#ukYGZ
Wyglądając jak ostatnie nieszczęście, poszedł czym prędzej do lekarza, aby zaradzić coś na ten upiorny obrzęk. Wyciągnął numerek i wyszedł przed klinikę. Czasu miał dużo, więc usiadł sobie na ławeczce w parku i zapalił papierosa. Podszedł do niego jakiś młody, podpity menel i zaczął domagać się złotóweczki na piwko. Radek powiedział, że nie ma. Żul okazał się niezbyt wyrozumiały i… z zaskoczenia strzelił mu kopniaka prosto w twarz. Dokładnie w opuchniętą i pokiereszowaną jej część.
Lekarz zalecił dwa tygodnie urlopu i zimne okłady. Po trzech dniach kiszenia się w domu, Radek dał się wyciągnąć przez nas na dwór. „Usiądź z nami, wypij piwko, zapomnij o problemach...” - prosiliśmy. Było fajnie. Żal nam się kolegi zrobiło, bo faktycznie jego twarz wyglądała niczym skrzyżowanie arbuza ze szlachetnym obliczem buldoga francuskiego. Jako że dołączył do nas Michał, gość od lat ćwiczący mieszane style walk ulicznych, pół żartem, pół serio zaproponowaliśmy, aby dał Radkowi kilka lekcji samoobrony. I faktycznie pokazał mu parę ciekawych technik blokowania ciosów i zadawania szybkich uderzeń pięścią. Na koniec zaproponował, aby Radek popracował nad rozciąganiem nóg, bo jak to powiedział: „Nie ma nic lepszego niż mocny but prosto w ryj agresora!”. Stwierdziwszy to, wykonał serię popisowych machnięć nogą. Proste, boczne, okrężne, kolanem… Michał machał wściekle kopytem, a my w szczerym podziwie dla jego umiejętności patrzyliśmy z szeroko otwartymi oczami. Kopnięcie szyjne, kopnięcie odwrotne i na koniec – supersilne kopnięcie półobrotowe z wyskoku… prosto w spuchniętą twarz Radka, który zagapił się na sznurówki i nie zauważył, że przez nieuwagę Michał za bardzo się do niego zbliżył.
Radek padł. Musieliśmy go cucić. Teraz przypominał już sino-zieloną purchawkę. Nie miał Michałowi za złe tego przypadkowego ciosu. Przez dwa tygodnie siedział w domu.
W dniu, w którym wrócił do pracy i życia społecznego… ugryzł go szerszeń. Tak – właśnie w tę część twarzy, z której powoli zaczęła schodzić mu koszmarna opuchlizna.
Bolało przy czytaniu.
Nawet nie chcę myśleć jak to musiało boleć ;-;
Współczuję mu. Bolała mnie twarz jak to czytałam.
Auuuu. Aż mnie zabolało pół twarzy
Swoją drogą, to kopnięcia na głowę wcale nie są najlepszym rozwiązaniem jeśli chodzi o samoobronę.
Ojej, aż mnie boli. Twój kolega ma wielkiego pecholca. Życze powrotu do zrowia, bez kolejnych dokładnań w tą biedną twarz :)
Biedny
Kolega, yhym..
Ale pech... Żeby mu tylko jakieś blizny brzydkie nie zostały :/
Haha, masakra. Powinien niedługo zagrać w lotto, może los mu odpłaci z nawiązką ;)