#v0Fjy

Lekarka skierowała mnie na badanie moczu. Moja poradnia jest bardzo mała, mieści się w przystosowanym domku jednorodzinnym, to tylko kilka pomieszczeń i ciasna poczekalnia. Dostałem pojemnik i wskazano mi drzwi od łazienki. Gdy już go napełniłem, zorientowałem się, że nie ma wieczka. Dziwne, czyżbym je zdążył zgubić?
Podszedłem do drzwi i otworzyłem je z impetem (chodziły zaskakująco lekko). Poczułem, że w coś uderzyłem. Okazało się, że znokautowałem małego chłopca, który miał może 4-5 lat i akurat znajdował się po drugiej stronie. Przewrócił się centralnie przed drzwiami, a ja straciłem równowagę i wylałem cenną zawartość mojego pojemniczka na jego głowę… Dzieciak zaczął się wydzierać jak opętany, krzyknęła też jego matka i jeszcze parę osób w poczekalni. Matka w sekundę była przy nas, wycierała dzieciaka, a mnie próbowała zabić spojrzeniem. Inni też patrzyli na mnie jak na potwora. Z recepcji przybiegła pielęgniarka, a słysząc krzyki z gabinetu wyjrzała lekarka. Czułem się jak wróg publiczny. Atmosfera była ciężka, a ja i tak straciłem cały materiał do badania, więc przeprosiłem i ulotniłem się do domu.

Chyba będę musiał zmienić przychodnię.
lucyferq Odpowiedz

O kur.. biedny mały!

Pandorozec002 Odpowiedz

. <- Chłopiec, drzwi, siki

joshspookyjim

podbieg, niuch, wzdryg! Tak mi sie skojarzyło hahah

Dodaj anonimowe wyznanie