#yc8Xh
Od przedszkola byłam zawsze najlepsza. Najlepiej czytałam, pisałam. W podstawówce przez pierwsze dwa lata nie miałam co robić, bo wszystko już potrafiłam. Od zawsze czerwony pasek na świadectwie (od podstawówki do końca liceum). Chętnie brałam udział w zajęciach dodatkowych, konkursach. Niestety żaden nauczyciel nie widział we mnie potencjału i nie chciał pomóc mi się rozwijać. W liceum byłam krytykowana za mój perfekcjonizm, same dobre oceny. Wychowawca mówił mi, że na studiach nie będzie tak kolorowo i żebym uczyła się lepiej na przedmioty, które przydadzą mi się na studiach, a olała te, które mi są niepotrzebne. Wtedy go wyśmiałam, dzisiaj przyznaję mu rację.
Maturę zdałam nieźle, dostałam się na medycynę. Zawsze to było moje marzenie. Ale wiecie co? To był największy błąd w moim życiu.
Kompletnie się do tego nie nadaję. Nic mi się tu nie podoba, czuję się wymęczona i wyssana z jakiejkolwiek energii. Jestem na drugim roku tylko dlatego, że wykładowcy okazali mi trochę ludzkiej twarzy i wpisali 3 do indeksu na ostatnim terminie poprawkowym. Uczę się najgorzej na roku. Uwalam wszystko co się da, bo zwyczajnie jestem zmęczona. Mój mózg wyparł mój perfekcjonizm z poprzednich lat. Nie potrafię się już uczyć, nic nie umiem zapamiętać. Mam problemy ze skupieniem się. Nauka sprawia mi problem. Żałuję, że poszłam na tak wymagający kierunek. Bywają dni, że śpię po 2-3 godziny dziennie z powodu nawału nauki. Mózg nie przyjmuje już nowych informacji.
A jednak dalej tam jestem. A wiecie czemu? Bo widzę, jak dużo moi rodzice wkładają trudu w to, żebym studiowała to gówno (nie krytykuję osób, które to studiują, nie krytykuję samego kierunku, po prostu dla mnie to gehenna). Widzę, jak są ze mnie dumni, jak się cieszą, że "dobrze mi idzie".
Nie wiem, czy dotrwam do końca. Nie umiem się już normalnie uczyć, jak za czasów liceum.
Jestem zmęczona, emocjonalnie pusta w środku.
Męcz się długie lata na kierunku do którego się nie nadajesz i nie chcesz studiować. Wykonuj zawód, który prawdopodobnie znienawidzisz po tygodniu. Przy okazji znienawidź też cały świat za zmarnowane lata i przegrane życie. Wyładowuj frustracje na pacjentach i wszystkich wokół. Na koniec wpadnij w depresję. Tak mniej więcej skończy się uszczęśliwianie rodziców za wszelką cenę.
Dobrze powiedziane, BYŁO. "Kompletnie się do tego nie nadaję, czuję się wymęczona, to był największy błąd w moim życiu". To wszystko słowa autorki, która najwyraźniej przeceniła swoje możliwości. Bardzo dobrze, że spróbowała, ale skoro na pierwszym roku jest tak źle to co będzie dalej? W tym momencie nie spełnia już swoich marzeń, tylko wykańcza się psychicznie, żeby rodzice byli dumni. Pewnie boi się ich zawieść, choć zakładając, że ci ludzie są normalni sami doradziliby jej rzucenie tego w cholerę.
Pieprzenie. Ja też cholernie męczyłam się na studiach, w ogóle nie interesowała mnie ta cała medycyna, a teraz męczę się w pracy. Ale wolę męczyć się za 25tys. miesięcznie niż za najniższą krajową, a gdzieś pracować trzeba. Nie żałuję, że zmarnowałam 8 lat (klasa maturalna + studia + staż), bo teraz żyje pełnią życia i spełniam wszystkie swoje marzenia, a ci którzy mieli super życie i zabawę w liceum czy na studiach ledwo przędą i liczą pieniądze do pierwszego. Autorko wytrwaj, bo lepszego zawodu nie będziesz mieć - pracodawcy będą się o Ciebie bić i prześcigać w tym kto da Ci więcej żebyś dla niego pracowała. Powodzenia!
Nadia92, gdzie na rezydenturze płacą 25 tysięcy??
@nadia92 Pełnia życia w zawodzie którego nie lubisz? Pełnia życia to pełny portfel? Smutny z ciebie człowiek.
Moje studia to też była dla mnie gehenna. Najgorszy czas mojego życia. Jednak swój zawód lubię, moją specjalizację z której był jeden przedmiot co semestr....... i jestem w tym dobra. Ale pozostałe przedmioty to był koszmar, w szczególności algorytmy i elektrotechnika... na samo wspomnienie mam mdłości.
Czasem warto się przemęczyć jeśli się chociaż jedną specjalizację lubi i potrafi się w niej odnaleźć.
A gdyby tak zmienić kierunek? Nadal będziesz studentem, nadal będzie można byc z Ciebie dumnym, a wyniki mogą być lepsze. A przede wszystkim w przyszłości będziesz żyć w zgodzie ze sobą, a nie jak w opisie @dzikiktos
Możesz przejść np. na pielęgniarstwo.
Za co minusy? Pielęgniarstwo nie jest lekkim kierunkiem, ale w porównaniu z lekarskim lżejszy, poza tym prawo do wykonywania zawodu można uzyskać już po trzyletnim licencjacie. W przeciwieństwie do studiów lekarskich, gdzie rezydentura jest dopiero po sześciu latach, a i potem trzeba odbębnić staż i specjalizację :p
Nienawidzilam swoich studiów, uwielbiam zawód, który dzięki nim mam. Zastanów się jeszcze, studia a prawdziwe życie to swi różne rzeczy. Ja jestem szczęśliwa, że się przemęczyłam i wytrwałam
Ja na pierwszym roku też nienawidziłam tych studiów. I zastanawiałam się co ja tam robię, było mnóstwo nauki a nic mnie nie interesowało. Też jechałam na samych trójczynach mimo wielu godzin spędzonych nad książkami (uprzedzam krytykę, myślę że lekarzowi nie jest aż tak potrzebna znajomość statystyki, informatyki i historii medycyny). Drugi rok był trochę luźniejszy. I ciekawsze rzeczy. W związku z tym i oceny się poprawiły. Teraz po trzecim roku bardzo się cieszę, że nie zrezygnowałam bo mam w końcu kontakt z pacjentem a studia są genialne. No i w indeksie prawie same piątki, bo się uczę z przyjemnością i wcale nie potrzebuję na to dużo czasu. Jeśli naprawdę chcesz być lekarzem to daj sobie czas żeby przejść przez to gówno na początku, potem jest fajnie ;)
Ah i jeszcze jedna mała rada - wysypiaj się! Ja się przekonałam na własnej skórze, że będąc wyspanym nauka jest dużo bardziej efektywna i nigdy nie zarywam nocek żeby się uczyć. I wychodzi mi to na lepsze niż znajomym którzy nie śpią. ;)
Osobiście znam dziewczynę która pochodziła z domu lekarzy i została niejako zmuszona do studiowania medycyny. Sama nigdy się tym nie interesowała więc skończyła medycynę(rzuciła na stół dyplom) i poszła do szkoły fryzjerskiej. Teraz ma własny salon i tak jak mówi "rodzice kazali mi skończyć medycynę a nie być lekarzem" więc została fryzjerem z powołania :)
Matką nie jestem ale nie widziałabym różnicy, gdyby mi dziecko powiedziało, że chce być lekarzem a drugie stolarzem. To i to zawód, to i to ciężki.
Uwielbiam takie podejście ale niestety nie wszyscy je mają. Mój brat kiedy chciał zmienić kierunek z prestiżowego na zdecydowanie mniej prestiżowy to matka zrobiła mu z życia piekło. Mimo, że na te pierwsze poszedł tylko dlatego, że na niego naciskała a sam nie miał super pomysłu na siebie. Na szczęście z moją pomocą i kilku innych bliskich przyjaciół udało mu się i jest szczęśliwy ^^ Także ilu ludzi tyle przypadków. A za takie racjonalne myślenie wysyłam dużo miłości <3
A ja jestem i uważam tak samo. Mam ogromny żal do rodziców ,ze pchali mnie do elitarnych szkół. Żałuje ,ze nie nauczyłam się żadnego zawodu.
Zrób sobie wakacje
Jeśli nudzi Cię nauka, ale bardzo chcesz wykonywać zawód lekarza, to poszukaj motywacji, a jeśli kompletnie nic Ci się nie podoba w tym kierunku to daj sobie i przyszłym potencjalnym pacjentom spokój. Nie warto męczyć siebie i innych. Prędzej czy później nie wytrzymasz.
Studiowałam 3 lata medycynę. Studia chciałam rzucić po roku, ale posłuchałam "życzliwych" i jednak tego nie zrobiłam. W końcu wyszłam z depresji, zaczęłam rozwijać swoje pasje. Odżyłam, schudłam, dorosły mi włosy. Obecnie jestem na kierunku ekonomicznym i za rok bronię licencjat. Niedawno odkryłam to co chcę naprawdę robić w przyszłości. Za rok zdaję egzamin maturalny z dodatkowych przedmiotów. Wiem, że rynek jest przesycony, więc spróbuję się dostać na studia dzienne na dobrej uczelnię.
Jeżeli nie chcesz być lekarzem, nie warto! Jeśli jednak chcesz, przede wszystkim naładuj akumulatory, odpocznij, nie przejmuj się ocenami. Twoje życie jest w Twoich rękach! Powodzenia :)
Rozumiem cię, ale myśl, że być może trafię do lekarza, który zupełnie się do tego nie nadaje i ledwo zdawał z roku na rok budzi we mnie spory niepokój. Zrezygnuj, jeżeli ci się nie podoba, bo może kiedyś zrobisz komuś krzywdę.