#ylXs1
Ja zaś mieszkam jakieś 100 km od niej, mam męża i czwórkę dzieci. Żyje nam się dobrze, spokojnie.
Moja matka zawsze tłumaczyła moją siostrę Hanię. Zawsze to inni byli winni. A to mąż, bo jej nie wspiera, a to dzieci są nieznośne. Tłumaczyła jej alkoholizm byle czym, tylko jej pobłażając.
Przyszedł czas, że dzieci Hani się wprowadziły z domu, mając serdecznie dosyć matki pijaczki, a jej mąż zażądał w końcu rozwodu. Spakował jej rzeczy i wyrzucił z domu po kolejnej libacji alkoholowej. Dom jej się nie należy, bo jest przepisany na rodziców jej męża.
Przyszła oczywiście do matki, ale że moja mama ma już ponad 70 lat i problemy z sercem, nie uważałam tego za rozsądny pomysł i wprost powiedziałam Hani, że jeśli się nie ogarnie, to wykończy naszą matkę.
Po miesiącu mieszkania z mamą Hania przyszła do mnie z walizkami i chciała pomocy. Zrobiłam dla niej co mogłam, zorganizowałam jej odwyk, który całkowicie przeszła. Po nim miała się wprowadzić do nas, póki nie stanie na nogi. Warunek był jeden. Kupuję alkomat i jak będzie miała wypite, od razu się wyprowadza. Jestem matką, chciałam przede wszystkim chronić swoje dzieci.
Wszystko szło świetnie. Nie piła. Po pół roku znalazłam jej mieszkanie za niewielkie pieniądze i pomogłam w znalezieniu pracy. Nawet odnowiła kontakt z dziećmi. Po dwóch miesiącach wolności poszłam ją odwiedzić bez zapowiedzi. Mieszkanie wyglądało jak melina, ona leżała pijana na sofie. Koszmar. Miarka się przebrała i powiedziałam, że jak nie potrafiła uszanować mojej pomocy, zresztą nie pierwszej, niech już jej więcej nie oczekuje.
Z pracy ją wyrzucili, z mieszkania też. Wróciła znowu do matki, a ja nie mogę tego znieść. Nie mamy co z nią zrobić. Nie chcę, żeby mieszkała z mamą, by ją wykończyć, do siebie też nie mogę jej zabrać, bo szkoda mi swoich dzieci. Jest problemem dla całej rodziny. Przez 20 lat była. Nie szanuje nas, naszej chęci pomocy. Nie wyrzucę jej na bruk, ale mama codziennie do mnie dzwoni i płacze, że Hania znowu pije, a ona nie wie co ma zrobić. Ja też nie wiem. Jestem bezradna. Mam jej serdecznie dosyć. Wiem, że to choroba, ale ludzie z tego wychodzą. Jeśli chcą, oczywiście. Wiem, że to chore co napiszę, ale wolałabym, żeby się zapiła. Byłby w końcu święty spokój.
Może wyrzucenie na bruk, odmowa jakiejkolwiek pomocy, zmusi ją, do wzięcia odpowiedzialności za swoje życie? Może czas przestać się litować nad pijaczką?
Są rodzice, którzy kochają swoje dzieci bezwzględnie i choćby to dziecko pół chałupy wysprzedało za grosze, by mieć na alkohol czy narkotyki, choćby robiło jeszcze gorsze rzeczy, przez które rodzice psychicznie nie wytrzymują, to z domu nie wyrzucą... Bo biedny sobie nie poradzi, bo zginie na ulicy z "ich winy", bo wystawili za drzwi... Mój dawny znajomy, dwadzieśca cztery lata, jest takim nieudacznikiem, nie robi nic, nie umie nic, tylko pieniądze wyciąga, krzyczy, awanturuje się, wyzywa, meliny urządza, kłopoty na głowę sprowadza, a rodzice nadal dają mu pieniądze, nadal do siebie przyjmują i nadal odkręcają wszystko, co spie*doli, bo przecież bez nich zginie, a to mimo wszystko syn, nie mogą go ot tak zostawić samego sobie...
Fajnie się mówi ale ciężko tak po prostu olać kogoś kogo się kocha. Nawet dla jego dobra.
Nie. Wyrzucenie na bruk nic nie zmieni. Ci ludzie nie pojmują świata tak jak my. Nie myślą logicznie i się nie zmieniają na długo. Wiem bo mam w rodzinie kogoś w takiej samej sytuacji.
Chyba ilość bezdomnych pijaków na ulicach jest idealnym przykładem na to, że w przypadku alkoholizmu stracenie wszystkiego niczego nie zmieni...
To nie jest kwestia litowania się. Jestem w bardzo podobnej sytuacji, co autorka, tylko sprawa dotyczy mojego ojca. Mózg alkoholików po laaatach picia zmienia się. Oni tracą takie podstawowe ludzkie uczucia, jak empatia, wstyd, zażenowanie itp. Nie przeszkadza im chlanie do nieprzytomności, nie przeszkadza załatwianie pod siebie, nie przeszkadza wizja pogarszania swojego zdrowia. Oni nie uważają, że swoim piciem robią sobie albo komuś innemu krzywdę.
Co wg ciebie można zrobić w takiej sytuacji? Mimo wszystko na ulicę człowieka nie wywalisz. Ale jak pomóc komuś, kto pomocy nie chce, bo uważa, że jej nie potrzebuje? Jedyne co zostaje, to pójście do sądu o nakaz przymusowego odwyku. Dla rodziny pozostaje niebieska karta. Ale co potem?
Prawda jest taka , że twoja mama musi wyrzucić ja z domu. W zasadzie to ty ją musisz wyrzucić z mamy domu, bo pewnie sama nie da rady.
Jak się czegoś nie chce , to jest gorzej jakby się nie umiało...
Sama mam w rodzinie taka siostrę pijaczke, opamiętała się dopiero jak odebraliśmy jej córkę i została calkiem sama, na ulicy.
Na ten mkkent 2 lata nie pije, ale tez szczęście w nieszczesciu urodzila kolejne dziecko i skupia sie na wychowaniu go.
Prezydium wystawi wam nakaz przymusowego leczenia. Warto sprobowac. Wiem bo uzaleznienia wszelakie są normą w mojej rodzinie. I to nie jest do konca tak ze ona ma zA nic Waszą pomoc. Siła nałogu jest nieobliczalna niestety a silna wola niewiele z tym wspolnego.
Oczywiscie nakaz przymusowego leczenia dla niej- inaczej moze nawet pojsc siedziec
Doskonale cię rozumiem, ale po tylu próbach pomocy czasem człowiek kompletnie wysiada i nie ma co się dziwić ani tobie, ani jej dzieciom ani mężowi. Współczuję tylko twojej mamie, bo widać, że nadal wierzy w twoją siostrę i będzie na tym cierpiała. Trzymaj się i powodzenia
Mam podobny problem z bratem. Tyle ze on nawet na odwyku zadnym nie byl ani razu. Bo twierdzi ze nie jest uzalezniony. Tyle ze pijany jest dzien w dzien. U tak jak u autorki tez u mamy na karku siedzi. I tez mama go usprawiedliwia i dzielnie to znosi. Matka to matka, nigdy nie pozwoli dziecku zrobic krzywdy, tylko ze tym samym pomaga mu w jego chorobie :(
Kiedyś usłyszałam jak jakaś pani psycholog mówiła, że alkoholikowi powinno się pomagać, bo bez tej pomocy zginie (w domyśle dosłownie- umrze). A ja się z nią absolutnie nie zgadzam. Uważam, że pomagając akoholikowi pomaga się mu pić, a zginąć przez niego mogą wszyscy wokół niego. Wsparcie należy dać komuś, kto rzucił picie.
@rassdwa kto tak powiedział? Wszyscy specjaliści od alkoholików mówią, że nie wolno mu pomagać bo stwarzasz mu komfort picia. Wszystkie żony zabierające mężów i holujące do domu, myje go potem, kładzie spać, a pofem facet się budzi, dzieci w przedszkolu, dom posprzątany, wzzystko fajnie. Żona pomarudzi co prawda, ale co ona tam wie, pojazgocze i przestanie. Trzeba przestać go wyręczać! koniecznie! Będzie leżał orzygany niech leży, jak się obudzi w taikm stanie to może dotrze do głupiego łba, że jednak ma problem i pójdzie na terapię
Może zabierz swoją mamę do siebie
brawo za asertywnosc i wlaczenie myslenia
nie ma mozliwosci, by ja od matki wyrzucic? moze jak siegnie dna to sie ogarnie
a jesli nie- to jej problem, jest dorosla
Alkoholik nie niszczy życia tylko sobie ale wszystkim dookoła :(
Uff, nie jestem chodzącym złem! Mój ojciec jest alkoholikiem i jakaż byłabym szczęśliwa, gdyby się zapił na śmierć, umarłby i byłby spokój!
On pił całe moje dzieciństwo, pije nadal, już ponad 20 lat. Bywał na odwykach, które nic nie dawały. Dorobił się udaru, miewa ataki alkoholowej padaczki. Jest niezdolny do samodzielnego życia, a jednocześnie nie nadaje się do życia z innymi. Wykańcza nerwowo moją matkę, która sama jest chora. Stacza się coraz niżej i ciągnie ze sobą rodzinę. Jego rodzice już nie żyją, jego bracia nie chcą mieć z nim nic wspólnego. A my, dzieci i jego żona, jesteśmy na niego skazani. Również mamy tego dziada serdecznie dość, ale co zrobić? Należy mu się wyrzucenie na ulicę, ale przecież tego nie zrobimy...