#urcud
Na Halloween mój młodszy brat postanowił wybrać się na zbieranie cukierków. Pech chciał, że akurat tamtego wieczoru jako jedyna nie miałam żadnych planów, więc pilnowanie go spadło na mnie.
Przy pierwszym domu młody oczywiście musiał wyrżnąć o wycieraczkę przed drzwiami.
Pani, która mu otwierała, bardzo się zmartwiła i z racji tego, że "jest bardzo dzielny i nie płacze" podarowała mu kilka nadprogramowych cukierków.
Młody był oczarowany.
Przy każdym następnym domu za każdym razem robił to samo i właściwie za każdym razem dostawał jakiegoś dodatkowego słodycza.
Po prostu geniusz zła :D
Nie "geniusz zła" a "król biznesu" 😁
Chyba lepiej wie jakim geniuszem jest jej brat.
Z kontekstu przytoczonej historyjki wynika jednak, że biznesu.
Gorzej by było gdyby przed ostatnim domem wybił sobie wszystkie żeby i nie miał jak zjeść tych wszystkich słodyczy:(
Dlaczego? Dużo cukierków jest do ssania. A już by przynajmniej mu zębów nie popsuły ;)
Od takiej ilości słodyczy i tak by mu wypadły także nie ma co się martwić;)
Człowiek powtarza nagradzane zachowania. Świat się opiera o ten instynkt ;-)
Raczej Janusz
A to psikus :D
Miło z Twojej strony, że się troszczysz, ale w tej biednej, zacofanej Polsce wiemy co to Halloween i "połapaliśmy się w sytuacji" bez wzmianki o tym, że mieszkasz w Stanach.
Po co ten jad? Autor nie tłumaczył, co to Halloween, więc raczej nie chodziło mu o to, że my tu tego nie wiemy. Myślę, że raczej chciał uniknąć komentarzy krytykujących obchodzenie obcych (złych, hamerykanskich) świąt, ewentualnie już długo tam mieszka i nie wie, że u nas Halloween też już się dość mocno przyjęło.
Problem w tym, że Halloween w Polsce jest owszem, obchodzone, ale nie tak hucznie i nie tak powszechnie - więc czytelnik mógł założyć, że akcja wyznania toczy się w Polsce, i zwątpić, że młodemu udały się żniwa w tak wielu domach.
@WillaWianki Dokładnie. U nas halloween polega głównie na organizowaniu jakichś imprez tematycznych itp. Ani razu jeszcze nie spotkałam się z dziećmi zbierającymi cukierki po sąsiadach.
Willa, Anka, serio? W mojej okolicy od dobrych kilku lat widuję grupy przebierańców chodzących po domach w Halloween... Może nie są to tłumy, ale jak ktoś mieszka na osiedlu domków jednorodzinnych albo w bloku to może liczyć na kilka- kilkanaście dzwonków do drzwi.
Akurat tak się składa że 5 lat temu się przeprowadziłam, więc mam niezły punkt odniesienia, a pamiętam, że temat się pojawił już kilka lat przed przeprowadzką.
No ja ani razu jeszcze się z tym nie spotkałam. Ani u siebie (i osiedle domków jednorodzinnych i blok), ani nie słyszałam o tym nigdy od rodziny, czy znajomych. Gdyby autorka nie napisała, gdzie dzieje się ta historia, to na pewno byłabym do niej sceptycznie nastawiona.
No to mamy tu spore zróżnicowanie... W sumie jak się zastanowię to już mnie to nie dziwi - mamy nową, zaimportowaną modę, której "natężenie" kształtuje się zapewne bardzo lokalnie: wystarczy, że na jakimś osiedlu dzieciaki raz się zgadają, jak pomysł wypali to w kolejnym roku będzie ich więcej. I druga sprawa, że pewnie inaczej to wygląda w dużych miejscowościach niż w małych, inaczej w "wymierajacym" blokowisku, inaczej na osiedlu sprzed kilkunastu lat (gdzie narybek właśnie dojrzewa do pierwszych łowów), a inaczej na całkiem nowym osiedlu, gdzie mieszkają same pary z dziećmi w pieluchach. Moje doświadczenie pochodzi z większego miasta w zachodniej części kraju, osiedle wiekowo zróżnicowane... W zasadzie same czynniki sprzyjające rozprzestrzenianiu halloweenowej infekcji (joke) 😉
W sumie powinnam dodać, że tutaj nie wygląda to tak samo jak w USA... Przynajmniej, jeśli wierzyć filmom i internetowi, to tam rodzice przebierają raczej małe dzieci i ruszają z nimi na obchód sąsiadów, natomiast ja się spotkałam z grupkami takich świeżo-srednio upieczonych nastolatków, które już oczywiście wędrują we własnym gronie, bez wstydliwego towarzystwa starszych;)
Negatywna strona jest taka, że słyszałam już o "trochę" przegiętych "psikusach" za brak cukierka...w stylu drzwi usmarowanych jajem/klejem etc...
Użytkownik404, wydaje mi się, że to „zróżnicowanie lokalne” może być przez to, że w wielu szkołach uczą, że nie powinno się popierać pogańskich świąt i że jest to brak poszanowania do religii chrześcijańskiej, do zmarłych i tego jak u Nas obchodzi się „dzień zmarłych”.
U Nas na osiedlu chodzą, ale niestety większość nawet nie otwiera dzrzwi tym dzieciom, a jak już otworzą, to wrzucą po jednym cukierku i dowodzenia. Ale żeby jakieś dziecko zrobiło „psikusa” to nie widziałam.
Zazdroszcze. Zawsze marzyłem, żeby zamieszkać w Chichichago.
No "John of the bussiness" normalnie 😁