotkaniach z terapeutą, choć wiem, że ten chce mi pomóc.
sauron Odpowiedz

Tak, kurwa, najlepiej, powiadom osoby, które się znęcają, że osoba nad którą się znęcają wyznała o nich prawdę. Wyślij ofiarę z powrotem do oprawców, w największe szambo. Bądź zadowolony z siebie.
Człowiek minął się z powołaniem ewidentnie.

Hashie

W podstawówce powiedziałam katechetce, że moja mama mnie bije. Co zrobiła szanowna pani? Wezwała mamę :) wiele takich ludzi

cathymoor

W jednej z moich byłych szkół był pedagog, który rozwiązywał problemy tak:
Uczeń mu coś mówił, on słuchał, czekał aż zainteresowanego nie będzie w szkole i roztrząsał to na forum jego klasy.
Po namyśle, zaliczywszy parę różnych placówek oświatowych, chyba jeszcze w żadnej nie spotkałam normalnego pedagoga, a tym bardziej - psychologa.

SzczerbataMorda

Ja w podstawówce sie dowiedziałam, że mam myśli samobójcze, bo koleżanka pożyczyła ode mnie lalkę i mi jej nie oddała.

sauron

... No, bo jak wezwiesz takiego rodzica, to on na pewno spokornieje, położy uszy po sobie, przeprosi i obiecuje więcej tak nie robić i wszysko się magicznie wyprostuje, prawda?
Borze wszechlistny.

honestly

No przecież studia lajtowe, potem ciepła posadka, a tu jakaś patola przychodzi to skąd on ma wiedzieć? A tak, pewnie dzieciak kłamie. Hmm, może zadzwonić do rodziców i zapytać? A może jednak mówi prawdę, może zadzwonię do rodziców, powiem im co wiem i zapytam, bo na pewno tego nie widzą, a jak zobaczą to się poprawią xD Nigdy nie miałam inteligentnego pedagoga w szkole, najlepiej wspominam akcję jak pedagog dowiedział się, że kolega z klasy pali fajki i w kółko za nim łaził i mówił jakie to złe xD Nie działało, ale pan magister już się tak wkręcił, że porozwieszał wszędzie jakieś paskudne plakaty (nie z serii grafik płakał jak projektował, tylko po prostu obleśne). Potem chyba dyrektorka go opieprzyła to je zdjął xD Zawsze zastanawiało mnie jak ten idiota skończył studia, ale potem poszłam studiować i dowiedziałam się, że na naukach społecznych są ich całe hordy.

Chlorowodor Odpowiedz

Słyszałam kiedyś podobną historie o psychologu w szkole niedaleko mnie. Masakra :/ Mam szczęście, że trafiłam na świetną pedagog i psycholog, ale to co się dzieje w niektórych szkołach jest straszne O.o

kuguarek Odpowiedz

Właśnie zaczęłam studia na kierunku pedagogika i w rozmowie z kolegą z roku, dlaczego wybrał właśnie ten kierunek, odpowiedział że chce mieć łatwą prace pedagoga szkolnego. Dostanie swoje biuro, a jak jakiś dzieciak do niego przyjdzie to coś tam mu powie i poklepie po główce... nie rozumiem takich ludzi.

GotowanaKielbasa Odpowiedz

To jest złamanie tajemnicy psychologa. Poszłabym z tym do kuratorium, nie wiem, poszperałabym kto się tym zajmuje.
Nie odpuściłabym sukinsynowi.

ButFirstLetMeDie Odpowiedz

Strasznie Ci współczuję i doskonale Cię rozumiem. U mnie było dokładnie tak samo. Poszłam do szkolnego psychologa, nie z własnej woli co prawda, ale to długa historia, i właściwie to nic nie powiedziałam o moich problemach, a psycholog i tak powiadomił o tym rodziców, także nie polecam :/

CottonCandySky Odpowiedz

W gimnazjum miałam okropną klasę, chłopcy to byli debile, niektóre dziewczyny były jeszcze gorsze. Chciałam przepisać się do innej klasy, by to zrobić trzeba było iść do psychologa szkolnego i powiedzieć dlaczego chcę to zrobić. Przy rozmowie obecna była również moja wychowawczyni. Opowiedziałam, że nie znoszę tych ludzi, że się ze mnie wyśmiewają itd. i to jest powodem tej decyzji. Psycholog szkolna trzymała mnie w gabinecie przez 6 GODZIN, powiedziała, że wypuści mnie dopiero wtedy, gdy powiem, że nie chcę zmienić klasy. Razem z wychowawczynią wychodziły i wracały po jakimś czasie, pytały czy już zmieniłam decyzję, czy nie. Po 6 godzinach miałam już dosyć (krzesła tam były strasznie twarde i po prostu więcej już nie dałam rady wysiedzieć XD) i powiedziałam, że już nie chcę nic zmieniać. Oczywiście na początku roku szkolnego moja wychowawczyni powiedziała przy całej klasie to, co mówiłam wtedy przy niej i przy psycholog szkolnej więc przez cały następny rok miałam jeszcze bardziej przewalone.

nictakiego123 Odpowiedz

Niestety trzeba bardzo uważać. Moja pedagog jest świetna i bardzo mi pomogła, ale sytuacje są różne. A dzwonienie do rodziców bardzo częste, chociaż w tej sytuacji to palant a nie psycholog

Ookami Odpowiedz

Nie miałam aż takiego piekła jak Ty, ale w podstawówce klasa zrobiła sobie ze mnie kozła ofiarnego.
Przez sześć lat wielokrotnie odwiedzając pedagoga za każdym razem słyszałam, że jest to moja wina, że to ja powinnam się zmienić, że jeśli prowokuję (czego nie robiłam), to po prostu dostaję to, na co zasłużyłam.

Teraz panią "petagok" mijam często na trasie do liceum. I nigdy się z nią nie witam, ale zawsze patrzę jej z pogardą prosto w oczy.

Misiaaaa

Chyba bym nie wytrzymała i kiedyś na ulicy podeszła jej to wszystko wygarnąć.

KnightJack Odpowiedz

Oh rany, spotkało mnie to samo, wydawało mi się , że mnie w domu zabiją, tacy byli wściekli. Współczuję. Mam nadzieję, że zwiales od tych koszmarnych ludzi? (Nie zaszczyce ich nazywaniem Twoją rodziną.)

ZimnaFrytka Odpowiedz

U mnie była w liceum taka pielęgniarka, dzięki niej wszyscy nauczyciele wiedzieli o tym że choruję, bo trafiłam do niej po silniejszych mdłościach niż zwykle po lekach. Po tym nigdy do niej więcej nie poszłam

Zobacz więcej komentarzy (22)
Dodaj anonimowe wyznanie