#vaGMV

Cały tydzień przed świętami na uczelni mieliśmy wolne, tylko 1 kwietnia miało być kolowium z anatomii, na które postanowiłam wybrać się autem.

Dojechałam na miejsce i oczywiście nie było gdzie zaparkować. Przez fatalną pogodę nie dało się jechać zbyt szybko, więc bałam się, że się spóźnię. Po 20 minutach błądzenia po mieście wreszcie znalazłam wolne miejsce. Nie zastanawiając się zbyt długo zaparkowałam auto i gazem na uczelnię.

Kolokwium oczywiście było trudne, co jeszcze bardziej pogorszyło mój nastrój. Jedyne o czym marzyłam to żeby jak najszybciej znaleźć się w domu. Nie czekając na nic wsiadam do auta z koleżanką, którą miałam wysadzić po drodze. Włączam wycieraczki i coś mi przelatuje przed nosem. Jakiś świstek w woreczku. Wysiadam i patrzę, a tu mandat za brak karty parkingowej. Z tego pośpiechu przeoczyłam znaki z informacją o płatnej strefie parkowania. Jako biednego studenta przeraziła mnie kwota do zapłaty... Cała przyjemność kosztowała mnie 50 zł. Już myślę o tym, że pół tygodnia będę siedzieć o chlebie i wodzie. W opłakanym nastroju jadę podwieźć koleżankę, a że godzina była jeszcze w miarę wczesna (koło 16) los stwierdził, że za mało wrażeń jak na jeden dzień. 

Znajoma już u siebie, więc nie mam się co ociągać, szybko do domu. Droga spokojna, nie ma aut zatem prędkość nieznacznie wzrosła. Ni stąd ni zowąd zza rogu wyskakuje policjant i sprawdza mi prędkość tzw "suszarką", po czym pokazuje lizakiem żebym zjechała. No świetnie. Jak nigdy nie dostałam mandatu to dzisiaj będzie combo i dostanę dwa.

Zjeżdżam na pobocze. Szanowny Pan w mundurze prosi mnie o dokumenty i w tym momencie robi się ciekawie. Po okazaniu prawa jazdy policjant doszedł do wniosku, że ono nie należy do mnie bo na zdjęciu nie jestem podobna siebie. "Nie mam grzywki i na zdjęciu mam jaśniejszą karnacje"... Niestety, nie miałam przy sobie ani dowodu osobistego, ani legitymacji studentckiej żeby udowodnić, że dokument należy do mnie.

Policjant ogląda auto. Szczęście w nieszczęściu, że wszystko w nim grało a przynajmniej tak zrozumiałam. Prosi mnie o wyjście z pojazdu i każe mi dmuchać w alkomat. Po dmuchnięciu policjant podnosi wzrok i rzuca spojrzenie w stylu "wypiła wino i prowadzi". Domyślając się co zaraz powie odparłam, że jestem abstynentką i alkoholu nie piję, na co tylko pokiwał głową i zaczyna wiliczanie, co jest nie tak. 

Prędkość + brak dokumentów + ku mojemu zdziwieniu brak jednej postojówki... łacznie wyszło prawie 200 zł. Jak to usłyszałam aż mi się słabo zrobiło. To się nazywa mieć szczęście. Dwa mandaty w przeciągu godziny na taka ładną sumę... Minę napewno miałam ciekawą bo jego kolega siedzący w "psio-busie" (jak to mówi mój znajomy) aż zanosił się od śmiechu. Jak tylko przetrawiłam szokującą wiadomość przeszłam do negocjacji.

"Panie Policjancie... nie daruje pan mandatu? Biednej studentce aż tyle pan da? Godzine temu dostałam mandat za ch*jowe parkowanie. Jak jeszcze ten dojdzie to 3 tygodnie będę żyć o parówkach i wodzie, a do domu będę wracać na stopa"

Gdy tylko wypowiedziałam powyższe słowa obaj zaczęli niemalże płakać ze śmiechu. Ze dwie minuty stałam i przypatrywałam się zmieszana ich dzikiemu śmiechowi. Jeden zdołał wykrztusić "prima aprilis.. to był żart, nie ma mandatu". W jednym momencie kamień spadł mi z serca. Zabrałam dokumenty, wsiadłam do auta i odjechałam z piskiem opon.
OrzeszkiHeheszki Odpowiedz

Dobrze, że są jeszcze jacyś wyluzowani policjanci.

dodiiii Odpowiedz

<333333

kolka001 Odpowiedz

Ja nie moge hahaha

locz33k Odpowiedz

od razu wiedziałam że to będzie żart :D ale co prawda to ładnie cię urządzili haha

Dodaj anonimowe wyznanie