#xdkvV
Prawie 10 lat temu wyjechaliśmy, z wtedy chłopakiem, do Niemiec. Najzwyczajniej w świecie za pieniędzmi. Ułożyło nam się dobrze, nie będę się rozpisywać czym się zajmujemy, bo nie w tym rzecz.
Było nas stać posłać pieniądze rodzicom, zrobić prezenty. Zawsze jak jechaliśmy do Polski, przywoziliśmy słodycze, proszki i płyny do prania itd. Wiadomo, że tego typu rzeczy zawsze w Niemczech były lepsze. Mąż swoim siostrzeńcom robił drogie i duże prezenty. Troszkę mnie to denerwowało, bo nie tylko na urodziny czy święta, ale również bez okazji.
Lata mijały i jak moja mama powiedziała, że mam się za każdym razem z tymi prezentami nie wozić, bo nie o to chodzi, tak rodzina męża troszkę inaczej do tej sprawy podchodziła. Jak przyjeżdżaliśmy, to pierwsze co było zaglądanie przez teściową i szwagierķę do toreb co przywieźliśmy. Komentarze, że tamten płyn był lepszy, a dlaczego taki zwykły, a nie droższy. Rozmawiałam z mężem dużo razy o tym, że to trochę przesada i im chodzi tylko o rzeczy, nie o nas, ale zawsze słyszałam, że przesadzam. Na nas nic nigdy nie czekało, ani dobre polskie jedzenie, ani zakupy, które moglibyśmy zabrać.
Miarka się przebrała gdy zaszłam w ciążę. Zbliżało się Boże Narodzenie, ale niestety przez komplikacje nie mogłam jechać do Polski. Zadzwoniliśmy poinformować teściową, że nas nie będzie przez zagrożoną ciążę, zapytała oburzona, czy chociaż dzieciakom prezenty wyślemy, oni już mogą obejść się bez. Zapytałam, czy moje dziecko również dostanie paczkę, gdy się urodzi. Zapowietrzyła się i rzuciła, że to my mieszkamy za granicą, więc jakie prezenty, my jesteśmy od robienia prezentów.
To sprawiło, że wybuchłam. Wygarnęłam jej wszystko - że jesteśmy dla nich bankomatem, liczy się tylko to, żeby nas wycyckać. Nie odzywamy się do dzisiaj, naszego dziecka nawet nikt nie chciał zobaczyć. Żałuję, że tyle czasu na to pozwalałam.
Dobrze, że w końcu im wygarnęłaś. Z jednej strony szkoda, iż okazali się takimi materialistami, a z drugiej przynajmniej uchronicie małego od takiej rodzinki.
Szkoda tylko, że jej mąż był taki zaślepiony.
Jak ja Cię dobrze rozumiem. U nas taka sama sytuacja.
To u nas znowu bywaly sytuacje, ze jak cos przywozilismy (tez chcielismy pomoc i odciazyc rodzine finansowo), to wszyscy rodzice, dziadkowie, czy rodzenstwo zawsze powtarzali, ze jestesmy na dorobku i mamy zapewniac komfort zycia przede wszystkim sobie i nie po to tyramy 1500tys km od domu, zeby ludziom rozdawac.
Dzieki Twojemu wyznaniu jeszcze dobitniej uswiadomilam sobie jak madra i kochana mamy rodzine... Szczerze Ci wspolczuje Autorko.
1500 tys km od domu? To chyba w kosmosie tyracie, bo to jakby nie patrzeć 1,5 milona tych kilometrów.
*poniosło mnie z tymi tysiącami - 1500km miało być😅
Ale to nie trzeba wyjeżdżać. Wystarczy, że masz w rodzinie pasożytów.
Mąż ma siostrę na zasiłkach. Bo praca jest poniżej jej godności.
Dzieciaka było mi żal, to zawsze coś się kupiło (dość, że pierwszy raz widziałam żeby się dziecko cieszyło z bloku i kredek najtańszych na gwiazdkę).
Doszła do wniosku, że jak pracujemy, to jesteśmy bogaci, wciskała dzieciaka teściom jak do nas przyjeżdżali (bo żeby się pobawiła w mieście), więc nawet swobodnie z rodzicami porozmawiać nie można, że jak to tak do restauracji, a nie na jakieś dziecięce atrakcje.
Pałka się przegła jak w ciąży byłam i chorowałam i wydawaliśmy NASZE pieniądze na NASZE potrzeby, a ta z pretensjami.
Nawet mąż powiedział dość.
Teraz nawet czekolady nie kupujemy jak odwiedzamy rodzinę.
Chociaż jak idziemy np.do znajomych to zawsze jakiś upominek dla dzieci mamy (słodkie czy jakieś resoraki czy spinki).
Kurcze jak tak mozna bezwstydnie wykorzystywac najblizsza rodzine. Dziwi mnie tylko czy twoj facet tego wczesniej nie zauwazyl?
Dokładnie to samo przytrafiło się mi. 10 lat nie byłam w Polsce. Nie tęsknię za nikim.
Znowu facet, który nie potrafi przeciwstawić się sam swojej rodzinie...
A to kobiet takich nie ma?
Łał, dlatego nie powinno się nikogo tak rozpieszczać.
Ludzie wstydu nie maja... Granice otwarte, jak tak latwo to moga sami wyjechac. Dobrze zrobilas.
w mojej rodzinie jest identyczna sytuacja tylko ,że ja mieszkam w Anglii. Do Polski zazwyczaj przyjeżdżaliśmy w sierpniu to też braliśmy jakieś słodycze dla dzieciaków a dla dorosłych jakieś inne rzeczy. Rodzina z miasta (od strony mojego taty) też nam kupywała jakieś rzeczy i na święta dostawaliśmy zawsze dużą paczkę z prezentami ale rodzina ze wsi (od strony mojej mamy) traktują nas jak bankomat i każą kupować sobie wymienione przez nich jedzenie/płyny/zabawki/ubrania etc. Sami z niebie też nigdy nie zadzwonią co słychać tylko moja mam próbóje nawiązywać neszcze jakiś kontakt. Na moje i mojego brata urodziny też nie dzwonią i za rok na moją 18 też pewnie się nie doczekam tych fałszywych życzeń - aby było śmieszniej to 2 moich chrzestnych jest w tej rodzinie ze wsi :) Na szczęście udało mi się przekonać moją mamę do nie kupowania im rzadnych prezentów. Mam nadzieję ,że przejrzy na oczy i zobaczy co jej rodzinka o nas myśli i przestanie do nich jeździć co wakacje i urwie z nimi kontakt skoro oni nie chcą nas widzieć i chcą tylko prezenty... szkoda paliwa i kasy :)