Szlag mnie jasny trafia, jak często gęsto jak się przyznam, że nie mam prawa jazdy, to słyszę "facet w twoim wieku i nie ma prawka?", "to jak ty sobie radzisz w życiu?" albo hit sezonu (słyszany i od facetów, i od kobiet) "to jak ty sobie dziewczynę znajdziesz?". Noż ja pierdyle. Do pracy mam dojazd autobusem świetny - bo dom i praca od przystanków są oddalone ~100 m. W moim mieście jest całkiem dobra i punktualna komunikacja autobusowa. Do rodziny pociągiem wygodnie bez problemu dojadę. Jakoś nigdy nie widziałem potrzeby posiadania samochodu. Moi rodzice też samochodu nie mieli i jakoś i mnie, i brata wychowali bez problemu.
Nie wiem czemu ludziom się wydaje, że bez samochodu żyć się nie da. Niektórzy ludzie po prostu nie widzą się w roli kierowców i tyle. Inni nie chcą auta z powodu przekonań ekologicznych, jeszcze inni nie chcą, bo uważają samochód za skarbonkę bez dna. Po co robić z tego aferę, a z człowieka jakiegoś podludzia, bo nie ma 4 kółek...
Dodaj anonimowe wyznanie
A ja sobie nie wyobrażam bez auta. Uprzedzając: sama jestem cyklistą i robimy z dziećmi wycieczki rowerowe. Natomiast nie wyobrażam sobie popylać rowerem z chorym dzieckiem do lekarza lub jechać w zimę na święta do rodziny 2-3h z maluchami autobusem w którym, jak to się mówi „gdbyby nie dziewczyny to by nie było gdzie palca wcisnąć”.
Poza tym: do pracy jadę 20 nim autem lub 1,5 h komunikacją. Po drodze w obie strony muszę ogarnąć żłobki i przedszkola. Wybór oczywisty.
Zaraz się podniesie, że wizyty domowe, że taksówki itd. Tak, tak, jednak mi auto daje poczucie niezależności i bezpieczeństwa i zdania nie zmienię.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jeśli ktoś założył rodzinę i ma dzieci, to samochód się przyda takiej osobie o wiele bardziej niż komuś, kto jest singlem i nie musi się zajmować dziećmi.
Chociaż i takiej się przyda. Szczególnie jak się mieszka w miasteczku położonym 25min samochodem i 40min pociągiem/busem od dużego miasta. W te wakacje próbowałam wersji bez samochodowej i myślałam, że szału dostanę.
Mam przychodnię 2 minuty od domu, żłobek z 10, ja i mąż pracujemy w centrum Wrocławia, więc dojazd jest idealny. W naszym przypadku auto wcale by się nie sprawdziło.
Jedynie wyjazdy do rodziny, ale wolimy pociągi, bo Mały ma chorobę lokomocyjną, a jest zbyt mały by mu coś podać.
Samochód i prawo jazdy niby nie potrzebne, ale jednak przydatne.
Oczywiście, że samochód i prawo jazdy są przydatne, ale to nie znaczy, że trzeba koniecznie je zrobić. Kilka lat temu, pod koniec drugiej i na początku trzeciej klasy liceum, prawie cała moja klasa zrobiła sobie prawa jazdy, a ja nie - bo po co? Osobiście nie potrzebuję jeździć samochodem, bo przez kilka lat jakoś żyję i poruszam się wyłącznie pociągami, autobusami, tramwajami. Jeśli będę potrzebował, to dopiero wtedy pójdę sobie na kurs prawa jazdy, bo nie widzę kompletnie sensu w tym, żeby robić je tuż przed 18. urodzinami i potem nie korzystać z niego przez dobre kilka lat - a kasa wydana na kurs i formalności przepadła.
@DwaNastroje, ale co jest złego w jeżdżeniu autem rodziców? Czy każdy człowiek z prawem jazdy potrzebuje własnego auta? Samochód moich rodziców stoi na parkingu przez większość czasu (co nie znaczy, że jest nam niepotrzebny), dlaczego więc nie miałabym korzystać z niego, skoro nikt inny i tak tego nie robi? Gdybym miała własne auto, i moja siostra miała własne, to by były trzy auta zabierające miejsca parkingowe i pieniądze, a założę się, że rzadko kiedy choćby dwa z nich byłyby używane w tym samym czasie.
Dla wyjaśnienia: póki co prawa jazdy nie mam, jeszcze za młoda jestem :P. Przez długi czas nie zamierzałam robić prawa jazdy, bo nie widziałam takiej potrzeby, ale teraz nie mogę się doczekać i zapiszę się na kurs jak tylko będę mogła. To moja decyzja i nie mam nic do osób, które podjęły inną - każdy ma prawo decydować o swoim życiu.
@Akoi890, często jest tak, że z jednego jedynego samochodu korzysta wyłącznie głowa rodziny, m.in. jeżdżąc codziennie do pracy, więc jeśli w ogóle się zdarzają jakieś okazje, żeby inna osoba mogła pojeździć samochodem, to w wielu przypadkach zdarzają się one bardzo rzadko.
A co to za farmazony xD Korzysta z auta ten, kto potrzebuje. Ja jeżdżę autem narzeczonego. To on jest właścicielem i "głową rodziny", ale ma 5 min piechotą do pracy. Czy tylko dlatego, że nie mam swojego auta, miałabym się tłuc 30 min autobusem?
Swoją drogą to dosyć odpowiedzialne podejście skoro uważasz, że nie robisz prawka bo nie widzisz siebie w roli kierowcy. Ile to osób robi prawko tyljo dlatego bo w przyszłości się przyda albo ci młodzi, ledwo co 18 lat skończyli a już na egzamin idą. I mało kto myśli czy to im jest naprawdę potrzebne czy robią to tylko żeby mieć z głowy albo bo wszyscy znajomi mają to ja też muszę.
no chyba lepiej zrobić jak się ma 18 lat i miec z głowy niż później jak już masz dom dzieci prace i rodzine na głowie :)
jhope - o ile będzie się go chociaż sporadycznie używać to tak, ale pomyśl ktoś wsiada za kierownicę 10-15 lat od momentu zrobienia prawa jazdy i często stanowi zagrożenie większe niż ktoś zaraz po kursie (jeśli ma podejście - zdałem egzamin to potrafię). Dla mnie bezsensu robić prawko na zapas, potem (w moim dużym mieście) i tak wielu ludzi musi kupować godziny z instruktorem, bo boją się samodzielnej jazdy.
"Wszyscy dookoła robią prawko, to ja też może zrobię, żeby nie być gorszy/gorsza" - najgorszy argument, jaki można usłyszeć... Presja społeczeństwa to jest jedna z najgorszych rzeczy. Kiedy wszyscy dookoła mnie robili prawo jazdy, to ja miałem to w szerokim poważaniu, i co? Czuję się z tym jak najlepiej, bo do tej pory ani razu nie pomyślałem: "kurczę, jednak trzeba było zrobić to prawko". Nie każdy musi mieć prawo jazdy, nie każdy musi mieć samochód i jeździć nim. Ludzie są różni. A jeśli ktoś robi coś, bo wszyscy inni tak robią, jest przegrywem, bo nie potrafi chodzić własnymi ścieżkami...
Jak się ma te 18 lat, to często ma się sporo wolnego czasu na takie rzeczy jak jazdy. Większość moich znajomych jeździła autem zaraz po zrobieniu prawka.
Ja prawka nie mam, próbowałam, ale nie wyszło. I żałuję, że w tej dziedzinie byłam takim antytalentem.
Na imprezach piję niewiele, mogłabym z tego zrezygnować bez żalu, a tak zawsze ktoś musi zostać przymusowym abstynentem. Albo w długiej trasie jestem zupełnie nieprzydatnym pasażerem.
W mieście z komunikacją miejską jest super.
Kilka kilometrów za miastem, gdzie nie zatrzymuje się żaden pks jest gorzej, gdy pogoda nie sprzyja przejażdżkom rowerowym.
Było tu wyznanie dziewczyny, która żałowała zrobienia prawka. Ja znam tylko osoby, które żałują, że tego nie zrobiły.
Z jednej strony jhope ma rację, ponieważ zawsze trafi się okazja, aby "wykorzystać swoje umiejętności" nawet raz na miesiąc, czy raz na dwa miesiące - tak wynikało z rozmów z koleżankami / kolegami w klasie maturalnej. I to były sytuacje: odebrać młodszego lub starszego brata z imprezy, bo się schlali, rodzinna wigilia u dziadków - ktoś prowadzić musi, skoro cała reszta się napiła. Z reguły drobiazgi, ale zawsze coś.
U mnie się cała klasa rzuciła na robienie prawka, jak tylko weszliśmy w rok osiemnastkowy. I po kilka osób nie było na ostatnich lekcjach, bo muszą zostać zwolnieni ze względu na jazdy do prawka. W pewnym momencie było, że mi wychowawczyni wypominała, że ja nie chodzę na kurs. Kogo to obchodzi, co ja robię ze swoim czasem wolnym?
Po prawie 10 latach - trochę żałuję, że tego nie zrobiłam wtedy, bo obecnie mi się nie chce i nie mam czasu, a także tyle cierpliwości. Ponadto z moją złamaną dupą jest to nierealne, abym wysiedziała bez specjalnego siedziska. Gdy miałam zamiar podejść, to mi instruktor moje siedzisko wyrzucił ze stwierdzenie "Nie pajacuj dziecko". Krowa lat 30, ale jestem dzieckiem i pajacuję, bo mam złamaną dupę. Jakbym wiedziała, że się wywalę, to bym się od razu położyła.
@jonoforeza, czytałem to wyznanie i całkowicie się z nim zgadzam. Jako że nigdy nie byłem na kursie prawa jazdy, to nie wiem, jak się prowadzi, ale mogę to zobaczyć z boku i nie wydaje mi się to takie proste. Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że z czasem się człowiek nauczy i się przyzwyczai, ale do tego jednak potrzeba czasu i chęci - w różnej ilości w zależności od osoby. Ja bym cały czas się bał, czy w kogoś nie stuknę, albo czy ktoś mnie nie stuknie, albo czy kogoś przypadkiem nie rozjadę. Ludzie są różni i na nic jest przekonywać ich na siłę do czegokolwiek. Poza tym co to znaczy, że "zawsze ktoś musi zostać przymusowym abstynentem" i "w długiej trasie jestem zupełnie nieprzydatnym pasażerem"?
@GoMiNam, może w niektórych przypadkach trafiają się okazje, żeby skorzystać z posiadania prawa jazdy i umiejętności prowadzenia samochodu, ale nie powiedziałbym, że zawsze. Jeżeli u kogoś w rodzinie tylko głowa rodziny prowadzi jeden jedyny samochód, to raczej próżno szukać okazji, żeby wykorzystać swoje umiejętności... Poza tym wspominasz o sytuacjach związanych z alkoholem - każdy pije na własną odpowiedzialność, więc jeśli nie ma jak wrócić, to niech nie pije. Poza tym to, że cała klasa coś robi, nie może decydować o tym, żeby robić komuś uwagi na temat tego, że ktoś tego nie robi. Po co Ci wychowawczyni wypominała, że nie chodziłaś na kurs prawa jazdy? Co ją to niby obchodzi? Według mnie każdy ma prawo do robienia ze swoim życiem cokolwiek, byleby to nie szkodziło innym. Osobiście nigdy nie paliłem i jestem zadeklarowanym abstynentem, a jeśli o tym mówię, to ludzie się na mnie patrzą jak na jakiegoś czubka i strasznie mnie to wkurza ("Ale w ogóle nie pijesz? To jak ty żyjesz?"). A najlepszy jest Twój instruktor... Różne są sytuacje, więc nie należy bezmyślnie podchodzić do każdego tak samo. Ja, dla przykładu, nie potrafię usiedzieć w jednej pozycji przez dłuższy czas, więc ciekaw jestem, jak mógłbym wytrzymać, prowadząc samochód...
Przypomniało mi się jak po skończeniu osiemnastki wszyscy ale to dosłownie WSZYSCY z mojej klasy, zapisali się na prawko, niektórzy nawet do tego samego instruktora. Co to były później za opowieści i śmieszki, bo ta to jeździ tak a tamten to na rondo nie umie wjechać. Oczywiście ja beztalencie ogromne nie zdałam 3 razy i dałam sobie spokój.
@Anonim0101, głowa rodziny podczas uroczystości też się czasem chce napić i wtedy trzeba szukać zastępstwa, nie zgodzisz się? Akurat takie sytuacje znam i nie pisz, że nie mają one miejsca.
Moja Mama zawsze powtarza: "Jak stać Cię, aby pić alkohol, to stać Cię również na taksówkę". Ale zgadzam się również, że pijane rodzeństwo, to także możliwość sprawdzenia własnych umiejętności za kółkiem.
Moim problemem jest to, że obojętnie jak się ubiorę, uczeszę i umaluję, to wyglądam jak dziecko, dlatego też nikt nigdy mnie nie traktuje poważnie.
@Anonim - prawko mam 1,5 roku i przejechałam 20k km, przy czym nie pracuję autem. Nie każdy młody siedzi na dupie i podciera się prawkiem.
A ja znam przypadek gdzie jest ojciec mama (mlodzi rodzice) i dwie córki. Nie mają prawka ani samochodu. Cały czas szukają kierowców i są uzależnieni od innych, najczęściej siostry. A mało tego, ten maz/ojciec miał możliwość zdawania prawa jazdy za darmo w szkole ale nie wykorzystał. Uważam, ze w każdym domu potrzebny jest jakiś chociaz mały samochód i kierowcą w razie jakiejkolwiek ciezkiej sytuacji lub tragedii,niedajboze, gdzie liczy się czas. A Mając samochód nie musisz rezygnować z jazdy rowerem czy pociągiem ;)
Czym innym jest nieposiadanie samochodu, a czym innym nieposiadanie nawet prawka. Brak samochodu jak najbardziej jestem w stanie zrozumieć, w dużych miastach rzeczywiście często o wiele wygodniej wychodzi poruszanie się komunikacją miejską. Natomiast muszę przyznać, że trochę mnie dziwi, że trzydziestokilkuletni facet nawet nie zrobił prawka. W sumie nigdy nie wiadomo, kiedy mogłoby się przydać, a argument, że "rodzice też nie jeździli samochodem" jest trochę dziecinny.
A po co komu prawko, jeśli się z niego nie korzysta? Trzeba zwrócić uwagę na to, że to nie jest wcale tak jak z rowerem, czyli po 10 latach od nauki jazdy na rowerze siadasz na siodełko i jedziesz. Samochód jest dużo bardziej skomplikowany w obsłudzie i na nic jest robienie prawka w liceum, żeby uczyć się wszystkiego od nowa 10 lat później. Pieniądze wyrzucone błoto na kurs w liceum. A dziecinny jest argument taki, że "każdy robi, to ja też zrobię".
Akurat nigdzie nie pisałam o robieniu prawka konkretnie w liceum, "bo każdy robi", bo to dla mnie też nie jest żaden argument. Ale jeżeli autor ma trzydzieści kilka lat, to miał w międzyczasie kilkanaście lat na zrobienie prawka i naprawdę ciężko mi jest sobie wyobrazić, że nie było w tym czasie żadnej sytuacji, w której posiadanie prawka mogłoby mu dużo ułatwić. No i nie przesadzałabym z tym uczeniem się wszystkiego od nowa, jeżeli już raz opanowałby jazdę samochodem na tyle, żeby zdać egzamin, to myślę, że to byłaby kwestia kilku dni jeżdżenia z kimś i przypomnienia sobie wszystkiego. Poza tym jeżeli już miałby prawko, to prawdopodobnie nawet nie mając samochodu, i tak by z tego prawka jednak korzystał raz na jakiś czas przy różnych okazjach. Dla mnie całe to wyznanie utrzymane jest mocno w stylu "nie, bo nie" i pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że jeżeli autor kiedyś założy rodzinę, to jednak zrobi sobie prawko, kupi samochód i nie będzie na silę wszędzie woził dzieci autobusami i pociągami, "bo przecież tak też można, a jego rodzice nie jeździli samochodem i jakoś go wychowali".
3 lata temu robiłam prawko i zdałam teorię (tak jakby zmuszono mnie do prawka), a praktycznego już nie. Teraz myślę o tym (gdyż powoli dojrzewam do tej myśli), że podejdę raz jeszcze do egzaminu, gdy będzie mnie stać na auto. A niestety właśnie benzyna, mechanik itp kosztują. A mnie na to totalnie nie stać.
I jeśli o mnie chodzi to tak, ja będę się musiała nauczyć od nowa. Od nowa przyswoić całą teorię, bo już totalnie wszystko zapomniałam. No i wykupić dodatkowe godziny, bo jakoś ten praktyczny trzeba zdać i się nie rozbić. O parkowaniu nie wspominając.
Rozmawiałam na ten temat z moim znajomym instruktorem. Powiedział mi wprost, że jeśli nie mam na oku auta, ani możliwości pożyczenia, to mam się za prawko nie zabierać, bo jeśli od razu po odebraniu nie wsiądę, potem będzie tylko trudniej. I znam mnóstwo takich osób, które zdały to prawo jazdy, ale nie jeździły, bo się bały.
Dlatego moim zdaniem prawo jazdy powinny robić osoby zdeterminowane, posiadające w niedalekiej przyszłości samochód i mające dużo okazji do jeżdżenia, żeby szybciej poczuć się pewnie. To jak z nauką języka obcego. Jak go nigdzie nie używasz, to szybko go zapomnisz.
Wiesz, zawsze warto zbierać "bileciki", kursy, szkolenia, doświadczenia, zwłaszcza kiedy jest się młodym. Nigdy nie wiesz kiedy dany bilecik Ci się przyda, bo z upływem lat czasu jest coraz mniej i szkoda się obudzić z ręką w nocniku. Łatwiej zrobić prawko i później tylko odświeżyć swoje umiejętności niż je zrobić na cito. Ps. Ja tam bym się nie skusiła na faceta bez prawka, wydawałoby mi się, że jest niezaradny życiowo i mało ambitny.
No ja mam prawo jazdy, bo nienawidzę jak np się z kimś umowie, ten ktoś to odwoła, bo nie może a ja sama nie dojadę. Albo jak większy market się ma dalej, bo zakupów nie robię z w pobliskich sklepikach. Prawko nie jest niezbędne, ale cieszę się, że już nie muszę się do nikogo dostosowywać. Szczególnie, że nie wszędzie dojedzie się pociągiem bez przesiadek a ja lubię podróżować
tez nie mam prawka. co gorsza- nie zamierzam go sobie robic w ogole. nie czuje sie kierowca. bylabym spanikowana, ze komus cos zrobie. poza tym mam ujemna orientacje w terenie. odrozniam lewa od prawej, ale bywalo, ze zgubilam sie na wlasnym osiedlu czy na prostej drodze. albo drodze do znajomych, bo zamiast tramwajem jechalam autobusem i przystanek byl w bocznej uliczce. z takimi zdolnosciami lepiej prawa jazdy nie miec. lepiej dla swiata ;)
Też mnie irytuje traktowanie prawa jazdy jako czegoś niezbędnego do życia. Mnie nigdy nie ciągnęło do prowadzenia samochodu, ale po długich namowach rodziny i otoczenia poszłam na kurs mając 19 lat. Wszyscy przekonywali mnie, że jak już usiądę za kółkiem i poczuję się niezależna to polubię jazdę. Mało tego, że moje podejście do prowadzenia się nie zmieniło to trafiłam na tak tragiczną instruktorkę, która wręcz obrzydziła mi jazdę. Była niemiła, moje jazdy wykorzystywała do załatwiania swoich prywatnych spraw (tu niby ćwiczymy jazdy, ale zatrzymaj się pod piekarnią to pójdę kupić chleb), potrafiła na mnie nawrzeszczeć, że jestem nieobyta (no jak usiadłam drugi czy trzeci raz za kierownicę to raczej nic dziwnego, że byłam nieobyta na drodze). Mieszkałam wtedy w małej rodzinnej miejscowości, więc mieliśmy tylko jedną szkołę nauki jazdy, z resztą ludzie jakoś te kursy kończyli, więc nie przyszło m do głowy sprawdzać opinie - jak się potem okazało wszystkie negatywne - albo szukać gdzieś indziej. W każdym razie kurs przerwałam i nigdy do niego nie wróciłam. Zaczęłam studia w stolicy wojewódzkiej, przeprowadziłam się tam i teraz mieszkam w ścisłym centrum. Po mieście poruszam się pieszo, bo wszędzie jestem w stanie dotrzeć w przeciągu kilkunastu minut, w razie "w" na rozkład autobusów też nie narzekam. Nawet nie miałabym gdzie zaparkować tego samochodu, znalezienie miejsca parkingowego przy uczelni w godzinach moich zajęć jest zwyczajnie niemożliwe. Do domu wracam pociągiem i też nie jest to żaden problem. Nie żałuję, że nie zrobiłam prawa jazdy. Ale też już bokiem wychodzi mi słuchanie jakie to prawko jest mi niezbędne do życia...
Powiem Ci tak. Zrób prawko, kup auto a po roku jeżdżenia (zakupy, praca, inne potrzeby) wróć tu I powiedz czy ci "nie potrzebne". Powaga każdy który nie ma okazji spróbować jaki to komfort mówi, że to nie jest potrzebne
Studiuje w dużym mieście. Na uczelnie mam piechotą. Do znajomych, do uczniów i na dworzec jeżdżę komunikacją - zazwyczaj szybciej niż stać w korku, a i tak co pare minut coś jedzie. Do domu tez wystarczająco połączeń
Powiem Ci tak - jeżdżenie tutaj autem to przez większość czasu (a przynajmniej wtedy kiedy bym potrzebowała dojechać) to męczarnia. Więc nie zawsze auto to najlepsze wyjście