Im więcej będziesz miał pieniędzy, tym bardziej będziesz ich pragnął i nigdy się nie nasycisz. Doskonale widzę to zjawisko u tych, którzy mają kupę forsy, nie do końca legalnie (sprzedaż bez paragonu, pieniądze do ręki żeby nie płacić podatku itp.). I narzekają jak to oni ciężko mają i nie mogą się dorobić. Pewnie popychanie na kontach albo w przysłowiowej skarpecie i się martwią, bo za mało mają. Uczynili z pieniędzy bożka :)
Ja po ślubie przestałem w ogóle grać (jedynie jakieś głupiutkie gierki na telefon).
Nie mam na to czasu, przy dzieciach tym bardziej. Czasem wróciłbym do jakichś tytułów, ale trudno o czas na to, a godzina gry, to szkoda zaczynać 😉
Dragomir
The Last of Us wymiata. Obie części, ale lepiej zacząć od pierwszej bo druga to kontynuacja. Mimo epatowania przez twórców tolerancją (głównie LPG), nie zaburza to wspaniałej historii. Trochę się gryzie i w sumie spokojnie mogłoby się obyć bez tego, ale nie przeszkadza przez ciekawą fabułę i dynamiczną akcję pełną zwrotów.
HansVanDanz
Ja to zdecydowanie fan cRPG. Ostatnio mając dwutygodniową przerwę na przełomie roku ponownie przeszedłem Baldur's Gate) jedynkę, zacząłem kolejny raz Icewind Dale, ale zdążyłem przejść połowę i potem już nie znajdowałem czasu. Może na urlopie 😉
Im więcej będziesz miał pieniędzy, tym bardziej będziesz ich pragnął i nigdy się nie nasycisz. Doskonale widzę to zjawisko u tych, którzy mają kupę forsy, nie do końca legalnie (sprzedaż bez paragonu, pieniądze do ręki żeby nie płacić podatku itp.). I narzekają jak to oni ciężko mają i nie mogą się dorobić. Pewnie popychanie na kontach albo w przysłowiowej skarpecie i się martwią, bo za mało mają. Uczynili z pieniędzy bożka :)
Poupychane* na kontach miało być.
Bo Droga jest ciekawsza niż osiągnięcie Celu 🐸
Zapraszam do przeczytania:
Lao Tse, Droga, w tłumaczeniu Michała Fostowicza.
(dostępne w sieci)
To dość częste zjawisko, w którym dążenie do celu daje więcej szczęścia niż jego osiągnięcie. Psycholodzy nazywają to adaptacją hedonistyczną.
To żadna przyjemność mieć tyle, że aż nie da się z tego wybierać. Jak masz trzy albo pięć i grasz na zmianę, to jest frajda.
Ja po ślubie przestałem w ogóle grać (jedynie jakieś głupiutkie gierki na telefon).
Nie mam na to czasu, przy dzieciach tym bardziej. Czasem wróciłbym do jakichś tytułów, ale trudno o czas na to, a godzina gry, to szkoda zaczynać 😉
The Last of Us wymiata. Obie części, ale lepiej zacząć od pierwszej bo druga to kontynuacja. Mimo epatowania przez twórców tolerancją (głównie LPG), nie zaburza to wspaniałej historii. Trochę się gryzie i w sumie spokojnie mogłoby się obyć bez tego, ale nie przeszkadza przez ciekawą fabułę i dynamiczną akcję pełną zwrotów.
Ja to zdecydowanie fan cRPG. Ostatnio mając dwutygodniową przerwę na przełomie roku ponownie przeszedłem Baldur's Gate) jedynkę, zacząłem kolejny raz Icewind Dale, ale zdążyłem przejść połowę i potem już nie znajdowałem czasu. Może na urlopie 😉
Znam ten ból - setki gier i nie ma w co pograć.
Przynajmniej wiesz że to nie to.
Mam jedną i prawie w nią nie gram .