#uPn99

Moja koleżanka jakieś rok temu poznała chłopaka w internecie na jakimś forum. Zagadał do niej, wymienili się numerami i stale utrzymywali ze sobą kontakt. W sumie nic mnie w tym nie zdziwiło do czasu, gdy oświadczyła mi, że są parą, kochają się na zabój i mają zamiar wziąć ślub, mieć dzieci itd. 

Z jednej strony to fajnie, że dziewczyna znalazła swoją drugą połówkę, bo chłopcy nigdy jakoś specjalnie się nią nie interesowali, ale z drugiej strony to ten facet był bardzo podejrzany. Wysłał jej kiedyś jakieś zdjęcia i tyle go widziała. Na skype z nią rozmawia, ale bez kamerki, bo nie ma (to trochę dziwne, że przez rok nie mógł sobie kupić jakiejś za 30zł). Jego profil na fb jest strasznie pusty, zero wpisów, trochę znajomych, żadnych zdjęć. Z jego opowieści wynika, że jest ideałem, trenuje siatkówkę, świetnie się uczy, studiuje prawo na UW itd., a na przysłanych zdjęciach wygląda mega przystojnie. Wierzyć mi się w to nie chciało, a moja koleżanka jest strasznie naiwna i dzieliła się z nim każdą chwilą. 

Kiedyś chciała się z nim spotkać w Warszawie (jesteśmy z Wrocławia, więc rzadko przebywamy w stolicy), ale "akurat go nie było". No rozumiecie sytuację. Gdy zdradził jej, że całe wakacje pracuje w Wa-wie, namówiłam ją na wspólny wyjazd, by mogła się z nim spotkać. Tydzień przed umówionym spotkaniem z ukochanym kontakt się urwał, profilu na fb nie ma, telefon wyłączony, na skype niedostępny. Na spotkanie oczywiście też nie przyszedł. 

Dla mnie jasna sprawa, w końcu przestał sobie żartować, bo to zaszło za daleko. Niestety moja koleżanka jest teraz w żałobie, bo przecież na pewno coś się stało, wypadek, paraliż lub morderca zza szafy. Chłopak albo leży w szpitalu albo nie żyje, bo inaczej by się odezwał. Chodzi ubrana na czarno i wciąż czeka na jakąś wiadomość od niego.

Piszę tą historię jako przestrogę. W internecie można poznać wiele wspaniałych osób, ale jest też dużo trolli i nie ufajcie wszystkim, bo potem można płakać.  A ty "Krzysiu" jeśli to czytasz to wiedz jedno, jesteś du*kiem.
gwynbleidd Odpowiedz

Z dwojga złego lepiej, że nie przyszedł, niż jakby miał przyjść jakiś Janusz i zrobić krzywdę koleżance. Ale ja też miałam podobną znajomą w liceum. Co chwilę poznawała chłopaków na fikcyjnych kontach na naszej klasie i każdy po kolei był "tym jedynym, ale tym razem naprawdę".

kotwbutach Odpowiedz

jak się chłopak dowartościował.... przyszły prawnik z UW :)

s4rna Odpowiedz

ja poznałam chłopaka przez internet, spotkalismy sie i jesteśmy razem od 2 lat ?
na szczęście mi sie pofarciło, ale współczuje koleżance

fourroses Odpowiedz

O, Warszawa, znajomo brzmi. Też jakiś czas rozmawiałam z kolesiem, który wkręcał mi różne rzeczy, ale nie dałam się nabrać ;D

spiochu Odpowiedz

Prawie 4 lata temu poznałem super dziewczynę na czarek.pl od tamtej pory utrzymujemy bardzo dobry kontakt, planuje się z nią spotkać już dłuższy czas. Nawet zaprasza mnie do siebie, ale trochę sie boje jak zareaguje w tzw. "realu". Jedno jest pewne kiedyś się spotkamy :)

Majciakk

Bardzo podobną mam sytuacje ;)

Calamitas Odpowiedz

A myslalam ze nie ma az tak naiwnych ludzi

smerf7aa Odpowiedz

Bardzo mi to podobnie wygląda do mojej sprawy.. też Wawa, też przystojny, na skype tylko gadaliśmy tak że ja się pokazywałam a On nie a ze spotkaniami wykręcał się jak mógł. Co się okazało? Znalazłam profil osoby o takim samym imieniu z pod Wawy ale innym nazwisku, ale takich samych zdjęciach, miał dziewczynę. Tak, to musiała ta osoba z którą pisałam, brać zdjęcia tego zajętego chłopaka.

hople Odpowiedz

racja, nie warto się angażować zbytnio w internetowe znajomości... dobrze, że tak się stało, niż jak miałby ją dalej oszukiwać. musisz spróbować pomóc koleżance, na pewno jest bardzo uczuciową osobą, będzie jej ciężko, ale dacie radę :) oby w końcu trafiła na porządnego faceta

needless Odpowiedz

Szkoda trochę koleżanki mimo wszystko. To jest przecież przykre jak ona nie chce uwierzyć w to, że ją oszukał "Krzysio",tylko sobie żałoby urządza...

kropeczka Odpowiedz

Ja w internecie poznałam swojego męża. Odległość jaka nas dzieliła od siebie to 600 km.

Stella

mnie i mojego narzeczonego dzielilo ponad 1000 km :)

Zobacz więcej komentarzy (7)
Dodaj anonimowe wyznanie