#uKygC

Jestem kompletnie emocjonalnie rozwalona. Mam całkowicie pogruchotane serce, jakby po jakimś wypadku drogowym. A czuję się tak, bo przez 10 lat związku mój chłopak mi się nie oświadczył, nawet o tym nie pomyślał. I nie mogę z tą myślą żyć.

Serio, jak zdarzy mi się trochę dłużej o tym pomyśleć, to mam problemy z normalnym oddychaniem. Brakuje mi powietrza. Traktuję to jak znieważenie. Upokorzenie. Stwierdził, że jestem nic niewarta? Nie potrafię zrozumieć, po co z kimś być tyle czasu, jak się z tym kimś nie planuje przyszłości. Po co tyle lat oszukiwać? Bo to nie jest tak, że przez te wszystkie lata nie poruszałam tematu. Za każdym razem w odpowiedzi zapewniał mnie, że tak, że jak najbardziej, że będą zaręczyny, że będzie ślub, że będzie wspólna przyszłość i wspólne życie. Nawet podawał przedziały czasowe. A jak mijały – następne. Ile już miało być „deadline'ów” zaręczyn... Ile terminów ślubu przepadło... Pierwszy minął, drugi też, trzeci mija w tym roku... Po co tak kłamać? 
Boli mnie to, że we wszystkich związkach z naszego otoczenia to facet był tą stroną, której bardziej zależało na „zaklepaniu” dziewczyny, na zamieszkaniu razem. To my byliśmy pierwszą parą. A z biegiem czasu, mniej więcej w tym samym czasie, inni zaczęli wchodzić w związki, zaręczać się, brać śluby, rodzić dzieci. Ominęły mnie te wszystkie chwile. Najpierw nie miałam czego opowiadać w kwestii historii zaręczyn, potem nie miałam czego razem planować, nie miałam o czym rozmawiać w temacie kredytów, kupowania mieszkania, urządzania się. Teraz nie mam o czym gadać w sprawie dzieci. Już zostałam tylko ja bez męża. Dziewczyny patrzą na mnie jak na frajerkę, widzę to. Rodzina i znajomi, kiedy tylko mogą, to wbiją szpilę, że młodość mija, a ja... Ciekawe, dlaczego tylko mi się obrywa, a facet nie dostaje żadnych aluzji. Dlaczego to zawsze dziewczyny muszą wysłuchiwać pytań „Kiedy wy?”, aluzji „No, to czas na was”, „Kiedy ślub?”. Dlaczego nie kierują tych pytań do faceta? Przecież to on jest inicjatorem. Dlaczego facetom się tego nie wypomina? To tylko ja mam się czuć głupio i obrywać za to, że on się nie chce oświadczyć? Jakby to była moja wina. A inicjatywa należy do faceta.

Otrząsnęłam się z mojej naiwności ostatecznie wtedy, gdy po ponad roku posiadania wspólnego konta oszczędnościowego, na które to ja nalegałam i na którym mieliśmy zbierać razem kasę na wkład własny, w dalszym ciągu były tylko moje oszczędności. On nie odłożył na ten cel nic, ani złotówki. Dopiero kasa dobitnie uświadomiła mi jego priorytety. Wcześniej miałam tylko czasem przebłyski świadomości. Kiedyś, jeszcze nie tak dawno temu, zasypiałam z myślą, że któregoś dnia doczekam się, że on uklęknie, a ja wtedy powiem, że już za późno. Teraz wiem, że nigdy by nawet do tego nie doszło.
Zupagrzybowaa Odpowiedz

Kobieta też się może oświadczyć, żyjemy w XXI wieku i w końcu kobieta może być równa mężczyźnie 🤸‍♀️🤸‍♀️ Ale tego delikwenta powinnaś kopnąć w dupę już po pierwszej niespełnionej obietnicy oświadczyn

karlitoska Odpowiedz

Brak najważniejszego - jesteście dalej razem czy kopiłaś go w dupke i urządzasz sobie życie?

wyzwolonaa Odpowiedz

Najgorsze że zmarnowałaś z nim tyle lat. Ale w sumie masz jeszcze czas, znajdź sobie kogoś normalnego i niestety nie nastawiaj się na ślub. Dzisiejsi faceci to dzieciaki

sea Odpowiedz

Przykro mi, że cierpisz, co jest naturalną reakcją na ważne dla nas tematy. Według mnie to jest bardzo słabe zachowanie, gdzie chłopak deklaruje jedno, a potem nie wykonuje żadnych kroków w tym kierunku.
Czy ma tak tylko w kwestii Waszej przyszłości, czy ogólnie w życiu, z różnymi tematami?
Jeżeli to dotyczy tylko Was, to mam wrażenie, że rozbijacie się na poziomie wartości. Dla Ciebie ważne są ślub, zaręczyny, dzieci, a dla niego możliwe, że nie bardzo. Co pewnie nie zmienia faktu, że Cię kocha i chciałby spędzić z Tobą życie, tylko może na innych warunkach. Mówi Ci to, co chcesz usłyszeć, bo nie chce Cię stracić.
Może jest możliwe znalezienie jakiegoś kompromisu w takiej sytuacji?

Dodaj anonimowe wyznanie