#ygG32
Jechałam pociągiem, dość szybkim pociągiem. Przy prędkości 160 km/h pod pociąg weszła kobieta. Jechaliśmy jeszcze kilometr, nim skład się zatrzymał. Zero szans na przeżycie. Dźwięk jakbyśmy w drzewo wjechali. Coś strasznego.
Załoga pociągu wychodzi na miejsce wypadku. Ludzie już wiedzą, co się stało. Szok, łzy w oczach etc.
Nagle słychać komunikat: "Szanowni państwo, z powodu śmiertelnego wypadku na trasie, pociąg może być opóźniony do 180 minut". I właśnie w tym momencie w ludzi wstąpił diabeł. 3 minuty od tragedii.
Stos komentarzy typu "przez jakiegoś samobójcę ja mam teraz czekać 3 godziny?", "nawet nam drzwi nie otworzą", "ona i tak już nie żyje, niech się zajmą nami". Jedna dość młoda dziewczyna dzwoni na infolinię, 5 minut po wypadku. Kobieta w słuchawce nic nie wie, no bo skąd ma wiedzieć. Nawet służby ratunkowe jeszcze nie dojechały. Dziewczyna prosi do telefonu kierownika albo menadżera (śmiech na sali). Inni ciągle hejtują załogę pociągu, bo z niego wyszła i nie zostawiła otwartych drzwi.
Ludzie... jak mają wam otworzyć drzwi, skoro pod kołami może leżeć noga, ręka, głowa? Jak mają wam w 10 minut podstawić pociąg zastępczy? Skąd? Z nieba ześlą? Jak załoga pociągu ma opisać centrali co się stało, skoro nie może wyjść według Was z pociągu?
10 minut czekania to nie jest długo. TROCHĘ EMPATII, WSPÓŁCZUCIA, CZŁOWIECZEŃSTWA! CIERPLIWOŚCI.
PS Po 25 minutach byliśmy już w drugim pociągu.
Zgadzam się, że przykłady które podałaś są delikatnie mówiąc nie fajne. Mama i brat dojeżdżają do pracy pociągiem. Na ich trasie nie ma miesiąca bez samobójcy. W niektórych okresach nawet raz na tydzień ktoś postanowi skończyć życie na torach. Naprawdę jestem w stanie zrozumieć nerwy, bo ludzie raz po raz spóźniają się przez to do pracy, ale tak absurdalnych tekstów jeszcze nigdy nie słyszałam.
Rozumiem że twoi bliscy dojeżdżają wszystkimi pociągami w kraju skoro wypowiadasz się za pasażerów wszystkich tras?
@Favela chyba rekord dislików?
Cóź, zastanawia mnie jaka to trasa. Bo osobiście wątpię w autetyczność tych słów
@Komen Wystarczy tylko, by trasa była długa to jestem w stanie w to uwierzyć.
Cóż no... samobójcy nie myślą o tym, że mogą zrobić innym nieprzyjemności. Czy to ci, co skaczą z mostu na autostradę, czy ci, którzy decydują się na skok pod pociąg, położenie się na torach itd. Ale tak szczerze, to inni ludzie też nie myślą o tym, tylko o swojej dupie oraz wygodzie. No bo co z tego, że nadarzył się "wypadek"? Przecież trzeba jechać dalej, kurcze unieść się nad ziemią, byleby być na miejscu i spokojnie sobie wysiąść
Kiedy byłam dzieckiem i miałam błahy problem, postanowiłam w swoim małym móżdżku ze sobą skończyć. Zaczęłam się zastanawiać jak.
Nie powieszę się-za duża trauma dla osoby, która mnie znajdzie. Nie zastrzelę, bo za dużo do sprzątania dla kogoś. Nie zabiję nożem, bo to to samo. Nie rzucę pod pociąg/samochód, bo sprzątanie i problemy kierowcy.... i tak dalej. Pomysł umarł nim się narodził.
Samobójcy nie zawsze to planują czasami to jest nagły głos w głowie "skocz" i zanim osoba się zastanowi już nie żyje
No co jak co, ale jednak mają trochę racji. Samobójstwa na torach są po prostu chamskie, bo opóźniają pociągi i narażają wrażliwe umysły na traumę (np. dzieci). Jeśli ktoś już nie chce żyć to autoeutanazję może wykonać w domowym zaciszu albo jakimś odludzi, bez psucia dnia innym ludziom.
Zgadzam się z Tobą. Samobójcy, którzy skaczą pod pociąg to egoiści.
Bardzo proszę, spójrzcie na to z innej strony. Osoba, która decyduje się na taki krok często jest dotknięta głęboką depresją. To nie jest łatwa choroba i są jej różne odmiany. To nie jest egoizm. Taka osoba ma zaburzone myślenie przez swoją chorobę. A może próbowała ze sobą skończyć nie raz w inny sposób, ale zawsze ktoś ją uratował? Pomyślcie też, że traumę przeżywają bliscy takiej osoby, często obwiniając się, że nie upilnowali ukochanego członka rodziny. Myślicie, że taki pogrzeb jest łatwy? Albo dowiedzieć się, że wasz bliski skoczył pod pociąg i ma rozerwane ciało? Rozumiem, że są ludzie wkurzeni, bo nie dojadą na czas do celu, ale każdy medal zawsze ma dwie strony. Pomyślcie o tym, proszę. Ja sama stracilam niedawno w ten sposób bliską osobą i uwierzcie, że cała moja rodzina również przeżywa traumę.
Rozumiem Twoje oburzenie, jednak i tak bardziej denerwuje mnie to, co mają w głowach Ci samobójcy, którzy robią traumę na całe życie motorniczym i przypadkowym świadkom. Święci nie są, nikt nie jest. A życie po tym toczy się dalej dla innych ludzi, chciał się zabić to się zabił, szkoda tylko, że w ten sposób.
Mi w takich sytuacjach bardzo zal kolejarzy. Niby to nie jest ich wina ale i tak marne to pocieszenie. Zawsze zostaje takie poczucie winy i "co by bylo gdyby" chociaz w takiej sytuacji nie ma opcji na zatrzymanie pociagu. No i oczywiscie rodzina kiedy otrzymala wiadomosc o smierci bliskiej osoby w tak tragiczny sposob. Ahh strasznie egoistyczne sa niektore samobojstwa...
@Tayla Mój dziadek był maszynistą. Gdzieś w jakiejś miejscowości pobili śmiertelnie chłopaka a zwłoki zostawili na torach. Ręce i nogi zostały a reszta wlazła pod pociąg którym mój dziadek operował. Widok i przeżycia najgorsze.
W Japonii jest to tak częste, że kosztami sprzątania obciążają rodziny samobójców.
Samobójcy powinni załatwiać swoją najważniejszą sprawę tak żeby nie trzeba było po nich sprzątać oraz tak by nie przeszkadzać ludziom, których nawet nie znają - to moje zdanie.
Z jednej strony poniekąd zgadzam się z ludźmi mówiącymi, że ludzie są słusznie wkurzeni - też bym się pewnie wściekała. Samobójstwo jest z natury dość egoistyczne. Z kolei druga strona medalu jest taka, że jak ktoś się decyduje na samobójstwo i to nie takie jak przedawkowanie leków (czy też inne które z założenia ma być mało bolesne), tylko skok z budynku czy właśnie wejście pod pociąg, to znaczy że dotarł do etapu gdzie jest mu wszystko jedno i najmniejszym jego zmartwieniem jest to, czy opóźni komuś podróż/spowoduje traumę.
Skok z budynku to juz w ogóle przegięcie... Kiedyś jakaś osoba chciała się zabić. Skoczyła. Spadła na dziewczynę. Osoba żyje, dziewczyna jeździ na wózku.
Serio? W Japonii pociąg się nie zatrzymuje a rodzina samobójcy płaci duże odszkodowanie firmie przez następne 10 lat.
No ale mieli rację. Jest tysiąc sposobów na zabicie się bez wciągania w to innych, ale oczywiście babka nie pomyślała...